28.12.2020
Jazda nr: 737

Tagi: MM, drzewa, wiejskie_przygody |

W dniu dzisiejszym planowałem nieco inną ale dłuższą trasę. Rok niestety się kończy a wraz z nim wygasają moje postanowienia noworoczne, które nie były proste w realizacji - szczególnie te z Iglicami bo jeśli chodzi o kilometry to pewne zawieruszenie miałem tylko w Lutym gdy kilka dni nie jeździłem i byłem chory. A tak nie miałem problemu z tym postanowieniem noworocznym - problem mam dopiero od tego miesiąca. Gdyby nie to, że choroba położyła mnie na kilka dni dłużej to pewnie nie byłoby problemu a sam miesiąc kończyłbym ze stanem przejechanych ok. 700 km. A tymczasem nadal, włącznie z dzisiejszą trasą trwa walka o te 500 km.. Jest ona jednakże coraz bliższa zwycięstwa. Niedokładną bo zaniżoną miarą (na moje szczęście) ten krok odliczam wraz ze wskazaniami licznika Sigma, jeśli te dojdą do co najmniej 8k, to mam z całą pewnością 500+ km w tym miesiącu. Na dobrą sprawę jestem do przodu o jakieś 12 km. Już to raz liczyłem - gdy co dopiero do zdrowia wracałem. Z tego co pamiętam liczyłem to dokładnie przed pojechaniem na trasę, związaną z moim postanowieniem noworocznym: Iglice: "Pałacyk jak ze snu" - Grudzień. No i właśnie o ile kilometry nie stanowiły problemu to po kilku odwiedzeniach te częste jeżdżenie do Iglic, na ten pałacyk było męczące. Sytuacja się bardzo pogorszyła od Lutego tego roku, gdy gnoje zamknęli wjazd na teren pałacyku ogradzając go siatką. Przełażenie przez dziurę w murze, przenoszenie roweru, przełażenie po tych krzakach wszystkich nie było zachęcające.. Uwłaczające wręcz.. Jednak jakoś to przetrwałem.. I jakoś walczę dalej z każdym rowerowym dniem walczę dalej o to aby spełnić kryteria drugiego postanowienia noworocznego - tych co najmniej 500 km w miesiącu. Aby to było realne, dokonywałem wielu obliczeń. Najrozsądniejsze w obecnej sytuacji były takie, że dzisiaj powinienem zrobić co najmniej 40 km (oczywiście więcej nie szkodzi..) a w pozostałe 2 dni przed Sylwestrową trasą (która w założeniu ma 55 km, a w praktyce ponad 54 km - tylko pamiętamy o tym, że jestem i tak na poziomie +12 km do wyliczeń względem licznika) - w pozostałe 2 dni mógłbym sobie nieco odpuścić i zrobić w sumie 30 km. To dawało mi 70 km + 55 = 125 km. A przecież nie licząc dzisiejszej trasy brakuje mi tylko 121 km do 8k na liczniku i spełnieniu kryteria! Więc gdyby miało być gorzej któregoś dnia, jestem i tak na dobrej pozycji.. Piękne plany. Tylko prawda jest taka, że dzisiejsze plany mimo wszystko powiodły się jedynie ze względu na moją wielką charyzmę, niestrudzenie w dążeniu do zamierzonych celów, po prostu walkę o te lepsze jutro.. A to oczywiście wina MM, który zamiast wspomóc, wspierać mnie w tym ostatnim wyzwaniu i naszej ostatniej przynajmniej na ten rok wspólnej trasie, postanowił mnie tak zamotać i zakręcić w nieznanych mi leśnych dróżkach za Reskiem, że zamiast wyjść więcej kilometrów wyszło mniej... Wobec tego nie wiem czy nie lepiej było jechać mi na Gryfice, a potem przez Kołomąć na Zagórcze i gdzieś z tamtych stron wracać.. Kilometry by wyszły i też znacznie więcej.. I nie musiałbym kombinować. Wyszło na to, że MM oszukał mnie na głupie 3 km. No i niestety nie będę miły ale to jest żałosne. Nasza wspólna trasa mogłaby mieć w sumie gdzieś 16-17 km. No naprawdę nie przesadzajmy, że to było warte oszustwa po to aby wspólna trasa zmalała do poziomu 12-13 km. Naprawdę te 3 może 4 km jadąc nieco dłuższą drogą niczego złego by dla MM nie zmieniły. A ja bym nie musiał kombinować i nocami się nie wozić niepotrzebnie bo mi kilometrów zabraknie. Wyszłoby mi dzięki temu jakieś 29 km pod domem MM, i jakieś 12 km do domu. I akurat.. Nadmienię tylko, że pod domem MM miałem właśnie 12 km.. A gdy się rozstaliśmy było jakieś 26. No tam ponad 26 to mówię koło 3 km.. No jeszcze licząc, że jakieś 700 metrów było do jego domu.. To ok. No ale ważniejsze było oszustwo. Działanie z premedytacją, które potępiam.. Tyle razy ze mną jeździł, niektóre trasy nawet koło 20 km. A teraz będzie próbował stropować nie tylko siebie ale i mnie?! Prowadząc i mnie drogą kroczącą ku bycia antyrowerowcą?!.. Nie ze mną te numery.. Nie poddałem się, i zrobiłem większe kółko do domu - gdzie wyszło mi nie całe 22 km zrobione w czasie 1:04:05h. A więc ze średnią prawie 20,5 km/h! Naprawdę nieźle jak na warunki drogowe, egipskie ciemności i po prostu chłód.. Niby na termometrach dzisiaj koło +4℃. Ale nie było tak fajnie. Mnie było jednak zimno.. Niezbyt przyjemnie, no i pochmurno a po zmroku to na domiar złego ciemno.. No ale lampka wytrzymała, ja też jakoś dałem radę.. I wiele wskazuje na to, że nie stanę się antyrowerowcą.. ;] Wręcz przeciwnie, będę coraz lepszy.. Bo mam tą niezłomną wiarę w rower. Odkąd na nowo odzyskałem wiarę do tej pory jej nie utraciłem: Odnaleźć wiarę.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 741

  • Trasa nr [łączna]: 823
  • Trasa nr [na blogu]: 737
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 15
  • W tym roku: 217

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 814 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 728 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7879 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 7926 km

  • Maksymalna prędkość: 29.1 km/h

  • Przejechałem: 47.48 km
  • Przejechałem [msc]: 445.65 km
  • Przebieg roweru [rok]: 9359.57 km
  • Przebieg roweru [suma]: 31925.3 km

  • Przejechalem w 2020: 9359.57 km
  • Podroż dookoła świata (2020) 23.3989 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 79.8132 [%] km

  • Czas jazdy: 03:16:09 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2018:41:50 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1795:15:42 h
  • Czas Jazdy Suma (2020): 596:52:22 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 29:34:08 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:58:17 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:45:02 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:22 h

  • Średnia: 14.53 km/h
Jak już wspominałem w powyższym akapicie, dzisiejsza trasa to nieustanna walka o kilometry i one są najważniejsze. Cele w życiu i dążenie do ich realizacji mimo wszystkich przeciwności losu są najważniejsze. Zawiodłem się bo liczyłem, że kto jak kto ale MM będzie rozumiał to. A nie próbował bojkotować projekt. Może w innych okolicznościach gdyby nie było to, że naprawdę ostatnie dni, ostatnie kilometry mają zaważyć o pracy przez cały rok, gdyby nie to, że naprawdę brakuje mi tych kilometrów.. A przecież na początku miesiąca w życiu bym nie powiedział, że tak się stanie. Nauczony doświadczeniem poprzednich miesięcy, i widząc w prognozach długoterminowych kilka ciepłych dni, z temp. po +7℃. Liczyłem na to, że po pracy wraz z wówczas coraz szybciej nadchodzącym zmrokiem będę mierzył się z trasami po 50 km.. Po 30 km.. I kilometry same wejdą.. Na dobrą sprawę powinienem te 500km+ jeszcze przed świętami przebić. A wtedy mógłbym mieć na to wywalone. I o ile w ogóle decydowałbym się dziś na dłuższą jazdę to naprawdę nie ruszałaby mnie postawa MM, jego postawa wobec roweru, ducha sportowego i trzymania się zasad.. Nie miałoby dla mnie znaczenia czy skróciłby wspólny dystans o 3 czy nawet 5 km. A dzisiaj to miało dla mnie znaczenie i on o tym wiedział. Nim jeszcze pojechaliśmy na wspólną trasę, i na samej trasie wielokrotnie o tym wspominałem wskazując ile kilometrów muszę mieć wracając do Reska - a więc wyjeżdżając z Reska, z pod domu kolegi było ponad 12 km.. Więc wracając tu powinno być jeszcze 18 km. To przecież nie jest dużo dla nikogo.. A szczególnie dla osoby, która rzadko bo rzadko ale wychodzi na rowerek. A już wybór terenu.. No ja nie chcę nic mówić ale nie byłem za tym aby jechać terenowo, po lasach, i takich zadupiach. Nie jechało mi się po tym komfortowo. Jeszcze trochę trzyma mróz, miejscami także lód ziemię, niechlubne oznaki małego ataku zimy z soboty (Zimowa trasa). Do tego nieprzyjemny wiatr. Już całą drogę do Reska tak słabo mi się jechało przez ten wiatr. Czułem się jakiś taki zmęczony, obolały.. Ale się nie poddawałem i walczyłem.. I po co?.. Tylko się naczekałem na jak zawsze nieprzygotowanego do jazdy MM. A potem manipulował przebiegiem trasy.. Jechaliśmy obrzeżami Reska, przy dawnej stacji PKP w Resku, gdzie upatrzyłem Urbexowy punkt do odwiedzenia na przyszły rok.. :) A potem wjechaliśmy na trasę biegnącą na Potuliny.. Tyle, że z niej zamiast jechać do samych Potulin, a potem np. Iglice co miałoby sens, kilometrowy też, odbiliśmy pod Potulinami w leśną drogę. Jedno wielkie błoto, wszystko zalane wodą.. Jechać się tam nie dało. I co cię szybko okazało, ta dróżka wyprowadziła nas pod Łabuń Mały. Na szlaku Łabuń Mały - Iglice. Stąd miało być rzekomo jeszcze 7 km.. Ta - jasne.. Ze 4 km to może wychodzi.. Ale nie tyle.. I to właśnie przeważyło nad tym, że kilometrowe plany odnośnie trasy się nie udały. A to były liczne manipulacje bo mieliśmy jechać z Potulin na Gardzin, i z stamtąd już drogą. Tu możliwe, że byłoby dalej. Ja proponowałem nawet aby jechać przez Iglice.. A najlepiej z Iglic nie przez las a przez Łabuń Wielki, jeszcze byłoby w miarę widno. Mógłbym polecieć tam leśną drogą przez Mokronos na Dobiesław. W nocy jest szansa, że bym też trafił.. Choć nie taka duża. Moja orientacja w terenie.. Ja się nawet w dzień potrafię zgubić. W tamtych stronach także: Iglice: "Pałacyk jak ze snu" - Maj - i nie chciane odwiedziny. W ogóle to jadąc na dzisiejszy wyjazd, gdy już MM zagadał abyśmy gdzieś pojechali, miałem nadzieję na inny przebieg trasy. A mianowicie przez Starogródek do Starej Dobrzycy, na Iglice i się zobaczy co dalej.. :) No ale oczywiście MM nie chciał, bo pewnie od początku planował to aby oszukać mnie na dystansie dzisiejszej trasy. I nie, nie daruję sobie tego tematu. Dla niektórych osób, nikogo tu nie wymieniam, pisząc ogólnie to może nie mieć znaczenia czy się zrobi 35 czy 38 czy 45 km. No ok. Dla mnie zwykle też nie ma. Tylko teraz mamy inną sytuację. Goni mnie czas, dosłownie za 4 dni pożegnamy się z 2020 r. A ja mimo wszystko, mimo trudów tego Grudniowego miesiąca, chcę do ostatniej chwili walczyć o postanowienia noworoczne, o swoje cele i marzenia. I nie pozwolę aby ktokolwiek myśląc tak bardzo samolubnie mi to rujnował. Jak można zachować się tak bardzo bez honorowo.. Podjąłem tą walkę - a jak bardzo jest ona heroiczna niech posłuży przykład taki, że raczej żadnego Grudnia od 2015 r., gdy tak dużo jeżdżę.. Nie miałem zrobionych w Grudniu dystansów znacząco powyżej 200 km, no może koło 300 km w całym miesiącu. A teraz wciągu ostatnich 10 dni roku (dosłownie) dobijam do 300 km.. Walczę o to do końca i walczę w każdej trasie. Dzisiaj też walczyłem. Pod Reskiem się moje drogi z MM rozstały.. Pojechałem przez Łabuń Wielki, przez Modlimowo po swoją wioskę. Prawie 22 km. Nie stawałem ani razu. Prowadziły mnie piękne szanty i Polskie wykonania pieśni i ballad Bułata Okudżawy.. Np. moja ulubiona z jego repertuaru - Pieśń Gruzińska: (...)W czerni swej i czerwieni zaśpiewa mi znów moja Dali. Runę w czerni i bieli do stóp jej niech przędzie swą nić! I o wszystkim zapomnę i umrę z miłości i żalu.... Kończąc dzisiejszy wpis zakończę go częstym pytaniem, pojawiającym się w balladzie B. Okudżawy "Pieśń Gruzińska" - Bo doprawdy - czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?. A więc bez honorowi bywalcy tej ziemi, czy warto żyć w taki sposób, poddać się bez walki do końca, i nie stawać się coraz lepszym i silniejszym mimo wszystkich przekorności losu, i złych słów gniewnych wobec was ludzi?.. Ah, no tak - tak już naprawdę na koniec, na koniec - bo nie wspomniałem bo może podświadomie nie chcę wspominać o tych przestępcach.. Co niszczą naturę, drzewa. Problem z wycinaniem drzew poruszany na blogu był 63 razy w tym roku, włącznie z dzisiejszym wpisem 64. Ja w Grudniu o tym nie wspominałem ale widziałem co te skurwysyny zrobili na leśnym odcinku wzdłuż drogi DW152 za wsią Czarne a wsią Policko. Wyrżnęli część drzew.. A teraz jakby nigdy nic, skurwysyny ten haniebny proceder kontynuowali i rżnęli i niszczyli kolejne drzewa.. O ile na trasie: Makowice-Lotnisko: Potęga rur - darowałem sobie jeszcze ten temat, nic nie mówiłem aby się nie wkurwiać niepotrzebnie, to w przypadku kontynuowania tego haniebnego procederu no nie mam wyjścia. Skurwysyństwo nie zna granic. I to tuż po świętach.. Już kurwa nie mogą wytrzymać jak nie będą niszczyć ehh... Ja nie wiem, ale naprawdę obawiam się kolejnych lat, i tego jak to będzie z tymi drzewami z tymi lasami. Jak te działania pociągną się dalej i jakie przyniosą konsekwencje..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa28grudnia2020zdj1.jpgtrasa28grudnia2020zdj2.jpgtrasa28grudnia2020zdj3.jpgtrasa28grudnia2020zdj4.jpgtrasa28grudnia2020zdj5.jpgtrasa28grudnia2020zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)