Trasa z dnia dzisiejszego jest kolejna niestety zimą... Miała być już wiosna... Tyle, że ta cholerna zima wróciła. I wcale nie jest to powód do radości. Znowu bardzo niskie temp. Ten cholerny śnieg, lód na drogach. Ślisko, niebezpiecznie. Jednak dla mnie najgorsze jest to, że dalej tak słabo mi idzie te jeżdżenie. Nadal miewam ataki kaszlu, choć są momenty, że odpuszcza nawet na kilka dni. I wraca. Podobnie jak spierdolina zwana życiem wraca. A może po prostu nieustannie trwa?... Ciągle jest coś na rzeczy. Ostatnio to jednak ta pogoda mi nie pasuje... Zimno, wieje. I śniegu napadało. Możliwe, że to ostatnie podrygi zimy. I wkrótce będzie lepiej. Oby.. Bo może wtedy wreszcie wrócę do tego regularnego jeżdżenia? Jak mnie najdzie jak dziś naszło to mi źle z myślą tą, że nie jeżdżę czy jeżdżę tak słabo. A jak jeszcze Facebook zaatakuje mnie wspomnieniami z przeszłości.. Jak dziś.. Trasą dokładnie z przed roku - gdzie było bez porównania zarówno z temp. jak i możliwościami: Czaplinek:
"to co nie było i się nie wydarzyło". Jeśli rok 2024 r. ogólnie uważam za słaby to co mam powiedzieć o bieżącym 2025 r.? Pod względem rowerowania oczywiście - w 2024 r. w stanie na 16.02 miałem już 22 trasy za sobą (na dzień dzisiejszy z dzisiejszą) mam ich tylko: 11. W 2024 r. przejechałem ponad 600 km na te 22 trasy (śr. 27 km na trasę). W tym roku mam tylko: 160 km na te 11 tras (śr. 14 km na trasę). Widać po prostu, że idzie mi to bardzo słabo. I pogoda ani nie zachęca ani nie pomaga... Jest jak jest... A nie jest po prostu dobrze. Czy szykuje mi się kolejny z rzędu słaby rok rowerowy? Czy jeszcze odbiję się od dna. I jeszcze pokażę na co mnie stać? W taką pogodę to i tak trudno. Dzień zaczynał się naprawdę zimno z temp. ok. -7℃. Odczuwalna jeszcze gorzej. Na całe szczęście nie ma dużego wiatru, wyłaniające się słońce pomaga... Te chwile ze słońcem nie są jednak ciągłe. Znika raz za razem wśród chmur, które do południa niosły co jakiś czas kolejne opady śniegu... Drobne lub intensywniejsze... Jednak trzeba w końcu przełamać ten impas! Może dzisiejszy dzień i idąca za nim dzisiejsza trasa jest ta idealną okazją na przełamanie impasu i faktycznego powrotu do rowerowania! Do regularnego jeżdżenia... Tego nawet potrzebuję. Dla zdrowia czy dla siebie... Potrzebuję się odbić od dna, w którym tkwię. Potrzebuję znów być silny jak dawniej... Być może się uda. Póki co prognozy są dość optymistyczne: Zamrozi a potem odpuści - TwojaPogoda.pl. Druga połowa przyszłego tygodnia z nie spodziewanie dużym ciepłem. Aż kusi! Jeśli faktycznie dojdzie do temp. 8-10℃ na plusie to nie będę miał wymówek... Będę musiał się zmobilizować do naprawdę poważnej i ambitnej jak na trudny początek 2025 r. - trasy... Trasy 50-tki! Aby godnie przywitać nadchodzącą wiosnę!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1546
Trasa nr [łączna]: 1623
Trasa nr [na blogu]: 1537
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 11
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1609 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1523 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 24878.2 km
Stan Licznika Końcowy: 24893.14 km
Stan Licznika Końcowy2*: 24727.16 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3291 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3306 km
Maksymalna prędkość: 22.4 km/h
Przejechałem: 14.94 km
Przejechałem [msc]: 65.56 km
Przebieg roweru [rok]: 159.4 km
Przebieg roweru [suma]: 61592.86 km
Przejechalem w 2025: 159.4 km
Podroż dookoła świata (2025) 0.3985 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 153.9822 [%] km
Czas jazdy: 00:59:04 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3926:22:19 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3702:56:11 h
Czas Jazdy Suma (2025): 10:53:53 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:55:15 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 00:59:03 h
Średni czas jazdy w tym roku: 00:59:27 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:43 h
Średnia: 15.19 km/h
Dzisiejsza trasa to taka mała przejażdżka w niezbyt przyjaznych warunkach. Dosypało wieczorem śniegu, zmroziło. Jest ogólnie mroźnie i po prostu zimno. A mimo to... się wybieram. Łatwiej by było zostać. Miałbym wymówkę. Jednak ruszam do działania. Kiedyś jeździłem w nie taką pogodę... Gdy wyjeżdżałem to była okolica -3℃. Nie tak źle, odczuwalna na poziomie -5℃. Nie wielki wiatr. Nie przeszkadzało to w ogóle. Czułem się fajnie na dworze. Nie miałem ataków kaszlu, te wróciły po trasie. Trudno jednak doszukiwać się winy w rowerze. W ostatnich dniach w tym wczorajszej nocy również miałem spore ataki kaszlu. I co? Przecież nie jeździłem rowerem. To nie mógł rower na mnie wpływać... Tylko inne czynniki muszą wywoływać ten kaszel. Wspominam nie tylko przytoczony już wpis z zeszłego roku z (16.02.2024 r.) gdy wybrałem się do Czaplinka... W przepiękną pogodę. Ciepło i w ogóle! Wspominam sobie typowe zimowe wyjazdy, w których jakoś nie przejmowałem się tym, że zimno, że nie wolno...: Sina mgła czy późniejszy wpis: Trasa Unibórz - Grębocin 2. To były czasy, gdy coś mnie cieszyło. Cieszył rower i jakoś się żyło... A nawet mam "młodsze" takie wspomnienia, bo dotyczą listopada 2023 r. Wciąż pamiętam te dni... I piękne zdjęcia jakie wówczas zrobiłem: Śnieżne słońce. Gdzie się podział tamten: "JA"? Tamten jeszcze z 2023 r. Bo jednak w 2024 r. zacząłem spadać w dół.. Mimo, że początek roku tego nie zapowiadał, to od końca sierpnia wszystko tak bardzo poleciało w dół. Mamy początek 2025 r. A ja wciąż balansuję w okolicy dołu moich możliwości. Ani nie korzystam z tych możliwości ani nie mam większych chęci aby coś zmienić. Tak jest łatwiej. Jak nie ma w moim życiu Aurelii... Nie trzeba planować ani jazd. Nie trzeba się starać. Nic nie trzeba. Tak jest łatwiej... Czy lepiej? Nie jestem pewien. Bo już mi tego bardzo brakuje. Chciałbym jak dawniej - nie mieć barier. Tylko działać. Wspominam tak pięknie moje zimowe wyjazdy. I co mi wtedy przeszkadzało?! NIC!!! To dlaczego coś teraz miałoby mi przeszkadzać? I może tak się zdołałem zmotywować do tego aby zadziałać. I pojechać. Skorzystać z pogody - nawet tych krótkich chwil ze słońcem. I nawet się ten kawałek przejechać! Daje mi to dużo. Dla pewności siebie, i odbudowywania tego co straciłem... Może potrzebuję jeszcze trochę czasu... Aby pogodzić się z przeszłością. I aby móc żyć dalej - tylko już nigdy nie tak jak dawniej. Jednak pewne osoby, wydarzenia mają na nas ogromny wpływ. I choćby się tego nie chciało to nie da się uniknąć konfrontacji z przeszłością. Raz po razie będzie coś z niej wracać. A może z czasem będę bardziej na to odporny? I na tym będzie polegała cała metoda radzenia sobie z przeszłością. I w końcu poradzenia sobie z rowerową zapaścią... Inna sprawa, że faktycznie od paru miesięcy mam mną stop zdrowotny problem, który utrudnia mi realizację mojej rowerowej pasji... Może wraz z nadchodzącą wiosną coś się w końcu zmieni i w końcu odżyję?... :) I wrócę do dawnego działania... Zobaczymy. Jak to nie raz pisałem i może będzie mi dane jeszcze tak pisać: czas i kolejne wpisy pokażą co w tym życiu wydarzy się dalej.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)