Dzisiejsza trasa rozpoczyna się z ciężkim początkiem - tj. ciężkim dojazdem do Szczeina.. Liczyłem, że szybko przelecę i ruszamy.. A to już w Goleniowie (koniec S6) i zjazd na S3 był ciężki. I mocno mnie wyhamował.. Od rana są problemy na odcinku S6 przy Goleniowie, odcinku S3 przy Goleniowie. I odcinku S6 Szczecin Klucz, Kołbaskowo do granicy. A tam to akurat wina tych zjebanych umysłowo Niemców. Ostatnio jakoś straciłem do nich jako narodu szacunek. Mają fajne miejsca u siebie, tereny ładne. I tylko tyle. Te problemy z przejazdem to sztucznie robią na tych kontrolach na granicy.. To przy wzmożonym ruchu aut powoduje pewne problemy - jest o tym wpis na Facebookowym profilu: Sytuacja na S3. Nawet sobie specjalnie przełączyłem radio na Radio Szczecin. I tam też informacja o tych korkach. W pierwszej myśli pomyślałem, że się durnie rozbili.. No ale nie. To nie była taka przyczyna.. Przyczyna to zbyt duży ruch aut. A nerwowe sytuacje były przy każdym węźle jak samochody dołączały i spowalniały już i tak powolny ruch: Sytuacja na S3. Moja podróż na Szczecin przy tych dosłownie 40 km.. spowolniła się do dodatkowej godziny. Więc tak na dobrą sprawę z godzinę opóźnienia miałem. A wyjeżdżam sobie na spokojnie po 10. Po 12 to już zamierzam jechać.. No ale nim dojechałem to jeszcze trochę minęło.. Pojechałem dziś jak za dawnych lepszych czasów, które ostatecznie skończyły się gdzieś w okolicy 2023 r.. Stawałem sobie na Pomorzanach na ul. Orawskiej. I stąd z towarzyszami podróży: MK i GŻ ruszyliśmy na cel podróży jakim był pałac w Nadrensee. Przypomniała mi się ta miejscówka wraz z opracowywaniem materiału (zdjęć) pod projekt Urbeksu. Projekt w ogóle ma szansę ruszyć wkrótce.. Dzisiaj nim jeszcze pojechałem na Szczecin to zrobiłem wstępnie backend.. W tygodniu przygotowałem część prezentacyjną front-endu. Najważniejsze, że w końcu przerobiłem wszystkie miejscowości i zdjęcia. Ostatecznie wyszło mi 99 unikalnych miejscowości - choć przez chwilę optymistycznie powiedziałem, że 100! :) Te 100 miało być z wyodrębnieniem Kluczewa jako osobnej miejscowości. Przez chwilę tak pomyślałem ale nie jest to stan obecny (tj. stan na moje odwiedziny) młyna. To jest Stargard-Kluczewo. Więc przenosząc młyn z powrotem do folderu Stargard mam 99 unikalnych miejscowości urbeksowych (miejscowości, nie obiektów) - wszystko jest z aktualizowane na moje ostatnie urbeksy: Trasa Trąbki - Ińsko - Graniczka. No ale problem jest w tym, że wczoraj też byłem na urbeksie :D Autem akurat. Z ekipą HUBI365. W Objezierzach (w woj. zach-pom). W klimatycznej dawnej cegielni.. :-) Kurde. W tym roku trochę urbeksu robię. Jak za dawnych lat.. Jeszcze projekt Urbeksu nie ukończony. A to trzeba pamiętać o kolejnych miejscach.. Trochę mi się na razie nie chce tym wszystkim zajmować.. Nadal użeram się z nie działającym do końca poprawnie projektem codziennego backupu różnicowego przy użyciu śledzenia zmian WatchDog i ich wdrażaniu przez odpowiednio skonfigurowany RCLONE. Jeszcze dzisiaj rano zmuszałem model Gemini 3.1 do poprawiania tych problemów. Lecz nie testowałem tych zmian. Chwilowo zająłem się projektem Urbeksu. Moje pierwsze dni urlopu są dość intensywne. Podobnie jak cały tydzień. Ciągle jakieś wyjazdy. Ciągle coś.. Coś się dzieje.. To może dobrze? Wkrótce będzie trochę stagnacji. I wyciszenia w dłuższych i ciekawszych wyjazdach - co najwyżej coś krócej dookoła domu. A to do lasu podjechać.. A to gdzieś blisko.. Jak zacznie się wrzesień.. Znowu do szkoły. Teraz wakacje, urlop. To jeszcze mogę skorzystać.. I taką szansą na skorzystanie jest właśnie dzisiejszy dzień! :-) Namówiłem kolegę GŻ na wyjazd. Gdzie mieliśmy szansę wejść.. do obiektu w Nadrensee a nie skorzystaliśmy z tej okazji: "Pasewalk": Niemiecką stroną. Jakby wejście było jeszcze normalnie drzwiami to bym się skusił. A przebijać się oknem. To tak średnio. Jednak bez nastawiania się na jakikolwiek rezultat pojechaliśmy tam. Na wycieczkę zaprosiłem również kolegę MK z którym dawno wspólnie nie jeździłem: Nadmorskim szlakiem. Jest jednak okazja wrócić do dawnych.. Lepszych czasów..! :) Niestety zdradzę od razu - dojścia do obiektu nie było. Było otwarte okno w stanie na dzień 30.07.2024 r. Dziś już tego wejścia nie ma. Dookoła budynku wszystko zamknięte. I też się nie da inaczej wejść. No ale nic straconego.. Bo kolega MK skojarzył jeden obiekt na drodze powrotnej do Szczecina.. Pojechaliśmy w stronę Lubieszyna ale po Niemieckiej stronie. Do wsi Gellin. I tu faktycznie był obiekt.. No ale to kompletna ruina.. Miałem już w pewnym momencie obawę w łażeniu tam.. W sumie dwie obawy. Raz, że Aurelia została bez opieki.. I to mi trochę zatruwało swobodę urbeksowania.. Aby nie było, że wrócę i Aurelii nie będzie :\ A dwa.. Słaby stan techniczny obiektu. Pierwsza część budynku - od strony od której stanęliśmy. Jest w ogóle bez wejścia na wyższe piętra. I pierwszy rzut oka wskazywałby, że cały budynek taki jest.. Ale było wejście na wyższe piętra po drugiej stronie budynku. To wielki dwór. Prawdopodobnie dawna posiadłość rolnicza. W końcu Gellin to taki rolniczy teren. Znalazłem trochę informacji o tym obiekcie: Gutshaus Gellin
. I ewidentnie to dawny dwór "Gutshaus" czyli dwór. Wejść wyżej się dało - jakieś 2 piętra i strych podzielony na kolejne kondygnacje. Jednak zejście z drugiego piętra na pierwsze.. Te schody tutaj.. Pozostawiają wiele do życzenia. Szczególnie z taką jebitną dziurą. Podłoga - w większości nie istnieje. Podobnie jak dach.. Leje się woda, śnieg po całości. I to doprowadza ten obiekt do ruiny. Fajnie by było go odwiedzić ale 5 lat temu albo i wcześniej.. Wtedy pewnie dałoby radę po nim pochodzić. A teraz? Tak nie bardzo.. Niecodziennie ale na eksploracji towarzyszyła nam młodzież - jakieś dzieciaki w wieku maksymalnie szkoły podstawowej. Jeden polsko-języczny pozostali niemiecko-języczni. Widząc, że my wchodzimy też się tu wbili. I o ile na dole to spoko.. To ja bym mimo wszystko na wyższe piętra nie ryzykował powrotu. Może się okazać, że drogi powrotnej nie będzie. A niektóre stopnie drewnianych schodów po prostu jebną.. Byłem tylko w tym roku na wielu eksploracjach.. A w życiu na jeszcze większej ilości.. I co by nie mówić ale Dwór w Gellin nie zachęca do powrotu. Totalna ruina. Ostatni raz takie ruiny widywałem w Mechowie w gm. Płoty -gdzie nie pozostało już nic poza ścianami dookoła budynku. Swego rodzaju ruiną, gdzie nie zostało nic prócz ścian jest również dwór/zamek w Wicimicach (gm. Płoty). A wkrótce dołączy do tego grona dom we wsi Sikorki gm. Nowogard. Dom który obserwuję od lat na jednej z moich najbardziej ulubionych tras - klasycznej trasy 50-tki.. Szkoda tych miejsc. Każdego z osobna. Każde miało swoją nie powtarzalną historię. A teraz to coraz większa ruina.. Obiekt w Gellin to w sumie taki obiekt pocieszenia :-) Kolega MK zaproponował. Zaprowadził nas. Jak już się było to zajrzeć można było. Jednak nie uważam, że powrót tam to dobry pomysł. A to jeden z nie wielu obiektów, który faktycznie powinien być permanentnie zablokowany.. Nie jestem "za" takimi rozwiązaniami.. jednak w niektórych przypadkach.. Kręcić się tam to nie jest dobry pomysł. Bo obiekt totalna ruina - ale jeszcze nie taka aby nie miało co na głowę spaść ;) Parę desek i cegłówek zostało.. Więc degradacja jest nieunikniona.. Za to powrót z Gellin fajny. Nie uwierzycie jaki to jest rejon.. Grambow i Neu-Grambow. A Neu-Grambow pewnie kojarzycie? ;) Tajemniczy a może i nawiedzony spichlerz... Ratowanie kota z ów spichlerza. I zadyma z niemiecką milicją i durniami ze straży pożarnej (za pewne z OSP pajace). O ile w Niemczech też mają coś takiego jak OSP.. Ale chyba tak..: Koty z Wyspy - kot z Neu Grambow. Nie skojarzyłem, że ten Gellin to rejon Grambow/Neu-Grambow.. a to proszę.. Jaki ten niemiecki świat mały.. No jakoś się nie mogę na nowo do niemców przekonać. Widzę w nich spierdolenie umysłowe.. I wpajaną taką bezkrytyczną uległość.. Chociaż dzisiaj młodziaki zignorowali znak o strefie prywatnej i zakazanie wstępu bo "niebezpieczeństwo". Jednak usprawiedliwmy tą sytuację. Wchodziliśmy oknem od ulicy. A informacje są na drzwiach z boku budynku. Kto by to widział i kto by się tym przejmował? ;) Prywatne ale tak jakby niczyje... Wspomnę o jeszcze dwóch ciekawostkach z dzisiejszej trasy - otóż byliśmy w Przecławiu pod najważniejszym dla mnie Dino :D Które nie gdyś bardzo często odwiedzałem: ZS: Odwrócony sklep Dino. Swego czasu wspomniane Dino odwiedziłem w sumie: 28 razy. Ostatni raz ponad 6 lat temu.. A druga sprawa - właśnie pod tym Dino kolega MK poprawił mi parę rzeczy w Aurelii.. Wyregulował tylną przerzutkę na ten przykład :D Kolega GŻ tak długo zakupy robił, że po prostu był na to czas. Przy okazji wyszło na jaw, że sypie się suport u mnie.. Już? Szybko.. I przy okazji ocenił stan moich opon :D Widząc przednią oponę stwierdził: "że ty się nie boisz na tym jechać" :D No kurwa.. Kolejny :D Co się tak każdy do tej przedniej opony przyczepia.. Spoko jest.. :) Przeżyła dzisiejszą trasę.. Za to u MK była mała awaria tuż pod Kościnem. Nie wiele brakowało abyśmy byli w Polsce ale jeszcze na Niemieckiej ziemi walnęła jemu spinka w łańcuchu i się łańcuch posypał.. Dobrze, że miałem spinkę. Nie tak dawno brałem i dętki i wziąłem i spinkę :-) Różnie bywa.. Może w przypadku awarii u siebie sam bym sobie z awarią nie poradził ale może bym spotkał kogoś kto by pomógł :D To warto jednak mieć podstawowe narzędzia przy sobie i kilka rzeczy do naprawy.. Tym samym pomogłem koledze. A w życiu bywa różnie.. W końcu te nasze rowery robią poważne dystanse. A więc awarie są wpisane w życie.. I dziś to np. spinka u MK. Problem z sztycą u GŻ, która poluźniła się jemu na zacisku i mimo zacisku nie trzyma.. A to akurat w Polsce awaria :D Po przebijaniu się przez drogę z Kościna na Stobno.. Po tej drodze wśród wyrośniętej kukurydzy.. Pewnie jeszcze wspomnę o tej drodze. W drugim szczegółowym akapicie wpisu.. Nie mniej - życie to ciągłe awarie i błędy. I różne sytuacje mogą mieć miejsce. Jednak najlepsze rozwiązanie na każdą z sytuacji to po prostu to.. "rozjeździć" :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1842
Trasa nr [łączna]: 1918
Trasa nr [na blogu]: 1832
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 113
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1903 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1817 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 33039.5 km
Stan Licznika Końcowy: 33099.19 km
Stan Licznika Końcowy2*: 32899.84 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11402 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11462 km
Maksymalna prędkość: 35.5 km/h
Przejechałem: 59.69 km
Przejechałem [msc]: 242.32 km
Przebieg roweru [rok]: 3239.9 km
Przebieg roweru [suma]: 69866.86 km
Przejechalem w 2026: 3239.9 km
Podroż dookoła świata (2026) 8.0997 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 174.6672 [%] km
Czas jazdy: 04:02:12 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4455:01:28 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4231:35:20 h
Czas Jazdy Suma (2026): 207:13:42 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 14:27:06 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:53:25 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:50:02 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:50 h
Średnia: 14.8 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak już wspominałem rozpoczęła się po trudach dojazdu. Na dobrą sprawę jeszcze nie dojechałem a już się zmęczony czułem. Dziś nieco chłodnawo ale po południu było ciepło. Trochę ponad 20℃. Nie tak źle. Słonecznie i fajnie. Ruszałem jak za dawnych lepszych czasów z Pomorzan - gdzie trwają wielkie remonty i przebudowy dróg. W tym drogi przy szpitalu na Pomorzanach. A ja tu tak dawno nie byłem, że nie pamiętam skrótów :D I chcąc jechać na Kołbaskowo wybiłem od razu na ul. Szpitalną a potem. al. Powstańców-Wielkopolskich aby zjechać po tym wielkim placu budowy na Plac Szyrockiego i jechać dołem wzdłuż ul. Mieszka I. No cóż.. Usprawiedliwiam się :D Dawno tu nie byłem. Nie pamiętam już dróg.. :-) A zwykle jeździłem dołem jak jeździłem w kierunku Warzymic / Przecławia. Więc ta droga wydawała mi się najbardziej właściwa.. Kwestia przyzwyczajeń.. No ale to nic.. Po prostu kawałek dalej i tyle :D A kilometry też są ważne. W sumie dziś cieszyła mnie wizja kilometrów i zajechania do KFC bardziej niż planowany urbeks w Nadrensee.. Nie nastawiałem się. Z tym bywa różnie. Czasem się bardzo chce. A się nie udaje. A czasem przypadkiem się na coś natrafia.. :) Nie ma co się nastawiać bo dziś obiekt otwarty a jutro może być zamknięty. Różnie bywa.. Więc spokojnie sobie jechaliśmy jak dawniej, dawną rowerową ekipą. Kolega GŻ dorwał się dziś do swojego starego roweru. Ja w sumie GŻ w 2020 r. na tym rowerze poznałem :D Na takim limonkowym RockRiderze, którego MK przerobił na elektryka z silnikiem w przednim kole. Jak się chwilowo GŻ do tego dorwał to nie było go widać po drodze. A ten przejazd przez miasto łatwy nie jest. A przynajmniej dla mnie. Bo dziś to chyba tylko ja byłem tak obłożony.. Wziąłem ulocka choć z niego nie skorzystałem, woda, napój. W sumie powinienem wziąć 2 butelki wody. Byłem pewny, że mam przy rowerze. Więc spakowałem jedną butelkę. Mam trochę śmieci, ubrań na zmianę. I zaciągnąłem z sobą drona i moją niezawodną cyfrówkę. I w sumie dobrze bo trochę dzisiaj polatałem - 2 baterie wypaliłem ;) W Nadrensee pałac obleciałem dronem i okolicę. Zaraz za Nadrensee też kawałkiem poleciałem. I potem ten dwór w Gellin i jego okolicę. A cyfrówka przydała się do kilku fajnych fotek w mijanych dziś miejscach.. I tak.. Wyjechać ze Szczecina.. Minąć Gumieńce, potem Warzymice i Przeław.. I tak na Kołbaskowo. A potem w kierunku granicy w Rosówku. Choć do samego Rosówka nie zajeżdżaliśmy. Odbiliśmy na Pomellan. I z Pomellan pojechaliśmy na Nadrensee. A tam.. No niestety. Okno zamknięte. Innego wejścia brak. Obszedłem kilka razy budynek, przeciskałem się przez te chaszcze, i gęsto rosnące dzikie róże czy inne plącza. Mam tylko poharatane całe nogi. I na nic mi się to zdało :\ W Nadrensee wg. GŻ był jeszcze opuszczony dom. I być może jest opuszczony ale nie było do niego wejścia. Więc pojechaliśmy na wspominany Gellin który zaproponował kolega MK. Kolejne jakieś 18 - 20 km z Nadrensee. I wszystko fajnie póki droga była asfaltowa :D Potem przejazd przez las już taki fajny nie był.. A dzisiaj małe przerwy miały miejsce. Nie mniej po drodze napotykałem na kolejne opuszczone budynki ale niestety bez możliwości wejścia do nich :( Były nie mniej w nieporównywalnie lepszym stanie od obiektu, który był otwarty. No to chyba powinno iść w drugą stronę. Lepsze i bezpieczniejsze lokacje powinny być dostępne. Zaś lokacje w tragicznym stanie właśnie zabezpieczone. A jak zwykle wszystko jest na odwrót. No dobra.. Z Nadrensee jedziemy do Ladenthin z niego na Schwennenz. Tutaj był opuszczony blok / kamienica. Ale bez wejścia :( Szkoda.. Dalsza część trasy powoli robiła się trudniejsza. Czyli jak już wyjeżdżaliśmy z wsi Schwennenz.. Wjeżdżaliśmy do Grambow. Mając w linii prostej dosłownie kilka km do Neu-Grambow. I przeklętego szpichlerza.. Nie obraziłbym się jakby tego spichlerza w cholerę zamknęli.. Z Grambow wjechaliśmy w polno-leśną drogę którą wyjechaliśmy bezpośrednio w Gellin. Oczywiście byłem na końcu tej przeprawy. Miejscami pchając Aurelię po gęstym piachu. Niezbyt fajna droga.. :\ Ale finał rekompensował trud. I tak jesteśmy w Gellin. Jeden z bardziej ryzykownych urbeksów w tym roku. Miałem dość spore obawy schodząc z góry czy to cholera nie walnie po drodze.. I jakoś pewnie po zniszczonych czasem drewnianych schodach nie szedłem. Schody, podłogi drewniane. Nie można temu ufać.. Do tego nie czułem się komfortowo z myślą, że Aurelia została sama i bez opieki. I zamiast skupiać się na detalach niecodziennej eksploracji to wolałem szybciej wyjść i się upewnić, że z Aurelią wszystko ok. Do tego te wejście tych dzieci większą grupką.. No ok. Jak jeszcze nie będą chodzić na górę. No ale bezpieczniej byłoby i tak się nie kręcić po tym dość niepewnym obiekcie. Nie wiem czemu ale mam jakieś złe skojarzenia zarówno z tą ruiną dworu w Gellin jak i ze szpichlerzem w Neu-Grambow. Tym razem nic się nie stało. Wychodzimy wszyscy cali. I wracamy właśnie w kierunku Neu-Grambow. Mieliśmy przecinać pole prosto i wjechać na Polskie ziemie ale niestety wg. mapy google jest droga. A w rzeczywistości tej drogi brak. Więc wróciliśmy na Kościno. I przez Kościno wróciliśmy do Stobna. No ale ta droga Kościno - Stobno... Wśród wysokich na 2 metry łodyg kukurydzy. Dość piaszczysta droga. Ciężko jechać. A momentami w ogóle nie możliwe... Chyba lepiej było jechać asfaltem. Co prawda ciut dalej ale by było szybciej.. No ale jakoś się przebiliśmy ten fragment jakiś 3 może 4 km.. I dalsze odcinki już nieco lepsze. Stobno.. A z Stobna mapa zasugerowała drogę na skróty - na prawdopodobnie dzielnicę Gumieniec. Początkowo nawet nie było pokazane co to za ulice tutaj są.. A nie znam tych rejonów Szczecina. Wszystko tutaj tak bardzo się rozbudowuje.. W Stobnie na skrzyżowaniu ul. Długiej odbiliśmy na ul. Wędrowną. Tutaj kawałek lasku, nieużytki, czy po prostu łąki. A za nimi już cywilizacja i ul. Wędrowna. Dopiero na ul. Okulickiego skapnąłem się, gdzie jestem! :) Jak te miasto się rozbudowuje... Naprawdę.. Za jakiś czas się okaże, że tych łąk, tego lasku tutaj w ogóle nie będzie. A to wszystko będzie połączone w kolejne wielkie osiedla domów jednorodzinnych.. Jakby tych wszystkich osiedli było tutaj za mało.. I teraz tylko przebić się przez miasto aby wrócić na ul. Mieszka I. Do KFC.. Ostatnia prosta ale się dłużyła. Nie mniej upragniony cel podróży w końcu został osiągnięty! Mogłoby nie być dziś urbeksu. Najważniejsze były kilometry.. I KFC! :D No.. KFC musi być.. Chwila relaksu w KFC. I wracamy na Pomorzany na ul. Orawską. I tak kończy się dzisiejsza.. Piękna przygoda. Fajnie było znów pojechać dawnym składem w towarzystwie MK. I oczywiście GŻ :) Fajnie spędzony dzień. Zaliczone nowe drogi. Nowe miejsca odkryte.. I tym samym jestem coraz bliższy celu jakim jest 70 000 km z Aurelią. Do celu brakuje już tylko (po dzisiejszej trasie): 134 km. To już niedługo. I w sumie dobrze.. Osiągnę 70 000 km z Aurelią jeszcze w dniach mojego urlopu. I nie będę musiał kombinować.. Najważniejsze, że w wakacje. Jeszcze w czasie urlopu. Więc nie jest tak źle.. Kolejny cel osiągnięty. Kończy się kolejny okres jeżdżenia (65 000 - 70 000). A przede mną pojawiają się nowe nieznane wyzwania z jakimi przyjdzie mi się mierzyć na trasach po 70 000 km z Aurelią.. No ale to pieśń przyszłości. Co prawda już nie dalekiej ale jednak przyszłości..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)