05.06.2019
Jazda nr: 418

Tagi: zs, wiejskie_przygody, urbex, zach_slonca |

Trasa z dnia dzisiejszego po ciągnącym się ciężkim tygodniu nic nie robienia w pracy, zwieńczona została po południową jazdą rowerową. Dzisiaj nie mogę narzekać na pracę, w zasadzie na jutrzejszy dzień też nie :) Ale pogoda, trochę jest za gorąco.. i duszno.. Z czego wynika wiele alertów i problemów. Za szybko przechodzę do tego co będzie dalej, co było czy co jest. Lecą mi kolejne tygodnie w pracy, a wraz z nimi coraz większe zmęczenie tym życiem w ciągłym pośpiechu, biegu.. Nie przywykłem do tego za studenckich lat, nie sądzę, że przywyknę teraz. Choć początki bywają trudne. Tyle, że gdy zaczynałem studia to nie miałem takiego dużego zainteresowania rowerem, w moim życiu nie było Aurelii, która pojawiła się dopiero na Jesień 2014 r.. To było inaczej.. Inne życie, inne okoliczności czy po prostu inne czasy. Teraz są takie czasy, że wbrew sobie, na siłę, uczestniczę w tym wyniszczającym życiu, które tak niszczyło mnie przez dwa dni w zasadzie - dwa dni na początku tygodnia, co spokojnie zleciały. Najbardziej obawiam się poniedziałków w pracy, zawsze się dłużą. A potem wszystko niespodziewanie kończy się tym, że jest wolne, weekend. I weekend, który za szybko mija rozpoczyna tą samą zabawę.. I tak w kółko. No dobra, dzisiejszy dzień jest jednak pod względem zawodowym całkiem ok. Miałem na 830 pracę, i to nie w miejscu gdzie pracuję, ale całkiem innym.. Gdzie odbywa się dwudniowy kurs wewnętrzny. Zakończony wewnętrznym egzaminem. Dzisiaj był pierwszy taki dzień i jest całkiem OK, z czego jestem bardzo zadowolony. Zakończyliśmy dzisiaj spotkania po godzinie 13, mimo, że są przewidziane do godziny 1430 i to ze względu na panujące upały. Już w porannych godzinach temp. przekraczała 20℃. Wciągu dnia było grubo ponad 30℃. I teraz wspomnę o tym, o czym chciałem wspomnieć już w pierwszych zdaniach dzisiejszego wpisu, że w trakcie po południowej trasy, późnym po południem temp. nadal utrzymywała się w graniach 30℃. Było bardzo gorąco, i męcząco przy tej okazji. Dzisiejsza trasa jest jednak z pewnego względu dość wyjątkowa. Otóż, jeszcze podczas kursu, w trakcie godzin pracy, i chwilę po kursie, rozważałem możliwość pójścia dzisiaj na rowerek, może jakaś dłuższa trasa. Bo jakby co to jutro można to odespać. Ale co się okazało, to okazało się to, że dziś jestem umówiony na przejażdżkę rowerową z pewnym kolegą ze Szczecina, który będzie występował pod pseudonimem TR, mam nadzieję, że się jemu spodoba :D No normalnie jak oznaczenie wiersza w języku HTML XDD W sumie, szczerze pisząc to nie pamiętałem tego umówienia się, bo tak kontynuując tą szczerość to my na ten rowerek od ponad 2 lat się umówić jakoś nie mogliśmy aż do dzisiaj, gdy znajomość jedynie wirtualna, przeszła w rzeczywistą ;) I mając takiego przewodnika, co tu każdą drogę w okolicy zna.. można było śmiało ruszać w długą wyprawę.. przynajmniej długo na mapie wygląda, w rzeczywistości to nieco ponad 40 km.. Ale i tak się sporo zwiedziło, i sporo namęczyło.. Czego powodem najpewniej będą panujące upały.. Choć wydaje mi się to dziwne, bo jak sobie tak sięgnę pamięcią w lata 2015 r... w zasadzie lato 2015 r., to w upałach +30℃ gdzie nie było w ogóle wiatru, byłem wstanie jeździć trasy 100-130 km. Wyglądałem po nich gorzej niż obecnie, i nawet koszulki nie miałem przepoconej, po prostu byłem tak przegrzany, że spałem w tulony w ścianę.. co i tak nie wiele pomagało.. To były czasy. A dzisiaj, wydawać by się mogło lepsza pogoda, która przyniosła temp. maksymalne na poziomie AŻ: +34℃ .. -> Ekstremalne temp. i Temp. w Świnoujściu,- powinna być znośniejsza. Tak jednak nie było. Próżno szukać przyczyny, być może się starzeję? Cóż, lat mi nie ubywa.. A te kalendarze, raczą być jakieś złośliwe czy niesprawne, skoro tak szybko cyferki zmieniają! Przecież wciąż w pamięci mam lata 2016, 2018 r... Czy od biedy nawet 2017. A to już 2019 r.. W zasadzie powinienem napisać, że rok już się kończy. Choć dla mnie w tej chwili, ledwo połowa roku mija, to jednak sądzę, że nie wiele chwil minie, gdy siądę do pisania wpisu, w którym podsumuję cały mijający rok rowerowy.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 421

  • Trasa nr [łączna]: 504
  • Trasa nr [na blogu]: 418
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 3
  • W tym roku: 77

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 497 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 411 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 178.6 km
  • Stan Licznika Końcowy: 224.03 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11620 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 11665 km

  • Maksymalna prędkość: 47 km/h

  • Przejechałem: 45.43 km
  • Przejechałem [msc]: 108.13 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2179.1 km
  • Przebieg roweru [suma]: 19327.09 km

  • Przejechalem w 2019: 2179.1 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 5.4477 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 48.3177 [%] km

  • Czas jazdy: 03:06:23 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1218:14:29 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 994:48:21 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 138:31:15 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 07:08:26 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:22:49 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:56 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:47 h

  • Średnia: 14.65 km/h
Dzisiejsza - bardzo gorąca, wręcz upalna trasa, rozpoczęła się moim wyjazdem o godzinie 1637 z pod akademika DS1 "Slamsy", zresztą akademika nielubianej uczelni ZUT. Tu póki co mieszkam, choć wnikliwsi w moje rowerowe wojaże, dostrzegą iż pisałem, o złożeniu podania do zmiany miejsca zamieszkania: Trasa pracy z (21.05). A póki co wciąż się męczę tu, gdzie się męczę. I wciąż tu trwa moja historia, a wraz z nią dość nietrafiony projekt: "Trasa pracy". Trudno uważać go za coś fajnego, to w końcu krótkie wyjazdy, które trzeba spisywać. Zalewać bloga, takimi wpisami. Co innego gdyby to były sporadyczne wyjazdy, jak moje miejskie (Płotowskie oczywiście) wojaże. A póki co, póki się sprawa z akademikiem nie wyjaśni, a mimo mijającego czasu wciąż mam nadzieję, że wyjaśni się na moją korzyść, tj. dostanę przydział w akademiku DS4 Portowiec przy ul. Podgórnej, do którego aplikuję, i w którym lata mieszkałem - tak swoją drogą :) No póki co jest jak jest. Póki co ruszyłem w dzisiejszą wyprawę, która rozpoczęła się przy Urzędzie Miejskim miasta Szczecin. Tudzież dość szybko dojechałem w 14 min. Przeszkadzał mi przy rowerze ino jedna dolegliwość, która co jakiś czas się powtarza - przy skręcaniu kierownicą czuć taki luz, że trochę ucieka ten rower. Ta przypadłość nie jest nowa. W 2018 r., była diagnozowana jako luz na piaście, co udało się bez większych przeszkód naprawić: Makowice-Lotnisko z 23.09.2018. O problemie wiem, w sumie w Szczecinie też mi się pojawił, odkąd tu jestem, odkąd tu dłużej jeżdżę: Szczeciński miejski wojaż "Trasa po pracy". Jestem tak w ogóle przekonany, że o tym wspominałem, ale przejrzałem chyba wszystkie wpisy odkąd jestem dłużej w Szczecinie po dzisiejszy i nie widzę, gdzie bym się pożalił, że coś mi nie pasuje w pracy Aureli, że coś się z nią dzieje. Wszystko się po kolei psuje. Dziwne, może nie wspominałem na blogu - a czemu pamiętam, że wspominałem. Nie mniej tak się dzieje i to nie od dzisiejszej trasy. Od kilku ostatnich coś jest nie tak przy kierownicy, i problem z każdą kolejną trasą się nasila. I raczej nie mogę go ignorować i olewać jak innych problemów przy Aureli, przy której im bliżej przebiegu na poziomie 20 tyś km, tym więcej rzeczy się psuje! O właśnie, o tym, że im bliżej 20 tyś przebiegu.. to na pewno wspominałem i to mogę udowodnić: Poniżej 2,5h na trasie "50-tce". Kiedy to było :) Teraz do wyniku 20 tyś przebiegu coraz bliżej. A są różne mniejsze czy większe problemy z Aurelią. To także zużywający się napęd, piszczące przednie hamulce, zużywające się pedały. Z tymi pedałami to ciekawa sprawa, bo dosłownie od ostatnich ostatnich tras, jak się je mocno przyciśnie to wydają takie niepokojące dźwięki. Tyle, że to nie jest odosobniony przypadek, zdarza się to sporadycznie. Dzisiaj zdarzało się bardzo często, podczas wspólnej wyprawy z kolegą TR :) Właśnie tak o wszystkim piszę a nie o najważniejszym czyli przebiegu dzisiejszej wyprawy. Wyprawa prowadziła przez Jasne Błonia, do Lasu Arkońskiego, gdzie odwiedziliśmy atrakcję turystyczną Wieżę Quistorpa. A w zasadzie co tam z niej pozostało. Przejazd szlami lasu Arkońskiego i istniejącą tam ścieżką zdrowia zakłócały krwiożerczy obrońcy, których jest co nie miara. I co ciekawe, trochę mnie pogryzły ale jednak tego nie czuję po dzisiejszej trasie.. Nie mniej owady były męczące. Aż przypominają się mniej pod tym względem optymistyczne trasy. Tę konkretną nie bez powodu dorzucam do dzisiejszego wpisu. Wspominałem o tym koledze TR, na dzisiejszym wyjeździe, że rzadko bo rzadko ale zdarzają mi się terenowe wyjazdy. Choć ich nie lubię: Wrong Turn - zbytnio ;) I nie często tak jeżdżę. Co by nie mówić, dla mnie nowo poznawane, ścieżki Lasu Arkońskiego i sama Wieża Quistorpa jest na tyle ciekawym tematem, że mam mocne postanowienie, że tu wrócę. Na Jesień.. Wtedy jest pięknie.. I bezpiecznie! :) Ewentualnie wiosna w przyszłym roku! Zobaczymy.. Tak naprawdę nie wiem ile czasu dam radę żyć w mieście, gdzie życie jest ciężkie. A mimo mijającego czasu nie mogę się przyzwyczaić do pracy.. Także chcę wykorzystać każdą chwilę, każdą możliwość aby pozwiedzać Szczecin i okolice. Dzisiejsza trasa była do tego wprost idealna! Wspomnę tylko tyle, że gdyby nie ślad GPS i nagranie z kamerki ;]] To bym raczej nie poradził sobie z dojazdem do Wieży Quistorpa samodzielnie. Jeśli chodzi o Las Arkoński, jest idealnym miejscem aby się zgubić. Wiele ścieżek, a drzewa wszędzie wyglądają tak samo. No i sporo stromych zjazdów, podjazdów. Pod niektóre podjazdy dałem radę z Aurelią podjechać, pod inne nie. To samo tyczy się samego Parku Kasprowicza, gdzie pod jeden podjazd, mimo szczerych chęci nie podjechałem :< Nie to co kolega ;] Dla mnie ten podjazd jest za stromy.. chodzi o miejsce w Parku Kasprowicza, gdzie zrobiłem pętelkę. Popatrzcie na mapie za tym miejscem :) Las Arkoński był tylko początkiem dzisiejszej przygody. Dalsza część trasy wiodła przez Głębokie i Pilchowo po DDR wzdłuż drowi DW115.. Z której odbiliśmy na drogę DW114 do Polic. Długa droga, w pełnym słońcu. Mimo, że było już po godzinie 18 było wciąż bardzo gorąco. W samych Policach, które swoją drogą się ciągną i ciągną - było 30℃.. nadal.. A ja już w Policach trochę zmęczony byłem na dzisiejszym wyjeździe.. A to trzeba dalej jechać :) Jedynie powiem tak, że te tereny za Pilchowem do Polic bardzo mi się podobają. Wiadomo czemu.. Sporo tu drzew, lasów, jakieś ostoje normalności za ciągnącą się wielką metropolią zostają zachowane. Z pewnością są to miejsca, które jeszcze nie raz - samemu odwiedzę. I same Police. Ciągnące się i ciągnące.. To jest chyba większa miejscowość niż Płoty! I za Policami, przejeżdżaliśmy jeszcze przez jedną wieś Siedlice.. Za Siedlicami wjechaliśmy w kolejny las, po przejechaniu, którego na nowo zawitała nas miejska rzeczywistość. Dokładnie tereny, które wg. mapy (od pętli autobusowej w las) zwą się Podbórz. Jeździ tu również podmiejski autobus, który ma napis "Podbórz" - jest to autobus linii nr 87. Co ciekawe interesowały mnie te strony od dawna. Nie byłem tu. Aby było ciekawej to dzisiaj jeszcze przed trasą wspominałem o Warszewie czy Podbórzu. A to zdają się być mocno zazębione ze sobą strony. Zdaje się, że miejsca od pętli autobusowej linii nr 87 to właśnie Podbórz, a wszystko inne to właśnie Warszewo. Mocno rozwijająca się dzielnica Szczecina, która przez swoje rozwijanie się, będzie coraz mocniej integrowała w naturę. Co by nie mówić, Warszewo wygląda ciekawie. Szczególnie powrót z niego, ze stromej góry wzdłuż ul. Podburzańskiej, potem ul. Szczecińskiej i na koniec ul. Duńskiej do skrzyżowania z ul. Wszystkich Świętych (którą pojechaliśmy) - ul. Przyjaciół Żołnierza i ul. Krasińskiego. To już znane mi tereny.. Tylko Warszewo nie było mi znane. A już jest lepiej. Z czasem - tzn. z kolejnymi miesiącami życia tutaj, i pracy, będę poznawał lepiej kolejne dzielnice Szczecina, kolejne dróżki, i drogi.. Aż w końcu poznam cały Szczecin i jego obrzeża. To oczywiście będzie związane z przejechaniem setek kilometrów - ale co tam :) Na czymś trzeba normę 5 tyś / rok, wyrabiać! Kończąca się dzisiejsza wycieczka zaprowadziła nas na ul. Niemierzyńską, skąd przewodnik dzisiejszego wyjazdu TR, poprowadził nas przez Ogród Dendrologiczny im. Stefana Kownasa - tuż po Park Kasprowicza od strony ul. Słowackiego. W miejscu, gdzie trasa się rozpoczęła to tam się skończyła, gdy każdy pojechał w swoje strony. Ja wróciłem tymi samymi szlakami, którymi przyjechałem - przez ul. Wielkopolską do al. Piastów a dalej to już znane strony przez ul. Sikorskiego. Choć dziś mała, miła niespodzianka - ze względu na porę podróży (było grubo po godzinie 20), trwał zachód słońca, pojechałem kawałek ul. Józefa Bema, na wprost targowiska Turzyn, aby Aurelia mogła po podziwiać żegnające nas dzisiaj słoneczko, które dało się mocno we znaki, nie tylko dziś, ale również w poprzednie dni. A także noce.. Bo jest tak strasznie gorąco, że nawet nocami się spać nie da. Wkrótce przemęczony powróciłem.. Aby zakończyć szlaki dzisiejszej podróży. A także pełny nadziei na nadchodzący weekend, na który mam sporo planów (w tym powrót do domu z Aurelią). Pełny nadziei, że plany uda się ziścić. A nie tak jak w ostatni weekend, gdy byłem w rodzinnych stronach 2 tyg temu: Powrotu Czas (z 24.05) i Droga z Reska. Może tym razem będzie lepiej. Choć nie wiem jak to będzie.. Praca mnie mocno ogranicza, i zabiera sporo energii. Co gorsza, takie sztuczne ograniczenia, mają na mnie zły wpływ.. Rosnąca frustracja, przez przemęczenie, brak własnego życia i możliwości zakończenia pewnych projektów.. nad którymi sporo pracowałem (np. szlaki S6), mogą być druzgocące na drodze mojej zawodowej kariery i w dorosłym życiu, do którego co dopiero wstępuję.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa05czerwca2019zdj1.jpgtrasa05czerwca2019zdj2.jpgtrasa05czerwca2019zdj3.jpgtrasa05czerwca2019zdj4.jpgtrasa05czerwca2019zdj5.jpgtrasa05czerwca2019zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)