Dzisiejsza trasa, po raz pierwszy w tym roku i mam nadzieję, że nie tylko NIE JEDYNY ale też nie za rzadki (chciałbym częściej robić tą trasę jak w 2018 r.) - poprowadziła mnie na szlaki Trasy 50-tki. Nie było zbyt spokojnie, ale było za to ładnie, choć nie od razu. Gdy wyjeżdżałem trochę wiało i było pochmurnie a z czasem się przejaśniło, i poza niewielkimi niegroźnymi zachmurzeniami tak już pozostało.. A ja spędziłem trochę czasu na pięknej i wartościowej trasie z Aurelią, którą planowałem w ostatnich dniach. Chciałem zrobić Trasę 20-tkę i ją zrobiłem, chciałem zrobić Trasę 50-tkę i ją zrobiłem :-) Nawet zrobiłem już ponad 9,5k km na jednym napędzie! Ten wielki wyczyn, ten wspaniały wynik bo to jest bowiem ponad 9 500 km, wypadł w dniu dzisiejszym na dzisiejszej trasie. Tak sobie myślałem właśnie dzisiaj o napędzie, i jak to będzie, w końcu granicę 9k już jakiś czas temu przekroczyłem (ZS: Sklep Dino z 13.01). Granicę tę przekroczyłbym pewnie szybciej, jeszcze w zeszłym tygodniu (a tak potrzebowałem na nią miesiąc + 2 dni) a to przez to, że kilka dni chory byłem :( No ale to nic, granicę przekroczyłem. Do formy wracam. W końcu Trasy 50-tki to nie przelewki :) Spędziłem naprawdę fajnie czas, choć wiatr i nie jakie zmęczenie dawało się we znaki, to było fajnie.. I pięknie.. Dzisiejsza piękna przygoda, piękny wciąż kalendarzowo zimowy (choć w sercu już wiosna) dzień, przyniósł odwiedziny zwierzątek! Widziałem dziś jelenie i to ogromne z ogromnymi porożami, i młode dziki.. :) A to przecież nie koniec dnia, bo jego drugą część odbywałem po południu u skraju dnia na wsi Makowice, gdzie nie tylko żegnał mnie piękny zachód słońca ale również żegnały mnie sarenki na polu ❤.. A mnie w sumie tak smutno, że kończy się moje wolne, moje absencja od życia w wyniszczającym i unieszczęśliwiającym mnie mieście.. I jutro trzeba będzie powrócić do tego życia, od którego zdążyłem się już wyrwać. Teraz pozostaje mi tylko nadzieja, że starczy mi sił i wiary aby jutro zmierzyć się z ostatnim wyzwaniem przed powrotem.. Trasą na Iglice ❣
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 549
Trasa nr [łączna]: 631
Trasa nr [na blogu]: 545
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 25
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 622 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 536 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3206.89 km
Stan Licznika Końcowy: 3256.46 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3251.61 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 15457 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 15506 km
Maksymalna prędkość: 30.6 km/h
Przejechałem: 49.57 km
Przejechałem [msc]: 233.81 km
Przebieg roweru [rok]: 832.4 km
Przebieg roweru [suma]: 23398.13 km
Przejechalem w 2020: 832.4 km
Podroż dookoła świata (2020) 2.081 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 58.4953 [%] km
Czas jazdy: 02:53:42 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1476:48:29 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1253:22:21 h
Czas Jazdy Suma (2020): 54:59:01 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 14:34:22 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:25:44 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:11:58 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:16:59 h
Średnia: 17.19 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego to nie tylko piękna przygoda i na nowo psująca się pogoda - jest ciepło. Dzisiaj to nawet +8℃. A jutro ma być jeszcze więcej! Nawet drugie tyle! To nie tylko piękny dzień, pięknie spędzony czas - zresztą miło z Aurelią.. To nie tylko pokonanie kolejnej psychologicznej granicy pracy napędu (przekroczenie sięga już ponad 9 500 km).. To także smutne widoki.. I powstrzymywanie się przed morderczymi zapędami. A wszystko się opiera o nieustanne niszczenie lasów. Wyżynanie ich. Dzisiaj tego skurwysyństwa od zajebania było, lęgli się po lasach, jak jebana zaraza.. Skurwysyny pierdolone samochodami przyjeżdżali, z dala było słychać unoszący się dźwięk zarzynanych.. Bezlitośnie mordowanych.. Na zawsze zmienia się krajobraz świata.. Na zawsze zmienia się piękny świat, który znam. A to te skurwysyny jebane do tego się przyczyniają.. A potem mamy jak w ostatnich dniach ogromne kataklizmy - niosące straty materialne i śmierć wśród ludzi. A wiecie co powiem?! I kurwa bardzo dobrze. Tych śmierci wśród ludzi jest za mało. Powinny następować takie wichury, po nich sztormy, niszczycielskie burze aby wybijać w tysiącach ludzkie gnidy. To oni są temu winni. To przez te nieustanne niszczenie natury, zabijanie zwierząt, zanieczyszczanie środowiska. Wszędzie gdzie nie spojrzę tam nawalone śmieci.. Masakra jakaś.. Zapraszam nie zorientowanych do wpisu: , gdzie bardzo dużo pisałem o tym zjawisku. A teraz na koniec, taka refleksja, o jakiej też myślałem na dzisiejszej trasie. Kilka msc temu odbyłem fajną trasę z Aurelią: Trasa "50-tka" - bateryjny problem. Od wspominanej trasy minęło: 1486 km i 96 dni, które przełożyły się na 47 tras i rowerowych przygód. W okresie bywało różnie, ale co powiem teraz, problemy z napędem były i mijały. A przez ostatnie trasy nie są widoczne. Mało kiedy mi coś szarpie łańcuch na wybranych przełożeniach (obecnie głównie przełożenie nr 2, gdzie 1 to największa koronka na kasecie, zaś 8 najmniejsza). Mało kiedy zacina się linka na przejściu z przełożenia 2 na 1 co było mocno upierdliwe na trasie: ZS: Polickie ścieżki. Kilometry zleciały, i problemy były i minęły i obecnie jest spoko.. Mimo, że kilometrów doszło.. Ciekawe co z tego wyniknie i jak długo jeszcze będę jeździł na obecnym napędzie, który od dzisiejszej trasy będzie dobijał do kolejnej granicy 10k km..
UWAGA! WAŻNE! Bardzo ważne. Przy uzupełnianiu rowerowego raportu za zakończenie życia 3-ciego napędu Aurelii, dostrzegłem małe błędy w obliczeniach odległości, kamieni milowych kolejnych wydarzeń jak 7,8,9,10k napędu. To zmusił mnie na początku Kwietnia 2020 r., do zweryfikowania wszystkich informacji. Przy tej okazji odkryłem błąd, który nie jest związany z tym wydarzeniem. Ale mówiąc wprost - ja 9500k km na napędzie osiągnąłem 3 jazdy temu na trasie Makowice: Wietrzne zatargi - nie na dzisiejszej! Nie zmienię już opisu wpisu bo nie będzie się już kleił :( Ale trzeba mieć to na uwadze! Na dzisiejszej trasie mam już nabite 9595 km! A więc skapnąłem się 45 km później (+dzisiejsza trasa) ehhh..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)