Trasa z dnia dzisiejszego jest wyczekiwaną od kilku msc trasą, którą mogę nazwać cykliczną. Cykliczna 50-tka po okolicach Szczecina, a częściowo Niemieckiej stronie. Kilka msc temu, miałem plan taki aby regularnie co piątek, poza planowanymi dłuższymi trasami na sobotę, robić taką trasę. Z moich planów właśnie tyle wyszło, że dopiero dzisiaj zdecydowałem się na ten wyjazd, co miałem zaplanowane na ten tydzień, że w końcu pojadę. Mijający tydzień jest właśnie tygodniem tras 50-tek, otwiera go trasa 50-tka, którą robię po kilku msc przerwie w moich rodzinnych stronach: Trasa "50-tka" - bateryjny problem a kończy dzisiejsza trasa 50-tka, która jest konsekwencją trasy: Nieudana trasa na Niemcy. Zmieniło się sporo od pierwowzoru dzisiejszego wyjazdu. Przede wszystkim pogoda! Już nie narzekam na upał +30℃, i silny wiatr. Teraz można narzekać, że jest trochę chłodno +silny wiatr :) To jest złośliwość natury, i pewnie będzie to urok tej trasy, że od Niemiec, po tych wyżynach, wzniesieniach gdzie brak wszelkich lasów, drzew będzie pizgać.. Słowami wstępu wspomnę jeszcze, że w dzisiejszej podróży towarzyszył mi nowy towarzysz jazd, który dostaje nazwę HB :) Dawno ze mną nie jeździł, nie było okazji do wspólnej przejażdżki po naszych ostatnich wspólnych wojażach: ZS: Sklep Dino "100 tyś rowerzysta".. Aż do dzisiaj! Więc tydzień, i trasa kończąca tydzień kończy się naprawdę obiecująco! A jeśli chodzi o pogodę to jak dla mnie nie było idealnie ale też nie było tak źle jak na tę porę roku! W końcu mamy połowę Listopada a na termometrach +kilka, w niektórych miejscach Polski +kilkanaście kresek. Oczywiście temp. odczuwalna to osobna sprawa, co nie zmienia faktu, że było fajnie.. I nie było tak źle. Wiatr trochę się daje we znaki, no ale da się przeżyć. Ja bym rzekł, że to zużyty napęd, na którym się poruszam był dla mnie dzisiaj większym utrudnieniem niż wiatr i pogoda, która nie była taka zła.. I sama trasa też nie była zła. Fajnie było się przejechać, i osiągnąć w sumie dystans ponad 50 km na tej trasie "50-tce" - osiągnąłem prawie 6 km więcej niż przy oryginalnym przebiegu trasy z dnia 25.08.2019. Różnica jest oczywista, wraz z mijającymi miesiącami nie tylko przybyło przebiegu Aurelii, i wciąż nie wymienionemu napędowi, ale również zmieniła się moja sytuacja życiowa. A o tym jednak nie wspomnę, kilka wpisów poświęciłem na te smutne wieści i pisanie nieustannie słów: JEBAĆ ZUT no ileż można :) Wolę się cieszyć mijającą chwilą i pięknymi wspomnieniami z wyjątkowych tras, bowiem każda moja wspólna podróż z Aurelią, niezależnie czy mam towarzyszy podróży czy nie, jest wyjątkowa!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 505
Trasa nr [łączna]: 588
Trasa nr [na blogu]: 502
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 161
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 579 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 493 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 1866.46 km
Stan Licznika Końcowy: 1919.92 km
Stan Licznika Końcowy2*: 1925.19 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 14138 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 14192 km
Maksymalna prędkość: 32.7 km/h
Przejechałem: 53.46 km
Przejechałem [msc]: 256.1 km
Przebieg roweru [rok]: 4913.6 km
Przebieg roweru [suma]: 22061.59 km
Przejechalem w 2019: 4913.6 km
Podroż dookoła świata (2019) 12.284 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 55.154 [%] km
Czas jazdy: 03:32:06 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1387:46:32 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1164:20:24 h
Czas Jazdy Suma (2019): 308:03:18 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 17:29:16 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:56:35 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:54:48 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:20 h
Średnia: 15.13 km/h
Dzisiejszy wyjazd nastąpił w porannych godzinach, przy niezbyt sprzyjającej początkowo pogodzie. Było chłodno, szaro, utrzymywała się mgła, która przysłania pozostałe na drzewach zżółknięte liście.. Aura pogodowa bardzo przypominała mi tą z wycieczki z ubiegłego miesiąca: Rajd na Stare Czarnowo.. Mimo nie pogody nie było tak źle, z czasem się trochę ociepliło. Większy problem stanowi zużywający się napęd przy Aurelii o czym w ostatnich wpisach zaczynam wspominać. Zaczyna mi mielić biegami, co jakiś czas jedzie się ciężko, co jakiś czas coś strzeli, piśnie. Słychać taki nieprzyjemny metaliczny dźwięk. Trudno się dziwić, w końcu na tym napędzie nabiłem naprawdę sporo kilometrów! Jego obecny stan zużycia wyklucza szybkie wojaże, bicie rekordów prędkości.. Mój towarzysz miejscami to wykorzystywał i nieco szalał z prędkością.. Ja jednak nie miałem zamiaru się z nikim ścigać. Ani z towarzyszem dzisiejszej trasy, ani z bandytami (i bandytkami!) na elektrycznych hulajnogach, których trochę było. Dzisiejszy wyjazd rozpocząłem od dojechania po kolegę, towarzysza podróży z którym ruszyłem w podróż, do Placu Szyrockiego, po drodze miałem małą kłótnię z kierowcą osobówki, który uważa, że mu wyjechałem XDD Złośliwie z pianą w pustym, pozbawionym mózgu łbie, gdzie mu ta piana każdą dziurą wychodziła, śliniąc się z podniety swoich działań walił w klakson.. XDD Potem się coś przez okno awanturował aby stwierdzić, czy zapytać?! "Przyjebać Ci?!" na co ja odpowiedziałem: "No dawaj!". Interesująca wymiana zdań na ul. Boh. Warszawy przed Turzynem skończyła się na tym, że bez mózg skręcił w ul. 26 Kwietnia a ja pojechałem dalej wzdłuż ul. Boh. Warszawy, mijając Slamsy.. Ciągnie mnie w te strony oj ciągnie. Nie ukrywam, że nie.. Mimo, że długo nie mieszkałem w tych stronach, to w akademiku "DS1 ZUT: slamsy", po raz ostatni czułem się szczęśliwy.. W obecnym miejscu zamieszkania w Internacie Garnizonowym czuję się wręcz przeciwnie nieszczęśliwy, bardziej smutny niż zwykle.. Dni, tygodnie upływają a ja wciąż nie jestem wstanie przywyknąć do nowej rzeczywistości. To się pewnie nie zmieni. No trudno. Skupię się na samej trasie, która wiodła teraz przez Pomorzany, po Ustowo, przez Siadło Dolne, Górne pod Niemieckie granice w Rosówku. Dalekie to trasy, pełne wyzwań. Szczecińska wersja trasy 50-tki, dzisiaj pierwszy raz pod tym tytułem jest wyzwaniem ze względu na wzniesienia, dość liczne.. Dla mojego napędu też było to wyzwanie z którym jakoś dawałem sobie radę. Tylko mój współtowarzysz, trochę narzekał na zmęczenie! Jednemu się jednak dziwię. Zmęczony jest, obolały, a zapierdala zamiast spokojnie jechać.. Nie zrozumiem tego :) Mniejsza jednak o to, plusem jest to, że było sporo postoi. Te, nie tylko dla wygody współtowarzysza były ale także z konieczności podmiany bateryjek w kamerce. Oczywiście nie naładowałem sprzętu, nie byłem przygotowany do trasy! :) Standard. I tak wkrótce mijaliśmy niemieckie ziemie, by znów wjechać na Polskie ziemie! Zmierzyć się z ostatnimi wyzwaniami, które wiodły przez takie wsie jak Smolęcin, Warnik aż po dobrze mi znane Będargowo. Są to piękne wiejskie tereny, które jednak mają pewną wadę. W kolejnych latach będą niebezpiecznie łączyć się ze Szczecińską metropolią, która chcąc, nie chcąc ciągnąć się będzie aż po Niemiecką granicę. Prócz problemu urbanizacyjnego, na trasie pojawia się problem, o którym wspominałem w mojej klasycznej trasie 50-tce z początku tygodnia.. Śmieci. Nie tylko w wymiarze przenośni, że ludzie to śmiecie, bo to też, ale masowe wyrzucanie wszystkiego, dosłownie wszystkiego po polach, lasach, krzakach.. Źle się dzieje w tym świecie naprawdę. Kolejnym zderzeniem z rzeczywistością był wjazd do Będargowa, zaraz za nim były Warzymice, więc już tak naprawdę Szczecin.. Tak trudno uciec z tego miasta, i jak na złość, jak na żart rzeczywistości tak prosto do niego wrócić. I znów Szczecin, znów problemy w mieście. Spory ruch aut, sporo ludzi, i ta moda na elektryczne hulajnogi. Te tematy prześladowały mnie do końca trasy, która ciągnęła się wzdłuż ul. Cukrowej, potem ul. Mieszka I, aż do Placu Szyrockiego, gdzie znów wjechaliśmy na ul. Boh. Warszawy.. Kolega wrócił w swoje strony a ja pojechałem ul. Mickiewicza do skrzyżowania z ul. Łukasińskiego, kończąc dzisiejszy wyjątkowy wyjazd. Trasa była naprawdę fajna i była miłą odskocznią od trudów codziennego życia w mieście. Smuci i dobija mnie jedynie to, że jutro znowu do roboty.. To taka osłabiająca myśl, która niszczy każdą miłą chwilę :(
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)