Dzisiejsza trasa to mój powrót - taki ponowny debiut po dość ciężkich ostatnich dniach. Chwilowa nie moc przeradza się w większą, i trwa to z dnia na dzień. Historia się niemalże powtarza bo w ostatnich latach w podobnym okresie (między grudniem a lutym) towarzyszą mi takie same objawy. A przy tym wyniszczające zmęczenie. Tym razem trzyma mnie nie całe 2 tyg. Choć od ostatniej trasy mija 2 tyg. Moja ostatnia trasa z 04.01: Deszczowo i wietrznie - w dość ciężkich warunkach się odbywała. Tylko czy to miało jakiś wpływ, że w weekend mnie osłabienie dopadło? No chyba nieee... Pierwszy weekend nowego roku miał być fajny i pełny atrakcji. A skończył się w zdychaniu w łóżku - silny kaszel i takie objawy typowe dla przeziębienia. Jednak dość długo się utrzymujące. Znam to z autopsji. W poprzednich latach miałem to samo, i wyłączało mnie to na dłuższe okresy... I teraz znowu... Czy co roku ma się powtarzać ta sama historia? Byłem 2x u dwóch różnych lekarzy. I słyszałem tą samą śpiewkę, że jestem zdrowy, że nic nie słychać. Szkoda, że nie powiedzą iż symuluję. A to, że od wielu dni miałem infekcję gardła jakoś przechodziło mimo świadomości. Ani antybiotyku ani nic konkretnego co mogłoby faktycznie pomóc. Co sprawiło, że poczułem się na tyle na siłach aby dzisiaj wrócić na rower? W sumie nie wiem. Miks wszelkiego rodzaju specyfików branych bez umiaru? Samo przeszło? Trudno powiedzieć. Ważne, że poczułem się na tyle dobrze, że pojechałem. Nie mógłbym już dłużej unikać rowerowania - tylko to daje mi jakiekolwiek poczucie szczęścia, wolności. Daje siłę do dalszego życia!... Bez roweru czuję się taki pusty, wypalony i nieszczęśliwy.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1171
Trasa nr [łączna]: 1250
Trasa nr [na blogu]: 1164
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 4
W tym roku: 4
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1238 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1152 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 12433.1 km
Stan Licznika Końcowy: 12444.92 km
Stan Licznika Końcowy2*: 12369.92 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 24974 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 24986 km
Maksymalna prędkość: 28.1 km/h
Przejechałem: 11.82 km
Przejechałem [msc]: 89.99 km
Przebieg roweru [rok]: 89.99 km
Przebieg roweru [suma]: 49144.24 km
Przejechalem w 2023: 89.99 km
Podroż dookoła świata (2023) 0.225 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 122.8606 [%] km
Czas jazdy: 00:44:48 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3113:56:01 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2890:29:53 h
Czas Jazdy Suma (2023): 05:48:05 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 05:48:05 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:27:01 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:27:01 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:06 h
Średnia: 16.12 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego to nie tylko powrót po chorobie. To przede wszystkim powrót do zdrowia. Tak długi okres bez rowerowania miał na mnie negatywny wpływ. Już w ostatnich dniach ten trend się nasilał. Byłem gotowy jeszcze powstrzymać się od jeżdżenia jeszcze wczoraj. A dzisiaj? Nie było wyjścia. Trzeba było jechać. I to mimo wszystko. A jak to bywa w moim życiu - spierdolina istnienia musi trwać w najlepsze. A zaczęła się wraz z nowym tygodniem w szkole. Wracając po weekendzie - pełny nadziei na lepszy start w nadchodzącym tygodniu - odpalam tą cholerną durkarkę 3D, która momentalnie się psuje. Dzisiaj mój start w jeżdżeniu nie był również dobry. Jedynym pocieszeniem było to, że jest na plusie. A naprawdę fajna pogoda minęła - przynajmniej pod względem temp. Bo zwykle było deszczowo i dobijająco. Jednak nawet nocami było po 8℃ na plusie. Dzisiaj już wyraźnie chłodniej - wciąż na plusie ale tylko +3℃. A do tego przelotnie padało. I tak - bo jakby inaczej - nie zdążyłem wyjechać, i coś się stało z tylną przerzutką. Prawdopodobnie poszła linka. A od miesięcy widziałem, że jest pancerz przedarty. A musiało właśnie dzisiaj.... Nie spuszcza przełożeń, więc już od początku trasy jechałem na środkowej koronce - prawdopodobnie na 22t może na 20t. Jak mus to mus. Jadę sobie spokojnie do Makowic aby zawinąć się przy krzyżu i wracać. A wtedy nadciągają ciemne chmury a z nich jak ostrza lecą gradowe kule... No kurwa zajebiście - grad przechodzący w deszcz. A to wszystko mieszało się w promieniach zachodzącego słońca. Z jednej strony pięknie. Z drugiej to dość duża ekstrawagancja... Na szczęście to na koniec trasy. Bo jakby się zdarzyło na początku - to znając mój umór i tak bym nie zrezygnował i jechał dalej... To tak w ogóle mój pierwszy zachód słońca w 2023 r... A też taka myśl nie daje mi spokoju, że ten 2023 r. mimo nadziei - nie rozpoczął się zbyt dobrze. Któż jednak może wiedzieć jakie jeszcze przygody, przeszkody i trudności staną na szlakach moich tras, nieodłącznie wpisujących się w codzienną spierdolinę mojego życia?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)