13.08.2026
Jazda nr: 1835

Tagi: aurelia, , wiejskie_przygody, zach_slonca |

Trasa z dnia dzisiejszego stanowi jedną z najważniejszych tras w roku! To w końcu trasa kolejnych 5000 km z Aurelią. Ostatnia taka trasa miała miejsce we wrześniu 2025 r.: "65 000" Aurelio !:- Trasa Gdańsk - Tczew. Nie planowałem tutaj (w rejonach Kostrzynia) robić 70k km z Aurelią. Wstępnie myślałem aby zrobić trasę w województwie pomorskim. Połączyć ślady między Tczewem a Malborkiem. Całość byłaby o wiele prostsza niż dzisiejsza wyprawa.. No ale ostatnie dni - między innymi trasa: Trasa bez zachodu słońca. Dobiła trochę kilometrów.. Mogłem więc zmierzyć się w tej wyjątkowej trasie podczas której odkrywam nowe niezwykłe rejony zbliżając się do administracyjnych granic województwa zachodniopomorskiego! Na pewno jeszcze w rejony wrócę. Możliwe, że jeszcze w tym roku zrobię uzupełniającą trasę, którą zaliczę nie tylko rejon Kostrzynia nad Odrą a także fortyfikacje Sarbinowo - te niestety są za wsią Sarbinowo. Co prawda wstępny plan zakładał dzisiaj przejechać obok tych fortyfikacji ale byłaby to wyprawa znacząco przekraczająca 100 km. Na co nie jestem jeszcze gotowy. Łatwiej zaplanować jeszcze jeden wyjazd i pojechać np. od Namyślin takie skromne kółko :-) Albo od Chwarszczany jeśli zdecydowałbym się dojechać tam po DK31. W sumie dzisiaj był plan aby wracać z Chwarszczany przez DK31. I może byłoby lepiej, szybciej i krócej no ale skusiłem się na jazdę turystyczną. W końcu jestem na urlopie. Jest ładna pogoda.. No ale trochę ją przeszacowałem.. Spojrzałem na pogodę na dzisiaj ale na mój rejon - gdzie w moim rejonie miało być 25℃. W okolicy województwa Lubuskiego było ciut cieplej - w najcieplejszym momencie dnia ok. 28℃. A normalnie to tak 26-27℃ z powodzeniem.. Do tego początek trasy dość wzniosły terenowo. Więc było ciężko. Dojazd też ciężki i długi.. To kawałek drogi jest.. Startowałem z Siekierek i z Siekierek kierowaliśmy się z towarzyszem dzisiejszej podróży na wspomniany Namyślin. Trasa miała wiele trudniejszych momentów.. Piaszczystych i leśnych dróg.. W sumie dla mnie to nie pierwszyzna. Już nie raz w takich warunkach jeździłem. Spodziewałem się, że zrobię trasę ok. 80 km. Nawet miało wyjść mniej bo ok. 78 km. Miałem dobić sobie 2 km po Siekierkach aby licznik wskazał nie mniej niż 80 km aby mieć pewność, że przekroczę jeszcze dzisiaj wynik 70 000 km z Aurelią! Jednak problemy nawigacyjne - coś szalało dzisiaj te zjebane google. Nie ma co ufać korporacjom. Mapom google. Ostatnio googlowski model AI bardzo mnie wkurwiał. Przy pracy nad ważnym wakacyjnym projektem: "URBEKS" - takiej interaktywnej pamiątki z moich tras. Dzisiaj te jebane google parę razy robiło nas w chuja wyznaczając trasę na rower. Przez istniejące drogi. Przez teren kopalni. No ja trochę sprawdziłem trasy ale oparłem się na tym co pokazuje google. A jednak sensowniej jest korzystać z opracowań OpenStreetMap. Są sensowniejsze i lepsze jakościowo.. Koniec końców po przygodach ale do celu się dotarło. I koniec końców z ok. 80 km zrobiło się prawie 100 km. Jak to dobrze, że jednak jakąś formę mam. I jak trzeba to potrafię szybciej pojechać. Inaczej to byśmy mieli spory problem dzisiaj - gdyż wyjątkowo na trasie kolejnych 5km km z Aurelią towarzyszył mi towarzysz GŻ. Nie wiedziałem jednak, że będzie to 70k km.. O wyjeździe pomyślałem jeszcze w zeszły weekend: Trasa ZS - Nadrensee - Gellin. I złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim pogoda. Początek nowego tygodnia tradycyjnie niósł ochłodzenie po upałach.. Zawirowania w pogodzie.. I w drugiej połowie tygodnia stabilizacja. Mnie w sumie brakowało jeszcze 130 km. Nie spodziewałem się, że zrobię tyle, że w dzisiejszym dniu będę mógł zawalczyć o 70k km z Aurelią. I w sumie dobrze się stało, że zawalczyłem o tą trasę. I mimo trudności dojechało się do końca.. Zaliczyło się piękną trasę. Zrobiło się piękne kilometry. Wracam co prawda zarżnięty - tak naprawdę do domu wróciłem dopiero w piątek tuż przed 1 w nocy.. No bo sama jazda na Sierkierki, odebranie towarzysza GŻ ze sklepu Dino na Szczecińskich Żydowcach jest małym wycinkiem dzisiejszych przygód. Rower, trasa to jedno.. Nałożył mi się jeszcze wyjazd do Stargardu po zamówione jeżyny. Wszystko byłoby spoko jakbym tak na ten przykład o tej godzinie 20 wracał z tych Siekierek.. To na spokojnie odwiózłbym GŻ na Szczecin, pojechał na Stargard.. I wrócił ze Stargardu w tym układzie przez Maszewo.. No ale wyszło jak wyszło.. Jak to dzisiaj ładnie określił kolega Przemek z urbeksów :-) Ten do którego jechałem po te jeżyny - no wszystkiego nie przewidzę. No i nie przewidzę. To jednak wymagająca trasa. Pogoda swoje robi. A przygotowanie to podstawa.. A jak o przygotowanie chodzi to też nie do szacowałem potrzeb. Miałem 2 pełne butelki wody (1.5L) i jedną nie pełną ale gdzieś z 1L był. Taka zaczęła co mi została po trasie na Nowogard (Trasa bez zachodu słońca.). No kurwa 4L wody. Powinno wystarczyć ale.. Ja się spodziewałem trasy na 80 km nie na 100 km z temp. 25℃ a nie 28℃. To są jednak znaczące różnice. Tej wody szło.. Naprawdę.. Na ostatniej prostej wypiłem już do końca ostatnią butelkę. I serio. Gdybym miał więcej to bym pewnie jeszcze więcej wypił.. Woda to podstawa na trasach. Bez jedzenia można się obyć. No a bez wody ciężko.. Jednak jakoś się przetrwało. Dopiero po zachodzie słońca po godzinie 21 temp. zaczęła gwałtownie spadać z 20℃ na 18℃ i mniej.. Dzisiejszy wieczór kończył się na okolicy 14℃ ale to u mnie w rejonie. W miastach było cieplej.. Tj. w Szczecinie czy Stargardzie. Mniejsza o to.. Chciałem początkowo napisać, że dzisiejsza trasa kolejnych 5k km z Aurelią jest wyjątkowa bo w towarzystwie. A zwykle robiłem takie trasy samotnie.. No ale minąłbym się z prawdą bo zarówno na trasie 50k km z Aurelią jak i 55k km z Aurelią miałem swoje wyjątkowe i wówczas ważne towarzystwo.. W sumie nadal ważne.. Mimo upływającego czasu: "50 000" Aurelio !: "Kółko jezior Raduńskich" i "55 000" Aurelio !:" - Jezioro Czaplińskie. I to nie tak, że towarzystwo GŻ nie było ważne dzisiaj :-) Tylko wiadomo.. kobiece towarzystwo :) To inaczej.. I tak pewnie będzie zawsze.. No ale JS i tamte dzieje to już historia. Z każdą trasą coraz odleglejsza.. Fajnie, że GŻ dziś pojechał ze mną. Choć jestem przyzwyczajony do jeżdżenia samemu. I jeździłbym sam dzisiaj jakby trzeba było.. :-) W sumie tak naprawdę nie byłem pewny czy dziś pojadę. Jeszcze wczoraj miałem co do tego mieszane uczucia (12.08). Wczoraj w ogóle byłem na tym częściowym zaćmieniu słońca.. Jakoś mnie nie zachwyciło :D Może to kwestia braku możliwości pełnej obserwacji.. Spodziewałem się efektów jak na filmach, że gołym okiem będzie widać, że normalnie aparatami bym złapał ten efekt. A to nic z tego.. No ale mniejsza.. I tak spędziłem wczoraj fajnie po południe. W miłym towarzystwie :-) Jednak nie byłem pewny w jakim stanie stanę. A nie lubię jak jest taki "przymus" czy oczekiwanie, że się pojedzie, że się coś zrobi. Z tym bywa różnie. No teraz fajnie jest. Usiąść i napisać tą historię. Bo się udała.. A przed trasą to nie jest tak fajnie.. Nie wiem jak u innych ale u mnie to głównie problem psychologiczny.. To mnie trzyma i zniewala.. Fizycznie jestem wstanie dużo - bardzo dużo osiągnąć.. No ale wciąż brakuje mi tej wiary jak dawniej.. Choć z tym całym jeżdżeniem.. No jest lepiej. Lepiej sobie radzę w tym roku. Wracam powoli do zapomnianej formy i możliwości, które nagle zostały przerwane wraz z wydarzeniami z jesieni 2024 r.. I ilekroć nie chciałbym wspominać czy wracać do tych chwil.. To one i tak są mocno powiązane ze mną, z tym kim i jaki jestem. To po prostu część mojej historii. I nie mogę jej wykroić.. Taka była ta historia i na takiego jaki jestem w tej chwili mnie ukształtowała..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1845

  • Trasa nr [łączna]: 1921
  • Trasa nr [na blogu]: 1835
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 8
  • W tym roku: 116

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1906 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1820 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 33154.4 km
  • Stan Licznika Końcowy: 33250.86 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 33051.51 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11517 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 11613 km

  • Maksymalna prędkość: 40.1 km/h

  • Przejechałem: 96.46 km
  • Przejechałem [msc]: 393.95 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3391.53 km
  • Przebieg roweru [suma]: 70018.49 km

  • Przejechalem w 2026: 3391.53 km
  • Podroż dookoła świata (2026) 8.4788 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 175.0462 [%] km

  • Czas jazdy: 06:31:55 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 4464:28:28 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 4241:02:20 h
  • Czas Jazdy Suma (2026): 216:40:42 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 23:54:06 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:59:16 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:52:05 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:55 h

  • Średnia: 14.8 km/h
Dzisiejsza trasa stanowi kawał historii.. To w końcu kolejne 5k km z Aurelią! To już 70k km.. Teraz już można się śmiało pochwalić w towarzystwie przebiegiem Aurelii - powiedzieć, że o.. Aurelia już ma 7x km.. 70, 72, 73 cokolwiek. Będzie brzmieć inaczej niż 50 czy 60. Te 70 to już brzmi tak poważnie, tak dojrzale! I tylko 30k km (ok. 6 lat) dzieli mnie od życiowego celu jakim jest przejechanie 100 000 km rowerem.. Ten cel towarzyszy mi od lat. Po spełnieniu tego celu mogę spełniony umierać. Zostawić ten "łezpadol", który i tak zginie i tak zginie.. I cóż. Dzisiejsza trasa zaczynała się męczącym dojazdem. Wszystko szło fajnie póki nie posłuchałem się tej jebanej nawigacji GOOGLE. Miałem ustawioną jazdę na samochód. A i tak zaproponowało mi drogę, którą omijam Osinów Dolny. Niby na skróty. Lepiej szybciej.. No w sumie lepiej. Czas grał dziś kluczową rolę.. Nim się z domu ruszyłem to też chwila minęła. Nim dojechałem do Szczecina, nim wziąłem kolegę GŻ z sobą to też chwila minęła. Dopiero w Szczecinie robiłem dzisiaj zakupy. Na trasę. Większe zaopatrzenie w energetyki.. wziąłem zgrzewkę wody. Z czego zostały 2 butelki. a nas dwóch to spokojnie można było wziąć całą zgrzewkę ze sobą. I tak by pewnie na koniec zabrakło i tak.. Dzisiaj to nie do szacowanie.. To jedno. A dwa. Wkurwiała mnie MAPA GOOGLE. Ta jebana firma GOOGLE. Niech się rozpadnie. Korporacje nie powinny istnieć. To zło. To zbyt wiele władzy i środków którym zarządza jedna firma.. No ale do rzeczy jebana mapa odciągnęła mnie od normalnej jazdy na Osinów. Zamiast tego w Cedyni odbiłem na drogę DW125 do Golic. I z Golic pojechałem do Starej Rudnicy leśną drogą. Faktycznie jak patrząc na mapę to bliżej ale jechać po tych jebanych kocich łbach. A miejscami tak rozjebanej drogi, że ciężko przejechać z prędkością 10-15 km/h.. To co to za zysk?! Zdaje się, że żaden.. No dobra zdarza się. Gdyby to była jedyna wpadka dziś to bym nie narzekał aż tak. Dojeżdżam na te Siekierki. I w końcu ruszamy! O godzinie 11:33. Jak wrócę - na razie sam - to będzie godzina 20:40. No ale do tego dojdziemy. Blisko godz. 12. Nie jest za ciekawie. A początek trasy męczący. Wiele wzniesień. Trwa również remont tutejszej drogi. Na szczęście już na finiszu. Na początku staram się nie jechać szybko. Oszczędzam siły. W końcu kawał drogi przede mną. I pomimo tego, że i tak jadę w miarę na pusto to i tak mi ciężko jechać było. Męczący był ten przedni hamulec. Zaczął ocierać i stukać o tarczę.. Ewidentne potwierdzenie, że się coś z hamulcem dzieje. Sypie mi się na razie tylko suport.. Może wytrzyma powiedzmy do luty / marzec 2027r.? To bym od razu z napędem wymienił go. A jak nie to będę musiał się szybciej za to wziąć. A na razie.. Mijamy całe Siekierki i jedziemy prosto na Gozdowice. Po drodze koledze GŻ przypomina się, że jednak tu już kiedyś był. I prowadzi mnie na punkt widokowy na Odrę. No w sumie ładnie tam. Można by było z drona zrobić ładne ujęcia. Ewentualnie dobrym szerokokątnym obiektywem.. Jednak nie jechałem dzisiaj z myślą o wycieczkach krajoznawczych a na pokonanie konkretnej trasy. Zrobienia konkretnych kilometrów! Cel jest ważny! A jeśli chodzi o widoki. No spoko.. Można je ogarnąć. Najlepiej po Niemieckiej stronie.. :) Jechać z Siekierek na Kostrzyń po Niemieckiej stronie.. Tam jest ładnie.. Byłby to fajny plan na jesień! Pomyślę o tym.. :) A tym czasem już do Gozdowic wykańczała mnie ta trasa.. Wzniosły teren i było ciężko. A dalej nie było łatwiej. Z Gozdowic kierowaliśmy się na Czelin. Jeszcze asfaltowe, leśne drogi. Zniszczone. Teren wzniosły. No ale widoki ładne.. Wiele lasów.. Natura! I tak właśnie do Czelina. Tu już zaczyna się prawdziwa przygoda. I zaczyna brakować asfaltu. Kierujemy się na Kłosów. am polna droga.. Lekko szutrem rzucona ale ogólnie polna droga. Dało radę jechać choć miejscami musiałem poprowadzić bo jednak nie dawałem rady. Na samym wjeździe do Kłosów od strony Czelina czekała na nas rudera domu.. Niestety ale dobrze zabezpieczony.. Tak bym do licznych tagów dzisiejszej trasy mógł dorzucić jeszcze jeden: urbeks. Stanowiłoby to piękne uzupełnienie dzisiejszej wcale nie krótkiej przygody! No ale może dobrze, że nie było dostępu do tego domu. Dojazd do Kłosowa sporo czasu zajął. A to nie była nawet połowa przewidywanego na dziś dystansu (80 km).. Cały czas wierzyłem w to, że robimy 80 km. I oszczędzałem się na 80 km. Dlatego jechałem spokojniej.. Bo jak będę od razu się zarzynał to potem sobie nie dam rady.. A, że tylko ja jestem kierowcą to byłby problem. Bo trzeba jednak wrócić jakoś do Siekierek do samochodu.. Jazda przez Kłosów stanowiła tylko fragment trasy. Wjeżdżaliśmy w piaszczyste tereny - na szczęście tylko z początku tak. Wjeżdżaliśmy w kolejne ogromne lasy. Z pięknymi drogami.. . Niestety ale tutaj zaliczaliśmy już opóźnienia. Sprawdza się stara prawda.. Na dłuższą trasę nie bierze się nowego siodełka, ubrań, nawet rękawiczek.. Trzeba jechać w czymś sprawdzonym.. No niestety.. Droga z trudnościami. A jeszcze kawał tej drogi przed nami.. Nie mniej - fajne tereny, ładnie tutaj.. Droga przez lasy ciągnęła się kilometrami. Z utwardzonej drogi zrobił się asfalt. I tak dotarliśmy do Namyślina.. Stąd już kawałek drogi do Chwarszczany. I w sumie z Chwarszczan do Mieszkowic gdzie mieliśmy się wybrać na obiad.. Nie było daleko - gdzieś z 18 km. Jednak drogi jakie proponowała mapa.. Masakra.. Szutry. I nie wszędzie były ładne szutry. Ładną drogę to kurwy jedne nierozumne zniszczyli.. I zamiast dać drobniejszy szuter i utwardzić to.. To po prostu tak po prostu najebali kamieni i zadowoleni! Naprawdę.. Jebnąłbym ryjem każdego zjeba umysłowego, który doprowadza do takiego stanu rzeczy.. Te kurwy jebane pewnie wożą się samochodami. I mają wyjebane. A my tak zapierdalamy wiele kilometrów po takich szutrach. A miałem nadzieję, że już po Namyślinie nie będzie chujowej drogi. Jednak zjeżdżając z Chwarszczany w stronę Dębic (po pięknej asfaltowej drodze rowerowej) w ciągu drogi DW127 (ta sama którą przyjechaliśmy z Namyślina) - ułuda takiej pięknej trasy minęła wraz z wsią Dargomyśl. Ciężki podjazd pod kocich łbach przy polach. A dalej tylko szutry. I tzw. patelnia. Dookoła nic. Żadnego drzewa. Jedziemy otwartą przestrzenią. Temp. spokojnie nadal przekracza 26℃ mimo, że to już późne po południe.. I tak do wsi Wysoka. Chwilowo asfalt. A potem znów szuter, a końcówka to masakra. Tak zdezelowana droga.. Nawalone grubo kamieniami.. Nie szło jechać. Nasza udręka kończyła się w Sitno.

Stąd do Mieszkowic już spokojnie asfaltem. W Mieszkowicach podjechaliśmy pod restaurację. No ale niestety już zamknięta.. :( Byliśmy tam w okolicy godz. 18. A wszystkie takie punkty na tym wypizdowie są czynne tylko do godz. 17. Nie było za dużego wyboru. Trzeba było uderzyć na Orlen na ciepłego hod-doga. Ile można się opychać się suchym i zimnym żarciem? I w sumie dobrze, że o tym pomyślałem. I cokolwiek wziąłem z sobą. No w sumie tak pomyślałem, że będziemy dziś daleko od cywilizacji.. Teoretycznie z Mieszkowic (wg. mapy) mieliśmy 22 km do Siekierek. Nie wiele.. Ale jakoś nie ufałem tej mapie. O ile jeszcze mieliśmy drogę asfaltem to spoko. Tylko, że towarzysz podróży coraz słabiej jechał :( Czas mijał. A on coraz słabiej. Kilometrów jeszcze trochę.. Wkrótce przekonaliśmy się o tym, że tych kilometrów tylko przybędzie a nie ubędzie.. Wszystko szło fajnie. Po wyjechaniu z Mieszkowic skierowaliśmy się na Moryń. Pojechaliśmy skrótem przez wieś Plamy. Rzekomo nieprzejezdną drogę (były oznakowania). A tak naprawdę samochodziarze też tam jeździli. Po prostu kolejne odcinki dróg, które muszą przechodzić remont akurat latem.. Ze wsi Plamy wyjechaliśmy na wieś Macierz i DW125 na Moryń. I byłoby zajebiście jakbyśmy od razu pojechali na Moryń. Ale nie.. Przed Moryniem miał być skrót.. A to chuj nie skrót. Jebana mapa google nie widzi tego, że jest tam kopalnia. Pokazuje drogę której nie ma. I z której wyjazdu nie ma. I usilnie próbuje nas tak prowadzić.. Ja już powoli walczę z problemem rozładowującego się telefonu. A nie mogę go sensownie ładować. Bo mi coś port USB w telefonie przestaje stykać. Kurwa. Jak zawsze jakieś komplikacje, problemy i utrudnienia.. Z tego względu (z problemem z ładowaniem na bieżąco telefonu) to kolega GŻ musiał być dzisiaj nawigatorem. Zresztą.. Czemu zawsze ja mam być ten odpowiedzialny, ten przygotowany i prowadzący? Fajnie jest jak ktoś inny przejmie tą rolę. A ja nie przejmując się niczym mogę odpoczywać.. I tak pod Moryniem wjebaliśmy się w szeroką, piaszczystą drogę, którą wjebaliśmy się na kopalnię Moryń. Bez przejazdu.. dalej.. Na mapie google jest przejazd. W domu już sprawdziłem na OpenStreetMap i jest normalnie kopalnia. No ja pierdole.. Wkurwiłem się na google. A zaraz się wkurwię bardziej. Bo miałem ustawiony powrót na Siekierki przez Moryń-Dwór. A ta pierdolona zajebana googlowska mapa.. zmieniła mi sama z siebie trasę na powrót przez Cedynię. Jakim kurwa prawem?! Do chuja - ta jebana mapa wtrąca się w moje wybory?! Kurwa.. Nawigacja wie lepiej. Dałem punkty jakimi chcę jechać. I tak ma mnie do chuja prowadzić. A nie sobie wymyślać! A zresztą na fali wkurwienia.. Zmęczenie swoje robi. Te życiem również... Zgłoszę skargę również na Kopalnię Moryń. Skąd mam do chuja wiedzieć - nie będąc stąd, że droga którą mam przed sobą czy z boku (nie ważne) nie jest przejezdna!? Prowadzi np. na prywatny teren?! Już na zjeździe z DW125 powinna być tablica, że droga na teren kopalni i brak przejazdu. I wtedy ok. Ignoruję mapę. Jadę przez Moryń. Nie pchałbym się tam niepotrzebnie.. Nie wracał z stamtąd niepotrzebnie (głównie ciągnąc Aurelię w piachu).. I kolejny zonk. To właśnie mapa zmienia mi sposób powrotu p nie przez Moryń-Dwór a przez Cedynię. Bo mam jechać tak jak chce tego korporacja.. No pewnie.. Bo jakby inaczej!... No ja pierdole. Przez tą sytuację wyjechałem już z Morynia. I stanąłem bo coś mi nie pasuje.. Towarzysz GŻ oczywiście wywalił przed siebie, że już go nie dogoniłem. No ale on odbił poprawnie na Moryń - Dwór. Ja jechałem niepoprawnie na Cedynię. I musiałem się wrócić przez znaczną część Morynia. Nim pojechałem poprawną drogą i nim w końcu zobaczyłem się z kolegą GŻ, z którym rozstałem się jednak zaraz za Moryń-Dwór. On już nie dał rady jechać.. Z pewnych powodów. To sam musiałem gonić.. A czas gonił. Wkrótce robi się ciemno. A jeszcze kurs na Stargard.. Ja pierdole. I ta jebana mapa google oczywiście chciała mnie znowu w chuja zrobić i poprowadzić lasem gdy zjeżdżałem z Moryń-Dwór w stronę Stare Łysogórki. No ale się nie dałem. Nie wiem co by się stało jakbym tak skręcił. Pojechałem tak jak droga prowadzi. A to kurwa masakra.. Cały czas z górki, zakręty, wąsko. I cały czas ten jebany las.. Tylko las, las.. i las.. To tak w głowę ryje.. Ta droga i tak się dłużyła.. Bez GŻ przejechałem dokładnie 14,01 km - no może mniej bo miałem już odpalony ślad mapy jak ruszyliśmy wolniej z Moryń-Dwór. I kawałek za Moryń-Dwór ja już przyspieszyłem i poleciałem. A GŻ tam został. I powoli schodził w dół. Ruszyłem w samotną drogę wg. ostatniego fragmentu GPS o godzinie 19:53. A pod auto dotarłem o godz. 20:39. Po drodze stanąłem w Starych Łysogórkach. Zrobiłem zdjęcie zachodu słońca. I dalej w drogę.. A więc zrobiłem 14 km w 46 min (mniej więcej) bo jazdowo mniej. Jakbym odliczył te wolniejsze momenty i chwilę na zdjęcie.. Nie mniej i tak wyszła śr. prędkość 18.26 km/h. A przeważnie pędziłem tak po 22-24 km/h.. Jak widać. Jak trzeba to umiem szybciej pojechać. No ale to mało komfortowe i męczące. Po takim maratonie mam potem ataki kaszlu.. Zapewne ze względu na astmę wysiłkową. Z tego względu nigdy nie będę dobrym sportowcem. I zawsze będę takim amatorem. No ale jakoś nadmiernie mi to nie przeszkadza. Zawsze do celu. Nawet wolniej.. Ostatnie foty pod samochodem. I wróciłem po kolegę GŻ. Spakowałem jego rower i pojechaliśmy przez Cedynię na Chojnę - Trzcińsko-Zdrój - Banie - Pyrzyce do Stargardu. Gdzie miałem jeszcze do odebrania owoce. Przyjechałem po nie dokładnie o godzinie 23:02. Nie dało rady szybciej niestety. Zaliczymy dziś parę opóźnień. Czym byłaby jednak trasa bez przygód prawda? A, że to tak ważna trasa to druga sprawa.. Dzisiejszy wyczyn udowadnia ponad wszelką wątpliwość jedno.. Opony w Aurelii (przede wszystkim przednia) bo do niej się każdy tak przyczepia.. Nie jest w takim złym stanie. Inaczej nie przetrwałaby tak nie łatwej i długiej trasy.. Zresztą tylna do której się czepiam od trasy (Awaryjne nowe trasy: - "Nowogardzko-Goleniowskie") - też nie jest jeszcze tak źle.. Od trasy na nowej dętce (Trasa Wicimice - Stara Dobrzyca 2). Zrobiłem 605 km.. (bez dzisiejszej trasy) z dzisiejszą byłoby 702 km. To już nie jest mało.. Różna pogoda, tereny. I dają radę te opony. I przednia i tylna.. Każdy dosłownie każdy kto widzi tą przednią oponę w Aurelii ma co do niej problem. Jestem jednak pewny, że niejaki MM problemu widzieć nie będzie :] Może fakt, te opony już trochę zjechane. Trochę napęd zjechany. Jednak jeździ się.. To się zjeżdża.. Nie ma co się tym przejmować. Drutów na oponach nie widać, więc jeździć można.. I dobrze, że dętek nie łapią. Bo miałbym problem gdyby ten stan rzeczy uległ zmianie.. I tak się kończy ta kolejna piękna historia. I tak jest długa. Oczywiście niezmiennie ważna jest każda trasa od ostatnich kolejnych 5k km z Aurelią: "65 000" Aurelio !: - Trasa Gdańsk - Tczew. Po dziś.. Ale nie jestem wstanie w tym wpisie wymienić każdej trasy. To byłoby zbyt długie. Nie mniej skorzystam z okazji i wspomnę tylko o wpisach dotyczących mojej niezawodnej przedniej opony: "50 000 km" km opony! i Trasa "50-tka": 1500 tras opony!. Po prostu między trasami.. między miesiącami.. Zbyt wiele się dzieje.. A po to są zresztą wpisy w archiwum.. Zawsze można do nich wrócić. I przypomnieć sobie każdą z chwil i każdą z tras.. Do czego ogromnie zachęcam! I cóż.. Widzimy się w kolejnym nieznanym rozdziale życia tj. rozdziale życia po 70k km z Aurelią!.. :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa13sierpnia2026zdj1.jpgtrasa13sierpnia2026zdj2.jpgtrasa13sierpnia2026zdj3.jpgtrasa13sierpnia2026zdj4.jpgtrasa13sierpnia2026zdj5.jpgtrasa13sierpnia2026zdj6.jpgtrasa13sierpnia2026zdj7.jpgtrasa13sierpnia2026zdj8.jpgtrasa13sierpnia2026zdj9.jpgtrasa13sierpnia2026zdj10.jpgtrasa13sierpnia2026zdj11.jpgtrasa13sierpnia2026zdj12.jpgtrasa13sierpnia2026zdj13.jpg


Mapa przebiegu trasy :)