28.02.2026
Jazda nr: 1746

Tagi: drzewa, GŻ, Niemcy, RF, wiejskie_przygody, zs |

Dzisiejsza przygoda w Szczecinie jest pierwszą w tym roku dłuższą wyprawą. Dla mnie też stanowi ona dłuższą i ważniejszą trasę. Niestety to także druga trasa po ostatniej trasie na Brodniki gdzie nie działa licznik zapasowy Sigma 600. Chyba się popsuł po sprawdzaniu Aurelii.. Po trasie: Diagnoza Aurelii & Wiosny czas.. A może popsuł to złe słowo.. Możliwe, że się tylko magnes przesunął. A może gdzieś kabel przecięty. I nie łączy.. Miałem to sprawdzić ale nawet zapomniałem o tym. Nie skupiałem się na tym aż do dziś - aż do chwili kolejnej trasy. Tyle, że dziś ten licznik Sigma 600 trochę działał a trochę nie.. Czyli ewidentnie coś nie łączy. Na 56 km dzisiejszej trasy naliczył nie mniej 35 km. A na ostatniej trasie Brodników nic nie naliczył: Wiosenna trasa Brodników. Może parę metrów co najwyżej bo się załączył kilka razy - ale tylko na chwilę.. Tylko ja na tej trasie Brodników nawet nie wspomniałem o tej awarii. Na tyle uznałem to za ważne, że nawet we wpisie o tym nie wspomniałem.. No ale spoko. Na dzisiejszym wpisie wspominam i dziś pamiętam! Na dzisiejszej fajnej przygodzie.. Gdzie dużym utrudnieniem jest to jak topornie mi skręca ta kierownica na rozwalonych sterach.. Nie ma co czekać.. Muszę się umówić i zrobić.. Bo teraz będą coraz ładniejsze i coraz dłuższe dni.. A to będzie konkurować ze mną o inne spędzanie czasu.. No inne czyli poza rowerem.. A nie daj boże bez roweru.. No ja jestem tak silnie uzależniony od rowerowania.., że będzie mi co najmniej trudno w te nadchodzące dni gdy pogoda będzie sprzyjać! Nie mniej wróćmy do samej trasy.. Pisałem w tygodniu do kolegów WG i KW. Czy by nie przejechać się gdzieś po Szczecinie w środę (25.02). Bo miałem i tak kilka godzin czekać na naprawę auta.. A trochę to faktycznie trwało (prawie 6 godzin).. Ostatecznie jednak nie wziąłem w środę roweru ze sobą. Za to wziąłem matkę ze sobą do Szczecina. Nie wiem nie mniej po co ją brałem.. No ale dobra.. W środę nie udało się pojechać.. Ale dzisiaj się udało.. Po okolicy Szczecina, kawałkiem po Niemczech. Chciałem sobie przypomnieć pewne strony.. Obrzeża Szczecina, które były mi nieco bliższe w latach 2019-2020 - gdy przez krótki czas zamieszkiwałem w tym wielkim mieście. Za wiele już z tego okresu nie pamiętam.. I sporo się zmieniło.. Te wszystkie wioski się rozbudowały! Powstały nowe osiedla, nowe drogi.. O np. w takim Kurowie.. Całkiem sporo nowych zabudowań a kolejne się wciąż budują! Wszystko się rozwija i nieustannie zmienia.. Co potwierdza to o czym często piszę, że tych zmian jest za dużo aby o wszystkim pamiętać.. Nie mniej - zależało mi na zrobieniu czegoś na ok. 50 km. Nie jest to jeszcze ten czas.. I nie jest u mnie taka forma aby jechać nie wiadomo ile.. To pierwsza poważna wyprawa.. A ja potrzebuję trochę czasu na formę. Dzisiaj z całą pewnością wielką zaletą było to, że było ciepło! W najcieplejszym momencie dnia było +19℃. Nie ma jednak niczego za darmo.. Wraz z ciepłem był większy wiatr. Trasy po których się jedzie były również wymagające.. Sporo wzniesień. Miałem obciążoną Aurelię. I było ciężko. A przecież tak wiele rzeczy z sobą nie miałem - podstawowy uLock, grubsza bluza czarna, potem dołączyła szara (cieńsza) w której jechałem.. Butelka wody i limitowej oranżady Arbuz, Cytryna LEMONIADA JURAJSKA. Czasem wrzucam z nią relacje jak mnie się uda ją wyłapać. Wyłapałem ją w Kuflandzie na os. Słonecznym w dniu 25.02. I tego samego dnia była też w Dino w moich rodzinnych Płotach - ale niestety ostatnia zgrzewka.. Skusiłem się nie mniej i na to.. Większe obciążenie.. No ja też nie lekki.. W pierwszą stronę pod wiatr.. Wzniesienia.. Tradycyjnie: nie spieszyłem się. Nikomu nic nie udowadniam bo w sumie nie mam co udowodnić.. Nigdy nie byłem sportowcem i nie będę. Jeżdżę sobie turystycznie-amatorsko.. :) Więc koledzy KW i RF nie często mnie widzieli, trzymając się mocno na przodzie.. A ja z tyłu.. Gdzie towarzystwa dotrzymywał mi kolega GŻ. W sumie ze mną jest tak, że dojechać dojadę nie zawsze jednak w oczekiwanym czasie.. A może za szybko pojechałem na Szczecin? Jak nie Szczecin to rozważałem dzisiaj moją tradycyjną trasę 50-tkę, która jest bardziej "płaska". A dzięki temu mniej wymagająca. Czyli po prostu robi się ją przyjemniej.. I jest bardziej przewidywalna od nieprzewidywalnego miasta w którym jak dla mnie dzieje się za dużo.. Nie jestem przyzwyczajony do takiego chaosu, ale czasem dla odmiany takiego chaosu potrzebuję! :) Nie mniej nie mógłbym żyć codziennie w dużym mieście.. No ale o tym już tyle razy pisałem, że każdy kto czyta choć wybiórczo te wpisy to wie..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1756

  • Trasa nr [łączna]: 1832
  • Trasa nr [na blogu]: 1746
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 10
  • W tym roku: 27

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1817 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1731 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 30249.6 km
  • Stan Licznika Końcowy: 30306.16 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 30112.58 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8703 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 8740 km

  • Maksymalna prędkość: 37.8 km/h

  • Przejechałem: 56.56 km
  • Przejechałem [msc]: 192.2 km
  • Przebieg roweru [rok]: 446.95 km
  • Przebieg roweru [suma]: 67073.91 km

  • Przejechalem w 2026: 446.95 km
  • Podroż dookoła świata (2026) 1.1174 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 167.6848 [%] km

  • Czas jazdy: 03:36:00 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 4277:36:04 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 4054:09:56 h
  • Czas Jazdy Suma (2026): 29:48:18 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 12:11:11 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:13:07 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:06:14 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:32 h

  • Średnia: 15.71 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego przynajmniej z założenia w mniejszym czy większym stopniu miała przypominać trasę ZS:50-tkę, którą ostatni raz robiłem w 2020 r. - prawie 6 lat temu: ZS: Trasa "50-tka". A tak sobie o niej przypomniałem.. To pewne kilometry.. Dzięki temu nie dałbym się KW wyciągnąć za daleko.. :) Bo te 10% do limitu to zawsze dać radę dam.. No ale ciężko.. Znam siebie i swoje ograniczenia. I nie jestem wstanie jeździć ponad te ograniczenia.. Dzisiaj już przy 40 km było mi na tyle ciężko, że był ten czas, że potrzebowałem dosłownie co 3-4 km krótkiego postoju. Podczas gdy zwykle robię postoje co 10-15 km. Pierwszy zwykle po 18 km.. Chociaż dzisiaj było mi od początku wyjątkowo ciężko. Poczynając od pierwszego wzniesienia, które robiłem wyjeżdżając z ul. Grażyny gdzie zaparkowałem. Miałem stanąć na ul. Parkowej. Kawałek tam wjechałem ale nie widziałem aby były miejsca. Wszystko zajęte. Nigdzie się nie wcisnąłem. Próbowałem równolegle do prawej się wciskać ale jakoś mi to dzisiaj nie szło.. To sobie odpuściłem ul. Parkową. Wjechałem wstępnie na osiedle 3 Maja.. Nie zauważając nawet, że jest tam podniesiony szlaban... Dobrze, że KW zwrócił na to uwagę bo pewnie zostawiłbym auto i pojechał... No a tak się przestawiłem właśnie na wspomnianą ul. Grażyny. Z niej pierwszy podjazd wzdłuż ul. Jana Kazimierza był męczący. A dalej przejazd przez centrum na Pomorzany - gdzie odbieraliśmy RF i w drogę.. Przez wyremontowaną ul. Kolumba ale za to nie wyremontowaną ul. Tama Pomarzańska.. Przedostaliśmy się tak na Ustowo. Gdzie w Ustowie był remont drogi. Tuż za Ustowem były niegdyś bliższe mi wioski - jak Kurowo, Siadło Dolne i Górne. Lubiłem tu przyjeżdżać. Niby okolice miasta ale można było się poczuć tak jakby się było z dala od zgiełku miasta.. Niestety i tutaj dochodzi postęp - który rujnuje drzewa. Buduje kolejne - oczywiście "zamknięte" osiedla.. No i powstają nowe osiedla jak ul. Widokowa w Kurowie. Dalej było nieco lepiej.. Choć nadal sporo cięższych podjazdów.. A ja po zimie.. Formy nie mam.. :) I pod wiatr.. Tak ciężko. Jednak na żadnym podjeździe się nie poddaję i przejeżdżam każdy. W mojej niekrótkiej rowerowej historii robiłem różne drogi, i przerabiałem różne sytuacje. A skoro z każdą sobie dałem radę. To dzisiaj nie było wyjścia. A, że byłem na końcu.. Na końcu za wszystkimi.. Ostrzegałem KW, że tak będzie :D Musiałbym wbrew sobie.. Czyli wbrew własnym przekonaniom jechać na e-biku aby dać radę dotrzymać tępa KW czy WG... A może się przesiąść na lekką przełajówkę bez sakw? Na pewno byłoby łatwiej.. Nie mniej trasa trwała dalej. Za Siadłem Górnym są małe zmiany. Kolejny plac budowy. Pełna obwodnica Szczecina - prawdopodobnie ta która będzie sięgać Mierzyna? Chyba, że to jeszcze jakaś inna inwestycja drogowa.. Obwodnica Mierzyna - WSzczecinie.pl. News w miarę świeży bo z 16.02.2026 r. Kolejna duża drogowa inwestycja. I kolejne zmiany... Stanąłem tu chwilę. Wymieniałem baterię w akumulatorze. I tak potrzebowałem chwili na oddech.. Nim pognaliśmy dalej na Kołbaskowo. A z niego na granicę z Niemcami do Rosówka. Gdzie w Rosówku na granicy - złapała nas niemiecka polizai ;) Oficjalnie przedstawiam to tak, że po prostu jechało się za szybko. No ale to zwykła przygraniczna kontrola dowodu osobistego. Dobrze, że w ogóle miałem. Wystarczyło w sumie, że jedna osoba pokazała.. To wszystkich puścili. Jakbyśmy nie mniej skręcili w drogę rowerową po lewej stronie to by nas nie złapali.. No ale pomyślałem, że lepiej będzie skręcić w Niemczech na Rosow. I z Rosow pojechać na Neu-Rosow. Wróci się w ten sposób do Kołbaskowa. A z Kołbaskowa odbije się na Smolęcin i Warzymice. I z Warzymic wróci się już miastem.. Pilnowałem tego aby za mocno trasa nie przekroczyła 50 km.. W sumie od 31.12.2025 r.: Sylwester 2025. Nie jechałem ani 50 km ani powyżej 50 km.. W sensie odległości.. W sumie ten luty co własnie dziś się kończy.. Trochę mi zaszkodził. Bo z końcem stycznia i początkiem lutego choroba. A potem pogoda, pogoda i pogoda.. I mało jeździłem. A teraz dodatkowo awaria Aurelii utrudnia sprawy. I wiatr dzisiaj się daje we znaki. I tak ciężko. Ciepło. Fajnie ale też ciężko. I nie chcę po prostu przeginać bo wiem, że nie wiadomo ile.. To niestety nie dam rady przejechać.. Wszystko jednak szło zgodnie z planem no może poza spotkaniem z Milicją. Nie spodziewałem się, że złapią rowery ;) No już bez przesady.. A potem już było fajnie. I są nawet nowe plany na trasy! Jak np. lipcowa trasa z wschodem słońca z Rosow na Neu Rosow.. Tu jest tak pięknie.. Bo takie stepowe, nizinne tereny.. Gdy będzie tu wschodzić słońce latem.. Może to być ciekawy widok. Sprawdzę to z GŻ.. Z początkiem lipca! A więc już niedługo.. I tak sobie przypominam o wielu fajnych trasach z przeszłości.. Gdy jeszcze życie miało sens. I robiło się fajne wyjazdy. Na tej drodze z Rosówka jest fajnie.. Jest dość klimatyczna.. Szczególnie latem.. Przy zachodzie słońca.. Wtedy najbardziej brakuje tej drugiej osoby obok, która mogłaby to wszystko docenić.. Ehh.. Rozmarzyłem się za bardzo.. Nie ma co.. Czas powrócić do rzeczywistości w której wróciliśmy do Polski. Znowu do okolicy Kołbaskowa. A stąd pojechaliśmy przez Smolęcin na Barnisław do Będargowa. I dopiero Warzymic.. Nieco na około.. Nieco dłuższą drogą. A to było trochę męczące.. Na koniec.. bo już Warzymicach musiałem na dłużej przystanąć.. Bo bym nie dał rady dalej jechać.. I tak już mi sił powoli brakowało. W Warzymicach. A to jeszcze całe miasto przejechać.. Nim jednak je przejadę.. Nieco smutniejszy wątek. Pod Będargowem niegdyś rosły takie piękne i ogromne lipy. Dziś są jednak wspomnieniem. Bo i one nie przetrwały spotkania z coraz większym rozwojem tych wiejskich stron pod Szczecińską aglomeracją.. Wszystko się tak mocno i tak bardzo zmienia. I te miejscowości dookoła.. A jak się Warzymice rozrosły w ciągu tych ostatnich 5 - 6 lat?! Nie poznaję tych stron.. Z Warzymic nie mniej było już łatwiej jechać. Pozostał jeszcze przejazd przez ul. Cukrową. Oczywiście nadal przez ten cholerny bruk.. No ale dalej nie było tak źle. Wkrótce rozstaliśmy się z kolegami KW i RF. Dokładnie przy KFC na ul. Mieszka I. Oni pojechali gdzieś na działki a ja z GŻ pojechałem na ul. Bogurodzicy. Niegdyś kojarzyłem te rejony. A dziś się nie skapnąłem gdzie to jest.. Nie mniej moja sentymentalna podróż trwała dalej.. Gdy przyjeżdżaliśmy przy akademiku DS1 ZUT przy ul. Boh.Warszawy i tak do Turzyna. Gdzie z Turzyna aby nie jechać miastem pojechaliśmy na około przez ul. Bolesława Śmiałego do ul. Niedziałkowskiego i dalej al. Jana Pawła II do centrum przez Plac Grunwaldzki na Plac Żołnierza Polskiego. Już od Turzyna nie było fajnie. To już takie centrum. Więcej ludzi. Więcej się dzieje.. Dziś zgarniam punkty.. Za bycie cwanym mieszczuchem :D I lawirowanie między przejazdami na czerwonym... I między chodnikiem a ulicą. Trochę tych sztuczek przetrwania się nauczyłem. Nie mniej miasta jak nie akceptowałem (na dłużej) tak nie akceptuję. Nie mniej co nieco z tego miasta się pamięta.. Albo przypomina w trakcie. I tak dojechaliśmy na tą ul. Bogurodzicy. Do tutejszego kebaba który polecał kolega GŻ. To się wzięło ten regeneracyjny posiłek.. I tak powoli nadchodził czas na zakończenie dzisiejszej przygody, która tak swoją drogą jest 1441 trasą mojej przedniej opony Schwable Mundial. Mocno zjechaną.. Bo ma już ponad 50k km: "50 000 km" km opony!. Dzisiaj kolega KW zwracał na nią uwagę, że jest zjechana, że zjechana.. A może powinienem ją wymienić. Nie robi problemów! Nie przebija dętek (25.02.2023 r. po 33607 km - ale to nie było typowe przebicie, po prostu dętka rozleciała się ze starości, po przekładaniu opony na nowe koło...). I jakoś żyje. Przeżyła kolejny sezon, kolejną zimę.. Kolega widział ją ostatni raz na wrześniowym serwisie Aurelii: Serwisowa trasa. No ale tak naprawdę wątek o to, że ta opona nie powinna już jeździć rozpoczął kolega WG na trasie: "Czaplińska mordęga". Od tych słów minęły 173 trasy. Stan opony z pewnością się pogorszył. W końcu przybyło jej (bez dzisiejszej trasy: 4 476 km (z zaokrągleniem 4 478 km)). Nie mniej działa. Fakt, trochę zjechana. Pęknięcia boczne, które szukał dziś KW liczą sobie kilka lat. Niektóre omawiałem jeszcze z kolegą MK na trasach z 2021 r. Pamiętam te trasy.. Trasa Szczecin - Lubczyna.. Ile km oponie przybyło od tej trasy.. To nawet strach liczyć :) No ale jak ktoś chce to pozostawiam te proste do ogarnięcia matematycznie zadanie we własnym zakresie.. No nie kłócę się, że opona jest dobra. No ale ja nic nie poradzę, że nie chce się skończyć. Były takie lata, że czekałem na ten koniec, że woziłem zapasową oponę na taki wypadek. A teraz? A teraz wychodzę z założenia, że co ma być to będzie. W końcu nadejdzie ten dzień, że albo ją wymienię bo faktycznie nie będzie się nadawała do jazdy.. No albo sama skończy swój żywot pękając. Przewiduję jednak.. Ten pierwszy scenariusz.. Na którym to faktycznie stanie się łysa. Jeszcze taka nie jest wbrew powierzchniowej wydanej dziś opinii :D Tak tylko się tylko wydaje. Ta opona wciąż ma ząbki. I wciąż jest co się ścierać. I nie przebija dętek jak szalona.. Bo inaczej bym jej nie trzymał. Co jak co ale wymieniać dętek na trasach to ja nie lubię.. Dlatego inwestuję w najmocniejsze opony... Aby długo bez awaryjnie służyły. A co będzie się działo.. Pewnie kolejne wpisy ujawnią. Na pewno dziś.. Nieprzewidywalne różne drogi, historie.. A tu: różna pogoda.. Nawierzchnia. Wszystko co może mieć wpływ na zużywanie się opony - na której mam nadzieję, że do 1500 tras dobiję! A może zrobię jej wkrótce nowe zdjęcia pamiątkowe? :) Bo to nigdy nie wiadomo. A swoją drogą 1441 tras to też nie mało.. Może tak na okolicę 1450 jak będę pamiętał - porobię zdjęcia. Wezmę sobie najwyżej Aurelię na stojak serwisowy. Umyje oponę. Ustawię dobre światło.. I pamiątkowe zdjęcia porobię? :) No bo nie wiadomo.. Faktycznie co to będzie. A tym czasem - przerwa na kebaba się kończy. I wracamy. Przez al. Wyzwolenia na ul. Malczewskiego. I tam się nie połapałem, że przyjechałem pod park Żeromskiego ul. Jana Kazimierza.. I zamiast od razu w nią skręcić.. To pojechałem na ul. Parkową a z niej zjechałem na ul. Chryzostoma-Paska i wróciłem na ul. Emilii Plater i dopiero wjechałem w ul. Grażyny gdzie ostatecznie kilka godzin wcześniej zostawiłem co dopiero wyremontowany po ostatnich awariach samochód.. Wspominałem trochę o tych serwisach na trasie: Wiosenna trasa Brodników. Na dzisiejszym wpisie nie będę tego powielał.. :) Wystarczy, że już raz pisałem. I w sumie dobrze, że nie pisałem o kosztach.. Jeszcze się będę denerwował gdy będę robił raport Citroena za Luty 2026 r. Dzisiaj i w dzisiejszym wpisie się nie muszę denerwować.. Tak na zapas.. I tak kończy się ta piękna dzisiejsza przygoda.. Nie pozostaje nic innego jak mieć nadzieję na kolejny wyjazd w Szczecinie czy z dzisiejszymi towarzyszami. No ale tym razem z nadzieją, że będzie trochę wolniej i spokojniej... :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa28lutego2026zdj1.jpgtrasa28lutego2026zdj2.jpgtrasa28lutego2026zdj3.jpgtrasa28lutego2026zdj4.jpgtrasa28lutego2026zdj5.jpgtrasa28lutego2026zdj6.jpgtrasa28lutego2026zdj7.jpgtrasa28lutego2026zdj8.jpg


Mapa przebiegu trasy :)