24.08.2017
Jazda nr: 151

Tagi: MM, wiejskie_przygody, zach_slonca |

W dniu dzisiejszym mimo pewnej nie chęci czy takich mieszanych uczuć co do tego czy jechać w tą zaplanowaną trasę czy nie - pojechałem! Pojechałem w dość długą, męczącą trasę po dość ciężkim do jeżdżenia terenie i mimo wielu trudności z jakimi po drodze się spotkałem, wytrwałem w mym celu i dałem radę pokonać całą trasę. Chodź miejscami było mi naprawdę ciężko, ale wiedziałem, że muszę dać radę. W końcu jestem kondycyjnie na takie wyczyny przygotowany, wiec wszystkie ograniczenia to tylko wmawianie sobie, że się nie da rady, że to daleko i w ogóle. W końcu to taka jedna z nie wielu naprawdę długich wypraw gdzie na rowerze spędza się cały dzień (i to dosłownie). Dzisiaj do samego końca nie wiedziałem czy pojadę i czy pojadę aż tyle (150 km), postanowiłem wyjechać, spróbować i zobaczyć jak się będzie jechało. Jakby się źle jechało to bym wrócił albo skrócił drogę. Jakoś w nocy mi się tak źle spało przed wyjazdem, wiele niepewności i rower w idealnym stanie nie jest i takie te lato w tym roku czy w ogóle ten rok w sensie pogody taki niezbyt dobry - gdzie miałem więcej trenować i jeździć od Lutego a tak naprawdę zacząłem dopiero w Maju gdy w Maju 2017 r. zrobiłem ponad 750 km, nieco gorzej wypadł Czerwiec gdy zrobiłem zaledwie ponad 670 km. I właściwie sporo jeżdżę dopiero w miesiącu lipiec i jak na razie sierpień. A co z tego wyniknie - czas pokaże. Dzisiaj jednak stanąłem przed pierwszym takim wyzwaniem i nie wiem czy nie ostatnim. Chciałbym pojechać 200 km. To tylko 50 więcej niż zrobiłem dziś, a po dzisiejszych 150 km, przecież miałem siły jechać dalej i to na spokojnie, tylko mi się dzień już skończył. Znacznie więcej niepewności miałem będąc w trasie niż już przy jej końcu gdy już było dla mnie jasne, że dzisiejsze wyzwanie kończy się pomyślnie - mimo tego, że było ciężko to się nie poddałem, walczyłem ze słabościami i dotrwałem do końca. Problematyczne zarówno dzisiejszej trasie jak i w trasie: Trasa Węgorzyno-Łobez-Świdwin jest specyficzne ukształtowanie tego terenu. Wiele górzystych terenów, drogi jakie są takie są, ale wyjątkowo się nimi źle jeździ, ciężko. Mam już takie wspomnienia z 2015 r. gdy również byłem w Świdwinie. Ale wtedy właśnie ze względu na to, że się źle, ciężko jechało tą drogą ze Świdwina już więcej tam nie pojechałem. A w tym roku podkusiło mnie robić trasę z Węgorzyna do Świdwina przez Łobez. Trasa jest podobna do wspominanej trasy z 13.07.2017 r. Ale bliżej jej do trasy: "Próba charakteru i siły" z 02.07.2017 r. (Trasa: próba charakteru i siły), gdzie jechałem przez Wierzchy i Miętno do Nowogardu. Dzisiaj zrobiłem bardzo podobny zabieg z tym, że połączyłem trasy z 02.07 i 13.07.2017 r. Oraz lekko zmodyfikowałem tor jazdy. Już kilka dni temu tak właśnie pomyślałem aby tak właśnie pojechać i tak właśnie zrobić i tak właśnie zrobiłem. Powtarzam się, ale to jest dla mnie bardzo ważne, że miałem przed wyjazdem wiele niepewności i nie byłem przekonany co do swoich możliwości czy oby na pewno podołam temu naprawdę nie prostemu wyzwaniu - i tym bardziej cieszy mnie to, że podjąłem to wyzwanie i zwyciężyłem. Zacytuję tutaj klasyczny fragment z ramówki serialu Pokemon serii: Indigo League.. cytat brzmi: gdy wyzwanie rzuci los, z odwagą stań i walcz. W kontekście rowerowym - wsiadłem na rower i pojechałem (: Pojechałem aby walczyć ze słabościami, i aby pokazać, że mogę dużo. W końcu po coś jeżdżę regularnie od kilku miesięcy a jeżdżę po to aby móc robić naprawdę fajne trasy.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 152

  • Trasa nr [łączna]: 237
  • Trasa nr [na blogu]: 151
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 13
  • W tym roku: 87

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 234 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 148 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 2186.71 km
  • Stan Licznika Końcowy: 2337.05 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1920 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 2071 km

  • Maksymalna prędkość: 48.6 km/h

  • Przejechałem: 150.34 km
  • Przejechałem [msc]: 779.49 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3788.09 km
  • Przebieg roweru [suma]: 9654.71 km

  • Przejechalem w 2017: 3788.09 km
  • Podroż dookoła świata (2017) 9.4702 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 24.1368 [%] km

  • Czas jazdy: 09:20:49 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 610:41:17 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 387:15:09 h
  • Czas Jazdy Suma (2017): 251:36:13 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 50:54:04 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:54:56 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:53:31 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:32:52 h

  • Średnia: 16.11 km/h
Dzisiejsza trasa rozpoczęła się tradycyjnie i spokojnie. Wiedziałem, że czeka mnie do zrobienia wiele km. więc się nigdzie nie spieszyłem, nie szarżowałem z siłami. Wyjechałem z domu przed godziną 9 rano. Nieco późno, planowałem wybywać ok. 8 rano - im wcześniej wybieramy się na długie trasy - tym lepiej, szczególnie, że w okresie takim przed jesiennym te dni są coraz krótsze i może się okazać, że dnia zabraknie na przejechanie całej trasy. Trochę przesadnie do tego podchodzę, to przecież tylko 10 km więcej niż w trasie z 13.07.2017 r. gdy zrobiłem 140 km, i też wracałem przez Świdwin do Reska. Z tym, że dzisiaj wyjątkowo szło mi to o wiele ciężej niż ten ponad miesiąc temu. A pogoda jest znacznie lepsza, to może jakieś chwilowe nie domagania organizmu się na to złożyły, ciężko powiedzieć. Miałem dużo nie pewności przed dzisiejszym wyjazdem. A postanowiłem jechać dzisiaj ze względu na prognozowaną pogodę z tej wynikało jakoby w sobotę miałby padać deszcz, nawet być burza i miało być chłodniej niż dziś. To skłoniło mnie do tego aby jechać dzisiaj. Trzeba wykorzystywać ostatnie ciepłe dni, nim przyjdzie o wiele chłodniejsza jesień gdy już nie będzie możliwości robienia długich tras. Teraz są takie możliwości i teraz chciałbym z nich skorzystać - co zresztą uczyniłem. Ruszyłem z rana, było dość chłodno, takie mroźne powietrze. Zaparowane szyby i utrzymująca się długo rosa na roślinnościach. Ruszyłem drogą DW108 w stronę Golczewa, mijając trasę którą jakże dobrze znam (Sowno, Truskolas, Unibórz). Chłodno było aż pod miejscowość Karsk - to zaraz przy Nowogardzie. Z drogi DW108 zjechałem na DW106 i nią dojechałem już do Nowogardu. Na razie spokojnie, coraz cieplej i przyjemniej. Jechałem tylko do przodu - starałem się ignorować zniszczenia kapitalistycznych niewolników systemu, którzy pewnie pod jakimś przymusem przyjeżdżają w lasy za Truskolasem po Unibórz, oraz lasy w okolicy Golczewa, do Błotna a nawet dalej. Przyjeżdżają tu je niszczyć, niszczyć ten ekosystem, naturę i szpecić tutejsze piękne tereny. Wszędzie gdzie człowiek nogę postawi, tam właśnie wszystko zniszczy, zeszpeci i później są skutki dość opłakane. Dzisiaj wyjątkowo więcej na luzie do tego podchodziłem. Starałem się na to w ogóle nie patrzeć, liczyła się tylko droga przede mną - małe kroczki i wyzwania, które doprowadziły mnie do Nowogardu gdzie trwają nieduże prace na drodze, wobec czego przed rynkiem droga zamknięta i prowadzą na objazd do rynku. Skręciłem więc na ten objazd. Jedzie tam dziadek na składaku a za nim dwie osobówki. Boją się wyprzedzić dziadka - masakra. Wziąłem się więc za tych kierowców, sam ich wyprzedziłem tuż przed skrzyżowaniem w sumie i pojechałem przed tym konwojem :) Dopiero na wyjeździe na nowo na główną drogę, którą jechaliśmy - dopiero tam mnie dogonili i znów wyprzedzili a ja przejechałem już całe miasto i skierowałem się w stronę wsi Dobrej, jadąc drogą DW144. Okolice Dobrej Nowogardzkiej to też piękne wiejskie tereny. Zarówno tu jak i wcześniej w dniu dzisiejszym spotykałem bardzo wiele maszyn rolniczych, ciągniki, kombajny. Dzisiaj jakieś epicentrum prac rolniczych na polach! Często jeżdżę właśnie po takich wiejskich terenach z których się zresztą wywodzę, których mam w okolicy zamieszkania pod dostatkiem i z racji tej, że dziś tych wszystkich maszyn i pracujących rolników było znacznie więcej niż przeciętnie - postanowiłem poświęcić im tytuł wpisu. Główną myślą przewodnią dzisiejszej trasy stają się więc "Ciągnikowe drogi", a co tam walka ze słabościami i potrzeba wybicia się, pokazania się z jak najlepszej strony w tym niezłomności i uporu - ciągniki ważniejsze - a gdyby tak jakieś piękne wieśniaczki za ich sterami zasiadały to już w ogóle byłby raj^^ Dzisiaj nie robiłem sobie wycieczek po Dobrej Nowogardzkiej jak to zwykle czynię a pojechałem skrótami - nie tak jak pokazują znaki, bo te akurat prowadzą na około, pociągnąłem skrótami i wyjechałem ze wsi Dobrej i udałem się w stronę Siedlic. Kolejna droga pełna wspomnień i wielu pięknych widoków. Ciągnące się całe hektary pól, zapach koszonego zboża.. Mam takie teraz bliskie marzenie, aby już Jesienią tu przyjechać i gdzieś pod wieczór się przejechać tymi terenami.. gdzie ten klimat wsi czuje się jeszcze bardziej niż w innych miejscach. W takim właśnie cudownym nastroju mijały mi kolejne kilometry. Wkrótce Siedlice i ostatnie kilometry do Węgorzyna gdzie zrobiło się nieco ciężej. Tylko 10 km do Węgorzyna, ale jechało się ciężko. Miałem już teraz takie myśli a może zawrócę? Skrócę drogę? Przecież jeszcze taki kawał drogi przede mną. Nie uległem jednak tym myślom. Będąc już nieco zmęczonym i ciężko i ciężko przebrnąłem przez Węgorzyno aby znaleźć się na drodze DW151 - która już bezpośrednio wiodła mnie do Świdwina. Ten odcinek drogi miał tylko 30 km. Szybko zleciał, jest na nim wiele fajnych miejsc, widoków :) Więc czas mija miło. Do Łobza jest też sporo z górki, można rozwinąć skrzydła i pojechać nieco szybciej. Jednak, za każdą przejażdżkę w dół z górki przyjdzie nam podwójnie zapłacić. Wiele razy się z tą gorzką prawdą spotykałem. Korzystając z przywilejów i fajności jaką jest jechać w dół znacznie szybciej, nie używając do tego sił, musiałem odpracowywać na wielu stromych zniesieniach, które spotkałem tuż za Łobzem. Mijając Łobez nie wiele się zmieniło, od 13.07. Dalej trwa remont w jednym miejscu. Nie zrobili tego. Jak dla mnie to oni tam nic nie zrobili (opierdzielają się -.-). Ale gorsze są te górki za Łobzem do Świdwina. Wiele wyzwań. Bardzo ciężkich wyzwań. Podjąłem jednak każde z nich: gdy wyzwanie rzuci los, z odwagą stań i walcz! (...) ze mną chodź, już nadszedł czas! Nikt nie równy nam! Już zwycięstwa czujesz smak to zawsze był nasz plan! - i otóż to. Nie ma nic piękniejszego jak triumf już na zniesieniu. Im trudniej podjechać, im więcej powoduje ten podjazd irytacji i wyszukanych słów aby nie powiedzieć: "kurwa, daleko jeszcze!?", tym zwycięstwo smakuje lepiej. Podjąłem walkę na każdym wzniesieniu z jakim się spotkałem dzisiaj. Niezależnie od tego jak bardzo byłem zmęczony, jak wiele budziło to frustracji. Nie poddałem się i jechałem wciąż do przodu. W końcu dojechałem do Świdwina. Z niego, co bardzo dziwne, droga do Reska minęła wyjątkowo szybko i gładko. Już w Świdwinie miałem nabite 110 km. I im więcej po 110 km zrobionych i im bliżej do zrobionych 140 km, tym jakoś lepiej się jechało. Nie czułem już tego. Szczerze to po między 80-110 km przejechanych km, jechało mi się najgorzej. To powodowało takie myśli, że będąc w Łobzie miałem ochotę zawinąć i wracać przez Łobez do domu i dać sobie spokój z tym wyzwaniem. Jednak pojechałem dalej w stronę Świdwina. I opłaciło się. Po kilku wzniesieniach na odcinku drogi DW151 z Łobza do Świdwina trafiła mi się przejażdżka z górki. Gnałem prawie 50 km/h!! To są emocje i tak cenne chwile! Było już późne popołudnie, pełnia słońca oświetlająca pola uprawne i drogę wśród drzew, jaka prowadzi ze Świdwina do Stargardu. Na tej drodze ze Świdwina właśnie do Klęczewa prowadzi się wycinkę niektórych drzew. Wiele syfu przy okazji robią i wielkie dziury w asfalcie. Ja nic nie mówię, że ta droga i tak jest w opłakanym stanie, a te zmiany i działania tylko pogarszają jej stan. Smutny widok.. Wolę jednak skupić się na pozytywach, słońce, wsie<3 Towarzyszyły mi aż do końca jazdy aż po Resko. Tuż przed Stargardem i oczywiście za nim, wykorzystałem magazynowane pokłady sił aby jechać nieco szybciej.. I tak do Reska gdzie zajechałem na chwilę do kolegi, który był dziś na tyle miły ;> (pozdrowienia dla niego ;>) aby w połowie drogi do domu mnie odholować. Wspólna jazda, chodź na małym odcinku była miłym zwieńczeniem trudów samotnej jazdy, po nie łatwym terenie. Miałem co prawda dzisiaj w planie w drodze powrotnej z Reska zajechać na Makowice-Lotnisko, ale w trakcie trasy padła propozycja aby skręcić na Słudwia i tak się stało. Pojechaliśmy na Słudwia, kolega odprowadził mnie do wsi Dobiesław, skąd on wrócił do siebie, a ja już miałem dosłownie kawałek drogi do samych Słudwii zaraz za nimi już rodzinna miejscowość. Minąłem sieć Biedronka, przywitało mnie też logo nie dawno otwartego sklepu Dino i wkrótce dojechałem. Była 19:40 jak dojechałem a wyszedłem z domu ok. 8:40, ale nim przygotowałem się do trasy itd. to sam wyjazd koło 9 był, ale to nie istotne. Wychodzi na to, że cała trasa, wraz z przerwami itd. zajęła mi 11h. Czas jazdy był ponad 9h. Więc, dzisiejsza trasa to moja najdłuższa jazda w roku 2017 r (w 2016 r też ;p), oraz trwająca najdłużej. Zrobienie 140 km zajęło mi znacznie więcej niż 8h 5min (a tyle zajęło mi zrobienie 140 km w lipcu b/r). Dziś było o wiele gorzej, dziś także jechało się gorzej.. Nie to jednak jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że podołałem z każdym wyzwaniem z jakim spotkałem się na dzisiejszej trasie i szczęśliwie dojechałem. Na końcu trasy jestem lekko zmęczony i trochę mnie nadwyrężona noga boli ;) Cóż by była warta trasa bez jakieś drobne kontuzji! :))

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa24sierpnia2017zdj1.jpgtrasa24sierpnia2017zdj2.jpgtrasa24sierpnia2017zdj3.jpgtrasa24sierpnia2017zdj4.jpgtrasa24sierpnia2017zdj5.jpgtrasa24sierpnia2017zdj6.jpgtrasa24sierpnia2017zdj7.jpgtrasa24sierpnia2017zdj8.jpg


Mapa przebiegu trasy :)