Dzisiejsza trasa jest w końcu udaną wyprawą do dawnych dróg, dawnych miejsc odwiedzanych ponad 8 lat temu. Zmagałem się z tą nie łatwą trasą i tymi nie łatwymi miejscami w zeszłym tygodniu we wpisie: "Prawie dawnymi drogami". Dzisiaj postanowiłem tu wrócić... Skoro wczoraj się ostatecznie nigdzie nie ruszyłem. I pogoda taka słaba... Zaczął się kolejny wakacyjny miesiąc a pogoda dalej paskudna jak przez większość lipca. Nie widać w ogóle tych wakacji... Słonecznych, spokojnych. Tylko taka szara i depresyjna jesień. Nic tylko pada i pada... Może dzisiaj nie padało jednak za ładnie też nie jest. Na przemiennie większe zachmurzenie, mniejsze, trochę słońca... Podobnie jak z natężeniem ruchu na drogach - przez większe, czasem mniejsze do znikomego... Mimo początkowej niechęci przez tą pogodę - trudno mieć jakieś chęci skoro aura jest taka... Wyruszyłem mimo to w trasę nie myśląc na razie o tym, że będę miał do pokonania ten trudny odcinek... Między Reskiem a Kulicami. Byle do Kulic, byle znowu wjechać w tą polną drogę i tym razem dojechać do Ostrzycy... A z niej można by było już naprawdę odtworzyć część trasy z 2015 r. Na całość byłoby gorzej - musiałbym jeszcze jechać z Nowogardu na Golczewo... Kawał drogi. A dzisiaj w ogóle to, że pojechałem to było dużo. Nie była to łatwa trasa choć mimo tej niepogody nie jestem po tej trasie na tyle padnięty co ostatnio, w cytowanym już wpisie z zeszłego tygodnia. Wtedy ewidentnie nie miałem dnia... Dzisiaj jest lepiej. Jednak jakoś straciłem na trasie wenę do jeżdżenia. Raz, że ta pogoda taka dobijająca i depresyjna a dwa, że jakoś tak straciłem wenę. No i jeszcze jest kwestia techniczna. Na tę chwilę nie mam przy sobie mojego głównego powerbanku Xiaomi mi2 20 000 mAh. Mam taki zapasowy Redmi 10 000, co w praktyce ma trochę mniej niż te 10 000 mAh. I jest już w połowie rozładowany. Pewnie zaraz będzie jedna kreska i długo nie pociągnie... No jako zapasowy to tak. Sprawdza się. No ale jako główny to zbyt mała pojemność - przecież co dopiero go ładowałem, naładowałem kilka razy baterie do kamery na trasie: Trasa Schwedt-Cedynia-Chojna. I połowy nie ma... Połowy pojemności już nie mam. No a to nie jedyny problem jest inny - to szczególnie było odczuwalne na wspomnianej już trasie na Schwedt. Takie dziwne dźwięki, metaliczne hałasowanie. Byłem przekonany przynajmniej do dzisiejszego dnia (sam efekt występuje od kilku tras dopiero, przynajmniej tak często i długo)... Byłem przekonany, że to kwestia tylnego koła które ma już uwalone szprychy. No ale dzisiaj tak myślę, że może za tym stoi coś więcej? Być może ten dźwięk idzie z amortyzatora (widelca). W końcu on jest na wykończeniu i trzeba się z tym liczyć, że może paść... A ja dokładnie nie powiem od kiedy ten dźwięk mam... Już jakiś czas mi towarzyszy, przeważnie przechodził. Dziś też przeszedł. Tylko nie mogę wykluczyć, że nie jest to kwestia widelca właśnie... Dzisiaj mnie ta myśl prześladowała przez większość trasy gdy sobie o tym niepotrzebnie pomyślałem... No i prysła radość z trasy gdy trzeba się liczyć z kolejnymi nie małymi kosztami naprawy. No i co gorsza problemem czasowym. Miałem cały czas nadzieję aby ten amor dożył do zimy... Czy nawet jesieni. Jako taki sezon się skończy w serwisach, będzie luźniej. To będzie możliwa bez problemowa jego wymiana... A tak? Nie wiem jakie będą terminy choć nie spodziewam się luzów. O tej porze roku, w tych miesiącach nie jest łatwo. A tak trasa... Nie najgorsza. Ważne, że mimo wszystkich okoliczności pogodowych i tej niechęci nie poddałem się i pojechałem.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1278
Trasa nr [łączna]: 1357
Trasa nr [na blogu]: 1271
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 111
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1345 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1259 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 16638.1 km
Stan Licznika Końcowy: 16710.51 km
Stan Licznika Końcowy2*: 16591.11 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 29113 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 29185 km
Maksymalna prędkość: 35.8 km/h
Przejechałem: 72.41 km
Przejechałem [msc]: 72.41 km
Przebieg roweru [rok]: 4355.91 km
Przebieg roweru [suma]: 53410.16 km
Przejechalem w 2023: 4355.91 km
Podroż dookoła świata (2023) 10.8898 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 133.5254 [%] km
Czas jazdy: 04:31:26 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3404:04:10 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3180:38:02 h
Czas Jazdy Suma (2023): 295:56:14 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:31:26 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:31:26 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:39:58 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:20 h
Średnia: 16.03 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego prowadziła mnie w tej szarej, wietrznej pogodzie. No tyle dobrego, że nie padało. Chociaż w tych dniach to wszystkiego można się spodziewać... Takie lato, że to żadne lato... Tylko pada i pada... I zimno jest. No to wiało, czasem się przejaśniało. Ja nim w ogóle ruszyłem to miałem misję wysuszenia butów po moich wczorajszych jakże wspaniałych pomysłach, gdy pojechałem w deszczu do lasu robić zdjęcia. I gdy tam po mokradłach łaziłem to mi buta porwała ziemia. Tak było tam mokro, że od razu się zatopiło. To problem może nie dotyczył buta a butów. A w sumie na rower to szkoda mi brać nowe. Więc dosuszyłem stare, ryzykując tym, że im dłużej to będzie trwało tym mniej będzie mi się chciało ruszać. Przecież ta aura za oknem nie zachęca a do tego pierdzieli mi się jak sądzę koło z tyłu. W sumie nowe koło i problemy - już szprycha wypadła, już się rozcentrowało. No same problemy... A do tego taki hałas cały czas się wydaje gdy jadę. Byłem do tej pory pewny, że chodzi o tylne koło, ale dzisiaj zacząłem myśleć, że może to wina amortyzatora? Nie jest to wykluczone. W końcu amor mam na wykończeniu. Ta myśl nie dawała mi spokoju na trasie, gdzie ten dźwięk co jakiś czas przechodzi... Nie jest więc ciągły. Pomijając pewne niedogodności trasa nie szła mi tak źle. Jakoś dojechałem do Reska i mimo obaw droga do Kulic nie była drogą przez mękę jak za ostatniej mojej trasie w tych stronach: "Prawie dawnymi drogami". Spokojnie sobie dojechałem i mogłem wkroczyć na częściowo prawdopodobnie znane drogi. Nie mam pewności czy w dniu 03.07.2015 r., na pewno jechałem tutaj przez las, a nie tam niżej pod Wierzbęcinem. Na pewno byłem we wsi Ostrzyca to nie ulega wątpliwości jednak z której strony się w niej znalazłem nie jest już takie oczywiste. Jakby to jednak nie było to zawsze mogę odkryć coś nowego! Dziś nie zrezygnowałem i nie skręciłem w lesie za szybko... Pojechałem dalej przez piękne drogi, wokół których czekały i doliny i łąki. A także pewny samotny dom, w ogóle nie ogrodzony. A na jego posesji wielki pies, który od razu się rzucił do ataku gdy tylko się tu znalazłem. Żadnej odpowiedzialności ci ludzie nie mają! Ich posesja ma obowiązek być ogrodzona. A nie zwierzęta sobie samopas latają. A ja nie mogę na dobrą sprawę przejechać publiczną drogą i czuć się przy tym bezpieczny?! Nierzadko się takie sytuacje zdarzają, choć nie są często tak opisywane jak incydent z dnia dzisiejszego. Podobne incydenty były już w poprzednich latach: The Lost. Zostawmy ten incydent w spokoju, dojechałem do Ostrzycy a z niej przebiłem się przez drogę DW106. Po tych ulewnych deszczach ziemia była mokra, trasa trudna bo piaszczysta jednak dałem radę dojechać do wsi Długołęka, z której jechałem na Nowogard. Jednak po drodze, zainteresowała mnie pewna dróżka odbijająca w las... Pojechałem nią i odkryłem fajne strony pod Nowogardem! Blisko kończącej się rzeki Pilesza, taki trochę leśny teren (tylko wybrakowany przez ludzką chciwość). A jak o nią chodzi to skurwysyny za Łosośnicą las wyżynali... Znowu to się dzieje, że dochodzi do masowych wycinek i niszczenia lasów. No a te miejsce.. Dziś aż tak go nie poznałem ale ma w moim odczuciu swój potencjał. I jest tu dużo nie spotykanych nigdzie indziej owadów... Różnokolorowe motyle, ważki... :) Na pewno tu wrócę w ładniejszych okolicznościach. Widziałem tu takiego pięknego motyla. Był cały czarny a tylko jego obrys biały. Nie mam jednak zdjęcia, nim się skapnąłem, że to owad to zdążyłem go spłoszyć :( No nie mniej miejsce fajne i na pewno będę chciał tu wrócić. I to w sierpniu - w miesiącu gdy jest najwięcej owadów - w tym motyli, za którymi można pochodzić z aparatem :) A tym czasem trasa powoli dobiegała końca. Jeszcze przejazd przez zakorkowany Nowogard, i ostatnia prosta. Tak się zastanawiałem czy wracać jak zawsze przez Wojcieszyn na Żabowo czy może pojechać przez Maszkowo? Tak jakby starą trasa, która była nim powstała droga S6 (Płoty - Nowogard) oddana w całości do ruchu w 2019 r. I do tej pory zmieniająca całkowicie przebieg dawnej DK6 na odcinku Płoty - początek obwodnicy Nowogardu (S6). Jednak zrezygnowałem z tego zamysłu i postawiłem na prostszy a przy tym szybszy dojazd. Zazwyczaj (bo najczęściej) jest tu tak, że wracając na Płoty z Nowogardu ma się sprzyjający wiatr... Wiatr w plecy i fajnie się jedzie. To jednak nie jedyna korzyść - po prostu trochę prostsza droga. Przez Maszkowo jechałbym po jakiś wertepach i dziurach. A przy domniemanym uszkodzeniu widelca to nie jest raczej dobry pomysł... No więc wróciłem prościej i szybciej. I jak to często bywa: jedna wyprawa niesie pomysły na kolejne. A kiedy to wszystko realizować?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)