Trasa z dnia dzisiejszego - mimo, że w takiej chłodnej jesiennej aurze dość piękna się okazała. Wokół mnie te ostatnie oznaki pięknej złotej Polskiej jesieni. Zabrakło co prawda błękitnego nieba, promieniami słońca otoczonego.. Ale i tak było niezwykle.. Także niezwykle trudno :) Na trasie zaliczyłem jedną małą wtopę, która w sumie na dobre mi wyszła.. Wydłużyła trochę dzisiejszą podróż i sprawiła, że ślad trasy był ciekawszy ;) Choć to mało prawdopodobne ale jest możliwe i tak jest, że wciąż są mało znane bądź nieznane mi drogi, i przez takie dziś również przejeżdżałem. Trasa mocno terenowa, głównie leśne bądź takie polne drogi. Za to jest niezwykła, w niezwykłej atmosferze.. Daje to nadzieję w ten smutny czas.. W końcu kończy się kolejny rowerowy rok. Pewne dokonania, wyzwania, i wyjazdy pozostają już za mną. A pewne niezrealizowane cele przechodzą na kolejne lata.. Mijający 2020 r., zapisuje się bardzo ciekawie - jest on bowiem najlepszym moim rowerowym rokiem w dziejach, daje sporo przejechanych kilometrów, sporo odkrytych nowych dróg i miejscowości.. A jak pokazuje przykład dzisiejszej trasy - odkrywcę w sobie nadal odnajduję. Dziś jechałem po raz pierwszy przy drodze ciągnącej się wzdłuż jednego z dwóch jezior Trzygłowa, gdzie właśnie nie będąc nawet świadomy tego co się dzieje - zrobiłem tam pętelkę :) To jedna z nowych dróg. Kolejna poprowadziła mnie leśną drogą od Kołomącia do Zagórcza. Aby było weselej, gdybym nie zrobił okrążenia Trzygłowskiego jeziora to wyjechałbym właśnie w tym lesie, przez który dojeżdżałem do Zagórcza.. Od paru miesięcy podejrzewałem, że jest możliwy taki przejazd z Kołomącia a dopiero dziś z niego skorzystałem :) I ostatnią nową drogą była droga ze wsi Wołowiec w gm. Nowogard, do Potulinca. Tam jest w sumie kilka dróg. Dziś odkryłem jedną z nieznanych mi dróg prowadzących bezpośrednio z Wołowca do Potulinca. Byłem pewny, że już tak kiedyś przynajmniej jedną z tych dróg jechałem. Ale jeśli naprawdę miało to miejsce to może w 2015 r., gdzie nie mam śladów GPS, filmów aby innych takich informacji poza co najwyżej zdjęciami z tras. Coś mi się to kojarzy tyle, że nie znalazłem na to dowodów analizując ślady GPS tras z 2016-2020 r (włącznie). Więc nie wiem.. Jeśli nawet tam byłem tak dawno to mogę przecież nie pamiętać. I może już w tym roku się tam nie wybiorę ale być może w przyszłym roku będzie taka możliwość aby pojechać w te strony Wołowiec (gm. Nowogard), i tam pojeździć. Tam jest wiele takich wiejskich dróg, mają swój niezwykły urok.. I niestety nie często bywam w tych stronach. Jakoś mi nie po drodze aby tam jechać..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 710
Trasa nr [łączna]: 792
Trasa nr [na blogu]: 706
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 4
W tym roku: 186
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 783 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 697 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6893 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 6946 km
Maksymalna prędkość: 25.7 km/h
Przejechałem: 53.34 km
Przejechałem [msc]: 137.4 km
Przebieg roweru [rok]: 8380.03 km
Przebieg roweru [suma]: 30945.76 km
Przejechalem w 2020: 8380.03 km
Podroż dookoła świata (2020) 20.9501 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 77.3644 [%] km
Czas jazdy: 04:18:44 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1953:27:13 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1730:01:05 h
Czas Jazdy Suma (2020): 531:37:45 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 09:15:51 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:18:58 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:51:30 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:12 h
Średnia: 12.4 km/h
Dzisiejszy dłużący się wypad, poprowadził mnie w naprawdę wiele wyjątkowych stron, skrywających wiele wyjątkowych historii. Zacząłem trasę od przejazdu drogą na krężel, skrywającą się w sinej mgle.. Przez kolonię Sowna, przez całą moją piękną Narnię - tak bardzo zniszczoną przez ludzką chciwość po Waniorowo, i mniej przeze mnie uczęszczaną drogą z Waniorowa do Trzygłowa. Większy postój przy moim obecnym miejscu pracy (SP Trzygłów), i czas było zaczynać nowe przygody. Kilka nowych dróg o których już wspominałem idealnie uzupełniały chwile związane z dzisiejszą trasą. Choć nie było za ciepło, rozpalały mnie myśli o przygodach. Przynajmniej odnosząc się do miejsc które już tyle razy zwiedzałem, tyle razy widziałem - przelatują mi w pamięci te wszystkie trasy gdy je poznawałem.. Wiele z dróg poznałem dopiero w tym roku! A już wykorzystuję je budując te niezwykłe trasy. Jednak nie tylko piękno natury tutaj gości, wśród coraz mniej licznych jesiennych akcentów, skrywanych w mijanych wsiach, i lasach. A właśnie nadal panoszące się zło.. Masowe wycinki drzew, niszczenie dróg w lasach.. To był koszmar największy, który często utrudniał mi jazdę, te przeprawy.. Pojawiają się jeszcze takie drobniejsze problemy - czy raczej wkurwiający ludzie jak ci jebani grzybiarze co dalej, nie znając żadnego umiaru i opamiętania nadal łażą po lasach.. No ile można?! Już na nich w ostatnich wpisach narzekałem: W poszukiwaniu samotności. A ta patologia zdaje się, że nadal chce się mieć dobrze i chyba się ma dobrze.. Nie skupiając się jednak na tych gorszych chwilach, piękna i męcząca trasa - naprawdę po tych 50 km miałem już dość jeżdżenia dzisiaj.. Ciężko, trudno i średnia nie powalająca.. Jednak na takich drogach przyspieszyć się nie dało. A dodatkowo urwały mi się zaczepy od błotników i z przodu i z tyłu ;) Nic nie wytrzymuje jeżdżenia po tych dołach i dziurach.. A już najgorsze to te kamienne drogi (takie płyty z dziurami), które ciągną się kilometrami.. Taka droga ciągnie się np. z Wołowca po Potuliniec.. I to właśnie tam - a potem w samym Potulincu te usterki nastąpiły.. Piękne widoki, szpecą wspominane ludzkie działania.. Wszędzie wyżynane maso drzewa i niszczone leśne drogi. A ja już tyle razy pisałem, że skoro skurwysyny jebane wycinają te drzewa to przywiązać im je do szyi i niech sobie ciągną! To będzie jedyny pożytek zarówno dla lasu jak i dla świata, jak takich zniszczonych chciwością gnid będzie coraz to coraz mniej.. Eh.. Kończąc dzisiejszy wpis, chciałbym go jednak kończyć pozytywną myślą. Mimo, że następuje na dobre kolejna jesień a za nią nieznane oblicza nadchodzącej zimy - pozostaje ta nadzieja, że ten czas minie szybko. I nie będę zniechęcony, nie dam się zniechęceniu i rozleniwieniu, które popycha mnie w bardzo negatywnym kierunku - w kierunku podejścia antyrowerowego.. A przecież już takie zdołowanie zaliczyłem (druga połowa 2016 r.), choć nie wynikało to z lenistwa a z problemów zdrowotnych to jednak gdy minęły to było trudno się zmotywować do powrotu do jeżdżenia.. Gdyby mi się nie udało (a tu udany jest 2017 r. - po raz pierwszy 5 000 km/rok), to możliwe, że nie osiągnąłbym tych osiągnięć, które mam już za sobą.. Kończąc tą kolejną swoją podróż.. Mimo tej smutnej szarej rzeczywistości w której przychodzi mi się otaczać.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)