Dzisiejsza trasa, w zasadzie dzisiejszy dzień jest kolejnym drugim w tym roku, a jak liczymy to tak mocno pesymistycznie jak ja, to kolejnym kolejnym powrotem z chorobowego amoku. Chociaż ta styczniowa przerwa w jeżdżeniu (prawie tydzień), nie była taka stricte zdrowotna. Chociaż nie czułem się na siłach aby po ekstrakcji zatrzymanego stałego zęba, sobie śmigać. Więc miałem kilka dni przerwy od jeżdżenia: Powrót z rurami. Po tej przerwie po dosłownie paru trasach znów podupadłem na zdrowiu. Ciężko powiedzieć, że miało to związek z trasą: Trasa 20-stka:
"Pogodowe apogeum". Chociaż to tak może wyglądać. Nie jeździłem po tym wydarzeniu już wcale. A jeszcze parę dni nie czułem się źle. Tylko ciągle coś mi w tej pogodzie nie pasowało abym mógł jeździć. Jak nie śniegu to bardzo deszczowo. W zasadzie nie było dnia aby nie było ulewnych deszczy. Do tego niska temp. I jak na ironię obawiałem się tego, że ja z moim szczęściem i słabą odpornością zaraz coś załapię. I bez tego załapałem. Prawdopodobnie w szkole od sprzątaczki, co mimo tego, że była bardzo chora to chodziła nadal po szkole. Po kontakcie z nią, trudno w szkole unikać tego kontaktu dopadło i mnie. Pod koniec zeszłego tygodnia (gdzieś tak 03-04.02) zacząłem się gorzej czuć. A na dobre złapało mnie w sobotę (05.02). Kilka następnych dni, było wprost masakryczne. Całodobowa ostra migrena, gorączka, wymioty. Dopiero w połowie tygodnia objawy zaczęły trochę ustępować. A ja oczywiście chory nie byłem! Byłem u rodzinnego lekarza mam zaświadczenie, że jestem zdrowy. Byłem u laryngologa mając podejrzenia, że to coś z zatokami ale nie. Została ta możliwość wykluczona. Także jestem zdrowy. Pewnie ze mnie taki symulant. Pracować mi się nie chce i dlatego. No dobra abstrahując od tego czy byłem symulantem czy nie, dzisiaj czułem się już na tyle dobrze aby móc powrócić z tych wszystkich po chorobowych powrotów: Makowice: Zagrobowy powrót.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 975
Trasa nr [łączna]: 1055
Trasa nr [na blogu]: 969
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 13
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1045 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 959 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 4862.41 km
Stan Licznika Końcowy: 4874.18 km
Stan Licznika Końcowy2*: 4874.55 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 17472 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 17483 km
Maksymalna prędkość: 29.8 km/h
Przejechałem: 11.77 km
Przejechałem [msc]: 11.77 km
Przebieg roweru [rok]: 312.41 km
Przebieg roweru [suma]: 41566.72 km
Przejechalem w 2022: 312.41 km
Podroż dookoła świata (2022) 0.781 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 103.9168 [%] km
Czas jazdy: 00:41:50 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2612:48:47 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2389:22:39 h
Czas Jazdy Suma (2022): 18:28:28 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 00:41:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 00:41:50 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:25:16 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:02 h
Średnia: 17.22 km/h
Trasa na mój powrót, wypadła na te cholerne Makowice bo gdzie indziej miałbym jechać. W sumie skusiła mnie przepiękna pogoda. Słoneczko świeciło. Było w miarę ciepło jak na tę porę roku (dzisiaj maksymalnie +6℃). Choć odczuwalna sporo niższa przez wiatr. Ten w granicach 30 km/h. A wyglądało, że jest tak fajnie bez wietrznie. A to niestety. Wiatr i fakt, że mamy mroźne poranki ochładzał trochę odczuwalną temp. Ja nadal czuję się taki trochę zmęczony, i osłabiony po tej chorobie, w której mogłem się już śmiało z życiem żegnać. W sumie nie byłaby żadna strata dla świata gdyby mnie zabrakło. Pojechałem. Chciałem to pojechałem i tyle w temacie. Najwyżej mnie do grobu z rowerem położą. W żadnym razie nie jest mi po myśli z tym co się dzieje. Końcówka 2021 r. przeleżana w chorobie, początek 2022 r. nie zapowiada się lepiej. Coraz bardziej patrzę w stronę upragnionej wiosny! Wmówiłem to sobie jeszcze w Październiku 2021 r., że na wiosnę wszystko się zmieni. I będzie lepiej. Minie te choróbsko. I będzie lepiej. A może kogoś poznam? Wiosenna miłość <3 W tym celu w końcu piszę swoją powieść: Pewne przygody, pewnego lata. Mam nadzieję promując książkę kogoś poznać, z kim mógłbym dzielić te smutne życie które wiodę. A tym czasem jeśli chodzi o samą dzisiejszą trasę to powiem tylko jedno. Te pijackie kurwy na tych Makowiskach popierdoliło do końca. Cała droga od technikum prawie pod Makowiska pełna szkła, porzuconych po rowach butelek po alkoholu. Co tu się kurwa odpierdalało?! Nie dość, że ta jezdnia zniszczona, dziury same. To jeszcze szkło po pobitych butelkach, które w swym wnętrzu skrywały alkohol. Jebana patologia co tu mieszka! Dla jasności dla tych co nie znają tych stron - Makowiska to te pierwsze zabudowania w stronę Makowic. Mała osadka, dosłownie 4 domki. I każda rodzina to jebani alkoholicy. Każda! No i taka ta była moja powrotna z powrotów trasa. Nic więcej o żadnych nadziejach na przyszłość nie piszę. Jaka będzie przyszłość taka będzie. Nie mamy na to wpływu. Życie mi to dość dobitnie pokazuje. I co mam się niby kurwa cieszyć z każdego przeżytego dnia? Dla mnie może życie nadal trwa, i następują kolejne dni. Jednak trzeba pamiętać, że każdy mijający dzień jest dla niektórych tym ostatnim. Dla tych co właśnie dziś umarli, bądź umrą. I z każdym dniem. A o tym się przecież nie myśli. A powinno. Szczególnie w kontekście tego jaki pozostawimy po sobie świat. Zniszczony chciwością, zbesztany z uczuć. My odejdziemy, umrzemy. Pozostaną jednak ci, dla których życie nadal będzie trwać. Smutne prawda?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)