08.03.2025
Jazda nr: 1545

Tagi: tr50stka, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest już dopełnieniem! Tym prawdziwym dopełnieniem.. pewnego okresu w moim jeżdżeniu. Choć trwało to długo.. Minęło parę lat.. Dokonało się! Zrobiłem cykliczną trasę 50-tkę aż 100 razy - opisaną na blogu! Nie jest to tak imponujące jak prawdziwe 100 odbyć tej trasy. Tak, napisałem: "odbyć". Jakbym pisał o jakieś odbytnicy, która przetrawia chujnię tego życia, i dosłownie wydala. Czasem się można tak poczuć. To może nie jest to zbyt daleko idące porównanie?... Mniejsza o te głupoty, które wpadły mi właśnie do głowy i musiałem je napisać. Fakt, faktem - 100-tkę trasy 50-tki świętuję dwukrotnie - pierwszy raz jeszcze w 2024 r.: Trasa "50-tka" - czterech tytułów. I to było prawdziwe 100-powtórzeń trasy cyklicznej - włączając w to okres poza blogiem. Cały błąd wyniknął z pewnego uproszczenia jakie zrobiłem w zakładce: tagi. Pisząc wartości w formie: tr50stka [102 z 2 pb] = TRASA 50-STKA. Gdzie "z" oznacza włącznie z trasami "z poza bloga". I może to być czasem nie czytelne. Spojrzałem na tą liczbę 100 z 2 pb. Nie dotarło do mnie, że na blogu mam opisane dopiero 98 tras. A, że była to naprawdę dobra trasa... to pasowało aby była tą wyjątkową. I tak była wyjątkowa - z bardzo ładnym czasem! Takie trasy, takie możliwości u mnie się po prostu nie zdarzają. A już na pewno nie często. Teraz to już nie wiem czy będę i czy kiedykolwiek będę w takiej formie. Eh. Po prostu jest tak, że miałem dobre myśli. Żyłem pewną nadzieją. Fajna pogoda pomagała. A to, że się po niedzieli ta pogoda kończy to inna sprawa. Kończy się także pewny etap w życiu. I kolejny rok kolejne nieszczęścia sprowadza. Te wieści nie dotyczą jednak dzisiejszej trasy, tego rowerowego dnia. O tym dowiedziałem się dopiero po dzisiejszej wyprawie. Więc nie będę wspominał. W czasie roweru był to piękny i szczęśliwy dzień w którym jedynym problemem jest to, że wieje ciut za mocno. Mogłoby już tak nie wiać. Cały tydzień utrzymuje się silny wiatr. Nieustannie mamy do czynienia z zimnymi porankami... :\ Z rana zimno. W dzień ciepło. A wieczorem znowu zimno... Czekałem więc na ten czas, aż zdąży się na cieplić. I w drogę! Dzisiejsza trasa była dla mnie pewnym wyzwaniem. W końcu od tylu miesięcy nie robiłem sensownych tras. Nie żyję już nadzieją lecz wciąż żyję wspomnieniami... A te mnie przyduszają. Nie jestem wstanie, bo i nie mam czym - zastąpić dawnych chwil. Nie jeżdżę tyle na rowerze to nie mam czym... A życie wydaje się coraz smutniejsze i puste. Gdzie żyję od kilku fajnych chwil do kolejnych. To są jednak epizody a nie coś trwałego, powtarzalnego. A ja potrzebuję właśnie takich powtarzalnych chwil. Spędzenia miło czasu... Nie ma jednak na to miejsca w pędzącym dzień po dniu świecie. No cóż. Czas też tak pędzi i parę ładnych lat minęło od pierwszej opisanej na blogu trasie 50-tce po dzisiejszą: Ładny wynik na "50-stce". To są chwile które dzieli (bez dzisiejszej): 57 329 km! Ogromna przepaść rozciągająca się na 1522 trasy! A kalendarzowo to okres: 3205 dni (bez dzisiejszego dnia) czyli 8 lata; 9 miesiące; 1 tydzień. No można powiedzieć okres prawie 9 lat! Większą ciekawostką jest to, że w tym roku kalendarzowym (2015 r.) minie 10 lat odkąd pierwszy raz jechałem śladami trasy 50-tki. Ta historycznie ważna data minie dokładnie 13 sierpnia 2025 r. Jednak jak pamiętamy: 2015 r. Nie prowadziłem bloga, nie mam szczegółowych zapisków. Mam wciąż swoją pamięć, zdjęcia i wspomnienia. Te prawie 10 lat temu towarzyszyła mi Aurelia w moich zmaganiach. I towarzyszy mi w dzisiejszych - w dokładnie 102 w życiu trasie 50-tce i 100-tnej opisanej na blogu. A szczerze wolałem tą pierwszą 100-tną... prawdziwą setną 50-tką! W przypadku właśnie trasy 50-tki mam ten jakby to powiedzieć albo napisać... Mam ten luksus, że wiem dokładnie pierwszy raz robiłem tą trasę. W przypadku innych cyklicznych - które odbywały się po raz pierwszy poza blogiem - tego luksusu nie mam. I często określić się dokładnie też nie mogę. Tak jest w przypadku trasy 20-stki. Przecież tą trasę robiłem jeszcze na starym rowerze... To są czasy jeszcze przed Aurelią. Tak odległe, względem codzienności. Względem codzienności z dzisiejszą datą: 08.03.2025 r. Jeśli dzisiejsza data zamieni się na dowolną inną: XX.XX.2027, XX.XX.2034 ... to będą to czasy jeszcze bardziej odległe i abstrakcyjne dla mnie wobec mnie: z dziś, a wobec mnie z dnia gdy te wydarzenia miały miejsce. Podobno czas zaciera wspomnienia dawnych chwil. Tylko to chyba nie działa tak... bo wciąż pamięta się ważne osoby i ważne chwile. Chociaż czasami chciałoby się nie pamiętać. I stąd taka moja dygresyjna uwaga, że wolałem tą pierwszą myśl o robieniu tej wyjątkowej daty. Bo wtedy jeszcze miałem nadzieję na lepsze jutro. Nadzieja na coś co może nie nadejdzie - czyli lepsze jutro. Ludzie są. Odchodzą albo umierają. A ja i Aurelia wciąż trwamy. I razem przemierzamy świat... I kolejne trudne chwile i te szczęśliwe. Wbrew wszystkiemu - dzisiejsza trasa była szczęśliwa. To był piękny dzień póki byłem na rowerze..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1554

  • Trasa nr [łączna]: 1631
  • Trasa nr [na blogu]: 1545
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 3
  • W tym roku: 19

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1617 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1531 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 25032.6 km
  • Stan Licznika Końcowy: 25082.9 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 24916.92 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3446 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 3497 km

  • Maksymalna prędkość: 31.4 km/h

  • Przejechałem: 50.3 km
  • Przejechałem [msc]: 104.98 km
  • Przebieg roweru [rok]: 349.13 km
  • Przebieg roweru [suma]: 61782.59 km

  • Przejechalem w 2025: 349.13 km
  • Podroż dookoła świata (2025) 0.8728 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 154.4565 [%] km

  • Czas jazdy: 02:58:35 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3938:35:45 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3715:09:37 h
  • Czas Jazdy Suma (2025): 23:07:19 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 06:48:15 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:16:05 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:13:01 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:27 h

  • Średnia: 16.96 km/h
Dzisiejsza trasa jest dla mnie ważna. Od strony rowerowej to piękny dzień, z piękną słoneczną pogodą. na której po raz setny opisany na blogu odtwarzam trasy 50-tki. Robię tą trasę po raz pierwszy w tym roku. Moim ulubionym wariantem przez Grabin i powrót na Wierzchy. Przez lata sporo się tu zmieniło - dziś dla odmiany jest jedna dobra zmiana! Musieli ją robić w ostatnich miesiącach. I na pewno po 01.09.2024 r. gdy ostatni raz jechałem trasą 50-tką i w ogóle tych stronach: Trasa "50-tka": "nowy początek". No ale po kolei. Nie ma sensu wracać do historii każdej trasy. Każda jest inna, na swój sposób wyjątkowa. Wszystkie są uzależnione od okoliczności w jakich jechałem. Jaki był to dzień i co się działo. Obecne okoliczności nie są sprzyjające. Jedynie pogoda zachęca do tego aby się ruszyć a same okoliczności niestety niekoniecznie. Z bliskiej rodziny wujek w szpitalu, w bardzo ciężkim stanie. Ja dalej nie potrafię się pogodzić ze stratą bliskiej dla mnie osoby, dla której nie istnieję. Która tak mocno się ode mnie odwróciła, że nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu :( Wciąż pozostaje jedynie poczucie zranienia, smutek, żal. Mijający czas słabo leczy te rany. Są zbyt świeże. I zbyt mało się wydarzyło od czasu, gdy odeszła. Nie mam czym zastąpić wspomnień o niej. O to mi chodziło w pierwszym akapicie, gdyby ktoś nie zrozumiał. No ale dobra. Do rzeczy - 100 różnych historii i 100 różnych dni, opisujących tą samą trasę! Zachęcam - bardzo zachęcam - do przejrzenia wpisów. Dla ułatwienia, są one pogrupowane w linku: Po grupowane trasy 50-tki. Zachęcam do przejrzenia w dół. Tzn. od dzisiejszego wpisu tj. 08.03.2025 r. do wpisu z 28.05.2016 r. Na dzień dzisiejszy siłą rzeczy nie ma innych wpisów 50-tek. A gdyby ktoś wchodził w link po jakimś czasie np. w roku 2026 r. albo i dalej! Jeśli wciąż będzie blog, wciąż będę ja i Aurelia... To... wyświetlą się także późniejsze wpisy z tagiem 50-tki. Zakładam, że takie będą. Co roku kilka razy tą trasę robię. Myślę, że nie wiele się pod tym względem zmieni choć pod każdym innym względem się życie zmienia. Niestety na dzień dzisiejszy w argumentach do adresu URI nie przekazuję dat czy innych argumentów, mogących jeszcze precyzyjniej zawężać wyniki. Nie wykluczone, że w przyszłości taka funkcjonalność się pojawi. Na dzień dzisiejszy jest co jest. No ale dobra... Przecież przyszła funkcjonalność nie oznacza zmian w wpisach, które pojawiły się przed nią! Więc nawet jeśli zrobiłbym taką funkcjonalność to mógłbym jej używać w kolejnych wpisach - gdyby była taka potrzeba. Na dzień dzisiejszy korzystajmy z tego co oferuje blog na dzień dzisiejszy! A dzisiejsza sobota to przede wszystkim ładna pogoda i moje łaknienie spędzenia czasu na rowerze. Już mi się tego chce. Pewnie tak wiosna na mnie działa. Bo wewnętrznie... tak naprawdę wewnętrznie czasem, nie zawsze ale czasem wciąż czuję się wrakiem człowieka. Jeszcze musi się wiele wydarzyć abym mógł lepiej żyć. Tylko czy to naprawdę możliwe? Zostawię te rozważania filozoficzne na inną okazję. Sama trasa - miała być - i taka była: szczęśliwa i piękna. A do tego męcząca. Wciąż mam takie odczucia, że ciężko Aurelia działa i nie jestem do końca pewny na ile to jest faktyczne odczucie, że coś się dzieje. Np. te koło, które trochę ucieka i trzeba by było je nacentrować (tylne). A na ile to odczucia psychologiczne. Jest mi po prostu ciężko. Nie jeżdżę regularnie. Pogoda wciąż pozostawia wiele do życzenia. Wciąż i tak jest od miesięcy: mną stop choruję. Nawracają pewne męczące symptomy jak: intensywny kaszel, połączony z odkrztuszaniem. Powracająca infekcja gardła. I tak się bawię praktycznie nieustannie od tego felernego sierpnia 2024 r. Co mija mi choroba to zaraz wraca. Jestem wykończony. Ile można walczyć z tym samym. Przy tym walcząc z codziennością. Bardzo cierpi na tym rower. Szczególnie w dniach gdy pogoda jest naprawdę zachęcająca a moje możliwości są po prostu liche. Aktualnie czuję się nieco lepiej. Mniej kaszlę. Pogoda jest ok. Dzisiejszy dzień wydawał mi się odpowiedni na te zmagania - zadecydowała pogoda. I lekki powrót formy, czego dowodem jest dość udana trasa z czwartkowego po południa: Trasa na Brodniki & Makowice. I ruszyłem. Jak wspominałem moim ulubionym wariantem - w stronę Golczewa, potem na Błotno i odbijałem na Grabin. Po drodze sporo zmian. Kolejne wycinki drzew i lasów, które otaczały niegdyś dość gęsto Golczewo i okolice. Pewne zmiany widać również na samej wsi Grabin. I tak dojeżdżam do Sikorek. Stary pruski dom, wciąż stoi. Wciąż się trzyma - choć jego jedna strona jest coraz większą ruderą. Podjechałem sobie bliżej. Porobiłem zdjęcia. Poprzyglądałem się. Nie wieszczę już myśli takich: to ostatni rok tego domku! Już się zawali. Takie myśli i sugestie miałem od 2 lat. Nie spełniły się po dziś dzień! To może dobrze? Wciąż wracać i wciąż mogę widzieć ten dom. Warto spojrzeć: Podsumowanie 2023 r. - zdjęcie z 18.11.2023 r. I jego opis. Wciąż aktualny do dzisiejszego dnia. I to pomimo różnych incydentów z pogodą. Dni z deszczem, dni z mrozem, dni ze śniegiem! Ten budynek wciąż stoi, choć jego stan pozostawia wiele do życzenia. To przetrwał do końca 2023 r. Przetrwał również do końca 2024 r. A przyznam, że jechałem dzisiaj z nie krytą ciekawością: czy ten domek wciąż stoi? I jak on tu wygląda. Widziałem go po raz ostatni w dniu 01.09.2024 r. Wciąż stał. Ale to był czas w którym byłem dość zdołowany. Nie skupiałem się na tym. Liście na drzewach też utrudniały ogląd sytuacji. A domek wciąż stoi. Przetrwał kolejne dni z deszczem, śniegiem i mrozem! Ma niezwykłą wolę walki, wolę przetrwania... I oby tak stał i tak trwał. A moja podróż trwała dalej. Powoli, spokojnie. Pod Glickiem robiłem polowanie na sprytną wiewiórkę. Polowanie z aparatem rzecz jasna... Nie udało mi się jednak jej upolować. Gęsto od gałęzi, utrudniało jej identyfikację. A tak szybko przeskakiwała z drzewa na drzewo... No cóż... Moja podróż trwała dalej. Wracałem nie chętnie do domu. Pogoda była fajna. Zostałbym ale też nie miałem ani z kim ani czym zająć czasu. Więc wracałem do domu. I dochodzimy tutaj do ostatnich zmian jakie miały miejsce w tych stronach po 01.09.2024 r. Naprawiono fragmentami drogę od Miętna po Truskolas. Szczególnie jeden fragment od krzyżówki na Szczytniki po krzyżówkę na Wołowiec. Na zdjęciach pokazuję o które miejsca mi chodzi. Bo z opisu tak średnio można skojarzyć. Piszę też, że w fragmentach bo zrobić drogę po całości to: nie. Bo po co. I tak na ten przykład zrobiono fragment drogi pod Wierzchy. Tylko przez wioskę już nie bo po co?... Za wioską znowu fragmentami zrobiono drogę. A dalej już nie bo znowu: po co?... Coś jednak poprawiono i to akurat na plus. I co ważniejsze: naprawa drogi nie wymaga od razu wycinania drzew. Te się zachowały i chociaż tyle dobrego. I tak już wracam coraz bardziej zmęczony na drogę DW108. Walczę z sporadycznym ruchem aut, które i tutaj się zdarza. Z męczącym wiatrem - bo akurat wracam pod wiatr. Droga powrotna się dłuży - z 9 km zostaje coraz mniej ale ciężko. Te 50 km dzisiaj było wyzwaniem. Jednak podołałem. Wróciłem jak zawsze zmęczony ale pozytywnie szczęśliwy... Po przejechaniu wcale nie łatwej trasy 50-tki. Raz jeszcze skorzystam z okazji: setnej 50-tki opisanej na blogu!... I każda z opisanych tras jest inna i każda przedstawia inną, nie powtarzalną historię... Ciekawe jakie historie napisze dla mnie życie w kolejnych trasach 50-tkach i w jakich okolicznościach przyjdzie mi te trasy pokonywać...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa08marca2025zdj1.jpgtrasa08marca2025zdj2.jpgtrasa08marca2025zdj3.jpgtrasa08marca2025zdj4.jpgtrasa08marca2025zdj5.jpgtrasa08marca2025zdj6.jpgtrasa08marca2025zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)