Dzisiejsza trasa jest niespodziewaną przygodą. A miała być przede wszystkim szybka i ciekawa przejażdżka w te nie ciekawe po południe. Często się chmurzyło i we znaki dawał się mocny, porywisty wiatr. Swoją przygodę rozpocząłem w lesie pod Truskolasem. Jadąc aby było szybciej i wygodniej na krzyżówkę Wołowiec - Grabin. Odbijałem oczywiście na Grabin i do Sikorek, gdzie robiłem przejazd przez boczne wiejskie dróżki aby wyjechać na drodze, na której w normalnych okolicznościach nie chcę się znaleźć. Nie chcę bo wiem jaka jest. Ciężka do przeprawienia. Zaniedbana. Przekonałem się o tym na trasie: Nowymi przygodami: Glicko 2!. Myślałem, że moim jedynym problemem jest zalana droga... Wybite przez rzekę, strumyki woda, która zalega na polach. Dość głęboko zalane. A ja wówczas nie byłem przygotowany na tą okoliczność. Co innego dziś! Dziś miałem gumowce. Dziś przeprawiłem się przez te miejsce - choć było głębiej niż myślałem to bez większego problemu przebyłem na drugą stronę - kontynuując swoją podróż w nieznane! Z założenia w znane ale nie do końca rejony. Im jednak dalej tym trudniej bo z otwartej, zjeżdżonej przez rolników drogi polnej - zrobiła się mokra przestrzeń, zarośnięta drzewami. Bagnisty teren, pełny drzew. I prawdziwa bojowa przeprawa byle dalej. Przez jedno zwalone drzewo, przez jedne zarośla po kolejne i kolejne. Aż w końcu byłem o parę kroków od Szczytników. Widziałem wieś! I dość dobrze zapowiadającą się drogę, która odbijała mocno w lewą stronę. Jazda po tej drodze była jednak trudna. Była zryta przez dziki i rolników. Przed nią otwierał się piękny las. W którym czekały mnie gigantyczne koleiny. To tak pięknie z daleka wygląda. Bliżej już nie jest tak fajnie. Wszystko te skurwysyny zniszczyli! Tak dzisiaj wyzywałem tych zjebanych skurwysynów... No można powiedzieć, że miałem używanie na leśniczym ścierwie. Ktoś musi być winny moich życiowych niepowodzeń i do końca nie trafionych decyzji. A, że te śmiecie przeginają w tym co czynią... Jak można tak kurwa zniszczyć drogi?! I sobie pojechać. I zadowoleni?! No kurwa... Dodam tylko, że na ten moment nie wiedziałem, że w ogóle nie obieram zamierzonego kursu. Opierałem się na przypuszczeniach i ładnie wyglądającej z początku drogi. Potem była tylko ciężka przeprawa, która przed kolejną częścią lasu skończyła się odbiciem w prawo. Gdybym od razu pojechał prosto... Dzisiejsza przygoda skończyłaby się o wiele szybciej bez niepotrzebnego kręcenia się, w zasadzie już w porach bliskich nocy... A często moje przygody tak wyglądają, że się coś odwali. Bo się wybieram w takie wątpliwe miejsca, gdzie można się spodziewać problemów z przejazdem... No nie mniej pierwsza obrana dróżka była obiecująca. Miała pozwolić mi wyjechać od leśnej części Szczytników. Miała. Nie pozwoliła bo skończyła się na wielkiej wycince drzew przy rzece Wołczenica. I ja zamiast głębiej w las ruszyć... To się zacząłem cofać do miejsca skąd przyjechałem... Byłem przekonany, że być może jedna taka wątpliwa droga jest tą właściwą, która wyprowadzi mnie na wieś. W rzeczywistości była to droga prowadząca na pole. A te pola odgrodzone są rzeką i odchodzących od niej strumyków... Moja heroiczna przeprawa po polach na nic by się zdała. Tylko bardziej bym się wkurwił. Bo ponownie lazłem po tym błocie, rozwalonych drogach. Widząc jak mocno zniszczone są tutaj lasy przez tych jebanych leśników. Ścierwo pierdolone! Aby tak drogę rozjebać!? Nie da się tu normalnie przejechać ani przeprowadzić roweru. A ja mam ostatnio ciężkie dni. Podczas których moje wybory są tylko złe. Nie czynię dobrze. Czynię źle - a może i bezmyślnie? Dobrze obstawiałem, że powinienem skręcić w las to może kolejną drogą przeprawię się przez rzekę. W miejscu gdzie chciałem jest ogromna wycinka drzew. Wszystko rozjebane. Tu na pewno był przejazd a został rozebrany albo zniszczony... Podłe skurwysyństwo! Co prawda tych dróg na mapie nie ma, ale tak musiało być bo na to wskazują ślady. A tu niestety... Cały plan się sypie. A ja się pogrążam w drodze niemalże powrotnej do Sikorek. Tylko to by była tragedia - znów pchać się w Sikorki, znów przechodzić tą trudną drogę, która teraz musiałem pokonać. Pojawiłem się u początku tej obiecującej drogi. I wydaje mi się, że szlak prowadzący na Szczytniki jest zarośnięty. Nie da się tam dostać. I cóż. Chyba mam rację, tak wskazuje mapa. Mógłbym to obejść z boku pola. Jednak za szybko pozbyłem się gumowców, będąc pewny, że nie będą mi potrzebne. A te cholerne pola, pełne stojącej wody. Robi się tu wręcz bagno. Jest tak mokro i to pomimo tego, że nie pada od wielu, wielu dni a nawet paru tygodni! Dlatego się tutaj wybrałem. Skorzystać z takiego stanu rzeczy. Bo wiele prognoz wskazuje na opady deszczu na nadchodzący weekend. I wtedy stan się pogorszy bo nie dość, że będzie gorzej to jeszcze wróci robactwo. Dziś moim jedynym problemem było to, że w gruncie rzeczy wybrałem się za późno na nie sprawdzoną trasę. Gdybym więcej czasu (za dnia) to inaczej. Nie sprawdzona trasa i silny wiatr. Wykańczające połączenie. No cóż, moje ogromne doświadczenie: w końcu nie raz wpakowałem się w jakąś chujnię, poprowadziło mnie jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Wbrew niechęci, wkurwieniu - trzeba wracać po obiecującej drodze, i wbić się w głąb lasu. Pierwsza myśl jest najlepsza. A ta właśnie taką była. Była pierwszą myślą. I to był dobry traf. Przez głębię lasu, przebiłem się przez kolejne cmentarzysko drzew, zniszczone wręcz zrujnowane leśne drogi. I wyjechałem na samym końcu Szczytników. Wyjechałem jednak na wieś. Walczyłem z wiatrem i ze zmęczeniem. Dobrze, że nie musiałem wracać na Płoty dzisiaj - tylko pod Truskolas, gdzie zostawiłem samochód. Bo mogłoby być naprawdę ciężko... Sporo wyzwań niósł dzisiejszy wyjazd... Znacznie więcej niż było przewidziane - a tym samym więcej niż byłem przygotowany...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1573
Trasa nr [łączna]: 1650
Trasa nr [na blogu]: 1564
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 38
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1636 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1550 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 25489.6 km
Stan Licznika Końcowy: 25514.71 km
Stan Licznika Końcowy2*: 25342.71 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3905 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3930 km
Maksymalna prędkość: 23.9 km/h
Przejechałem: 25.11 km
Przejechałem [msc]: 237.72 km
Przebieg roweru [rok]: 781.07 km
Przebieg roweru [suma]: 62214.53 km
Przejechalem w 2025: 781.07 km
Podroż dookoła świata (2025) 1.9527 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 155.5363 [%] km
Czas jazdy: 02:38:07 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3968:52:20 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3745:26:12 h
Czas Jazdy Suma (2025): 53:23:54 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 16:19:03 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:37:54 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:24:19 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:22:52 h
Średnia: 9.54 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego ostatecznie była dość wykańczająca. Silny wiatr, nieznany teren i błędne niepotrzebne decyzje. To miała być krótka, przyjemna przejażdżka podczas której moim jedynym problemem miała być przeprawa przez zalane pole i strumyk, który obok przepływa. Rzeczywistość na takich wyprawach często bywa nie przewidywalna. A co gorsza... Często zapominam o trudach takich przygód i bezmyślnie ładuje się w kolejne. Tereny trochę znane, ale nie pewna do końca pogoda, i zbliżające się po południe stanowią oczywiście pożądany wariant trasy. Taka lekka nutka ekscytacji. Walka z silnym wiatrem - była nieodłącznym elementem dzisiejszej podróży. Zaczynała się już od początku - odkąd dojechałem autem do lasu w Truskolesie i ruszyłem na skrzyżowanie Wołowca - z Grabinem. Nie mniej do tego momentu jakoś szło, do Sikorek jakoś szło. Dopiero od Sikorek zaczęła się właściwa część przygody - gdy wtargnąłem w tą zarośniętą, zalaną i w ogóle ciężką do przebycia drogę. Gdy byłem już przy strumyku, który ostatnio mnie pokonał.. Dziś byłem przygotowany! Miałem gumowce. Przyodziałem się pewnie w nie i w drogę. Pierwszy problem jest taki, że jest tam głębiej niż myślałem. Tylko stać w miejscu. To ryzykowne. Zamiast tak stać ruszyłem pewnie przed siebie i pokonałem przeszkodę. A potem kolejną i kolejną. Wbiłem się w zarośniętą drogę. Na przeszkodzie stały mi drzewa, zalane drogi, pełne błota. Pierwsze latające robactwo. Powalone drzewa. Wszystko co najgorsze stało mi na drodze. Wbijały się we mnie suche gałęzie drzew. A ja robiłem wszystko byle uchronić kamerkę na rowerze - bo sam fakt, że przebijam się tutaj rowerem był trudny. A, że poza rowerem muszę chronić kamerę. I tak wychodzę w punkcie który nazwijmy: P(0). To ważne. Bo wg. mapy OpenStreetMap dalsza droga prowadzić ma dalej na wprost. ALE tu kurwa nie ma drogi. Za to skręca ładna droga w lewo, jak już wiecie z pierwszego akapitu wpisu... Dałem się omamić jej wdziękowi. Na pierwszy rzut oka wyglądała fajnie. Rozwalona przez ciągniki i skopana przez dziki. Niepotrzebnie poszedłem nią pod las, będąc już za samymi Szczytnikami. I za szybko odbiłem. Dałem się zmamić kolejnej drodze. Pokonała mnie rzeka - a raczej taka odnoga od Wołczenicy. Bez roweru bym się przeprawił. Gdybym miał kogoś do pomocy - też. Tu prawdopodobnie był kiedyś przejazd ale został zniszczony. Trwają jakieś prace przy tych odprowadzeniach wody. No dobra tu się nie czepiam. Czepiam się do ogromnej skali wycinek drzew i zniszczeń leśnych dróg związanych z tym haniebnym procederem! I powiedzmy, że jestem w punkcie P(1). Stąd wystarczyło skręcić w prawo - wjechać głębiej w las... Ale nie! Ja musiałem się wrócić do punktu P(0) po drodze mając nie istotny "zjazd"? Takie przejście na pola. Tak naprawdę nic by mi to nie dało bo wróciłbym w punkt P(1). Nie wiem czego się spodziewałem, że wracałem dalej... Dobra - mapka sytuacyjna z zaznaczonymi punktami P(0) i P(1). Obrazuje jak dużą głupotę zrobiłem: MAPA SYTUACJI. Bo ostatecznie - zaczynało się ściemniać, chmury przykrywały niebo. A i tak niedługo byłby zachód słońca. A ja tu utknąłem. Będąc już mega wykończonym. Ratowało mnie jedynie to, że miałem jeszcze trochę wody ze sobą po ostatniej podróży. Bez sensu ale szkoda było marnować czasu na przeklinanie i wkurwianie się. Chciałem jak najszybciej dostać się do punktu P(1) aby móc ruszyć dalej. I faktycznie. Ruszyłem w głąb lasu, w drogi na których niegdyś bywałem - i dzięki temu wyjechałem w Szczytnikach, przy cmentarzu... Poznaję te leśne drogi - choć nie byłem tutaj już kupę czasu -> tak sensownie bo dokładnie przez tą leśną drogę i wyjazd przy cmentarzu byłem na trasie: "Zima w lesie" - 09.03.2023 r.. Zaś przy PŻ 10 - byłem poza 2023 r. i 2018 r. - pierwszy raz w 2017 r. na trasie: Trasa na Czermnicę. Wiele ciekawych przygód, tras i odkryć. Bez sensu wspominać o każdej, każdej trasie a jak widać kilka razy w okolicy przejeżdżałem ale nigdy w ten sposób Szczytników nie objeżdżałem. I wciąż wiele miejsc, które wydaje się, że powinienem już znać - potrafi mnie zaskoczyć. No cóż. Przynajmniej posunąłem się do przodu. Minąłem Szczytniki od strony cmentarza. Walcząc z wiatrem i szarością wracałem do auta. Miałem pod wiatr co jest oczywiste. Do tego zaczynało kropić. W dzisiejsze późne po południe a w zasadzie wieczór trochę popadało... A ja odniosłem jedynie połowiczny sukces. Trafiłem na drogi na które trafić ponownie nie chcę. I nie zrealizowałem do końca swojego celu. Czyli odkrycia drogi z Sikorek na Szczytniki, która tak dumnie pojawia się na mapie... Chyba będę zmuszony nie poddawać się i podjąć jeszcze walkę!... Tylko czy tak będzie czy nie... Kolejne wpisy na pewno odpowiedzą na to pytanie!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)