Trasa z dnia dzisiejszego miała być ambitna! I po jej finale widzę, że spokojnie skończyłaby się w podobnych godzinach (pewnie zjechałbym ok. 22) ale za to skończyłaby się z większą ilością przejechanych kilometrów niż miało to dziś miejsce - bo nawet nie zdążyłem osiągnąć tych 50 km. A na nowo czuję niejako pewną presję.. Kończy się kolejny miesiąc. Ledwo się zaczyna a już się kończy.. Teraz (od kwietnia 2026 r.) w mojej strukturze katalogowej Stanu Plików 18+8 TB mam wyraźne rozróżnienie między miesiącami. Wiele materiałów jest dzielonych właśnie na miesiące (tj. np. rowerowe). To w połączeniu z miesięcznym sprawdzeniem postępów.. A te na tle ubiegłych lat.. No nie wypadają szczególnie.. No tworzy taką presję na wyniki. No bo co to ma być?! Miesiąc wakacyjny. Krócej w szkole jestem. A nie jestem wstanie poradzić sobie z skromną ilością 500 km/msc? Miałem na dzień dzisiejszy kilka wizji. W tym zrobienie ambitnej "po szkolnej" trasy - w której miałem odwiedzić między innymi wieś WLEWO w której dawno nie byłem. Wieś Borzęcin w której przynajmniej rowerem dawno nie byłem. A mówiąc dawno to minęło co najmniej 10 tyś km. W niektórych przypadkach może być nawet więcej. W czerwcu bieżącego roku - jeszcze przed wakacjami miałem plan na taką trasę. Tylko dzisiaj - no cóż.. Wczoraj wróciłem późno. Zmęczony. Z rana zmęczony i nie do życia. To jeszcze jechać do szkoły - no odpadałoby. Do tego nie miałem przełożonego koła do Aurelii. Po tym co odwalił jeden sprzedawca, gdzie miałem kupić taniej koło... Musiałem szukać sobie czegoś nowego. A o to nie jest łatwo. Jakieś koła pod 32H bym znalazł ale ja chcę 36H. Raz, że sam nie jestem lekki. A dwa, że jeżdżę z sakwami. Gdzie same puste sakwy to już z ~3kg. A gdzie to co w nie wsadzę? :-) Więc te koło musi być mocniejsze. A więc dzisiejsza trasa to test nowego koła: Accent Crossracer – Shimano Acera T3000. Kupionego w sklepie rowerek.pl. W zasadzie kupiłem dwa takie same, przy czym druga sztuka poszła taniej niż pierwsza ;o Bo zapłaciłem odpowiednio za 1 sztukę: 459,01 zł. A sztukę 2 za: 445,24 zł. Jakoś tak sobie pomyślałem, że skoro i tak w tym miesiącu mam biedę i sporo wydatków - bo kupiłem 2x28TB dyski Seagate USB - aby zrzucić na nie filmy rowerowe :) Miałbym łatwiejszy dostęp do nich poprzez 2 dyski USB a nie jak obecnie kilka 8 TB dysków HDD. A jak o to chodzi to w tym roku zapełnię kolejny dysk. Także.. No ale niestety na chwilę obecną nie ma na rynku dysków większych niż 32 TB. No a te dyski i tak mnie kosztowały - prawie 6 tyś zł. A co najlepsze przez problemy z obecnym projektem - znaczy problemy.. Od niedzielnego dnia z rowerem na którym pogryzło mnie robactwo: Makowice-Lotnisko:
- "owadowa łąka". Robię nadal dodatkowy (całościowy) backup dysku 18 TB z mojej struktury. I jeszcze nie testowałem rozwiązania z RCLONE + WATCHDOG do śledzenia zmian - aby na dysk trafiały tylko zmiany jakie dokonane były w ciągu ostatnich 24h. To np. coś usunąłem, przeniosłem, dodałem. Takie podstawowe operacje na plikach. Ich ilość będzie zmienna ale nie powinna być duża. No w dniach gdy będę dodawał materiały z telefonu, aparatu (lub aparatów jeśli podliczymy także szkolnego Nikona Z FC) czy drona to ta ilość i ich pojemność będzie większa. No ale to są sporadyczne dni w ciągu miesiąca. Więc - główny problem jest inny - to ogromne koszty z którymi się mierzę w tym miesiącu. Oczywiście wziąłem te zakupy na raty przez Allegro Pay ale i tak mam spore obciążenie. Jednak byłem tego świadomy. Postanowiłem zakupić te 2x28 TB dyski po trasie z MM - właśnie na lotnisko Makowice: Lotniskowe wietrzne przygody:
- "z MM". Zakup z początku miesiąca :) I teraz bujam się do końca miesiąca. A tu problem z kołem wyskakuje.. Pierwsze koło które miałem na oku: NOVATEC KOŁO TYŁ 28 ALEXRIMS DH 19 802SB - było korzystniejsze cenowo - 239,90 zł. No ale co poradzić, że sklep CTBIKE.PL jest nierzetelnym sprzedawcą. Jeśli mają zjebaną stronę i nie radzą sobie z prowadzeniem biznesu - to czas zamknąć działalność i iść tyrać na etat dla innego.. A nie kurwa.. Każdy tylko dla siebie chce. I chce prowadzić biznes nie mając o tym pojęcia. I sobie po prostu nie radząc. Bo skoro klient wchodzi na stronę sklepu. Ma produkt. I ma aktywną opcję: KUP. A po kupnie okazuje się, że produktu jednak nie sprzedadzą bo go nie mają.. I było w opisie.. ukryte pod tekstem: "SPRAWDŹ DOSTĘPNOŚĆ". No kurwa. Nie powinno być możliwości kupna. Albo w ogóle powinni usunąć produkt ze swojej strony jak go nie mają. Wtedy od razu bym wiedział na czym stoję. I zamiast szarpać się z nieuczciwymi praktykami.. To poszukałbym sobie innego koła.. Bo jednak na klasycznych piastach NOVATECACH nic nie ma. No dobrze, że znalazłem chociaż te koło: Accent Crossracer – Shimano Acera T3000. Co prawda znacznie drożej. I mimo, że jestem już pod kreską finansową - to dla Aurelii... No na Aurelii nie będę oszczędzał :-) Kupiłem drugie. Koło niech sobie leży. Nic jemu nie będzie. A się okaże, że za kolejne 2-3 lata padnie to od razu mam nowe na wymianę. Nie muszę się martwić kondycją rynku. Bo tak niestety jest, że moje poważniejsze awarie to akurat wypadają w środku sezonu. Gdy dostępność czegokolwiek jest po prostu licha.. Dostępność wolnych środków na koncie to druga sprawa. No ale potrzebuję zrobić w końcu porządki - i backupowe - co już robię (jestem w trakcie). I w końcu mieć łatwy dostęp do tych filmów rowerowych na zewnętrznym dysku - dlatego oglądałem się za dyskami Seagate - i największe dostępne na tę chwilę (lipiec 2026 r.) w ofercie to właśnie 28 TB. A zwykłe HDD - 32 TB. Potężne HDD nawet po 100 TB są obiecywane od lat. A jakoś w to nie wierzę. Na pewno nie w tej dekadzie. No chyba, że ktoś z Was (albo i ja) czyta sobie ten wpis z roku 2030 albo dalszego. To może wtedy świat wygląda inaczej. I dostępne są rozwiązania których na dzień pisania tego wpisu nie było.. Zresztą to całkiem możliwe. To co prawda materiał z poprzedniego wpisu ale pasuje w wnioski jakie opisują "lipiec" jako najbardziej awaryjny miesiąc. I wtedy jest problem z serwisami. Z częściami. Ze wszystkim: Stare - nowe przygody!. Nie chcę aby wyglądało to tak, że szukam dowodu na swoją tezę.. Popełniając błąd nadmiernego uszczegółowienia ;) No tak zawsze można wszystko udowodnić! Chcę powiedzieć, że w lipcu mi się wszystko psuje i bez trudu znajduję na to dowody. Jak choćby te cholerne koła. A to, że między wydarzeniami mija 5 lat. A to już mniejsza o to :-) Nie mniej w obecnym zestawieniu ciekawie wyglądają sytuacje opisane we WPIS=873. Ciekawie w korelacji do WPIS=1818. Bo to podobne miejsca - i podobne problemy. Zresztą - w tym wpisie skupiam się na dzisiejszej trasie. A było już o wszystkim a nie o tym co się dziś wydarzyło. A więc - znów stałem się ofiarą ataku latających stworzeń krwiopijnych - głównie końskich much :D To już chyba letni standard. Nowa jazda na nowym kole - które było jeszcze tak drogie.. Oby się opłaciło! Bo wziąłem sobie 2 takie koła.. Nadwyrężając do granic możliwości mój budżet na ten miesiąc. No i kolejna awaria. Pierwszy raz odkąd mam oponę CONTINENTAL CONTACT PLUS TRAVEL - doszło do niej do przebicia dętki. A bynajmniej te przebicie no.. Powiedzmy, że nie jest wiarygodne. Bo fakt - napompowanie dętki w oponie do górnej granicy jej ciśnienia (4 atm) spowodowało to, że niemalże natychmiast powietrze zeszło. Ale pod pompowanie dętki poza oponą utrzymuje powietrze. Dziwne - ale ta dętka i tak idzie na śmietnik. Nie wzbudza już mojego zaufania. Do tego mam wykończoną oponę. Ja nie byłem dzisiaj przy przekładaniu koła wraz z dętką i oponą. Bo gdybym był to nie zdecydowałbym się na dalszą eksploatację tej opony Contintal. Choć służyła mi już długo.. No to nadszedł jej kres. Trudno - trzeba to zaakceptować. Miałem podejrzenia, że ta opona wyłysiała: Kamieńska Wyspa. Miałem również jak widać sprawdzone.. Obawy o to, że tylna opona padnie szybciej niż moja przednia nie do zajeżdżenia (Schwalbe mondial) z 2018 r. Jeśli ta przednia (Schwalbe mondial) dożyje do października 2026 r. To będzie oznaczało, że przeżyła i przejechała ze mną 8 lat! W tym czasie zdążyłem wykończyć kilka tylnych opon a nawet całych kół.. Wszystko wykańczam :) Dzisiejszą awarię można było uniknąć. Gdyby była od razu opona przełożona. A tak trzeba i tak ją przełożyć. A do tego mam kolejną do wykasowania dętkę. I kolejne wydatki. Bo właśnie muszę kupić kolejną oponę. Bo nie wiadomo ile faktycznie ten przód pociągnie... U mnie... Bo to też może się zawsze stać. No i potrzebuję dętki - dla przedniej opony (na wypadek wymiany) i jedną zapasową. Czyli dodatkowo 2 dętki + opona. I znowu koszty. A to wszystko dlatego, że zachciało mi się dziś jechać! A w sumie nie miałem wyjścia. Od weekendu ma się popsuć pogoda. Znowu. To dzisiaj była moja szansa na to aby się przejechać. Nabić trochę kilometrów - dla mijającego lipca. Abym jakoś wyrobił swój skromny limit 500 km. Choć liczę po trochu na to, że uda mi się zrobić trochę więcej - trochę ponad limit. Wiadomo ponad limit - zawsze na plus! Gorzej jeśli robi się poniżej limitu. Albo kończy się miesiąc. A do tego dolnego limitu jeszcze daleko..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1829
Trasa nr [łączna]: 1905
Trasa nr [na blogu]: 1819
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 100
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1890 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1804 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 32503.2 km
Stan Licznika Końcowy: 32548.49 km
Stan Licznika Końcowy2*: 32349.14 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 10865 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 10911 km
Maksymalna prędkość: 38.1 km/h
Przejechałem: 45.29 km
Przejechałem [msc]: 311.63 km
Przebieg roweru [rok]: 2689.29 km
Przebieg roweru [suma]: 69316.25 km
Przejechalem w 2026: 2689.29 km
Podroż dookoła świata (2026) 6.7232 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 173.2906 [%] km
Czas jazdy: 03:14:25 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4421:35:03 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4198:08:55 h
Czas Jazdy Suma (2026): 173:47:17 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 20:38:02 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:17:34 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:44:16 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:43 h
Średnia: 14.01 km/h
Dzisiejsza trasa zaczynała się w Nowogardzie. Parkowałem na ul. Lipowej. Dobre miejsce wypadowe z Nowogardu. Stąd ruszyłem przy wciąż budowanym rondzie na ul. 700 lecia w Nowogardzie. Aby odbić w stronę wsi Gardna. Przed wjazdem w leśne tereny - znowu się grubo spryskałem muggą. I tak wszystkie cholerstwo się pcha i tak. I tak nie uniknę pewnych ugryzień i tak.. Dzisiaj pierwszy raz w życiu korzystałem z ułomnej nawigacji na stronie OpenStreetMap. Fajnie bo pokazuje drogi których nie widać na Google Maps. Aktualną pozycję. I do pewnego momentu działa bez internetu. Póki za dużo nie próbuję przesuwać mapy. kiedy się kończ zapisany w pamięci ślad to muszę się znów pod internet podłączyć. Jedyny minus to taki, że szybko się bateria drenuje. Patrząc po tej ułomnej ale mimo wszystko pomocnej nawigacji - bo tak byłoby mi ciężko połapać się na tych w ogóle mi nie znanych drogach w okolicy Nowogardu - coraz bardziej marzy mi się aplikacja na telefon - która rozszerzałaby możliwości projektu MAPA ROWEROWA, który jako tako już istnieje ale wciąż ma małe wady. Bo zauważam, że w niektórych sytuacjach ucina przejechane drogi - po mapmatchingu. I to nie tylko takie, których nie ma na mapie (co oczywiste). Bo do czego ma ślady dociągnąć skoro mapa nie ma takich dróg. Projekt jest wciąż rozwijany ale mam cichą nadzieję, że jeszcze tego lata się uda go odpalić. I teraz tak. Pomyślałem sobie, że mógłbym na tej mapie rowerowej która pokazuje unikalne pokonane drogi - wyciąć, wybrać interesujący obszar. Ten obszar załadowany byłby do aplikacji w Android. I wyświetlał się jednym kolorem pokazując drogi które do tej pory przejechałem. A drugi ślad na podstawie wbudowanego GPS w telefonie - rysowałby aktualnie przejechaną drogę - drugim kolorem. Efekt? Widzę jednoznacznie które drogi mam "zaliczone". A które mam do odkrycia! Robić to manualnie - drukować mapy, odznaczać.. No nie jest efektywne bo nie mogę jechać i obserwować. Muszę stawać. I dopiero. To takie męczące. Taka aplikacja sporo by pomogła. Trzeba po testować samą mapę. Może inny sposób mapmatchingu wprowadzić. I w końcu coś by się ruszyło. Mój projekt backupowy też się w końcu ruszył. Choć wielkie przymiarki do niego miałem jeszcze w 2023 r. To w końcu się ruszył i mam nadzieję, że w końcu będzie działał. Kończy się backup na dysk 12 TB. Pozostanie test rozwiązania dziennego - podłączonego pod harmonogram zadań. I zobaczymy! A tym czasem sferę marzeń muszę odstawić na razie na bok. Wyjeżdżam tuż za Nowogard. Odnajduję tajemną, częściowo zarośniętą drogę, która omija bokiem wieś Gardna. Przejazd tam.. Tragedia. Zarośnięte. Robactwa które się wszędzie pcha. Do tego jest dziś dość ciepło - okolica 28℃. I tak przebijam się przez te zarośla i różne drogi, używając nawigacji OpenStreetMap. A ta nie działa tak fajnie jak google. Pokazuje co prawda moją pozycję ale nie ma przejechanego śladu, zaznaczonego śladu do celu. No i nie można zmusić aplikacji do wyznaczenia konkretnej drogi jaką chcę. Ona wie lepiej jak mam jechać. Pomimo tego, że jest wybrana mapa rowerowa. Za słaba sugestia, że jadę rowerem a nie samochodem?... Najwidoczniej. No ale dobra. Trudniejsze odcinki mam już za sobą. Wyjeżdżam na drodze Olchowo - Wyszomierz. I kieruję się na Wyszomierz. Po drodze lekko kropi deszcz. Przechodzi jakaś mała chmura. W kulminacyjnym momencie - świeci słońce a w jego promieniach odbija się z lekka padający deszcz. Z Wyszomierza kieruję się chyba na jakąś osadę? Miękkie? Tak się te miejsce na mapie nazywa. Za nim jest droga w las. Która prowadzi znów do Miękkie? Albo prosto pod starą drogę DK6. A obecnie DW112. No ja pamiętam te rejony jeszcze jako DK6. Nie jeździłem tam po wybudowaniu pełnej trasy S6 od Goleniowa po Płoty. A obecnie droga S6 prowadzi nieprzerwanie do Gdańska. To wielki sukces i bardzo ważna arteria komunikacja dla województwa zachodniopomorskiego - łącząca najważniejsze miejscowości w województwie pomorskim (tj. Gdańsk). No ale mniejsza o to! Wjeżdżam w ten las. I czeka mnie mała przeprawa przez małą rzeczkę (strumyk). Jakby było bardziej sucho to może bym przeszedł po nim. Co byłoby bardziej pewniejsze niż ten dziwnej konstrukcji most, który nie wzbudzał zaufania ale jakoś się przez niego przebiłem. I wkrótce wyjechałem na drodze, która obecnie ma oznakowane DW112. udałem się nią do wsi Kikorze a z niej skręciłem na Osinę. Jak mnie tu dawno nie było! W tym miesiącu byłem u kuzynki, która z Goleniowa przeprowadziła się do Burowa. Jechałem do niej właśnie przez Kikorze i Olchowo. I ten wyjazd z dnia: 04.07.2026 r. Stał się wielką inspiracją do ponownego odwiedzenia tych stron! Niegdyś (w latach 2013-2020) często tutaj podróżowałem. No tak do 2019 - bo jeszcze nie było pełnej e-ski. A więc jeździło się po tych wiochach. Jeździłem na studia. Do pierwszej pracy. Więc były mi to bliskie strony - ALE - rowerowo nie koniecznie. Myślałem, że bardziej ale jednak nie! Bo w samej Osinie byłem tylko dwukrotnie: 15 tyś Aurelio - "200 km". Trasa z 23.08.2018. Jedna z moich najdłuższych. I do obecnych czasów "najdalsza" -> bo minęło od niej: 1542 trasy na których przejechałem: 54 36 km i spędziłem: 3476:51:42 godzin. To była trasa z przed: 2884 dni. Podana statystyka jest oczywiście bez dzisiejszej trasy. No ale robi wrażenie prawda? Prawie 8 lat. Zaś kolejne odwiedziny Osiny (ostatnie bez dzisiejszego dnia) były co prawda bliższe ale w dzisiejszej perspektywie i tak dalekie: "25 000" Aurelio !. Trasa z 19.04.2020 r. To w sumie moje najlepsze rowerowo lata (2020 - 2021). Takie piękne czasy (rowerowo) już się nie powtórzą. Co nie oznacza, że rzeczywistość wcale musi być piękna..
Może to kwestia perspektywy? No cóż - od ostatnich odwiedzin zarówno Burowa - do których dziś udało mi się dojechać - a także Osiny minęło tylko: 2273 dni. No to nie jest prawie 3000 dni jakie minęły od pierwszych odwiedzin Osiny na rowerze.. Inaczej sprawa się ma jeśli chodzi o przejazd przez Kikorze. Jednak przez tą wieś się przejeżdżało bo była w ciągu ówczesnej drogi DK6 a obecnej DW112. A, że często podróżowałem na Szczecin (najczęściej busami Bart-Wala) rzadziej samochodem czy autobusem (PKS GRYFICE) - to siłą rzeczy przejeżdżało się przez Kikorze. W pojedynczych sytuacjach robiłem również trasę rowerem w te rejony (np. w ramach tras śledzenia postępów przy budowie drogi S6). Albo w ramach projektu: "powrotu czas". Wszystkich linków nie wypiszę. Bo odwiedzin Kikorza było! Ale podam daty! Jak ktoś jest zainteresowany konkretnymi wpisami to sobie na pewno je odnajdzie! :-) Odwiedziny / a ściślej przejazd przez Kikorze: 19.05.2017, 24.09.2017, 24.09.2017, 03.05.2018, 03.05.2018, 23.07.2018,15.08.2018,23.08.2018,05.11.2018,10.11.2018,14.02.2019,17.02.2019,19.07.2019,14.08.2019,06.09.2019,06.01.2020. Dam jednak pierwszy przejazd (19.05.2017) i ostatni (06.01.2020): Goleniów z 19.05.2017 r. i ostatni: Trasa na Szczecin. Myślę, że będę częściej tu jeździł. Szczególnie, że odnajduję sobie radość w jeżdżeniu po nowych stronach i spędzaniu czasu z Aurelią. Wkrótce rozpocznę urlop. I może tak go spędzę - a przynajmniej jakąś część.. Na zwiedzaniu okolic Goleniowa i Nowogardu. Bo wciąż jest tu do odkrycia sporo dróg i miejsc! I te ślady się trochę zapełnią. A póki mi się chce - to czemu nie. A szczególnie, że to blisko. A to zawsze jakaś przygoda! Po latach (po 2273 dniach) na nowo odwiedzałem Osinę. Wjechałem do niej jak człowiek przez Kikorze - drogą. W samej Osinie odbiłem na Krzywice. Ta wieś zapadła mi w pamięci od trasy z 23.08.2018 r. Od tamtego dnia chciałem na nowo odwiedzić tą wieś, tą drogę z niej (albo do niej). Ja akurat wracałem przez Krzywice na Osinę (w 2018 r.) dla jasności. Bo dziś jechałem.. Dziś późno wyjechałem. Po powrocie ze szkoły - w wakacje tradycyjnie po godzinie 12 - ogarnąłem obiad. I była właśnie zmiana koła w Aurelii. Myślę, że coś przy zakładaniu opony poszło nie tak. Bo to, że sama opona jest zjechana to jedno. No ale drugie, że w dziwnych okolicznościach poszła dętka. Jeszcze nie teraz. Wkrótce pójdzie. Ale i tak jest już późno. Nim dojeżdżam do Krzywic to trochę przeprawy przez lasy mi zajęły. A teraz wcale nie będzie łatwiej bo z Krzywic wybieram się takimi polnymi bardzo zajechanymi drogami. Jak nie pełne kamieni po szutrze.. To pełne piachu. I ciężko się przebić przez miejscowości takie jak: Kałużna. Z Kałużna wybieram się przepiękną malowniczą drogą.. Dookoła stoją złote łany zbóż. W tym pełnym słońcu.. Wszystko wypełnia piach po którym nie idzie jechać. Mam wrażenie, że ta Kałużna to jakaś opuszczona wieś. Tu nawet normalnej drogi nie ma. I nic się nie dzieje. Mijam te miejsce i zbliżam się ku cywilizacji czyli wsi Przypólsko. No ale nim tam docieram to gdzieś tak z 2 km spaceru zaliczam... W palącym słońcu, w tym kurzu. Za to widoki.. Przepiękne! Z Przypólska do Burowa już blisko - kolejne 2 km. Problem w tym, że ucieka mi czas. No ale jadę! Mijam Burowo. I mam już odbijać na Maciejewo. Byłem tam kiedyś ale najwidoczniej autem. Rowerem nigdy. I dziś do rzeczonego Maciejewa nie dojechałem. Początkowo odbiłem nie w tą drogę co trzeba - czyli pojechałbym na Mosty - Goleniów. Znaną drogą :) Przy moich pierwszych odwiedzinach Burowa pojechałem właśnie na Goleniów. Dziś miałem w planach odbić na Maciejewo. No ale niestety. Coś tak poczułem, że miękko mi się jedzie. I prawie, że natychmiast zeszło mi powietrze. Po przejechaniu w dniu dzisiejszym dokładnie: 25.72 km. Minęła już godzina 19. Była dokładnie 19:11. Powinienem jechać dalej! Do Maciejewa. Z niego wracać do drogi DW113. Wrócić na Maszewo a z Maszewa przez Wisławie - Godowo do Redła. A jak dalej? Nie miałem pomysłu. Choć dzisiaj w Burowie z racji tego, że było po 19. Chodziła mi jedna słuszna myśl po głowie: jak najszybciej. I bez kombinowania po dziwnych drogach. To pewnie bym pojechał na Wyszomierz a z niego na Osinę i wrócił do Nowogardu. No ale niestety.. Nie było mi pisane. Utknąłem tutaj na dłużej. Nim przyjechał serwis naprawczy. :) Dobrze, że miałem dętkę. Przynajmniej mogłem stąd wrócić na kołach. No ale nim była wymieniona dętka to i tak poszła próba "do pompowania opony". Próba która i tak z góry była skazana na porażkę. To nie wiem po co w ogóle była wykonywana. Po tej nieudanej próbie mój licznik przejechanych km wzrósł do 26.26 km. I to będzie ostateczny koniec tej dętki (ale nie opony). Bo na oponie wracam. A jutro będzie trzeba będzie ją zmienić. Po zdjęciu koła widziałem jak jest zjechana. Nie spodziewałem się, że aż tak.. No ta opona już długo nie pojeździ. No ja dawałbym jej z gdzieś 500 km jeszcze.. Jest tak łysa. Do jeździć? Można. Ale nie w środku sezonu. Gdyby była to zima.. To inaczej. No ale niestety. Środek sezonu. Ja mam plany do wyjeżdżania! A co najgorsze - albo i najlepsze zależy jak na to spojrzeć: znowu mi się chce jeździć! A więc skoro znowu mi się chce - to nie pozostaje mi nic innego jak jeździć. A więc naprawa poszła.. Po naprawie ruszyłem w dalszą drogę. Tyle, że była to już godzina 20:46. Do przejechania miałem 23 km. Wracałem przez Osinę na Kikorze - Olchowowo i do Nowogardu. Szybko mi poszedł powrót.. Bo już pod autem byłem o godzinie: 21:47. Byłbym szybciej ale pod Gardną gdy już wjeżdżałem na ścieżkę rowerową do Nowogardu zrobiłem sobie mały postój. A więc osiągnąłem śr. prędkość >23 km/h. No ale ważne, że opona dała radę. Ojciec jechał za mną aż do Osiny. W sumie jeśli opona przetrwała do Osiny - ten odcinek ok. 4 km.. To liczyłem na to, że przetrwa do końca trasy. I tak się stało. Przetrwała. Dzisiejsza trasa nie była taka jak chciałem aby była. Nie zwiedziłem i nie zobaczyłem tyle co chciałem.. No trudno.. Jeszcze się nie mniej wybiorę: zarówno tutaj jak i pod okolice Nowogardu. Mam jeszcze do przejechania nie jedną drogę!.. A kończąc dzisiejszy wpis. Jeszcze jedna ciekawostka - do dziś od ostatnich deszczy minęło 8 dni. Dziś ten cykl "bez deszczu" się kończy. Niestety. Trochę pokropiło dzisiaj ale w kolejne dni, w tym przez cały weekend ma mocno padać. A więc wszelkiej maści robactwo na nowo będzie się mnożyć w dużych ilościach.. I znowu zmiany w pogodzie. Znowu chłodniej. Gdzie te lato?! To cholera lipiec. Powinno być ciepło. A tym czasem znowu będą dni, że temp. ledwo przekroczy 20^c..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)