Trasa z dnia dzisiejszego jest takim "po chorobowym" wyjazdem. W sumie, w okresie "choroby" z nadzieją, że przejdzie, odpuści robiłem trasę z początku października: Makowice: chory czy nie?. Okres początkowo jesienny ewidentnie mi w tym roku nie służy bo ładnie mnie rozwaliło... I tyle straconego czasu. W zasadzie do weekendu nie byłem wstanie się niczym zająć - chodziłem co prawda do szkoły ale i tak byłem tam emocjonalnie słabo obecny. Byłem bo byłem. Wracałem to padałem. Tak się źle czułem szczególnie w pierwszych dniach, które przyszły po pełnej nadziei trasie: Trasa Makowice-Słudwia. I w sumie fajnie spędzonej w drugiej części dnia. Z tymże to już po trasie dopadł mnie silny kaszel. Nie ustępował. I do wieczora czułem się fatalnie. Na tyle fatalnie włącznie z nocą z 8.10/9.10, że w dniu 9.10 poszedłem do lekarza. Kolejne dni były ciężkie... Potem trochę odpuściło ale i tak było mi ciężko na czymkolwiek się skupić i czymkolwiek się zająć. Więc czas bez roweru przebimbałem. A mogłem robić chociaż po trochu coś mało wymagającego jak katalogować zdjęcia, których miałem i mam do katalogowania co niemiera... Jak dobrze pójdzie to na dniach to ogarnę... Szczególnie zdjęć z nowego telefonu (Sony Xperia 1 V). No ale nie, nie robiłem tego. Wmówiłem sobie, że najpierw pilniejsze sprawy jak zaległości na blogu, nie zrobiony od sierpnia 2023 r. raport Citroena C3... I dopiero potem inne zajęcia. Mogłem podciągnąć jedne zajęcia a w zasadzie do soboty (14.10) nie robiłem nic bo i nic nie byłem wstanie robić. Całe dnie a wieczory to już masakrycznie się źle czułem. Teraz jest już znacznie lepiej. I taka przerwa od roweru, od Aurelii... Brakuje mi jej... Brakowało mi Aurelii do tego stopnia, że nawet dwukrotnie (przynajmniej tyle pamiętam) śniła mi się... I to w za każdym razem w nieprzyjemnych okolicznościach (jak nie została ograbiona i zniszczona) to została skradziona... :( Dzisiaj może i bym przetrwał bez Aurelii a może i nie, jednak tak się złożyło, że chwila na to wciągu tego zmiennego w pogodzie dnia się znalazła... Więc pojechałem. Chociaż ten kawałek - nic ambitnego. No ale chociaż tyle... Aby na nowo się wdrożyć w te jeżdżenia. Zawsze się tego obawiam tego ponownego wdrażania się. To zwykle trwa szybko kilka tras i jest ok... Jednak z psychologicznego punktu widzenia to zawsze stanowi dla mnie problem. Przełamać się i działać... No ale za każdym razem do tej pory dawałem radę i tym razem muszę...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1319
Trasa nr [łączna]: 1398
Trasa nr [na blogu]: 1312
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 152
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1386 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1300 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 18239.3 km
Stan Licznika Końcowy: 18251.11 km
Stan Licznika Końcowy2*: 18131.71 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 30716 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 30728 km
Maksymalna prędkość: 29 km/h
Przejechałem: 11.81 km
Przejechałem [msc]: 97.21 km
Przebieg roweru [rok]: 5896.55 km
Przebieg roweru [suma]: 54950.8 km
Przejechalem w 2023: 5896.55 km
Podroż dookoła świata (2023) 14.7414 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 137.377 [%] km
Czas jazdy: 00:41:52 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3502:48:17 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3279:22:09 h
Czas Jazdy Suma (2023): 394:40:21 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 06:08:29 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:13:42 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:48 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:11 h
Średnia: 17.28 km/h
Dzisiejsza trasa to taka krótka jak już było wspominane po choroba trasa... Trzeba na nowo się wdrożyć w te jeżdżenie nim zapomnę jak to jest jeździć... :( A tego się zawsze jak już wspominałem obawiam. Tego powrotu, jak to będzie, że wrócę, znowu będę regularnie jeździł... W tym roku jeszcze mam jeden problem - muszę a tego się też obawiałem, że tak będzie... Muszę zmienić plany co do trasy "55k km z Aurelią". Na Kaszuby już nie pojadę. Tak szybko z dnia na dzień nie będę się czuł na to na siłach a to perspektywa najbliższych kilometrów. A do tego pogoda tak nie pewna. Dni tak krótkie... Dzisiaj to prawie się na zachód słońca łapałem po tym powrocie! No pominę fakt, że trochę się chmur na niebie zbierało to tego zachodu mogło nie widać... No ale ten następował już o godzinie 18:01. Bardzo krótkie te dni... No ale za co by nie mówić było ładnie. Coraz więcej kolorowych barw na drzewach. I jest jeszcze jedno wydarzenie, o którym nie mogłem wspomnieć bo nie jeździłem i umknęło mi! To 5 lat przedniej opony w Aurelii co miało miejsce 11 października 2023 r. Tego dnia nie było trasy :( Najbliższa jest dziś to i dziś wspominam! O urodzinach w sumie zapomniałem a to ważny czas. Żadna opona w Aurelii nie wytrzymała mi tak długo i te 5 lat to również sporo kilometrów przejechanych bo to aż: 38 862 km włącznie z dzisiejszą skromną trasą nie całych 12 km jakby w wyniku prawie 40k km te 12 km miało jakieś znaczenie. Nie dość, że zrobiłem prawie 40k km na tej oponie to zrobiłem to w pokaźnej ilości tras: 1307 tras. Gdyby nie okresy chorobowe to pewnie byłoby więcej. No i nie chodzi mi to, że przez ostatni tydzień nie jeździłem. Na przestrzeni tych 5 lat często bywałem chory i przez to nie jeździłem a gdy wracałem to nie wracałem z pełną mocą... Gdyby ktoś chciał przejrzeć tą historię, to można od wpisu: Makowice po dzisiejszy. Wiecie co? Nasuwa mi się jeszcze jedna refleksja odnośnie tych minionych na przestrzeni w zasadzie ponad 5 lat (kalendarzowo) wpisów. To było 11 października, dziś mamy 16 października. A więc 5 lat temu 5 dni wcześniej panowała większa jesień niż w tym roku. Liście były już bardziej kolorowe... A teraz? Teraz nie jest tak ładnie to pewnie kwestia jeszcze kilku dni jak więcej liści nabierze kolorów i znów nadejdzie piękna jesień. No dobrze... 5 lat opony minęło, tak się stało no co zrobić - ale nie minie za to 40k km na oponie! :) O tym pamiętam i ustaleniach jakie miałem - czyli symboliczny przejazd najczęściej pokonywanymi drogami, które utworzą taki symboliczny "plusik" albo "gwiazdkę" jeśli zdecyduję się na odnogi. Te najczęściej to oczywiście: Płoty - Golczewo, Płoty - Resko oraz Gryfice i Modlimowo. A te odnogi to choćby droga na Makowice :) Od pogody w sumie i moich możliwości zależy czy na te warianty poboczne się zdecyduję. W końcu te trasy odbędą się nie szybciej jak dopiero gdzieś w listopadzie... A tym czasem piękna częściowo słoneczna trasa z dzisiejszego dnia dobiegła końca. Fajnie tak wrócić. Choć myślę, że najfajniej by było w ogóle nie chorować aby takie okresy "bez roweru" się nie zdarzały...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)