Dzisiejsza trasa - odbyła się ciekawymi drogami z ciekawymi przeżyciami, które tylko umacniają mnie w stwierdzeniu, że jednak część części w moim rowerze jest na wykończeniu i dalej męczyć je nie wypada - bo i to ja się męczę i rower się męczy i nie wiadomo w sumie jak to się skończy a nie chce mieć nagłej dużej awarii kilka dni przed dużym wyjazdem - na który kolejną szansę będę miał dopiero za rok. A wszystko na to wskazuje, że kolejne intensywne treningi tylko przybliżają agonię części na rowerze, którym przebieg nieustannie rośnie więc się po prostu zużywają i tu nie ma na co czekać tylko trzeba tą sprawę załatwić. Nie ma też patrzeć na to co mówił fachowca od roweru, że tu niby wszystko jest dobrze. No niby jest tyle, że ja jeżdżę i wiem co się dzieje. Pech chciał tak, że z chwilą testów u fachowca wszystko było ok. A gdy trochę więcej się pojeździło to zaczęło znowu "osiadać" na tylnym kole czyli nie jest dobrze i ta sytuacja trwa już od jesieni 2016 r i wciąż nie została załatwiona. A taki prawdziwy intensywny sezon jeżdżenia na rowerze dopiero przede mną. Patrząc na to jak to wyglądało w 2015 r od czerwca gdy zacząłem: "PraceNaWakacje2015r" zrobiłem ponad 2300 km. Więc licząc, że nawet czeka mnie jeszcze 3 tyś. To o wiele za dużo i ryzyko rośnie, że pojadę gdzieś w dalszą trasę i nawali mi całkiem rower, że już całkiem kołem nie przekręcę i dopiero wtedy będzie problem. Także myślę, że już na pewno w tym tyg. zamówię części i się tą sytuację załatwi - zajadę całym rowerem czy nawet samym tylnym kołem aby majster od rowerów zamontował mi tam kasetę (chyba, że dam radę sam) bo łańcuch już sobie sam nałożę, oponę także. Przy zmianie opon rozważam czy od razu nie wziąć przedniej opony. Co prawda nie jest jeszcze aż tak zdarta, ale także jest popękana już i bieżnik jej schodzi. Wiadomo, że przednia opona o wiele mniej się zużywa niż tylna. No nie mniej przejdźmy do obecnej trasy. Na dzisiaj zapowiadano burzę. Chmurzyło się tak od rana i chmurzyło i chwilę przelotnie popadało - dosłownie parę kropelek, jak ksiądz kropidłem ;) Taki był początek mojego wyjazdu dziś i męczenia się z wiatrem i z rowerem. Ciężko mi nawet powiedzieć co było bardziej męczące czy problem z rowerem czy wiatr. Jedno jest jednak pewne, problem z rowerem - mam wrażenie, że te problemy są coraz intensywniejsze, trwają dłużej i pojawiają się częściej - no nie mniej dzisiaj były bardzo męczące i wnerwiające. Na przeciw tym wyzwaniom stawała również pogoda - pochmurnie trochę słońca, pochmurnie i prawie cały czas nieustannie miałem pod wiatr gdy jechałem. Trasę rozpocząłem tradycyjnie, wyjeżdżając na drogę 108 w stronę Golczewa - zajechałem tak mijając wieś Sowno i Mechowo do Truskolasu, skąd pojechałem tymi wiejskimi drogami pod sam Wytok skąd odbiłem na Gardomino, i pojechałem polną drogą do Wanierowa, skąd udałem się w las - kocimi łbami, co też było swoją drogą męczące do dobrze znanego mi lasu, który się tutaj znajduje. W lesie byłem atakowany przez robactwo :( Wjeżdżając jednak wgłąb lasu, nie dało się nie zauważyć dewastacji tych pięknych terenów, które znam od lat w Technikum gdy po raz pierwszy tu zawędrowałem. A zawędrowałem tam po raz pierwszy w 2012 r lub jeszcze 2011 r. nie pamiętam już dobrze - ale poszedłem tam na pieszo gdy było mi bardzo smutno i źle pewnego dnia i odkryłem takie cudowne, piękne miejsce. Od tamtej pory często je odwiedzałem. W sumie nie dawno bo dopiero w 2014 czy 2015 r. Odkryłem, że w las w który wjeżdżałem rowerem a chodziłem na pieszo był tym samym miejscem. Teraz z wielkim żalem patrzę na to jak ludzie tu wjeżdżają swoimi pierdolonymi samochodami i niszczą tą przyrodę na zawsze zabierając urok tego miejsca, niszcząc wręcz je. Nie dało się tego zauważyć już od pierwszych metrów wjeżdżając w las. Wiele powycinanych drzew, pustki między drzewami, wiele syfu i innych śmieci. A im głębiej w ten las, im bardziej przedzierałem się przez tą trasę tym granice absurdu były coraz większe aż dojechałem prawie do końca lasu. Tu bym kurwa nie wiem co z nimi zrobił !!! Jeszcze na początku Kwietnia 2017 była taka fajna ścieżka wzdłuż drzew idąca wprost na pole. Tak kurwa była. Zwalone wycięte drzewa leżały teraz tak. Wycięte, zniszczone. Wszystko kurwa niszczą. Już od początku gdy tu wjechałem coś czułem, że nie jest dobrze - bramka do wjazdu w las była otwarta, wgłębi słyszałem cięcie drzew, jak pracuje ich piła. Ale tych skurwysynów nie widziałem. Oni tak bardzo zniszczyli te piękne miejsce które dla mnie tyle znaczy, które znam od kilku lat i w którym tyle razy bywałem :( To jest nie wybaczalne co się dzieje. To bardzo smuci i bardzo sprawia, że chce się sprawiedliwości dla tych bandytów. Najlepiej dla tych którzy to zlecają a później dla tych którzy wykonują te bandyckie zlecenia.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 101
Trasa nr [łączna]: 186
Trasa nr [na blogu]: 100
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 36
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 183 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 97 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 1022.44 km
Stan Licznika Końcowy: 1071.38 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 38.2 km/h
Przejechałem: 48.94 km
Przejechałem [msc]: 362.18 km
Przebieg roweru [rok]: 932.84 km
Przebieg roweru [suma]: 6799.46 km
Przejechalem w 2017: 932.84 km
Podroż dookoła świata (2017) 2.3321 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 16.9987 [%] km
Czas jazdy: 03:17:00 h
Czas Jazdy Suma (ever): 430:25:09 h
Czas Jazdy Suma (blog): 206:59:01 h
Czas Jazdy Suma (2017): 71:20:05 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 25:35:49 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:11:59 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:58:53 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:02:58 h
Średnia: 14.91 km/h
Pozostałem tu jeszcze chwilę, zrobiłem kilka zdjęć. I dosłownie boję się o przyszłość bo nie wiem co mnie spotka gdy znów tu zajadę za jakiś czas. Ci ludzie to nawet nie ludzie, gnidy pierdolone, nie znają żadnych świętości czy to piątek, świątek czy niedziela wciąż i wciąż tu przyjeżdżają i rżną te drzewa, niszczą drogę która tu prowadzi - bardzo źle się jedzie rowerem wzdłuż torów właśnie przez to, że oni tu ciągle przyjeżdżają wycinać te drzewo a później je wywożą. Proceder w tym lesie trwa co najmniej od 2016 r. I wciąż i wciąż te gnidy pierdolone tu przyjeżdżają - nawet w niedziele i wciąż i wciąż wszystko niszczą, wycinają. Jak to tak dalej potrwa to tu już nic nie pozostanie - gołocizna. Te zwierzęta które tutaj mieszkają już teraz nie mają się gdzie podziać a nic nie wskazuje na to, że będzie lepiej - no bo nie będzie może być tylko gorzej jak ten proceder będzie wciąż trwał. Piękne miejsca, które są tak niszczone nigdy nie będą już wyglądały jak dawniej - NIGDY ! Wszystko tak bardzo się zmienia, dosłownie z dnia na dzień z tygodnia na tydzień a dewastowanie drzew i tej przyrody postępuje i wciąż trwa w najlepsze. Wkrótce opuściłem to miejsce już i bardzo skurwysynów kląłem gdy męczyłem się w drodze powrotnej wzdłuż torów - tak źle się źle jechało. Przyjechali skurwysyny ciągnikami, zniszczyli glebę. A była tu całkiem fajna droga a jest ona w coraz gorszym stanie. Im więcej tu skurwysyny przyjeżdżają tym jest gorzej. Tak wyjechałem już z tego pięknego niegdyś miejsca, które wciąż traci swój urok i walory - będąc nie daleko wsi Wanierowa skierowałem się na drogę 109 którą wróciłem już do rodzinnej mieściny - minąłem ją i udałem się na Lotnisko Makowice gdzie pojechałem nad rzekę, gdzie odbyło się dziś małe ognisko. Długo jednak tam nie zabawiłem na tym ognisku - komary tak żarły, że się usiedzieć nie dało więc nie chciało mi się tam męczyć i pojechałem na lotnisko - zrobiłem jedno pełne okrążenie na pasie lotniska po czym wróciłem przez lotnisko jadąc na wieś Czarne a z niego na skrzyżowanie Czarne - Słudwia (na drodze 152). Oh ale się ciężko jechało. Zrobiło się nieco chłodniej jak się jechało wiatr dokuczał. Rower także dawał się we znaki - ciągle miałem pod wiatr dzisiaj. Ciągle było źle. Jakby tego było mało to dzisiaj z rana mnie noga cały czas bolała. Początkowo na rowerze także mi dokuczała ale później przeszło ale i tak było ciężko jechać i robiłem często postoje - nawet w drodze do Słudwii kilka postoi zrobiłem - co kawałek ehh. I tak dojechałem do Słudwii, minąłem je i dojechałem do rodzinnej mieściny i jakoś już do domu dojechałem. Chodź było ciężko. Dziś w ogóle miała być cały dzień burza, cuda miały się dziać a większości dnia było fajnie, więcej słońca - gdy było słońce to było gorąco i przypalało wręcz gdy go zabrakło było nieco chłodniej. Cały czas się mocno chmurzyło ale nie padało - samej burzy też nie było. Nawet nie grzmiało. Chodź powinno grzmieć i walić piorunami w tępe trybiki władzy komunistycznej, która działa na rzecz niszczenia przyrody, jej dewastacji dla swoich dość płytkich celów (przecież to oczywiste, że chodzi o pieniądze) o nic innego.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)