W dniu dzisiejszym po długiej przerwie, wróciłem do robienia dobrze znanych mi tras, tras, które zaliczają się do grupy moich ulubionych rowerowych tras - jedną z nich jest dobrze znana mi trasa "50-tka", którą nie robiłem od kilku miesięcy. A dzisiaj ze względu na późną godzinę, i brak innych możliwości zdecydowałem się właśnie na taki trening. Nie jest to długa ani męcząca trasa a pogoda jest jaka jest. A do tego jakoś przez ostatnie jazdy dziwnie mi się jeździ rowerem. Mam wrażenie, że jest coś nie tak. I dzisiaj to uczucie mnie nie odstępowało i ta pogoda taka nieciekawa z początku była. Przejaśniało się i chmurzyło. Za ciepło też nie było. To jest już kategoryczny koniec lata i na jakieś cieplejsze dni w tym roku nie ma już co liczyć - niestety. I trzeba będzie się przyzwyczaić do tego, że będzie się już jeździło w chłodniejsze dni, nie takie ciepłe i przyjemne jakie były jeszcze w Sierpniu, tylko to, że już począwszy od Września będzie znacznie gorzej z tą całą pogodą w tym roku. I tak właściwie jest, nie jest za fajnie. Chociaż dzisiaj nie było tak źle. Nieco chłodno, ale dawałem radę jechać. Jedzie się to jest inaczej niż jak się stoi. Trochę wiatru było, pochmurnie. I ogólnie spory ruch głównie ciężarówek na DW108 gdy już minąłem rodzinną mieścinę w stronę Mechowa po tym najgorszym fragmencie drogi DW108. I mało tego, że tu taki ruch, to jeszcze zrobili sobie z tego fragmentu drogi cmentarz dla zwierząt. W pierwszą stronę tego nie widziałem ale już w powrotnej drodze zabite trzy zwierzęta na odcinku 5 km który jest w gorszym stanie. Jak Ci ludzie dzisiaj tędy jeździli?! Jakieś lis chyba i to dość poważnie rozjechany bo jego części ciała były rozmazane po znacznej części drogi, skunks zabity i pokaźnych rozmiarów dzik. Więc nic dobrego, same złe rzeczy po trasie.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 162
Trasa nr [łączna]: 247
Trasa nr [na blogu]: 161
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 97
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 243 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 157 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 2737.4 km
Stan Licznika Końcowy: 2786.65 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2473 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 2522 km
Maksymalna prędkość: 34.2 km/h
Przejechałem: 49.25 km
Przejechałem [msc]: 169.81 km
Przebieg roweru [rok]: 4237.69 km
Przebieg roweru [suma]: 10104.31 km
Przejechalem w 2017: 4237.69 km
Podroż dookoła świata (2017) 10.5942 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 25.2608 [%] km
Czas jazdy: 02:41:55 h
Czas Jazdy Suma (ever): 638:35:34 h
Czas Jazdy Suma (blog): 415:09:26 h
Czas Jazdy Suma (2017): 279:30:30 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 10:39:37 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:46:36 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:52:54 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:33:46 h
Średnia: 18.35 km/h
W dalszej części droga mijała spokojnie, minąłem Mechowo, Unibórz - wkrótce byłem w okolicy Golczewa i skręciłem na DW106 aby dojechać do skrzyżowania Grabin - Wołowiec. I skręcić na wieś Grabin. Gdzieś w tych okolicach zaczęło się robić ładne popołudnie, zaczęło wychodzić słoneczko, robiło się przyjemniej chodź wciąż było głównie pochmurnie. Ale już wiatr taki uciążliwy nie był i mijałem kolejne jakże dobrze znane mi tereny wiodące przez wsie Sikorki i Glicko, którymi przejeżdżam by wyjechać na drodze z Miętna do Truskolasu. Za Glicko zrobiłem sobie nieco dłuższy postój aby wymienić akumulatorek w kamerce i tu czekała mnie nie miła niespodzianka. Nie mogłem znaleźć pudełka z dodatkowym akumulatorem (który na 100% jest do pełna naładowany) a akumulator wsadzony do ładowarki i podpięty do powerbanku okazał się rozładowany - miał zaledwie jedną kreskę. Nieco nieciekawa sytuacja. A jak się później okazało, nie będę pokazywał palcem kto, doprowadził do takiej sytuacji, że tego akumulatorka nie znalazłem. Bo tak jest jak ciągle ktoś mi przekłada rzeczy w torbie. Ja sobie położę w jednym miejscu a później nie mogę znaleźć bo jest przełożone. No i kombinowałem. Chwilę ładowałem, jechałem, potem trzeba było znowu wkładać. I taka nie robota - a na domiar złego do domu miałem 18 km. Więc chwilę mi to musiało zająć. Postanowiłem więc zrobić przerwę sobie w leśnym terenie, gdzie bym odstawił rower z 10-15 min poczekał aby się akumulator więcej naładował i pojechał. Chciałem zrobić przerwę w lasach już za wsią Wierzchy. Byłem pewny, że nie spotka mnie tam nic niemiłego ale się myliłem. Ledwo wjechałem i musiałem wyjeżdżać bo atakowały komary. Nie spodziewałem się tego, że w połowie września, gdzie te dni wcale za ciepłe nie są, te cholerne wredne komary wciąż będą i wciąż będą żyły no ale niestety wciąż są i mało tego, że są to jeszcze mnie pogryzły :( Już mało w czasie wakacji nie dawały żyć to jeszcze wciąż są i wciąż wkurwiają. Ostatki lata, ostatnie ciepłe dni nim przyjdzie bardziej jesienna pora a te cholerne robactwo wciąż egzystuje. I tyle się nacieszyłem z obcowania z przyrodą, że pobyłem dosłownie chwilę, w tym czasie zabiłem kilkanaście komarów i odjechałem stąd. Gdy zbliżałem się już do Truskolasu zaczęło robić się coraz bardziej słonecznie i tak bardzo lokalnie pokropił z lekka deszczyk - bardzo lokalnie bowiem kilkanaście metrów dalej już nie padało.. Dziwne zjawisko. I gdy już wyjechałem na wprost Truskolasu na drogę DW108 zrobiło się o wiele przyjemniej w tym kończącym się już dniu. Sporo słońca i takie uczucie, że nieodwracalnie nadchodzi już jesień. Czy tego chcemy czy nie, to właśnie jesień nadchodzi a wraz z nią zima.. I kolejny rok będzie za nami już wkrótce. A jaki to będzie rok, w głównej mierze zadecydują te ostatnie miesiące. Moja dalsza regularna praca nad kondycją, regularne jeżdżenie. I zobaczymy w przyszłych latach co z moim marzeniem zrobienia 300 km w jeden dzień, takiej fajnej trasy, czy będzie to w przyszłości realne? ;) Oczywiście nastawiam się na to, że jak najbardziej będzie to realne. I dzisiejszy dzień fajnie się skończył, w miło spędzonym czasie na rowerze :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)