Dzisiejsza trasa - Sylwestrowa wyprawa - na stałej w tej materii od 2017 r. trasie, na szlakach trasy_przygód, którą swoją drogą najwięcej robiłem w rzeczonym 2017 r. - aż 6 razy z podsumowaniem roku i 2018 r. - 4 razy. Obecnie w pojedynczych latach zdarzało się, że pojechałem tą trasą. A tak zostawiam sobie ją dopiero na podsumowanie roku, ostatni raz w taki sposób: nie zobowiązujący byłem na trasie przygód w 2021 r.: Niekończąca się przygoda. Obecnie to ciężko wyjechać i na większość tras cyklicznych (jak np. Buszujący w zbożu) nie jeżdżę tyle co w minionych latach. A z każdym rokiem są to co raz bardziej oddalające się wspomnienia od obecnych czasów. Obecnie mija 2023 r. A pamiętam jakbym dziś jechał koniec 2022 r.: Sylwester 2022. Trasę, późniejsze przygotowania do podsumowania mijającego 2022 r., który wówczas wydawał się niezbyt udany. A jaki ma być 2023 r.? Rok w którym choroby kilkukrotnie mnie trawiły. Ostatnie zachorowanie miałem tuż przed końcem roku rowerowego - zaczynało się między 15.12 a 16.12. I na dobre kilka dni w ogóle wyłączyło mnie z jakiejkolwiek życiowej aktywności. Miałem pewne obawy, że jak czas choroby się przedłuży to sięgnie swoimi mackami końcówki roku. A wtedy takie doniosłe wydarzenie jak Sylwestrowa Trasa będzie zagrożone. To jakby nie patrzeć nie mały dystans (55 km) i nie łatwy. Teren jest trudny i zróżnicowany. Miejscami bywają wzniesienia do pokonania. A zawsze czynnikiem ryzyka jest pogoda. Ta właściwie dzisiaj niespodziewanie dopisała! Oczywiście są pewne wzmianki o tym, że ma się w Sylwestrową Noc dziać tragedia! Taka wiecie: grecka tragedia... Straszenie pogodą na Sylwestra 2023 r. - TwojaPogoda.pl. Cały rok te cholerne media, ten ściek medialny bo trudno nazwać to mediami nie zajmował się niczym innym jak straszeniem i dzieleniem obywateli. Co innego mogliby robić na koniec roku skoro cały rok robili to samo: dzielili? No właśnie dzielą i straszą. Obecne modele pogodowe nie pokazują, że miałoby się dziać coś nie dobrego. Wręcz przeciwnie! Cały dzień od rana aż do godzin po południowych nim chmury zabrały słońce - było naprawdę fajnie i przyjemnie. Dzień pełny słońca, umiarkowany wiatr. I przynajmniej we wcześniejszych godzinach porannych: spokojny. Nie słychać było strzałów fajerwerk, na drogach pusto. To się niestety zmieniło już z chwilą z którą dotarłem do drogi DW105 - Świerzno - Gryfice. Zaczął się większy ruch aut. A ich anormalna ilość jak na dzień tygodnia przewalała się wzdłuż drogi DW109. Tu zawsze jest większy ruch aut ale przesadzają. Szybko obecność samochodów stawała się irytująca. Miałem za sobą już ponad 40 km trudnej trasy. Wiatr choć może nie silny ale momentami spowalniał mnie. To też kwestia zmęczenia. No nie oszukujmy się co dopiero byłem poważnie chory. To mocno mnie osłabiło. Nie miałem czasu dojść do siebie, wzmocnić się... A stoję przed wyzwaniem Sylwestrowej trasy. Nie pojechać? Nie wypada... To w końcu tradycja, która ciągnie się już 7-my rok...: Ostatnie wyzwanie - dzień 2. Tak naprawdę zmęczenie robiło swoje. Do tych 40-stu km... no dobra do tych 45 km jeszcze dawałem radę. I to byłby mój maks na dzisiaj. Ponad te 45 km było już ciężko do tego stopnia ciężko, że na odcinku ostatnich (dosłownie 7,6 km) - robiłem trzy postoje... A do tego zaczynała mnie głowa boleć. W sumie tak wstałem dzisiaj taki zmęczony, z ciśnieniem. Możliwe, że będzie jakaś zmiana w pogodzie - coś się z ciśnieniem dzieje. I dlatego się już od rana tak czułem nijak. A do tego mam dzisiaj sporo do ogarnięcia. A to jeszcze ta trasa z postojami ponad 4h... Z samej jazdy prawie 3,5h. W tym natłoku tego wszystkiego znajdują się jeszcze te cholerne samochody, które stają się tak irytujące. Te ich pędzenie, te ich jeżdżenie bez celu... Ten temat wiele razy się w moich wpisach pojawiał i zwykle związany jest właśnie z tym, że będę się gorzej czuł. Zbliża się czas migreny - w najlepszym układzie tylko większego bólu głowy, który uda się przyćmić nie dużą ilością chemii... W gorszym układzie czekają mnie i znowu podział na lepszy i gorszy wariant. W tym lepszym tylko godziny, w tym gorszym - ten stan może ciągnąć się kilka dni. Ostatni raz takie długotrwałe bóle głowy miałem w 2022 r. W okresie w którym byłem mocniej chory: Powrót powrotów. I okresu z 2021 r.: 147 UltraBike 2021: porażka. Epizod migrenowy ciągnął się wówczas kilka dni. Ostatecznie przyczynił się do porażki na jednej z większych imprez rowerowych w których uczestniczyłem. W nocnej trasie Szczecin - Kołobrzeg w ramach "147" UltraBike... Tak swoją drogą mimo deklaracji do tej rywalizacji nie powróciłem. Jednak nie powiedziane, że nie powrócę. Może powrócę... W nadchodzącym 2024 r.? Nie będę się jednak łudził, że będzie to lepszy rok. I szczęśliwszy. To zwykłe kłamstwo, którym chce się mamić rzeczywistość. Nie zamierzam dalej w to brnąć. Rok będzie jaki będzie. Nie wiem tego na pewno jaki będzie i co przyniesie. Wiem natomiast, że nigdy się nie poddam i póki trwam będę walczył o każdą trasę i każdy przejechany kilometr! Mam pewne cele w życiu, które chcę realizować - moim największym to przejechać co najmniej 100 000 km z Aurelią. A ten cel przy obecnych osiągach nie osiągnę pewnie szybciej niż w okresie ok. 6-7 lat... Czyli dopiero w okolicy 2030 r. Jeszcze trochę zmagań przede mną... Oby starczyło mi na to sił! Oby było jak dzisiaj, że mimo trudności - dociągnąłem do końca... A przecież mógłbym zrezygnować i nie kontynuować trasy. Zrobione 40 km to i tak sporo... Jednak nie zaliczyłbym rowerowego roku gdybym tak postąpił! A tak z czystym sumieniem mogę pożegnać się z 2023 r. - który trwa dla mnie z chwilą gdy po godzinie 15:30, w dniu 31.12.203 r. piszę ten wpis. Wpis Sylwestrowy zaliczony! Nie ważne jak jest ciężko, ile razy porażki się poniesie... Ważne jest ukończyć założone cele i wyjść z życia zwycięsko. Pomimo tego, że rok 2023 r. nie uważam, za szczególnie udany - cieszy mnie każda trasa i każdy wyjazd, który za sobą mijający rok niósł... Każde doświadczenie jest ważne! Każda trasa przybliża mnie również do tych 100 000 km z Aurelią. Obecnie każdy dzień przybliżać mnie będzie do wydarzenia jakim jest 10 lat z Aurelią - już wkrótce - 9 września 2024 r. Czyli za 253 dni... A tym czasem: trasę przygód przejechałem. Jak głosi nazwa tagu - trasa_przygód - były na niej przygody. Jednak takie co były to wolałbym aby nie było ich wcale...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1355
Trasa nr [łączna]: 1434
Trasa nr [na blogu]: 1348
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 188
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1421 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1335 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 19103.5 km
Stan Licznika Końcowy: 19159.03 km
Stan Licznika Końcowy2*: 19039.63 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 31580 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 31636 km
Maksymalna prędkość: 29.8 km/h
Przejechałem: 55.53 km
Przejechałem [msc]: 283.71 km
Przebieg roweru [rok]: 6804.33 km
Przebieg roweru [suma]: 55858.58 km
Przejechalem w 2023: 6804.33 km
Podroż dookoła świata (2023) 17.0108 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 139.6465 [%] km
Czas jazdy: 03:18:53 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3563:56:03 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3340:29:55 h
Czas Jazdy Suma (2023): 455:48:07 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 17:34:21 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:15:19 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:24:42 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:49 h
Średnia: 16.83 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego podsumowuje i również tym samym zakańcza zmagania jakimi jest rok 2023 r. Bywało różnie, lepiej czy gorzej. Wszystkiego oczywiście możecie dowiedzieć się z bloga, przeglądając 188 wpisów z tego roku, począwszy od: Noworoczna trasa - skończywszy na dzisiejszym. Ostatni wpis w roku. Jak to szybko zleciało prawda? Co dopiero pierwszy wpis w roku, przez kolejne aż po ostatni. Kolejne podsumowanie roku... Tak... Mija kolejny rok a stare błędy zostają. Miałem początkowo o tym nie pisać ale trudno ignorować to co się dzieje dookoła. Miałem nawet takie przemyślenia odnośnie dzisiejszego wyjazdu, że z roku na rok robiąc tą Sylwestrową trasę mijam na niej coraz mniej drzew. I to prawda. Jeśli nie siły natury (wiatr, burze) zniszczą drzewa, to ludzie dopomogą. Ludzkie ścierwo pod tym względem to po prostu przoduje. Nie fajny temat - temat drzew, który w tym roku był poruszany aż: 59 razy. Dla pocieszenia to tylko raz (60 razy - w 2022 r.) - mniej niż rok temu. Jednak w 2022 r. miałem za sobą: 205 tras, a w tym roku tylko 188. Gdyby te liczby były zbliżone jest ryzyko, że temat drzew poruszyłbym na ponad 60 wpisach. Mimo, że chciałem uniknąć tego tematu to trudno mi ignorować te skurwysyństwo, które zaczęło się już od drogi DW108 - gdzie ofiarami były kolejne wycięte drzewa, zniszczone i porzucone. Ten sam proceder ciągnął się od Golczewa przez Upadły, Wołowiec po Mechowo (w gm. Świerzno). Z Mechowa przez Gacko, Kukań i Popiele trwał ten sam proceder. Największy tuż za wsią Gacko. W stronę Kukania niegdyś ciągnął się tu piękny las. Zamieszkiwały w nim dzikie zwierzęta, ptactwo... Las przedzierał się wśród pól uprawnych, często pod wodą się znajdujących. Szczególnie po takich deszczowych dniach, pod jakimi minął grudzień 2023 r. Obecnie - trudno mówić, że mamy tu las. Jedno wielkie pobojowisko, setki wyrżniętych drzew. A gdyby tego było mało to w leśnej drodze zaparkowany był wiejski samochód. Typowo wiejski samochód z lat 90-tych, stare gówno, zdezelowane i składane z wielu innych gówien. Paliło się ognisko, przy którym dumnie stała piła do cięcia drewna. A wokół ogniska stało kilku chłopów. Zwykłe wioskowe ścierwo, bez żadnej szkoły i rozumu. Ich jedyny cel życiowy to najebać się wódki. Nie będę się szczędził wobec takiego marginesu społecznego. Nie raz miałem z takim do czynienia i oni wszyscy są tacy sami. Pochodzą z małych wiosek, gdzie nie ma nic lepszego do robienia od picia i ćpania. I co takie elementy potrafią robić?! Jak widać jedynie pracować w mafii zwanej Lasami Państwowymi. Na zwykłych stanowiskach dla bezmózgich roboli. Wyżynali drzewa w niedzielne przed południe, w Sylwestra. Żadnej świętości. Kawałek dalej, dosłownie ze 100-200 m za nimi, rozciągała się kolejna droga prowadząca w las. A tam co?! Setki wyrżniętych drzew ustawionych tak dumnie, brodzących w błocie. Podobny obrazek nędzy i rozpaczy widziałem pod wsią Popiele. Tam również wycinki poszły bardzo daleko, miejscami wyżynając las dosłownie do zera. Gdzie niegdyś był leśny teren obecnie pole się rozciąga. I po drzewach nie ma ani śladu - a gdzie indziej widać pojedyncze zwalone przez wiatr drzewa (rzadkość) choć i tak bywa (na dw109 tak było). Jak również wyrżnięte przez ludzką chciwość - kolejne ofiarne drzewa. Tak zamordowano w ostatnie dni grudnia (w okolicach 28.12) doniosłe kasztanowce przy Barkowie. Drugi wjazd do Barkowa, na wysokości drogi do Waniorowa. Ciągnie się tam jeszcze brukowa droga. I dotąd było tam kilka kasztanowców, obecnie jest o jednego mniej. Kolejna ofiara chciwości. A tych ofiar jest znacznie więcej. To nie tylko drzewa ale tysiące zabitych zwierząt. Nie tylko dzikie, ale też domowe. Właśnie w ostatnich przy Barkowie mijałem taki obrazek. Tego samego dnia zamordowano tego kasztanowca oraz kota... Prawdopodobnie z Barkowa kot. Nie przetrwał :( Dzisiaj miałem kilka zabitych zwierząt. Mija kolejny rok a nic się nie zmienia. Błędy przeszłości nadal oddziałują na codzienność. To w sumie najważniejsze z tematów, na jakie dzisiaj zwróciłem uwagę. Inne już wspomniane to mimo straszenia synoptyków - dość ładna pogoda. Dopiero gdy dojeżdżałem do domu słońce ostatecznie za chmurami się schowało. Tak od rana - wyjeżdżałem przed godz. 10 (dokładnie o 9:26) - towarzyszyło mi słońce i początkowo chłód. Jednak już w Golczewie temp. wzrosła do +6℃. Wiatr wiał słabo. Jednak miejscami był odczuwalny. Myślę, że to przez zmęczenie. Gdybym nie był chory w ogóle, czy gdybym był chory na początku grudnia to zdążyłbym już wrócić do formy. A tak nie miałem po prostu kiedy wrócić - dosłownie w kilka dni nadrabiałem to co straciłem wciągu 12 dni bez roweru: "Po chorobowa i świąteczna trasa". A to trochę mało czasu. Tak szczerze? Aby wrócić do tego co było... To potrzebuję tak jeszcze z tygodnia no może dwóch. No bo niby czuję się lepiej, ale wciąż mam kaszel. Wciąż odpluwam wydzieliną z płuc. Wciąż czuję się momentami słabiej. A co by nie mówić - pogoda też ma znaczenie. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać do wiosny... Wtedy poprawi się sytuacja! Tylko, że po okresie wiosny znowu nastanie jesień a za nią podstępna zima... Jak mnie męczy ten podział pór roku... Chyba mnie starość dopada... W końcu z końcem 2023 r. wszedłem w nowy etap życia - mając już 30 lat za sobą. To już stary jestem prawda? :) No cóż. Do zobaczenia w 2024 r.! I życzę udanego Sylwestra, i zdrowego 2024 r.! - tak przede wszystkim zdrowego. Nie ma nic ważniejszego od bycia zdrowym - mając zdrowie można wiele zdziałać. A gdy go brakuje to niczego nie jesteśmy już wstanie osiągnąć...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)