07.06.2026
Jazda nr: 1799

Tagi: , Niemcy, , sw_cykliczne, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest moim trzecim wyjazdem na Sternfahrt! Do tej pory jeżdżę na niego średnio co 4-ry lata zaczynając od 2018 r: Eberswalde-Berlin-Eberswalde. Przez 2022 r: Sternfahrt 2022. Po obecny wyjazd z 2026 r. Zgodnie z tą logiką powinienem kolejny raz jechać w 2030 r. :) Czy tak jednak będzie? Tradycyjnie pokażą kolejne wpisy! Cieszę się w ogóle, że pojechałem. Choć miałem pewne wątpliwości.. Fizycznie może i jestem na to gotowy.. Dzisiejszy wyjazd udowodnił mi, że jestem gotowy nawet na 100 km.. Tylko jestem słaby psychicznie. Trochę się denerwowałem na wyjazd. Im było bliżej tym gorzej. Także weekend przed wyjazdem spędziłem dość luźno - na luźnej trasie z piątku: Trasa Makowice-Słudwia z 05.06. I dość spokojnie spędzonej sobocie - gdzie poza małym spacerkiem w Truskoleskim lesie (moim ulubionym).. Nie robiłem w sumie nic takiego. Trochę pograłem sobie w Quake 1 w odświeżonej wersji z 2021 r.: Enhanced. Pooglądałem kolejne odcinki 11 sezonu SpangeBoba. I szykowałem się na wyjazd. Start po godz. 7 rano. Nim dojechałem to minęła spokojnie 9:30. Na rozwalonej sakwie - zaczyna mi już druga pękać. I przeładowywanej torbie ruszyłem na miejsce startu. Na stację PKP S Bernau. Stanąłem sobie dość blisko na ul. Alte Goethestraße skąd miałem dosłownie parę metrów do stacji S Bernau gdzie spotkałem się z kolegą GŻ, który jeszcze wczoraj wyruszył w samotną podróż ze Szczecina i oczekiwał tutaj od porannych godzin. Oficjalnie ruszamy z Bernau z eskortą niemieckiej milicji i wolontariuszami ADFC o godzinie 10:10. To być tu szybciej niż trochę przed 10 nie miało sensu. No ale i tak kawałek drogi jest - ok. 200 km samochodem, gdzieś z 2h się na spokojnie jedzie. I jeszcze chwila na przygotowanie. Spakowanie się itd. Wziąłem ze sobą zapas energetyków, 2x 1.5L wody gazowanej, paczkę batonów mars, których ostatecznie nie konsumowałem bo się do nich nie dobrałem :D Gdzieś poleciały na spód torby i nie było kiedy za tym grzebać.. No ale na szczęście się udało bez dojechać. Woda poszła prawie cała, zostało mniej niż pół jednej butelki. Więc spokojnie poszło z 2.5L wody. I w sumie 2 redbulle. Miałem czteropak ale podzieliłem się z GŻ. Nie brałem się za drugi czteropak energetyka bo nie było takiej w sumie potrzeby.. Gdybym miał jechać ponad 100 km to może bym się skusił.. Na wyjeździe spotkałem się również z kolegą PŻ. Dopisuję go do towarzyszy dzisiejszej trasy bo jechał ze mną, z GŻ i innymi przedstawicielami rowerowego Szczecina z Bernau na Berlin. A gdzieś na początku Berlina nasze drogi się rozeszły. Było coraz więcej najróżniejszych rowerów. I sporo takich indywidualistów! :-) I gdzieś już każdy pojechał w swoją drogę.. No ja się gdzieś starałem pilnować GŻ.. Bo potem w tym tłumie to się nie znajdziemy :-) Wydawało mi się, że jest znacznie więcej rowerzystów.. A z oficjalnych podsumowań wynika, że w akcji brało udział tylko ok. 30k rowerzystów.. A to gdzie do lat, gdy impreza cieszyła się znacznie większym zainteresowaniem i tych rowerzystów było blisko 100k? Czyli ponad 3x tyle.. To nie wyobrażalny tłum. Bo już teraz można by było stać i stać.. I patrzeć jak jadą z różnych dzielnic Berlina po to aby spotkać się na placu Großer Stern. Tu następował oficjalny objazd. I tutaj w samym centrum Berlina były imprezy towarzyszące - pikniki, zabawy. Tłumy rowerzystów. Tysiące rowerów postawionych na parkingach rowerowych przy parku Großer Tiergarten. Postawić tu rower a potem go znaleźć! To mogłoby być wyzwanie! W końcu tych rowerów dosłownie było tysiące, przy różnych uliczkach.. I samej długiej ulicy Straße des 17. Juni - która ciągnie się kilometrami (w ciągu drogi B2).. Nie wiem czy bym odnalazł Aurelię gdybym gdzieś ją tu zostawił! A zresztą co za pewność czy ktoś by jej nie ukradł.. Niemcy to jednak mają większą odwagę. Zostawić tak swoje rowery i iść.. I cóż. Dojazd pod Großer Stern to było wyzwanie. Pod pomnik na tutejszym wielkim skrzyżowaniu o ruchu okrężnym zrobiliśmy nie całe 51 km - a dokładnie 50.7 km.. A już nie mówię ile to czasu jazdowego zajęło. Co prawda nie zapisałem sobie ale gdzieś z 4h to jak nic! A i tak były momenty, że się prowadziło rower a nie jechało. Bo były już takie tłumy, i kolejne grupy wjeżdżały w kolumnę! Trzeci raz jadę z kierunku Bernau i w tym kierunku wracam. Następnym razem jak pojadę na Sternfahrt to marzy mi się ruszyć z innego kierunku. I również w innym wracać. Na dzisiaj w ogóle nie była pewna pogoda. Miały być burze i deszcze! No ale było ładnie. Przynajmniej w Niemczech. Temp. nie znacznie przekraczała 20℃ i w najcieplejszych momentach dnia było ok. 22℃. Gdy wróciliśmy z wyjazdu ok. godziny 19 do Bernau to temp. zdążyła spaść do ok. 18℃. W nocy ma być jeszcze chłodniej.. No ale pogoda się w tym roku udała! Był przejściowy deszcz ale szybko minął. Było fajnie.. Choć przejazd w tej kolumnie był męczący a także niebezpieczny. Dochodziło oczywiście do różnych incydentów. I tak jest co roku.. Ten nie był przecież wyjątkiem. Skoro w ruchu jest tyle tysięcy rowerów to siłą rzeczy muszą dziać się różne rzeczy. A to awarie a to najechanie na siebie. A to wypadki.. Mijaliśmy taki jeden poważniejszy wypadek gdy przejeżdżaliśmy autostradą A100 (część ringu Berlińskiego). Leżała bardzo mocno poturbowana kobieta. Była już pomoc medyczna i niemiecka milicja.. I tak skończyła się dla tej osoby dzisiejsza podróż. A tak już normalne awarie - pęknięte opony, dętki.. Tak jest zawsze. Tak jest na każdym większym rajdzie, że coś gdzieś komuś się zepsuje. I nie dojedzie.. A tak w sumie czasem pomyślę o sobie.. No pal licho jak ktoś miejscowy. To jakoś sobie poradzi. A gdyby Aurelia padła? Albo nowy Romet kolegi GŻ? Byłby to większy problem.. Bo mamy sporo kilometrów do auta. I jak sobie poradzić w takiej sytuacji? No w sumie nie ma innego wyjścia jak wierzyć w sprzęt, który bierze się na wyjazd! Tym razem się udało. I było fajnie.. Bardzo fajnie! :-) Nie wiem czy pojadę za rok.. Czy dopiero w kolejnym roku.. Bo jednak potrzebuję odpocząć po takiej liczbie atrakcji i wielu doświadczeń.. W końcu nie często widuje się tylu ludzi na raz, tyle tysięcy różnych rowerów. A co ciekawe nie widziałem dziś monocykli. To oczywiście nie oznacza, że ich nie było. Po prostu ich nie widziałem.. Widziałem za to tandemy, towarowe rowery, i praktycznie wszystkie typy rowerów.. Górale, BMXy, kolarzówki z różnych lat, jakieś składaki, i inne cuda.. Nim się to wszystko jakoś ułoży w głowie to trochę czasu minie. A na razie nie będę miał szans odpocząć i jakoś rozładować emocje po przebodźcowaniach bo już za 4 dni - wyczekiwany od roku - jubileusz 80-cio lecia szkoły w której pracuję. A myśl o nim zatruwa mi życie już od dawna. I powoduje wiele nerwowych sytuacji.. No ale nie psuję sobie dzisiejszego dnia ani szkołą ani myślą o tym co będzie. Dziś najważniejsze było: pojechać. Spróbować dojechać do celu. I wtedy nie miałoby się wyjścia.. Jakoś trzeba wrócić. A powrót mieliśmy ciekawy. Nie do końca taki jak zaplanowałem. Ostatecznie GPS trochę inaczej nas pokierował.. No ale i tak było ciekawie. I zawsze zaliczone nowe drogi. A na samym końcu: JEDNA WIELKA NOWA PRZYGODA.. O której pamięć będzie trwać jakiś czas!..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1809

  • Trasa nr [łączna]: 1885
  • Trasa nr [na blogu]: 1799
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 80

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1870 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1784 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 31809 km
  • Stan Licznika Końcowy: 31895.9 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 31696.55 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 10171 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 10258 km

  • Maksymalna prędkość: 32.5 km/h

  • Przejechałem: 86.9 km
  • Przejechałem [msc]: 162.59 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2036.73 km
  • Przebieg roweru [suma]: 68663.69 km

  • Przejechalem w 2026: 2036.73 km
  • Podroż dookoła świata (2026) 5.0918 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 171.6592 [%] km

  • Czas jazdy: 06:27:00 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 4380:58:30 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 4157:32:22 h
  • Czas Jazdy Suma (2026): 133:10:44 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 11:06:11 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:46:33 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:39:53 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:54 h

  • Średnia: 13.47 km/h
Dzisiejszy wyjazd jak już wspominałem zaczynałem na ul. Alte Goethestraße w Bernau bei Berlin i co ciekawe również na tej ulicy kończyłem wyjazd. Wyjazd zaczynał się wspólną podróżą do Berlina w coraz większym tłumie rowerzystów od przejazdu drogą L200 do Linderberg gdzie odbijaliśmy już na obrzeża miasta. Kierując się do dzielnicy Wartenberg. A z niej do dobrze znanej Neu-Hohenschönhausen. Tutaj jest wiele fajnych wieżowców. Taka reprezentacyjna część miasta. Mój każdy Sternfahrt przebiegał tym rejonem. Tylko za każdym razem nieco inaczej jest kierowany ruch. Przez nieco inne ulice. Jednak jaki to organizacyjny problem! Pozamykać tyle ulic. Tyle zabezpieczenia zorganizować! Naprawdę wielki szacun dla ADFC - którzy organizują ten "GWIEŹDZISTY ZJAZD" już po raz 50-ty! To sporo załatwiania - w końcu zjazd jest dosłownie po całym Berlinie po wielu jego dzielnicach. Do tego dojazdy z różnych regionów Niemiec. No i tak kontynuujemy trasę. Jednak o jazdę jest coraz trudniej. Mijamy już dzielnicę Neu-Hohenschönhausen. I jedziemy na ul. Landsberger Allee. Tą samą zresztą wracaliśmy ale nie skręcaliśmy na ul. Weißenseer Weg, którą przyjechaliśmy peletonem a jechaliśmy nadal prosto ul. Landsberger Allee. Sporo i to sporo krócej niż z peletonem, który jechał mocno na około. I tak nie jechałem najkrótszą trasą. A cały nasz powrót zamknął się w okolicy 36 - 38 km. A w peletonie zrobiliśmy prawie 51 km! I tak mogłoby być ciut krócej gdyby nie fakt, że na powrocie w Bernau źle pojechałem. I ratowałem się nawigacją by wrócić pod stację S Bernau. Z niej pod auto już trafię. A jak się wyjedzie z miasta na autostradę to już łatwo wracać na Szczecin i do Polski. No nie mniej - wielka trasa prowadząca przez wiele dróg w Berlinie jeszcze się nie zakończyła! Jechaliśmy dalej po wspomnianej ul. Landsberger Allee dalej w kierunku platz der vereinten nationen. I nie wiem czy to ulica czy co to jest :D Nie znam Niemieckiego. Tutaj odbijaliśmy na skrzyżowanie Karl-Marx-Allee. I dalej ul. imienia Karla Marx'a Allee robiliśmy kółko do ringu Berlińskiego w ciągu autostrady A100 - mijając wiele ulic, placów, i skrzyżowań. No jakbym miał wszystko wymieniać to by był to naprawdę długi wpis.. Ograniczę się do tego, że mijaliśmy rzekę Spree i stację kolejową Berlin Ostbahnhof (Dworzec Wschodni). I jechaliśmy dalej w kierunku dzielnicy Kreusberg. A z niej na dzielnicę Neukölln. I jeszcze ta dłużąca się podróż w peletonie nie kończyła się. Jeszcze nie byliśmy na autostradzie.. Przejechane kilometry przekraczały już 30 km.. A wkrótce i 40 km.. Po samej autostradzie jechaliśmy kilka km. Już nie mówiąc, że dojazd do Großer Stern to kolejne kilometry wzdłuż ulicy 17 Czerwca.. Już pozwoliłem sobie po polsku napisać by nie szukać tej długiej niemieckiej nazwy! No ale ok. Jesteśmy dopiero w Neukölln. Stąd odbijamy na zachód w kierunku Tempelhofer Feld - placu defilad. Dawniej.. Obecnie to i tak spora dzielnica Berlina.. I stąd dopiero wbijamy na autostradę A100. Kolejne rowerowe korki, zatory. Dopiero tutaj tak naprawdę nie śmiało licznik kilometrów przekracza 40. A mapa wskazuje jak duże robiliśmy kółko.. Jadąc bardzo mocno na około.. No ale jesteśmy już bliżej niż dalej! Jesteśmy w końcu na A100, którą jedziemy aż do węzła nr 10: Autobahndreieck Funkturm. Zjazd na Funkturm jak dobrze ogarniam. A stąd już do celu blisko. Jednak po kilku godzinnej tułaczce jest się już wykończonym.. Z ul. Kaiserdamm wjeżdżamy w końcu w ul. Straße des 17. Juni. I dojeżdżamy do końca - do celu podróży! Trochę zdjęć, kilka nagrań.. I niestety czas nas goni. Mija już godzina 15. Nim będziemy w aucie będzie 19.. A nim w ogóle wrócę do domu to będzie już godzina 22. A wyjeżdżałem o 7 rano. A jutro do wariatkowa: powrotu czas.. I jeszcze nadchodzący tydzień będzie bardzo ciężki. No ale cóż. Chwila odpoczynku. Trochę zdjęć. Nagrań pochodu. I najróżniejszych rowerów! Można się tym zachwycać i nagrywać godzinami.. No ale kto to będzie potem oglądał.. I kto to zapamięta.. Skoro to tyle.. I aż tyle bodźców. Wiele się dzieje. Tu helikoptery. Tu ktoś wozi kolumny z głośnikami. A to jakaś fajniejsza Niemka ;) Jest na kim oko zawiesić. A to fajniejszy rower. A to inny.. Widziałem setki rowerów.. Nawet te napędzane na pasek. Te zło w postaci elektrycznych rowerów. I bardzo stare kolarzówki jak Wagant. Czy to był Wagant czy co innego to nie wiem. Tylko teraz rzadko widać kolarzówki z tak cienkimi oponami.. No i jak wspominałem.. Trochę zdjęć. Trochę zabawy i wracamy! Jedziemy najpierw na jedzenie. Po drodze powrotnej. I tak trafiamy na kebaba przy ul. Unter den Linden. Po posiłku - czas wracać. A kilometrów co nie miara przed nami! Zrobiliśmy jakieś 18 km tylko po mieście! Nim skończył się Berlin i teren mocno zurbanizowany to naprawdę.. Przejechaliśmy sporo km. Kierując się teraz w kierunku Alexanderplatz. Zaraz za Alexanderplatz odbijaliśmy na Platz der vereinten nationen, który już dziś mijaliśmy! I dalej wzdłuż ul. Landsberger Allee jechaliśmy do dzielnicy Marzahn. Tam dopiero odbijaliśmy na boczne drogi. Przy ul. Raoul-Wallenberg-Straße. Jadąc do końca Berlina do dzielnicy Ahrensfelde. A może to już koniec Berlina? I Ahrensfelde to osobna miejscowość? Graniczy z Berlinem ale nie koniecznie musi z nim być. W sumie ciężko poznać. Te tereny są tu tak mocno zurbanizowane. Nie mniej taki miałem cel. Znaleźć się dziś w Ahrensfelde. A stąd do auta jeszcze z 20 km.. I to niestety nie taką drogą jak chciałem jechać. Nawigacja poprowadziła nas na Lindenberg. I bocznymi drogami do Bernau. A ja chciałem wracać przez Seefeld drogą L30. No ale najwyżej. Innym razem.. Jeszcze może będzie nie jedna okazja tu przyjechać. A tym czasem powoli kończy się dzisiejsza przygoda. I siły na jej realizację. Powrót do Lindenberg - i już znanych stron.. Oznaczał, że dobrze jedziemy! I, że jesteśmy blisko. Wracaliśmy kawałkiem drogą B2. I odbijaliśmy na drogę L200 - wzdłuż której długo nie jechaliśmy. Bo odbiliśmy na miejscowość Panketal. A z niego przez Eichwerder wyjechaliśmy już w Bernau. I tam ostatnie krążenie i dojazd do auta. Pozostało spakować rowery, dobrze je związać. I chwilę po godzinie 19 byliśmy już w drodze powrotnej na Szczecin. Wielka przygoda - i ważna trasa - dobiega końca! Trasa na Sternfahrt w 2026 roku jest dla mnie ważnym wydarzeniem. To spore osiągnięcie.. Mimo niepewnej sytuacji. Nie poddałem się i pojechałem! I mimo obaw, udało się dojechać! :) Zrobiłem fajny dystans. Najdłuższy do tej pory w tym roku! I cóż. Kolejne trasy i kolejne wyzwania przede mną!.. :) A i wielkie propsy dla GŻ - zrobił dziś (włącznie z wczorajszym dniem) dystans ponad 200 km.. A to już naprawdę coś!..

BONUS

Bonus wrzucam dopiero 14.06.2026 r. A w ramach ciekawostki wspomnę, że wpis na blogu pisałem w piątek (12.06.2026). Gdy trwało to całe zamieszanie z jubileuszem w szkole (2-gi dzień). I tak sporo - gdzieś z 2h nim napisałem ten wpis.. Zaś media robiłem dopiero w sobotę (13.06) i to w sobotę (13.06.2026 r.) opublikowałem ten wpis. A dopiero dziś 14.06.2026 r. przygotowałem ten bonus - tydzień czasu po Sternfahrt 2026. Już trochę emocje opadły.. Kontynuując ciekawostkę. Nim będzie formalnie formalnie.. Między moim pierwszym (Sternfahrt 2018) a trzecim (Sternfahrt 2026) minęło aż: 2926 dni! To spora historia, która w pewnych punktach łączy mój przyjazd do Berlina :-) Do wątku pewnie się odniosę gdy nadarzy się ku temu okazja.
A teraz bardziej formalnie. W dniu 07.06.2026 r. mówiłem o tym koledze GŻ, że wytnę fragmenty przejazdu z masą po Berlinie aby nie było za długie.. Aby pokazać jemu jak wyglądało to w 2018 r. I przypomnieć jak wyglądało w 2022 r. I tak przygotowałem mapkę tych tras. W większości punktów łączą się ślady ze sobą a są jak wspominałem w niniejszym wpisie - subtelne różnice w przejazdach. Nie są jednak tak wielkie jak moje wyobrażenia o nich.. Pewnie ta wielkość dodawana jest przez wielkiej skali miasto - jakim bez wątpienia jest Berlin. A więc mapa: MAPA PRZEBIEGÓW TRASY Sternfahrt 2018 - 2026. A także wycięte fragmenty z filmów: Sternfahrt 2018: masa po Berlinie, Sternfahrt 2022: masa po Berlinie i Sternfahrt 2026: masa po Berlinie. Chwilę zabawy z przygotowaniem materiałów miałem. W tym odszukaniem odpowiednich dysków z archiwum filmów.. Także mam nadzieję, że docenicie wkład.. Oczywiście wszystko tak orientacyjnie. Nie jest łatwo tak wyciąć fragmenty co do metra w przejechaniu do Berlina.. Ta granica miasta nie jest taka łatwa do uchwycenia gdy mija się już Bernau bei Berlin i dalej i wyjeżdża za Lindenberg. Bo dosłownie kawałek za Lindenberg zaczyna się już granica miasta.. I nie jest łatwo trafić w ten moment ani w śladzie GPS ani na filmie.. Tam się po prostu za dużo dzieje.. A to piękna historia, która rozszerza się na 8 lat! (2018-2026).

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa07czerwca2026zdj1.jpgtrasa07czerwca2026zdj2.jpgtrasa07czerwca2026zdj3.jpgtrasa07czerwca2026zdj4.jpgtrasa07czerwca2026zdj5.jpgtrasa07czerwca2026zdj6.jpgtrasa07czerwca2026zdj7.jpgtrasa07czerwca2026zdj8.jpgtrasa07czerwca2026zdj9.jpg


Mapa przebiegu trasy :)