Trasa z dnia dzisiejszego jest odbytą kolejną trasą na Brodniki nadal w nie ciekawych warunkach. A tym razem jeszcze z kolejnymi utrudnieniami. Przez kolejny tym razem wyborczy dzień przetaczają się kolejne problemy. Sam wyjazd jest już problemem - a stanąłem przed jakby "koniecznością?" rezygnacji z niego? A to w ogóle oznaczałoby, że więcej nie pojadę. I co mam się poddać? Moje plany nie są ważne...? Dla niektórych może tak... Przecież co to takiego, że pojedzie czy nie pojedzie. Nic się nie stanie. A dla mnie się właśnie stanie. Jest mi trudno jechać to zawsze jest pewne wyzwanie któremu muszę podołać. Szczególnie jak pogoda nie dopisuje. Dzisiaj dość powiedzieć, że wieje nadal to powiem, że wieje mocniej. Na trasę wybrałem się gdzieś po godz. 10. I wyszły pewne problemy z wyborami. Te w sumie ciągną się od wspominanej wczoraj: Wietrzna Trasa na Brodniki:
& "Biedra zapadlisko" - czwartkowej trasie: Borzęcińskie drogi:
& nowe przygody. Ta historia nie jest tu opowiada (normalnie by nie była) bo przecież dotyczy mojego życia zawodowego - tudzież szkoły a nie koniecznie życia rowerowego. Jednak wpływa na moje rowerowe życie... Otóż jeszcze w środę po południu - 17.04 wymyślił sobie dyktaktor a sprzyja jemu pewna nie sprzyjająca osoba ze szkoły, żeby właśnie w czwartek koniecznie kurwa w czwartek (18.04) wywieść drukarkę na wybory. Swoją drogą niepotrzebnie była zabrana... Chociaż.... Była taka sytuacja, że była potrzebna w szkole ;) No nie mniej musi być w czwartek 18.04. No i co mi do tego? Ja jestem w szkole nie? A to, że nie jestem samochodem nie powinno mieć znaczenia bo to jest prywatny samochód nie służbowy. W czym problem. Jestem rowerem bo mi tak pasuje. I tak było mi trudno ze względów psychologicznych ruszyć na tą nie łatwą trasę na której mierzyłem się z wiatrem. A na koniec jeszcze lunęło deszczem. Gdybym jechał później to nie dość, że pewnie bym nie pojechał bo mnie by się nie chciało to miałbym gorzej z wyrobieniem się czasowym. A tak zaraz po szkole - dajmy na to nawet o tej 15 ruszam. W sumie o tej 15 nie mogę ;) Trzymam rower z tyłu szkoły, gdzie ta część szkoły jest po 14:30 zamykana jak wychodzi konserwator. Więc siłą rzeczy muszę jechać gdy wychodzi i zamyka bo nie miałbym jak Aurelii zabrać. No ale dobra, o 15 mogę jechać. To i tak jest dla mnie lepsze rozwiązanie niż wracać do domu... Przebrać się i jechać. Wtedy może mnie się już nie chcieć. A tak część drogi mam za sobą, jakoś inaczej jest... Więc czemu mam z tego rezygnować czy rezygnować z siebie? Nie rozumiem... Pojechałem więc 18.04 rowerem do szkoły. Nawet chciałem rowerem tą cholerną drukarkę zabrać. Czy od biedy na pieszo to nie jest daleko ;) No ale konserwator zabrał. Tak ją nie mniej wziął, że w sumie pomyślałem o tym, że trzeba USB LPT wziąć ale ostatecznie nie wzięliśmy. Dzisiaj po godzinie 10 dzwoni taka babka, co jest w Trzygłowiu w komisji wyborczej... I ma problem z tym, że nie ma tego USB... Nie widzi mnie się kompletnie opcja w której mam wrócić do domu, podjechać tam autem czy coś. A nie byłem daleko. Gdy wysłała w tej sprawie SMS to co dopiero zdążyłem z pod domu wyjechać. Gdy dzwoniła byłem przy Karczewiu. No ale nie. Jak wrócę to zrezygnuję i potem już nie pojadę. Będzie mi za ciężko... Załatwiłem to na około i jak się okazało niepotrzebnie. W sumie nie miałem dzisiaj ochoty na rozmowy. I takie głupie sprawy. Meritum? Gdybyśmy na spokojnie wzięli tą drukarkę w piątek (19.04) to nic by się kurwa nie stało. No ale trzeba z jakimś niepotrzebnym przyspieszeniem i tylko problemy są. I na koniec na kogo to spada? No na mnie... Załatwiłem nie mniej ten kabel po prostu od siebie. Dzwoniłem do ojca aby wziął ode mnie z komputera i mi przywiózł a ja jechałem dalej na Brodniki. Do godziny 12 spokojnie zdążę i zdążyłem dojechać do szkoły i przywieść ten kabel. Po drodze jeszcze dzwoniła ta patologia konserwator ze szkoły... No ale nie odbierałem od niego bo nie chcę z nim gadać. Kabel odebrałem na krzyżówce na Lubin i stąd pojechałem zgodnie z trasą na Brodniki i pod przedszkole. Tylko na miejscu się okazało, że konserwator też przywiózł ten kabel USB LPT i nie musiałem tu jechać... No cóż. Tylko zrobiłem małą niepotrzebną rundę po Trzygłowiu. Nim zacząłem wracać do domu. I mimo, że dzisiaj nie chciało mi się jeszcze bardziej niż wczoraj... To pojechałem na tą Biedronkę jeszcze raz zrobić zdjęcia zapadliska. I dzisiaj znowu ktoś stał tam autem i blokował te miejsce... A dzisiaj w odróżnieniu od wczoraj liczyłem i walczyłem o pogodę! Aby było jasno i słonecznie... Momentami było. A momentami było szaro mimo nadal dużego wiatru. Tym różni się wczorajszy dzień od dzisiejszego... Trudnością również ;) Mam wrażenie, że dziś mimo wszystko było gorzej. A nauczony doświadczeniem jak wczoraj mnie się źle jechało to dzisiaj jeszcze trudniej było się zmotywować... Więc takie wracanie, rezygnacja z trasy kompletnie nie wchodzi w grę...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1411
Trasa nr [łączna]: 1489
Trasa nr [na blogu]: 1403
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 55
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1476 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1390 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 20714.5 km
Stan Licznika Końcowy: 20742.59 km
Stan Licznika Końcowy2*: 20605.29 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 33196 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 33224 km
Maksymalna prędkość: 32.6 km/h
Przejechałem: 28.09 km
Przejechałem [msc]: 455.12 km
Przebieg roweru [rok]: 1583.89 km
Przebieg roweru [suma]: 57442.47 km
Przejechalem w 2024: 1583.89 km
Podroż dookoła świata (2024) 3.9597 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 143.6062 [%] km
Czas jazdy: 01:30:30 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3664:51:14 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3441:25:06 h
Czas Jazdy Suma (2024): 100:55:11 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 27:43:53 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:58:51 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:50:06 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:20 h
Średnia: 18.73 km/h
Dzisiejsza trasa na Brodniki w odróżnieniu od wczorajszej: Wietrzna Trasa na Brodniki:
& "Biedra zapadlisko". Niesie jeszcze więcej nie przewidzianych problemów - jak te cholerne wybory... Po co te wybory są potrzebne. Jedne już były to teraz "dogrywka" i tylko piętrzą się przez to problemy. Raz już były przygotowane a teraz znowu. Oczywiście nie wszystko idzie jak powinno ;) I zawsze są jakieś siupy - w tym wypadku brak kabla USB LPT do drukarki. Sama drukarka dowieziona. A co najlepsze ja o tym mówiłem, że kabla brakuje ale tak... Nie dopilnowałem tego. Mam też swoje problemy i zmartwienia. Co zresztą szkoła ma mieć do wyborów? Poza tym, że użycza lokal. Nie rozumiem tego ;) No nie mniej winnych widzę zawsze tylko, że nie w sobie i w sumie tak jest... Najczęściej tak jest. Nie będę kłamał. Czasami zdarzy się, że coś się nie uda... O czymś zapomni i zawali się sprawę. No ale w tym wypadku tak nie jest. Gdybyśmy to zrobili na spokojnie a nie w niepotrzebnym pośpiechu to nie byłoby problemu - tak było przy I turze tegorocznych wyborów samorządowych... No ale nie ważne, stało się jak się stało. Jedyne czego nie brałem pod uwagę to rezygnacji z trasy na którą i tak nie łatwo mi iść choćby z powodu pogody... Ten wiatr zniechęca. Znowu będzie ciężko jechać te kilka kilometrów wzdłuż drogi DW109 do Brodnik. A mimo to jadę. Nie jestem w humorze. Biorą mnie smutki i niepewności związane z życiem... A mimo to jadę. Próbuję przezwyciężyć te negatywne myśli bo może coś źle zrozumiałem, może nie jest tak źle?... Na razie tego nie wiem, mam nadzieję, że dzisiaj się wszystko wyjaśni. Więc nie było mi na rękę, że mi piszą SMSy, że już coś nie tak. Nie byłoby mi na rękę wrócić, zrezygnować z trasy. Nie uważam, że to mój problem jak zwykle, że jest coś nie zrobione czy źle zrobione... Mam za trudne dni, za trudny okres w życiu aby godzić życie prywatne z zawodowym. A coś zawsze będzie ważniejsze. Nie trudno się domyślić co powinno prawda?... A nie zawsze: rodzina czy prywatne życie jest ważniejsze i ma to różne skutki. U mnie akurat jest ważniejsze. Te bzdury nie uważam za ważne. A też się kurwa obudzili. Są tam od 6 rano i o 10 się skapnęli, że nie ma kabla USB przy drukarce. Gdybym był jeszcze w domu... To okej... Podwiózłbym. I pojechał rowerem dalej. No ale skoro już wyjechałem - stałem się jakby "zwycięzcą" bo próbuję i walczę! To nie chcę z tego rezygnować... I chcę zawalczyć o trasę do końca. Ta trasa mimo nieprzewidzianych trudności została ukończona... I mimo wszystko pojechałem "znowu" bo wczoraj tez byłem na parking Biedronki porobić zdjęcia przyszłego zapadliska. Udało się, że jak byłem to były akurat momenty ze słońcem. No ale znowu ta sama historia co wczoraj, że już samochody tu stały. I musiałem czekać aby sobie pojechały... Uwolniły miejsce do zdjęcia. A spodziewałem się, że zrobię to tak szybko... Wpadnę, raz dwa cyknę fotę i spadam. A to nie ma tak łatwo... Ojj... nie... No nie mniej udało się w lepszych warunkach oświetleniowych ;) Bo w sumie tylko w tym celu przyjechałem bo co mogło się więcej od wczoraj zmienić prawda?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)