Trasa z dnia dzisiejszego jest moją kolejną trasą do pracy, i z pracy. Jest także kolejną w tym tygodniu trasą, po której następuje jeszcze jedna trasa.. Trochę się pozmieniało od środy (ZS: Szlaki Niebuszewa) względem planów w moim życiu. I nie jest to komfortowe. Wręcz przeciwnie. Bardzo dołujące, przybijające wręcz. Bardzo mi smutno z powodu tego, że mój wyjazd do Berlina się nie uda. Otóż, akurat kurwa teraz pierdolone nazistowskie skurwysyny - muszą remontować tory z Berlina do Eberswalde. Związku z czym nie będzie możliwe aby z Berlina wrócić pociągiem z rowerem do Szczecina jak planowałem w tym roku. W zeszłym roku dałem radę zrobić taką trasę: Eberswalde-Berlin-Eberswalde. Ale w zeszłym roku miałem lepszą formę niż w tym roku, gdzie mi ta forma trochę opadła. I było to jednak duże wyzwanie, w szczególności w ostatnich kilometrach. W tym roku obawiam się, że nie dałbym rady zrobić 140 km. Może do 100 km bym się skusił. Ale na 140 nie bardzo. Więc Berlin odpada.. Co mnie bardzo smuci. Bardziej smuci, aniżeli złości. Po prostu nic mi w tym roku nie idzie. Jeszcze od nie dawna pracuję, zmienia się perspektywa w moim życiu, co jest dla mnie dość męczące i dołujące. To jeszcze plany rowerowe idą.. Jeszcze te rzadsze odwiedzanie rodzinnych stron.. dobijające takie.. i ten Berlin. Wiedziałem, że się nie uda z Berlinem już wczoraj (30.05) i to głównie wczoraj najwięcej przeżywałem tą wieść. Od wczoraj toczyła się także moja wewnętrzna walka co do tego co dzisiaj zrobić. Czy jechać do pracy rowerem, co robić po pracy. Ostatecznie postanowiłem jechać do pracy rowerem i po pracy pojechać na ten rajd po Puszcza Wkrzańskiej..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 417
Trasa nr [łączna]: 500
Trasa nr [na blogu]: 414
W tym tygodniu: 6
W tym miesiacu: 20
W tym roku: 74
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 494 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 408 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 6 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 57.48 km
Stan Licznika Końcowy: 63.42 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11501 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11507 km
Maksymalna prędkość: 36.4 km/h
Przejechałem: 5.94 km
Przejechałem [msc]: 357.16 km
Przebieg roweru [rok]: 2070.97 km
Przebieg roweru [suma]: 19166.48 km
Przejechalem w 2019: 2018.49 km
Podroż dookoła świata (2019) 5.0462 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 47.9162 [%] km
Czas jazdy: 00:27:22 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1211:06:03 h
Czas Jazdy Suma (blog): 987:39:55 h
Czas Jazdy Suma (2019): 131:22:49 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 23:21:58 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:10:06 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:31 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:46 h
Średnia: 13.2 km/h
Dzisiejsza trasa pracy nie jest niczym nowym. Żadnym nowym objawianiem ani niczym takim. Normalny dzień po dniu, gdzie jak zwykle mam poranny problem z wyjazdem a potem gonię po trasie, tracę sporo czasu na dwóch skrzyżowaniach - na Placu Kościuszki i Bramie Portowej. Wzdłuż krajowej 10-tki przy Placu Żołnierza Polskiego mam codzienny problem wbić się ze ścieżki rowerowej na lewoskręt do ul. Matejki, z której zaraz odbijam na Małopolską i już jestem w miejscu wykonywania pracy. Można rzec dzień jak co dzień. Ostatnie takie trasy pracy dość intensywnie przygotowują mnie do szybszych rowerowych rajdów, gdyż zwykle na takich trasach, przeważają u mnie prędkości rzędów 20+ km/h, czy nawet 30+ km/h. Dzisiaj było nie inaczej. Choć to już rutyna, dzień po dniu, lawirowanie między autami byle zdążyć, byle zdążyć.. Męcząca rutyna życia w mieście, do której pewnie nigdy nie przywyknę. Ta rutyna jednak mnie tak bardzo nie przeraża jak to, jak szybko mijają dni. Przecież wciąż pamiętam mój wpis: Szczeciński miejski wojaż:"Trasa po pracy", i przerażanie mnie ogarnia gdy sobie pomyślę, że to już prawie miesiąc czasu minął od tego wydarzenia.. Naprawdę niewiarygodne jak ten czas zapierdala. I cóż, kolejny dzień w pracy minął. Kolejna trasa po pracy, którą robiłem przez Starówkę w Starym Mieście. Wtedy sobie tak myślę, jakby to było fajnie znów mieszkać na ul. Podgórnej. I mieć tak blisko do pracy. Nie musiałbym codziennie uczestniczyć w problemach z przejazdem, które zaczynają się od Bramy Portowej, trwają przez całą ul. Krzywoustego do Placu Kościuszki, gdzie odbijam na ul. Sikorskiego i wreszcie jestem. Aż się tak zastawiam co jest w sumie gorsze, dojeżdżać przepełnionymi tramwajami, które stoją w tych korkach na ul. Krzywoustego czy dojeżdżać rowerem, co jest również niebezpieczne i co najmniej nie miłe.. jak muszę się przedzierać między autami, wyprzedzać torowiskiem czy nawet pod prąd.. Eh. A kierowcy są różni, nie każdy puści rower czy motor. I będzie jeszcze utrudniał przejazd.. Gdyby tego było to jeszcze te cholerne tramwaje. I prawdziwe eldorado przetrwania, które jest coraz bardziej męczące.. No cóż, mogę powiedzieć tyle.. Dziś znów udało mi się pokonać trasę pracy i przeżyć. Pytanie jak długo będę miał takie szczęście w przepełnionych autami ulicach, w rozrastającym się w szalonym tempie mieście, i coraz bardziej ciasnych ulicach, i zażenowanych życiem codziennym mieszkańców tej metropolii.. To się naprawdę czuje i widzi, jacy ludzie tu są, nerwowi, nieprzyjemni, niewyrozumiali.. Coś strasznego co miasto robi z ludźmi.. Tym czasem nie interesuję się szerzej tym problemem. Tym czasem szykuję się do zaplanowanego mojego drugiego wyjazdu w dniu dzisiejszym! Puszczo Wkrzańska - NADCHODZĘ! :) Chociaż takie małe pocieszenie, za stracone nadzieje związane z wyjazdem na Berlin w tym roku.. chociaż takie małe pocieszenie... i jeszcze sobie tak będę wmawiał, aż poczuję się lepiej..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)