11.05.2024
Jazda nr: 1415

Tagi: drzewa, , makowice, makowice_sludwia, narnia, urbex, zach_slonca |

Trasa z dnia dzisiejszego jest nieco złożona, i rozległa. Nie spodziewanie stanowi najdłuższą trasę jaką zrobiłem w tym roku i jedną wbrew pozorom z nie wielu tras, na których przekroczyłem wynik 100 km. Nie często się zdarza, że jeżdżę aż tyle. Ostatni raz > 100 km robiłem na trasie: Pojezierze Drawskie. Widać więc jak rzadko podejmuję się robienia takich tras. A jak w tym roku wystartowałem (w ogóle tego nie planując) z tymi 100 km to od razu poleciałem absurdalnie dużo bo aż tyle. Z powodzeniem trasa mogła się skończyć na nie całych 104 km - no chyba ponad 103 na pewno... No ale nie! Nie zrezygnowałem z planów, pomimo tego, że miałem już taki zamysł aby zrezygnować czy nawet skrócić sobie ostatni dystans, którym postanowiłem jechać na zachód słońca. Z rana nie było to takie pewne, że dzisiaj będzie tak ładnie. Długi czas było właśnie szarawo... I momentami przechodził lekki deszczyk. Jednak pierwsze promienie nadziei przebijały się na naszym wspólnym odcinku między Wicimicami a Dargosławiem. To jeszcze w tym czasie na wiele godzin przed planowanym zachodem słońca, które następowało dzisiaj o godzinie: 20:48 - powiedziałem do kolegi GŻ, że jeszcze mu dzisiaj wyślę zdjęcia z zachodu słońca. Powoli rodziła się we mnie myśl, którą ostatecznie realizowałem i co najważniejsze: nie poddałem się myślom przeciwnym: a zrezygnować, a ułatwić sobie życie... Nie! Nic z tego ;) Po wykańczającym dniu, będąc już wykończony zrobiłem jeszcze rundę przez moją Narnię. I na jej końcu ująłem przepiękny zachód słońca. Sam w sobie to może nie był jakiś wybitny ale walory natury pozwoliły zrobić ten zachód w ciekawy sposób. Wykorzystałem jeszcze trzymające się dmuchawce... I przez jego kwiat, robiłem zdjęcia przebijającego się słońca. Przepięknie to wyszło! :) Zdjęcie na pewno pojawi się - a jeśli czytacie wpis w przyszłości czyli dla Was drodzy czytelnicy "teraźniejszości" pojawił się na mojej Facebookowej stronie: Moje Foteczki - w albumie Maj 2024 r. W mojej perspektywie jest dopiero początek maja 2024 r. I wiadomo, że po skończonym miesiącu z pewnością wrzucę zdjęcia z kolorowego maja. A tam będzie na pewno będzie zdjęcie zachodu słońca, które dziś zrobiłem! :) Tzn. uściślając: dla mnie będzie a dla Was być może jest. A może jest wiele miesięcy później... I tym samym wpisów jest o setki więcej? Kto wie co przyniesie nie znana przyszłość. Spójrzcie na to z perspektywy ciekawego eksperymentu - doświadczenia. Jeśli od tego wpisu do waszego przeczytania go minęło X miesięcy, zapiszcie sobie datę, jaki będzie miesiąc za ten sam X czasu. Gdy ta data nastąpi... Przypomnijcie sobie jakie wydarzenia w między czasie miały miejsce w Waszym życiu i ile tego było. Im ten X czasu dłuższy tym będzie to ciekawy eksperyment. Nawet już dla 1 roku daje to wiele do myślenia. A w perspektywach lat? Naprawdę wiele. Dlatego sam korzystam z dla mnie bardziej czytelnej formy liczenia czasu... Czyli ile km temu z Aurelią jakie wydarzenia miały miejsce... No i tak - najważniejsze jest się nie poddawać i trzymać założonych planów. Nigdy nie wiadomo co można stracić nie trzymając się tych założeń. A może i w drugą stronę - co można by było zyskać? Tego również się nigdy nie dowiem co by się stało gdybym pojechał drugą rozważaną możliwością - dzisiejszego wczesnego wieczoru. Całość miała miejsce na końcu trasy na której tak wiele się wydarzyło. Było już po godz. 20. Robiło się chłodnawo. Nadal utrzymujący się silniejszy wiaterek nie pomagał i jedynie irytował jak przez cały dzień. Będąc już po ponad 100 km nie łatwej trasy, z zróżnicowanymi drogami... Mogłem ulec pokusie ułatwienia sobie życia i skoro już dojechałem do Sowna... To mogłem wrócić jego kolonią na Krężel niż pchać się w mokradła pełne komarów i zbrodni - jakie czyhały mnie w Narnijskich lasach. W ostatniej chwili jednak odsunąłem od siebie kuszące myśli... A te kazały wręcz: "ułatwić sobie życie". I zamiast tak zrobić... Skręciłem w ciemniejący od hordy komarów las... Gdy z niego wyjechałem zachód słońca był już kwestią najbliższych minut. Nie zdążyłem nawet dobrze rozgrzać aparatu nim porobiłem naprawdę piękne ujęcia. A gdy już zachód minął i robiło się coraz chłodniej.. Wracałem do domu, kompletnie padnięty ale jeszcze ciągnąłem... Tylko czy dałbym radę wiele uciągnąć? Obawiam się, że to byłaby moja końcówka możliwości. Realnie patrząc na to wszystko to do tych 120 km pewnie dałbym radę ale powyżej miałbym problem. I w którymś momencie padłbym całkowicie i nie ruszył. Dobrze, że do tego nie doszło. Mimo wszystko mam potwierdzenie dla samego siebie, że jakieś możliwości zdołałem sobie wypracować :) Wystarczy jeździć dalej... Robić dalej raz w tygodniu jakąś dłuższą trasę powiedzmy te 70 km czy więcej. I to z powodzeniem wystarczy aby za jakiś czas - nawet bliżej nie określony - wyruszyć w kolejną fascynującą przygodę... Bo bez wątpienia dzisiejsza taką fascynującą była...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1423

  • Trasa nr [łączna]: 1501
  • Trasa nr [na blogu]: 1415
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 7
  • W tym roku: 67

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1488 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1402 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 21074.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 21191.6 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 21054.3 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 33556 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 33673 km

  • Maksymalna prędkość: 39.1 km/h

  • Przejechałem: 116.9 km
  • Przejechałem [msc]: 286.64 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2032.86 km
  • Przebieg roweru [suma]: 57891.44 km

  • Przejechalem w 2024: 2032.86 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 5.0821 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 144.7286 [%] km

  • Czas jazdy: 07:19:03 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3694:13:59 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3470:47:51 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 130:17:56 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 18:54:35 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:42:05 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:56:41 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:21 h

  • Średnia: 15.98 km/h
Dzisiejsza trasa była przede wszystkim długa, męcząca. I skrywała wiele przygód, w tym co najważniejsze - przynajmniej na to się dzisiaj z kolegą GŻ umawiałem: było urbeksowanie. Trochę pogoda słaba ale czy na pewno? No dobra w większości dnia nie było słońca i tylko tyle... Wiatr był. Momentami silniejszy i dawał się we znaki. I tylko tyle. Jeśli chodzi o temp? To była mowa o tym, że raczej tak 17-20℃ i na więcej nie ma co liczyć. I faktycznie w najcieplejszych momentach dnia raczej nie było więcej niż 18-19℃. Jednak nie było tak tragicznie. Nie odważyłem się jednak dzisiaj jechać w krótkich spodenkach choć myśląc na zapas takie założyłem i na nie naciągnąłem cieńsze ale długie i bez wkładki. Jechałem w termo koszulce, bluzie i cienkiej długiej czapce. A co najważniejsze: całą trasę w krótkich rękawiczkach. Nie było zimno. I to od rana nie było to "zimne" połączenie. Chociaż tak szczerze nim przyszło po południe to momentami było tak nie przyjemnie. Szczególnie jak mocniej zbierały się chmury na niebie, skrywając szansę na słońce. Te jednak nie było dzisiaj najważniejsze. Najważniejsza była przygoda, która zaczynała się od drogi na Wicimice. Drogi, której już powoli mam dość... No bo w tym roku już kilka razy tu jeździłem (w stronę Wicimic) i już mnie to męczy... Zresztą z GŻ w gorszych niż dziś warunkach, jechałem wzdłuż drogi DW112. Na rzeczonej trasie wracaliśmy z Wicimic: Deszczowe i mgliste Urbexy. W podobnie nieprzyjemnych warunkach jeździłem tutaj z kolegą WG: Nowe "stare" historie. I może dlatego ta droga mnie już tak zbrzydła w tym roku? Niby dopiero początek roku a patrząc na to... obiektywnie już mam dość tej drogi... :) No i tak... Początek historii to właśnie dojazd do Wicimic. I na tym się skupiałem. Tutaj pokazałem GŻ pałac: Wicimice: Pałac von Osten . I gorzelnię, do której dostęp pojawił się dopiero w tym roku a ja to przypadkiem odkryłem będąc tu w styczniu z WG. Docelowo polowaliśmy na pałac von Osten a ostatecznie zwiedziło się gorzelnię. Bardzo klimatyczne miejsce, które otwierało dzisiejszą przygodę. z Wicimic wybraliśmy się od razu zgodnie z planem do Dargosławia. Po drodze zaliczyłem nową drogę, którą jeszcze nie miałem przyjemności jechać! :) To taki mały łącznik ułożony z kamieni (kocie łby) z Wicimic do DW112. Dzisiaj skorzystaliśmy z tej drogi i jechaliśmy do Czarnkowa gdzie odbiliśmy na DW105. I stąd do Kiełpina, gdzie trwa remont drogi która faktycznie była w fatalnym stanie. Natknąłem się na ślady tego remontu na trasie: Borzęcińskie drogi: & nowe przygody - na której wracałem z Kiełpina właśnie na drogę, którą dziś przyjechałem z kolegą GŻ. Ciekawe jak to się w życiu kręci.., że raz się jedzie a raz się wraca tą czy inną drogą. No dobrze... Wykorzystując doświadczenie właśnie z wspomnianej trasy i doświadczenie z jazdy do wsi Grąd na trasie: Smutna Majówka. Poprowadziłem kolegę GŻ właśnie przez te malownicze strony od Kiełpina przez wieś Grąd do Strzykocina, skąd pojechaliśmy do Dargosławia. Do tamtejszego pałacu, będącego w coraz gorszej kondycji. Trochę minęło, odkąd ostatni raz tu byłem robiąc zdjęcia tego pałacu: Dargosław: Pałac von Neste 2. Co by nie mówić byłem tu ponad 400 tras temu... To sporo czasu... I sporo kilometrów... Od tych pamiętnych chwil, pewnie jeszcze tu byłem - tak sobie przypominam. Możliwe, że samochodem. Jednak było to dawno - możliwe, że nadal zahaczamy o 2022 r. Od tego czasu wiele się zmieniło i to mocno na szkodę dla tego obiektu. Mocno poniszczał. A byłem pewny, że jest w lepszym stanie. Nie mniej bezpieczna eksploracja nadal była możliwa nie tylko w piwnicach i na parterze a także na piętrze. Choć ta eksploracja już 2 lata temu była "kontrowersyjna" ze względu na jedyne schody jakie tam prowadzą. I ich stan, a ten pozostawiał wiele do życzenia jeszcze w 2022 r. A co dopiero teraz. Gdy tak wiele tutaj runęło ścian... Szkoda, że te miejsce odchodzi w zapomnienie. Był to mimo wszystko piękny pałac umiejscowiony w wyjątkowych okolicznościach natury, we wsi Dargosław. Do tej pory za bardzo tej wsi i jej okolic nie poznałem! :( Mam nadzieję, że jeszcze się to zmieni... A tym czasem - właśnie "czas" mijał. A kilometrów nie przybywało! Teraz jednak się to zmieniło. Czekały nas nie łatwe a za to dalsze odcinki. Powrót z Dargosławia na Gryfice na skromną strawę w postaci pizzy :) I gdy tak wracaliśmy na Gryfice nie śmiało robiła się pogoda. Coraz większe przejaśnienia i coraz lepiej... Gdy już byliśmy na pizzy to w ogóle było ładnie! Po pizzy zrobiliśmy małą rundę po Gryficach i jechaliśmy dalej przez Jabłonowo do Trzygłowa a z niego po tych dziurach do Mechowa. Zobaczyć ostatni z pałaców jaki na dzisiaj przygotowałem. A to już w ogóle ruina. Jednak pocieszające jest to, że póki ściany stoją to większą ruiną nie będzie :) Po Mechowie wracaliśmy już na Płoty. W zapasie zostały nam nie całe 2h i aby dobić kilometry zrobiliśmy jeszcze rundę przez Słudwia do Makowic. Nie było niestety dzisiaj czasu na to aby pokazać GŻ Makowice, a chciał zobaczyć :( To już innym razem. Byliśmy tu na chwilę i w sumie przejazdem. Aby zrobić kilometry pojechaliśmy dłuższą droga przez moje rodzime Płoty. A w samych Makowicach na lotnisku, zaznajomiłem kolegę GŻ z terminem "kręcenia wałów". Fajny projekt. A w sumie byłem ciekawy ile takich "okrążeń" dałby radę zrobić kolega ;) Przypomnę tylko mój rekord w postaci: 368 okrążeń na trasie: Przerwane "kręcenie wałów" . No i fajnie było. Dzisiaj zrobiłem w sumie 30 okrążeń, zaś wstępnie i zapoznawczo GŻ zrobił ich 10. Gdybyśmy mieli więcej czasu... To pokręciłoby się wały i pojeździło po lotnisku. A tak niestety trzeba było wracać... I tak wróciliśmy na dworzec PKP w Płotach. Mieliśmy skromny zapas jakiś 15 min jeszcze nim przyjechał niebieski trolejbus. I wspólna część przygody się zakończyła. A ja mimo zmęczenia, nie zrezygnowałem. I pojechałem na wspominany w pierwszej części wpisu zachód słońca - walcząc jedynie z hordami komarów, które czują się zbyt pewnie i są dość agresywne... Wspaniała przygoda, pięknie spędzony dzień zapisujący się w TOP100 moich najlepszych tras. A może i TOP50? Na co wpływ ma wiele czynników, poza oczywiście kilometrami... :) A teraz nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejne przygody, oby były również fascynujące i piękne jak ta miniona.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa11maja2024zdj1.jpgtrasa11maja2024zdj2.jpgtrasa11maja2024zdj3.jpgtrasa11maja2024zdj4.jpgtrasa11maja2024zdj5.jpgtrasa11maja2024zdj6.jpgtrasa11maja2024zdj7.jpgtrasa11maja2024zdj8.jpgtrasa11maja2024zdj9.jpg


Mapa przebiegu trasy :)