W dniu dzisiejszym tradycyjna trasa, co może być tradycją tego 2017 r. Częste jeżdżenie na Makowice, na lotnisko Makowice. Nie inaczej było dziś. Dziś jechałem tam z kolegą. Dzisiaj względem wczorajszego dnia jest tylko problem z pogodą - jest o wiele gorzej. Zrobiło się zimno, chłodno. Trochę pada. To już nie jest taka fajna wiosna jaka była wczoraj gdy się fajnie jeździło. Dzisiaj jest o wiele gorzej - nie chciałem jednak tak myśleć i normalnie na trasę nie ubierałem się jakoś specjalnie - co prawda zabrałem bluzę ze sobą i długie spodnie. A tak to ubrałem się na początku jak wczoraj (01.04) - krótka koszulka na krótki rękaw, i krótkie spodenki. Bluzę jednak założyłem dość szybko a spodnie o wiele później gdy było już późne popołudnie i całkiem się zimno zrobiło. Na trasę wybrałem się ok. godziny 14. Udałem się przez całą mieścinę i pojechałem w stronę Reska drogą nr 152. Do samego Reska nie jechałem - postój zrobiłem na skrzyżowaniu Słudwia - Czarne. Gdzie poczekałem jeszcze chwilę na kolegę który niedługo później się tu zjawił. I właśnie zdążyłem tu dojechać, to od razu naciągnąłem bluzę - bo jednak dzisiaj jeździć w samej koszulce to za zimno. I w drogę! Przez Czarne na same lotnisko, tam trochę na lotnisku pojeździć, to tu to tam - a czas mija nie wiadomo kiedy. Szybko zleciało te kręcenie się po lotnisku i przyszedł czas powrotu. Powrót również przez wieś Czarne do tego samego miejsca - na skrzyżowanie z Czarne. I dopiero teraz na powrocie jakieś 3h później naciągnąłem długie spodnie :) Idzie wieczór i idzie ochłodzenie. Tutaj się z kolegą rozstałem i już nie wracałem do siebie tą samą droga którą przyjechałem (152) postanowiłem wrócić przez Słudwia i pojechałem prosto przez tutejsze wsie - i jakoś szybko dojechało się do Słudwi a z nich wyjechałem już na drogę 6 i wróciłem do domu. Dzisiaj się na wieczór dość chłodno zrobiło - no ale nie ważne. Jeszcze tym zabiegiem kilka dodatkowych km. zrobiłem. Jedyne co mogło mi przeszkadzać to, że to co się w rowerze chrzani to się nadal chrzani. No ale tym się zajmę już w przyszłym tygodniu po 04.04. Właśnie 04.04 mam obronę na Inżyniera ! To już niedługo za 2 dni. Też z tej racji nie chciałem dzisiaj za dużo czasu spędzać na dworze - miałem jeszcze parę innych spraw do zrobienia.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 89
Trasa nr [łączna]: 174
Trasa nr [na blogu]: 88
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 24
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 171 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 85 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 637.04 km
Stan Licznika Końcowy: 663.77 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 38 km/h
Przejechałem: 26.73 km
Przejechałem [msc]: 40.69 km
Przebieg roweru [rok]: 525.23 km
Przebieg roweru [suma]: 6391.85 km
Przejechalem w 2017: 525.23 km
Podroż dookoła świata (2017) 1.3131 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 15.9796 [%] km
Czas jazdy: 02:25:12 h
Czas Jazdy Suma (ever): 401:06:41 h
Czas Jazdy Suma (blog): 177:40:33 h
Czas Jazdy Suma (2017): 42:01:37 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 03:31:51 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:45:56 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:45:04 h
Średni czas jazdy do tej pory: 01:59:47 h
Średnia: 11.06 km/h
Dzisiejsza trasa chodź krótka była fajna ;) Jakaś inna forma spędzania czasu niż taka jaką mam po 31.03 gdy skończyły się moje 5 dni robienia za kierowcę gdzie jeszcze piątkowy dzień okazał się dość fatalny. Zatrzymała mnie drogówka, do stanu technicznego pojazdu się przyczepili, o mało co nie zapłaciłbym dwóch mandatów - więc kiepsko. To w sumie przełożyło się na to, że już tego cholernego piątku 31.03 nie chciało mi się iść na rower chodź miałem takie plany i poszedłem w sobotę (01.04). Cały weekend miałem zawalony nadrabianiem trochę pracy i odreagowaniem ciężkiego tygodnia - gdzie mało spania, codziennie przymusowo po 5 wstałem a już 7:10 wychodziłem z mieszkania i szedłem na pociąg i tak różnie wracałem zwykle po 13 lub po 14. Ale ile już tego dnia mi do wieczora zostawało - no za wiele nie zostawało i tak cienko to wyglądało. Na szczęście już się skończyło. W większym stopniu samochód przetrwał, wciąż żyje nie zdechł do końca. Chodź wiadomo jak to jest z samochodami 20+ lat. Sypie się wszystko i nie wiadomo co się nagle stanie. Także podobnie jest z rowerem. Póki nowy był to działał teraz jest coś z nim nie tak. I mój plan to wymienić w nim wszystko: piastę, kasetę, łańcuch oraz kolbę. Trochę to będzie kosztowało w sumie (ok. 250 zł) za same części i pewnie z drugie tyle za robociznę, ale już przynajmniej będzie pewność, że będzie wszystko OK na jakiś czas, bo nie może być tak jak dzisiaj, że większość trasy dokuczało mi to uczucie osiadania się roweru na tylnym kole jakbym miał mało powietrza a tak nie jest bo mam napompowane 5 [atm] więc powinno być ok. Tam się musiała najprawdopodobniej piasta popsuć no bo co innego - nie wiem co by mogło być innego. No na razie nie ważne! Teraz priorytetem jest przygotowanie się do obrony pracy dyplomowej - tam samej obrony pracy dyplomowej nie będę miał, ale egzamin inżynierski już tak. Więc dziś jak dziś ale już jutro ... to będzie ostateczny czas się przygotować.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)