Dzisiejsza trasa to nasz drugi dzień w Kaszubach! W dniu dzisiejszym miało się więcej ambicji niż możliwości. Jednak wczorajszy dzień dał o sobie mocno znać. Do tego doszła kolejna noc bez spania. Ciężko spać w nowym miejscu, zmęczenie też swoje robi. I tak się przemęczyło do rana. A do tego mieliśmy długi dojazd - coś w okolicę 70 km w jedną stronę. Dojazd do Kartuz skąd dzisiaj mieliśmy dojechać do Gdańska. Taki był plan. Jednak Gdańsk nie został osiągnięty. Ambicja ambicją a możliwości w jej sprostaniu... Dzisiaj był po prostu ciężki dzień, dojazd też swoje robi. I ostatecznie zrobiliśmy mniejszą trasę ale i tak było fajnie. Mnóstwo fajnych widoków, głównie koncentrujących się w okolicy znanej lokacji - Gdańskiego Żukowa. A co jednak ostatecznie przekreśliło dzisiejszą trasę?... Postęp, urbanizacja. Ta jest ogromna i to jest urbanizacja ponad wszelkie normy społeczne. Aż obrzydliwe jest coś takiego, trwać w tak dużym skupisku ludzi, i dookoła nic innego jak ciągnące się kilometrami miasto, z nie przemyślanymi szlakami dla rowerów. Nie będę się już czepiał, że nie są to szlaki połączone - ale w ogóle... Kawałek zdegradowanego chodnika obarczonego znakiem C13/C16 nie czyni tego infrastrukturą rowerową. I nie można z powodu nie korzystania z niej być pociągniętym do odpowiedzialności. Tylko kawałkiem za Kartuzami w stronę Dzierżązno (Dzérzążno) była jako taka droga. Potem już brak, chodniki i kombinowanie. A szkoda, strony są naprawdę sympatyczne ale bliskość ruchliwych ulic może co niektórych zniechęcać. Mnie nie. Bo mnie to akurat nie przeszkadza - jestem nastawiony na cel. A droga to tylko środek do niego. Jednak ogólnie rzecz ujmując powinny być bezpieczne i fajne trasy. A tym czasem takich nie ma. Chodniki po których jeżdżą i stają samochody. I tak ten cyrk ciągnie się wzdłuż ruchliwej drogi DW211 do Żukowa. Tam już sam nie wiedziałem co z sobą robić i trochę ulicą, trochę po tych chodnikach jechałem. A przecież nie wszędzie jest znak C13/C16. Ten brak spójnej i dobrej jakościowo drogi też był męczący. Czas mijał a my dosłownie w 2h jazdowe przejechaliśmy 15 km. To jest przecież jakiś żart. Nim się dojechało do Żukowa było się padniętym. I teraz co... Jechać gdzieś na około.... Nadrabiać kilometrów do tego Gdańska czy jechać po DK7? Ostatecznie w Żukowie temat Gdańska upadł. Trwałoby to zbyt długo. A jeszcze trzeba wrócić do Kartuz. Odpuściliśmy sobie więc ten temat i pojechaliśmy w pięknej okolicy Żukowa, która traci na tej chorej urbanizacji i braku dróg, obwodnic, które powinny powstawać tutaj już 20 lat temu. A nie dopiero teraz. Dopiero teraz powstaje obwodnica Żukowa, droga S7. Dopiero teraz powstaje (nadal) droga S6 do Gdańska - aktualnie od Koszalina. Do Koszalina jest gotowa. No ale ta DK7... Ten wjazd do Żukowa. Te zakorkowane miasto, ten skwar dzisiaj. Jakoś nie napawa to optymizmem. A czas realizacji? No też nie. To powinno być już zrobione 20 lat temu a nie dopiero powstawać. Bo dopiero te drogi E-SKI odciążą lokalny ruch i powinno być tu normalnie. Jak obecnie jest normalnie na dawnej DK6. Tak samo powinno być na obecnej DK7. Jednak to pieśń przyszłości podobnie jak sama cała S6 od Koszalina do Gdańska jest planowana do zdania do użytku dopiero w 2025 r.: Obwodnica Żukowa do Gdańska. To przecież jeszcze 1,5 roku. Gdyby nie to, to bym przemyślał czy nie chciałbym w tym roku zwiedzić Gdańska. A nawet jeśli tam będę przy okazji innych tras to fajnie było by połączyć Gdańsk z Żukowem aby mieć połączone trasy. W chwili obecnej jest to trudniejsze do osiągnięcia i gdybym miał to zrobić to muszę sam pojechać. W końcu nie po takich ruchliwych drogach jeździłem - z najbardziej ruchliwych to dawna DK6 nim powstała S6 w moich stronach. Czy krótka przejażdżka drogą A6/S3: 15 tyś Aurelio - "200 km". To jednak dawne dzieje... W obecnych to ciężko o drogi o aż takim natężeniu ruchu jak w tej Trójmiejskiej Metropolii, która z resztą kraju jest skomunikowana słabo. To wina poprzednich rządów, czasów II RP... I olewania budowania spójnych tras dróg szybkiego ruchu a także tras dla rowerów. Tutaj prym wiodą Niemcy. Nasi zaspali. I prawdopodobnie za naszego życia - mojego czy JS, większych zmian i płynących z nich korzyści się nie doczekamy. Po prostu to wszystko trwa zbyt długo a braków jest sporo to choćby droga S11 (Koszalin - Poznań), czy droga S10 (Szczecin - Warszawa). Nie wiem kiedy się doczekam realizacji tych niezwykle ważnych i sporych inwestycji, które otworzyłyby drogę do wielu dalszych podróży po kraju. Znacznie wygodniejszych i bezpieczniejszych niż obecnie. Przecież nic tak nie wykańcza jak wiele godzin jazdy samochodem po tych zajebistych drogach, co chwila wiochy, ograniczenia prędkości... A gdy można przejechać szybciej i sprawniej?... Te dojazdy po Kaszubach też są takie męczące trasę 70 km w 1,5h bo się szybciej nie da. W normalnych warunkach ogarnęłoby się to w 40 min. Różnica jest prawda? Jak jest się już zmęczonym po trasie, czy po przeżytym dniu każda minuta ma znaczenie. Także dzisiejszy drugi dzień można uznać za taki słabszy. Przynajmniej częściowo - dojazd do Żukowa masakra. No ale za to droga powrotu? Bardzo fajna i już spokojniejszymi drogami, które odwdzięczały się przepięknymi widokami.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1250
Trasa nr [łączna]: 1329
Trasa nr [na blogu]: 1243
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 83
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1317 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1231 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 15562.4 km
Stan Licznika Końcowy: 15598.54 km
Stan Licznika Końcowy2*: 15523.54 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 28037 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 28073 km
Maksymalna prędkość: 30.6 km/h
Przejechałem: 36.14 km
Przejechałem [msc]: 212.72 km
Przebieg roweru [rok]: 3243.89 km
Przebieg roweru [suma]: 52298.14 km
Przejechalem w 2023: 3243.89 km
Podroż dookoła świata (2023) 8.1097 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 130.7454 [%] km
Czas jazdy: 03:14:37 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3327:54:24 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3104:28:16 h
Czas Jazdy Suma (2023): 219:46:28 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 16:34:32 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:18:54 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:38:52 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:01 h
Średnia: 11.18 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego się niekoniecznie udała. Nie taki był zamysł i zamiast w porę się wycofać może postawić na inny plan to dążyłem do zaplanowanego celu jakim było dojechać do Gdańska z odwiedzonych wczoraj Kartuz: Kaszuby - dzień 1/3. W końcu z Kartuz bliżej. To tylko 30 km... Do Gdańska. Nie było to jednak takie proste i przyjemne jakim mogłoby się wydawać. Te strony są mi obce i nie zdawałem sobie sprawy z tego, że są tak mocno zurbanizowane. W zasadzie od tych Kartuz poza małym obszarem dzielącym Kartuzy a Dzierżążno mamy do czynienia cały czas z jednym wielkim obszarem miejskim, który prawdopodobnie ciągnie się pod samą metropolię Gdańską. A przynajmniej do Żukowa na pewno. Może poza Lasami Oliwskimi pod Gdańskiem można uznać to za jeden wielki obszar miejski, w którym największym problemem jest brak infrastruktury drogowej. Ten dopiero powstaje, włącznie z obwodnicą Żukowa wciągu drogi S7. Czy to rozwiąże wszystkie problemy? Pewnie nie. Bo problemem dalej będzie droga DW211 z Kartuz, którą kawałkiem pod te Dzierżążno ominęliśmy przez pobliskie lasy. Jednak cały czas lasami byśmy się do Żukowa nie dostali. Przeanalizowałem mapę i nie byłoby to proste. Wyjechalibyśmy i tak w rejonie, którym wracaliśmy. Nieco inaczej przedstawia się przynajmniej możliwość dostania z Żukowa do Gdańska. Jakaś tam niby jest, no ale to znowu więcej kombinowania, i nadrabiania drogi niż to warte. Powinna przy głównych drogach być szeroka, dobrej jakości droga rowerowa. Inne oczywiście też mogą istnieć jako opcja. To jednak powinno być priorytetem a tego nie ma. A ten dojazd robił się koszmarny - przecież po tym się jechać nie da. I tak to wykańcza. Ten chodnik, jeszcze ta kostka ustawiona wzdłuż a nie w szerz chodnika... Masakra. Na drogach spory ruch. W końcu długi weekend. A do tego dochodzą remonty dróg, wycinanie zielska przy drogach. A potem władcy i dziennikarze będą gadać bzdury, że mamy stan suszy w kraju. W suszę się traw nie kosi. A skoro koszą to można założyć, że nie ma suszy. No ale dobra... W tej gonitwie dzisiejszej spotkaliśmy się ze znanymi problemami "prywatyzowania" wszystkiego. O np. dróg przy lesie, czy jeziora w Borowie. Jeziora Karlikowskie. Całe te drogi na tych wysokich skarpach niegdyś porośniętych iglastymi drzewami, teraz mają stanowić prywatny skansen dla bogaczy. Bo sobie po powieszali tabliczki, i co jeszcze? Szlabany porobią i bramy wstawią? Ludziom i to mocno w łeb wali w tej wszechobecnej gonitwie za tym, że to moje... Wszystko ogradzać i zamykać. Jeszcze kilka lat temu (okolice 2019 r.) mocno mnie to dziwiło. Z takim podejściem pierwszy raz spotykałem się w większej cywilizacji jaką był przyjazd do miasta Szczecin. A teraz ten dobrobyt braku mózgu widzi się dosłownie wszędzie. Powstaje coraz więcej takich zamkniętych osiedli a przy tym wyłączonych na obcych i innych miejsc. Chore te czasy w których wszystko się dookoła rujnuje i niszczy i pod siebie tylko zabiera i pod siebie. Nie ma co się jednak zjebami przejmować. Tymi się nie przejmuję i nie miałem problemu jeździć po ich prywatnych drogach, tym samym ominąć kawałek drogi DW211, gdzie nie było ani chodników ani dróg rowerowych. Tym samym wyjechaliśmy w Borkowie, a stąd już ostatnie kilometry dzieliły nas do Żukowa. Tam plany podboju Gdańska upadły. Po obiedzie który zjedliśmy na miejscu - pozostało wrócić. Jak już wspominałem ładniejszymi stronami tej niszczonej urbanizacją Kaszubskiej krainie. Wracaliśmy przez Pustki Żukowskie, mijaliśmy okolicę Elżbietowa. Chociaż na mapie pisze "Podelżbietowo". I tak aż do Smołdzina. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze mały postój przy jeziorku Techlinka właśnie pod Smołdzinem. Ze Smołdzina do Kobysewa droga była w miarę spokojna a później było trochę gorzej przy drodze DW224. Jednak od pewnego momentu chyba od Grzybowa ciągnęła się tam droga rowerowa, którą wróciliśmy prosto do Kartuz. I stąd już powrót do naszej bazy noclegowej. Dzisiaj w odróżnieniu od wczoraj wróciło się o przyzwoitej porze. Jednak zmęczenie, kolejny dzień bez spania dawał się mocno we znaki i dość szybko odpadłem od wspólnych aktywności. Bliżej zachodu słońca nie wybrałem się na spacer z JS po okolicy gospodarstwa na którym spędzamy drugą i tym samym ostatnią tutaj noc. Szybko odpadłem jednak do poranka musiałem się i tak przemęczyć... Jednak dzień mimo wszystko minął fajnie. Jakieś nowe wspomnienia są, nowe fajne miejsca też. Trochę szkoda, że nie zaliczyło się tego Gdańska ale i tak było fajnie. Przeraża jednak trochę ten poziom urbanizacji a bardziej przeraża to, że w przyszłych latach ten poziom urbanizacji jeszcze mocniej wzrośnie. I na zawsze zmieni się urok pewnych miejsc. Już się zresztą zmienia okolica Żukowa od Podelżbietowa czy Pustek Żukowskich. To są pojedyncze zabudowania a jednak są i to nowe zabudowania... Wkomponowują się póki co w te miejsca, w krainę jezior. A co będzie dalej?... Bardziej z cywilizowane strony niekoniecznie będą fajne. No i te tereny tutaj ... Dość specyficzne i męczące. Ta ilość wzniesień. Nie zrobiliśmy może dzisiaj zbyt dużo kilometrów no ale padnięci jesteśmy. No przynajmniej ja. Nie mogę mówić za JS - towarzyszkę tych podróż po pięknych Kaszubach.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)