Dzisiejsza trasa w dzisiejsze późne po południe (jechałem dopiero po godzinie 18) stanowiła w dalszym ciągu krótką przejażdżkę. Mogę powiedzieć, że to taka trasa "przygotowawcza" wobec dłuższego wyjazdu, który miałem robić w dniu dzisiejszym ale przez pogodę nie robię. Przełożyłem to sobie na dzień jutrzejszy tj. 04.07. Mam nadzieję, że pogoda będzie znośna. Bo póki co to się nieustannie przewija ten sam schemat. Kilka dni lepszej pogody - tylko te zmiany zwykle gwałtowne poprzedzone są moimi migrenami lub po prostu tym, że się słabiej czuję. W pogodzie wiele i szybko zmienia. I organizm się buntuje. Pomimo tego, że wskoczył kolejny miesiąc: nie mamy tej stabilizacji. W życiu też ciężko o tą stabilizację. Mija pierwszy tydzień wakacji w szkole. Nie mam za wiele do działania - to co powinienem to w sumie w 90% mam zrobione. Co mam robić przez pozostały czas do urlopu: nie mam pojęcia. Urlop zaplanowałem sobie na 21.07 do 08.08. Na trzy tygodnie (15 dni). Mam nadzieję, że chociaż wtedy pogoda będzie stabilniejsza. I skorzystam z tego czasu - aby faktycznie się zresetować, spędzić miło czas.. Zacząć żyć.. Mimo wzniosłych słów i deklaracji wcale nie wiele się w moim życiu zmienia - na lepsze. Miewam tylko chwilową euforię, gdy jest chwilowo lepiej. A pozostały czas w życiu wypełnia przeciętność. Niestety wciąż sprawdzają się pewne słowa: w życiu piękne są tylko chwile - jak na ironię dziś w radio plus leciała ta piosenka... A radio plus mamy włączone w szkole... No cóż - i kolejny dzień z wiatrem. Wczoraj też wiało: Upalna trasa do Szkoły. Dziś też wieje i to nie jest mały wiatr - porywy przekraczały 50 km/h. Pewnie na wieczór się trochę uspokoiło. Jak mam obstawiać to wciąż jest wysoko okolica 30 km/h. A więc są to silne porywy wiatru. Z rana prócz wiatru jeszcze padało. I jest w ogóle tak mało przyjemnie. Niby lipiec a wcale nie cieszy. Niby ładniejsza pogoda ale wcale nie cieszy. Chyba stan depresyjny u mnie wygrywa. Mamy początek lipca a ja czuję jakby był wrzesień. Koniec wakacji.. Wkrótce koniec lata. I znów jesień. A wraz z nią trudna do zniesienia samotność :( Wracają takie dni i takie myśli. I mimo, że nie chcę.. ale przypomnieć muszę.. Od 2022 r. do lata 2024 r. takich smutków nie miałem. A przynajmniej mniej. Wiadomo. Był to lepszy dla mnie czas.. A teraz znów jestem sam. Pomimo mijającego czasu wciąż żyję w poczuciu nie malejącej winy. Dziś.. Pomimo pogody czuję nadchodzącą jesień. Wkrótce nadejdzie. I znów wiatr. I znów Trasa Makowice_Słudwia. To już 17-sta taka trasa w tym roku. Prawdopodobnie cały 2025 r. będę jeździł takie trasy... I znów wiele myśli. I znów ze względu na kierunek wiatru jechałem wariantem przez Makowice do Słudwii. Często w tym roku robię tą trasę takim właśnie wariantem. Już powoli zapominam jak to jest jeździć przez Słudwia i wracać przez Makowice. A czy to koniec mojego pisania "znów"? Niekoniecznie. Mógłbym jeszcze kilka razy napisać co się "znów" powtarza... Tylko powtarzanie tego co się powtarza niczego w szarej codzienności nie zmieni.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1621
Trasa nr [łączna]: 1698
Trasa nr [na blogu]: 1612
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 86
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1684 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1598 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 26925.2 km
Stan Licznika Końcowy: 26943.77 km
Stan Licznika Końcowy2*: 26750.19 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5333 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5352 km
Maksymalna prędkość: 32.1 km/h
Przejechałem: 18.57 km
Przejechałem [msc]: 44.13 km
Przebieg roweru [rok]: 2210.28 km
Przebieg roweru [suma]: 63643.74 km
Przejechalem w 2025: 2210.28 km
Podroż dookoła świata (2025) 5.5257 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 159.1094 [%] km
Czas jazdy: 01:03:57 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4057:04:44 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3833:38:36 h
Czas Jazdy Suma (2025): 141:36:18 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 02:30:52 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:15:26 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:38:48 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:54 h
Średnia: 17.69 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego wypełniają różne emocje. Akurat dziś smutek. Wspomnienia. Poczucie winy i żalu o to, że mojego życia nie wypełnia pewna osoba, którą tak mocno pokochałem. Popełniam w życiu błędy. Dużo tych błędów popełniam. Dużo popełniłem. I pewnie jeszcze wiele przede mną. Pewnie do końca mych dni przyjdzie mi żyć w tym poczuciu winy. I kolejne trasy. I kolejne setki czy nawet tysiące kilometrów nie zdołają załagodzić tego co było. Chciałbym aby matematyczne podejście mi pomogło. Wiara w liczby coś zmieniła. Zacząłem sobie porównywać jak minął mi np. kwiecień w 2024 r. pod względem km przejechanych rowerem, samochodem oraz pokonanych pieszo - względem obecnego roku. Tą samą analogią sprawdziłem maj i co dopiero miniony czerwiec. Niestety ale w każdym badanym wariancie zwycięża 2024 r. To nic. W końcu, wraz z mijającym czasem powinienem pokonać więcej km: samochodem, pieszo i rowerem niż w czasie gdy w ogóle znałem się z tą ważną dla mnie dziewczyną. Nie mówiąc już o tym, że pokonam więcej tych km w każdym z tych wariantów względem czasu spędzonego razem z nią - to pewnie nadejdzie szybciej. Nawet jeśli miesiące względem siebie są słabsze niż te, podczas których mi towarzyszyła to tak się w końcu stanie. Tylko czy te podejście na pewno mi pomoże? Czy na pewno doświadczę ulgi, gdy minie tysiące km...? Setki godzin... Tysiące godzin? Zaczynam powątpiewać w to. Wątpliwości to nie wszystko. Tak patrzę na moje życie i moje poczynania i nie jestem zadowolony z efektów. Weźmy pod uwagę nawet rower - miałem takie dzisiaj przemyślenia. Nawet zrobiłem sobie z nich notatkę dokładnie na lotnisku Makowice aby mi nie umknęła ta myśl. Dziś mija 86 trasa z Aurelią w całym rowerowym roku 2025 r. Wraz z tymi 86 trasami ledwo co przekraczam 2200 km wspólnych tras. W czym problem? Weźmy za przykład 2015 r. W 86 tras zrobiłem prawie 3500 km czyli średnio 40,69 km na trasę. W tym roku, średnio mam 25,58 km na trasę. Zabijam się częstym jeżdżeniem. Jeżdżę po kilka dni z rzędu, poświęcam inne sprawy - to nie tylko blog, raporty. To także utrzymanie Struktury Katalogowej - utrzymanie! Nie mówię już o planowanych od kilku lat zmianach, za które się nie biorę. Zmiany, ulepszenia. Mam problem z bieżącymi zadaniami. Szybko narastają zaległości. Moim przygodom rowerowym też to nie służy. Pogoda swoją drogą ale podejście.. A tak naprawdę mógłbym jeździć co 2-3 dzień. Przy 100 paru trasach na rok (właśnie średnio co 3 dni) jestem wstanie osiągnąć zamierzony pułap 5000 km. A mam więcej czasu na odpoczynek i inne sprawy. Dajmy na to: 120 tras /rok. Średnio trasa 42 km. I z powodzeniem osiągam 5000 km. Nie muszę się zabijać jak teraz. Jeżdżę nieefektywnie. Nie korzystam dobrze z czasu. Marnuję go. Mogę ograniczyć wyjazdy czy to samochodem, na spacery czy spotkania. I bardziej skupić się na tym co mam do zrobienia aby realizować bieżące zadania i ew. jakieś nowe projekty. To powinno mi bardzo pomóc. No i nie jeżdżąc codziennie będę bardziej od poczęty a więc lepiej będę sobie radził z trasami na rowerze. I to jest dobra myśl. Znacznie lepsza od podejścia 5192 dni - co przekłada się na okres 14 lat: Trasa buszującego w zbożu. No dobra ten tydzień mam zawalony błędami przeszłości. Nie wiem czy uda mi się wszystkie plany wdrożyć w życie - bo robi się ciężko... Zobaczymy. Ale od przyszłego tygodnia. Ograniczę jeżdżenie do tras co 2-3 dni. I faktycznie już sensownie: 60, 70 km. Czasem po 50 km. Sensownie. Powinno te podejście w perspektywie kilku tygodni przynieść pozytywne rezultaty! Zobaczymy. Pewnie będę pisał jak mi idzie. A tym czasem dzisiejsza trasa. Nieustanne wkurwianie się na silny wiatr. Silny. We wsi Dobiesław wiatr zabrał mi czapkę -.- Tak mocno wieje. I to pomimo późniejszej godziny. A ostatni wkurw - już za Dobiesławiem w stronę Słudwii. Pod nieczynnym mostem kolejowym - Płoty - Dobiesław - Resko - Łobez. Tu są zawsze dziury. Zawsze stoi wiele wody. Co robią geniusze? Powiatowy Zarząd Dróg?... Najebali tu tyle kamieni, że idzie się wyjebać i zabić. Te pierdolone kamienie poprzyklejały mi się do opony. Nie chciały odpaść... Niekończący się plebiscyt błazenady w postaci nieudolnej próby naprawiania dróg.... No cóż mogę na koniec dodać. Widać postęp prac przy dawnej restauracji Słoneczko! Nie mniej i tak dzisiaj musiałem pojechać pod prąd :( No nie było wyjścia. Musiałem. Mam nadzieję, że szybko uporają się z pracą. A może ja w końcu przestanę jeździć te trasy Makowice_Słudwia i nie będę prowokował zbędnej dyskusji na temat przedłużających się prac, które tak naprawdę dopiero się rozpoczęły... Czy na temat mojego jeżdżenia pod prąd w tym konkretnym miejscu w mieście. Jest jak jest - nic się nie poradzi tylko trzeba się dostosować. O - piszę nawet sensownie. Jak nie ja..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)