Trasa z dnia dzisiejszego następuje po ponownym zaostrzeniu się mojej jednostki chorobowej. Po ostatniej trasie, jaka wypadała jeszcze w Październiku: Trasa Makowice-Słudwia: Rury. Ponownie zacząłem z każdym dniem czuć się coraz gorzej. Dopiero w ostatnie dni, kończącego się tygodnia przyszła oczekiwana poprawa. Do czasu. Poranek przyniósł ponowny nawrót kaszlu i ogólne bardzo złe samopoczucie. Towarzyszy temu uczucie nieustannego zmęczenia. Dni mijają mi tak, w sumie nie wiem jak to ująć - no tak jakby ich nie było. Nie wiadomo kiedy. A jeszcze te majstrowanie przy czasie. Mieli już odejść od tej parodii. A tym czasem na nowo się ona dzieje. Wraca się z pracy, ja to akurat ze szkoły. Zdążę czy nie zdążę obiad zjeść i już ciemno za oknem. Tak smutno. Taka depresyjna ta jesień. Bardziej niż inne mnie dobija. A to pewnie za sprawą tego przerwanego marzenia o zrobienie kilometrów z Aurelią. Jeszcze do Października wszystko tak dobrze szło. Nadzieja żyła we mnie. A potem nagle bum - po trasie: Trasa 50-tka:
"nieprzerwana przerwą". Wszystko się zmieniło. Ta zła sytuacja trwa już prawie miesiąc czasu! Nie wiedzieć kiedy, nagle tracę miesiąc z życia. A w ogóle nie oznacza to, że wykorzystuję czas na np. nadrobienie innych zaległości i innych zajęć, którymi się do tej pory nie zajmowałem, czy mam to trochę zaniedbane jak np. utrzymanie porządków w strukturze katalogowej moich danych na dyskach. Projekt "StanPlików2021" będzie pierwszym od lat dużym wyzwaniem. I trzeba do niego na dniach na spokojnie przysiąść i w końcu zacząć ogarniać. Bo prawda jest taka, że nie mam po katalogowanych zdjęć i filmów z telefonu praktycznie od początku 2021 r. Katalogowanie zdjęć z aparatu Sony DSC HX350 - utknęło w pewnym momencie w martwym punkcie. Nic się tam nie dzieje. W innych projektach jak pisana moja książka, na którą pomysł narodził się jeszcze w 2020 r: Kołobrzeg - Ustronie Morskie. Też utknął w martwym punkcie. Problem stanowią również bieżące projekty jak raport CitroenC3. Również od początku roku praktycznie nie uzupełniany. Minął miesiąc w tej niemocy, w której dosłownie kilka razy wyrwałem się na rower. Ale ten powrót na nowo został przerwany. Po tej przerwie znów wracam dziś. Znów z nadzieją, że na stałe podniosę się po tych porażkach. Bo nie wiem jak ten stan rzeczy miałby dłużej trwać. Jestem taki nie do życia, przybity z każdym dniem. Nie ma dnia bym nie myślał o śmierci. Nie ma dnia abym nie pragnął tego aby śmierć mnie zabrała stąd :( Z tego ludzkiego padołu niemocy, w którym dogorywam z oczekiwaniem na koniec. Trudno nazwać to życiem. Brak pasji. I nadziei. Wszystko nagle, z dnia na dzień się sypie. I nie pozostaje człowiekowi już dosłownie nic.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 935
Trasa nr [łączna]: 1016
Trasa nr [na blogu]: 930
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 190
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1006 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 920 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3706.57 km
Stan Licznika Końcowy: 3718.41 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3718.78 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16329 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 16341 km
Maksymalna prędkość: 29.1 km/h
Przejechałem: 11.84 km
Przejechałem [msc]: 11.84 km
Przebieg roweru [rok]: 8399.59 km
Przebieg roweru [suma]: 40410.95 km
Przejechalem w 2021: 8399.59 km
Podroż dookoła świata (2021) 20.999 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 101.0274 [%] km
Czas jazdy: 00:42:15 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2543:23:40 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2319:57:32 h
Czas Jazdy Suma (2021): 519:23:52 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 00:42:15 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 00:42:15 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:44:01 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:52 h
Średnia: 16.91 km/h
Dzisiejsza trasa przebiegła spokojnie. Po niej czułem się trochę lepiej. Choć nic nie zrekompensuje mi straconego czasu :( Nic nie zastąpi tego co było, i bezpowrotnie minęło. Na nowe szanse aby się odbić, będę musiał czekać kolejny rok. Dla mnie rok 2021 r. jest już zamknięty. Jego środek był naprawdę fajny. Początek ze względu na atak zimy nie za bardzo. Końcówka roku ze względu na rozchorowanie się też nie za bardzo. I tak mijają się wszystkie tematy które podejmowałem wcześniej. Choćby te cholerne wzrosty cen paliwa, które są coraz bliższe historycznym wartościom 6 zł/L. Nie wiele brakuje! Aktualnie obydwie stacje cepeen w Płotach podniosły ceny z 5,98 zł/L do 5,99 zł/L. I dotyczy to zarówno 95 jak i ON. Co ciekawe - ceny są znacznie wyższe w oddalonych o 10 km Gryficach. Tam na stacjach straszą ceny rzędu 6,22 zł. To jednak spora różnica 23 gr na 1L. A skoro niektóre stacje się tak mocno wybiły, tylko czekać kiedy w moich stronach również takie ceny zagoszczą i będzie można śmiało powiedzieć, że nie ma tańszej stacji niż za 6 zł. Na razie, dzisiaj nie skupiałem się nad niczym ani nad tymi cenami paliw, ani innymi już straconymi tematami. To przecież nie ma większego sensu. Najważniejsze jest to aby pomimo zaawansowanej jesieni w jakiej się znajdujemy wraz z jej wszystkimi problemami - niskie temp. depresyjne stany, deszcze - wrócić już na dobre do mojego rowerowania. To co utraciłem już tego nie odzyskam. Lecz nic nie stoi na przeszkodzie aby mimo wszystko walczyć do ostatniego dnia w tym roku. W końcu wraz z nastaniem nowego roku (2022 r.), wraz z pierwszą jazdą w 2022 r. , zacznie się nowa historia i nowa walka. Obecna dobiega końca. Nie odchodzę jednak z tej walki jako przegrany. Przecież to mój drugi co do ilości przejechanych kilometrów rekord. W skali moich wszystkich rowerowych lat, a w szczególności lat w których znam się z Aurelią. Więc jaka czeka mnie przyszłość czy w kończącym się 2021 r, czy nadchodzącym 2022 r., mogę być pewny co do tego, że wiary i zaangażowania mi nie zabraknie. Pewnych celów, pewnych tras nie udało mi się osiągnąć w tym roku. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby zawalczyć o nie wraz z nadchodzącym 2022 r. Może będą jeszcze szczęśliwe dni, w tym smutnym życiu w którym jak w więzieniu trwam.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)