Trasa z dnia dzisiejszego następuje po kilku dniach przerwy - kolejna przerwa - znowu przez pogodę chociaż nie cały czas czynnikiem decydującym jest pogoda. Tak się złożyło, że wczoraj np. 10.02 - miało nie padać i planowałem trasę w Kamieniu Pomorskim a większość dnia padało. I może to dobrze, że nie brałem Aurelii i zrobiłem swoje plany (dronowe), gdzie nagrywałem wyspę Gardzka Kępa. Dzisiaj zresztą też miało nie padać. A pogoda miała inne plany. Od rana było tak szaro i mglisto. Długi czas łudziłem się a nawet okłamywałem, że przecież nie pada ani nawet nie kropi - to jednie mgły się skraplają. To mogły być jednak z powodzeniem moje iluzje... A prawda była taka, że już od rana przechodziły deszczowe chmury i czasem mniej a czasem gorzej dawały się we znaki. Na ostatniej prostej, w ostatnich kilometrach i w okolicy godziny 15 nastały bardziej deszczowe chwile. Teraz już nie można było uciekać w świat fantazji, że jedynie mgły się skraplają. Następowały mocniejsze opady. Jednak cały czas utrzymywała się sina mgła, otaczająca całą rzeczywistość. Czułem się jak w październikowe coraz krótsze dni, z tą różnicą, że obecnie tych dni przecież przybywa... Z każdym mijającym tygodniem jest coraz lepiej! Jeszcze ciut lepsza pogoda i można działać na miarę dzisiejszych przygód z GŻ. Chociaż dzisiaj to było tak wstępnie... Pierwszy raz GŻ jest u mnie, w moich stronach. I ma okazję zobaczyć coś nowego... A czekało dzisiaj sporo atrakcji i aby móc wszystkie zrealizować trzeba było się spieszyć. Niestety problemem jest zimowy rozkład jazdy PKP - pierwszy pociąg w niedzielę przyjeżdża dopiero przed godziną 11. Jakiś sensowny wyjazd - na obecną długość dnia to niestety 17:05. No niestety ale dodatkowo pogoda psuła plany pozostania dłużej. No bo gdyby nie pogoda to można by było śmiało zostać dłużej a nawet zaryzykować powrót o godzinie 17:55. Niby w rozkładzie jest taki kurs - to w sumie dziwne, że 50 min. później jedzie kolejny skład... No ale gdyby faktycznie taki był to zawsze godzina (no nie cała) ale powiedzmy, że godzina do przodu - ta dzisiaj by nas trochę urządzała. Jednak co by nie mówić: pogoda swoje zrobiła. Nie ma co jednak narzekać - póki co. Dnia przybywa, może rozkłady letnie PKP będą lepsze. A jeśli nie... To wraz z poprawiającą się długością dnia, będzie można śmigać do tej 20. A dokładnie 20:18. Jest taka właśnie duża przepaść w rozkładzie PKP - 17:05, 17:55 i potem nagle 20:18 i to ostatni kurs np. w taką niedzielę. Skupiam się na niedzielnym dniu no bo dziś jest niedziela i dzisiejsza trasa jest niedzielna... :) Pewne skojarzenia idą w stronę początków Iglicowych urbeksów: nieDZIELNI rowerzyści - Iglice Pałac. A tak stawiam ten wpis. Myślę, że GŻ będzie zainteresowany. Nieco dawne wspomnienia... Patrząc jednak po tym co się dzieje obecnie to myślę, że maksymalnie do 2030 r. I z pałacu nie wiele zostanie - jak nie wiele zostało z pałacu w Wicimicach i w Starej Dobrzycy - z tych dwóch - co mieliśmy dziś zobaczyć - jedynie częściowo zobaczyliśmy pałac w Dobrzycy. Nie było już na to czasu, i w sumie racja - gdy wróciliśmy i to i tak pędząc - mieliśmy tylko 17 min do odjazdu pociągu o 17:05. Nie było to zbyt optymistyczne. Przemoknięci, trochę owiani czekaliśmy na pojawienie się środka transportu, na który z takim poświęceniem się gnało - mając za sobą nie łatwą drogę ze Starej Dobrzycy przez Wicimice i potem prosto na Płoty wzdłuż drogi DW112. No ale to nic... Jeśli nic się w rozkładach nie zmieni to następnym razem będzie się brało pod uwagę odjazd pociągiem o 20:18. Tylko aby to miało sens przydałoby się aby dnia trochę przybyło... Obecnie to tak do tej 17:30 może 17:40 jest jeszcze względnie jasno. No gdyby był pociąg np. po godzinie 18 to byłoby dobre rozwiązanie! Taki może bliżej 19...? A tak - te połączenia co są, nie są dla nas optymalne i nie pozwalają niczego sensownego zaplanować. Może te odjazdy nie byłyby takie złe, gdyby dało się z rana szybciej przyjechać... :) Ten czas jest ważny - co dzisiaj było dość okrutnie widać... Tak szybko mijał... I na wszystko a dokładnie na lepsze zapoznanie się z pałacem a raczej tym co z niego zostało w Starej Dobrzycy: Niepowtarzalne przygody. A tym bardziej nie było już czasu na Wicimice. Tam pałac to tylko "chwila" - to tylko symbol. Ciekawsza jest gorzelnia :) No ale pałac + gorzelnia i kolejna godzina by minęła, której nie mieliśmy. A licząc na spokojnie 40-50 min dojazdu na stację PKP trzeba liczyć. Przezorny, który miałby być ubezpieczony liczyłby na to kolejną godzinę czasu. Stąd mój wniosek, że w obecnej sytuacji rozsądny byłby odjazd bliższy godziny 19. Jednak dzisiejsza po południowa pogoda i tak nie powaliłaby się cieszyć tą wycieczką. Nie mniej to co najważniejsze to udało się zrealizować - byliśmy w Iglicach. Ja już dawno koledze GŻ obiecałem, że go tam zabiorę. Zresztą Iglice, są takim miejscem od których zaczynam urbeksy i wprowadzam w to nowe osoby, które wcześniej się tym nie bawiły (np. JS) :) Fajne miejsce, które znam od wielu wielu lat i dla mnie historycznie też jest ważne bo obok lotniska w Makowicach - gdzie swoją drogą też byliśmy z GŻ - to były moje początki interesowania się historią takich miejsc i wprowadzeniem do tematyki urbeksu - choć wtedy oczywiście nie wiedziałem, że to tak się nazywa... I miałem ograniczony zakres zainteresowań. Na poważnie urbeksy (na nowo i rozwinięcie) - nastąpiło dopiero po pamiętnej trasie z 22 listopada 2018 r. - z pozdrowieniami dla MM. Pewnie podobnie jak ja, często wspomina te niezapomniane dzieje, gdy pałac w Iglicach ostatni raz był w dobrym stanie czyli w sumie takim jakim go zapamiętałem z dzieciństwa, gdy prócz pałacu zwiedzałem wówczas nie funkcjonujący tartak w Iglicach - obecnie znów w prywatnych rękach i działający. Także, piękna historia, którą przez deszcze i mgły przedarliśmy się do najdalszych wspomnień związanych z tymi pięknymi miejscami! To jednak nie koniec przygód... Kolejne przed nami... :) Jestem wstanie umówiony z GŻ na marcowe dni. Dnia na pewno przybędzie. Jeszcze niech pogoda będzie lepsza i wówczas pojedziemy zarówno na Wicimice jak i na Dobrzycę. A może jeszcze uda się coś zobaczyć i zwiedzić? Nie wiadomo... :) Wszystko przed nami...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1375
Trasa nr [łączna]: 1453
Trasa nr [na blogu]: 1367
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 19
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1440 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1354 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 19596.7 km
Stan Licznika Końcowy: 19657.3 km
Stan Licznika Końcowy2*: 19537.9 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 32076 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 32137 km
Maksymalna prędkość: 36.1 km/h
Przejechałem: 60.6 km
Przejechałem [msc]: 144.56 km
Przebieg roweru [rok]: 498.3 km
Przebieg roweru [suma]: 56356.88 km
Przejechalem w 2024: 498.3 km
Podroż dookoła świata (2024) 1.2457 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 140.8922 [%] km
Czas jazdy: 03:51:39 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3597:57:34 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3374:31:26 h
Czas Jazdy Suma (2024): 34:01:31 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 09:06:56 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:49:23 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:27 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:15 h
Średnia: 15.74 km/h
Dzisiejsza trasa odbyła się mimo "nie pogody". Choć swoją drogą mogło być gorzej jak np. w dniu wczorajszym - gdy pogoda naprawdę nie dopisywała... I to dłuższy czas niż w dniu dzisiejszym. Mimo, że szaro - miejscami trochę wiało. To dało się przeżyć. Miałem nadzieję, że deszcz nie dojdzie i nie rozpada się przed godz. 17. Jednak poważne ulewy dopadły nas już przed godziną 15. A wcześniej tylko momentami kropiło. Pomimo tych nie sprzyjających warunków pełni nadziei na przygody pojechałem! Przed godziną 11 a dokładnie w okolicy 10:46 odbierałem GŻ z Dworca Głównego PKP w Płotach, skąd ruszyliśmy po mieścinie w której się wychowałem i całe życie mieszkałem. Kiedyś, kiedyś obiecałem GŻ, że zabiorę go na lotnisko w Makowicach. Dobrze, że się przypomniał - bo goniąc za czasem i priorytetami pojechalibyśmy od razu na Resko a z niego do Iglic... A tak zahaczyliśmy jeszcze kawałkiem lotnisko, trochę pasa startowego, domki oficerskie i to co zostało z wierzy kontroli lotów i pozostałych obiektów, umieszczonych w tym miejscu. I ruszyliśmy dalej, przez lekko prószący deszczyk na Resko. I tak szczerze? To z jakiegoś powodu na Resko jechało mi się dość ciężko. Ta pogoda nie pomagała, starałem się trzymać jakąś rozsądną prędkość jednak było trudno. Opadałem nieco z sił, wilgotne zimne powietrze dawało się we znaki, i te nie kończące się piski od Aurelii. O ile na trasie: Brak "Dobrzyckiego zachodu" moje przypuszczenia kierowały się w stronę suportu (WG twierdzi, że amortyzator) - no ale mu nie wierzę - to dziś myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa to wina siodełka. Sztyca podsiodłowa jest mocno zużyta, sprawdziłem to po trasie: Makowice-Lotnisko: Atak zimy. Lata całość, wszystko jest tak rozjebane, że dziwne, że to się w kupie trzyma. Gdy podniosę się z siodła i jadę na stojąco to nie ma pisków. To oczywiście kłóci się z moimi obserwacjami, że jak mocniej docisnę pedałów... No ale może dociskając pedały ocierałem się mocniej o siodło i stąd ten efekt? Dziś myślę, że to siodełko. Denerwowało mnie to, ale co począć... Trasa trwała dalej... Byliśmy chociaż w połowie drogi do Reska taki plus. Gdzie swoją drogą dzisiaj te drogi były otoczone kordonami milicji - zaczęło się w Płotach gdzie łapali kierowców jadących w stronę Reska. Kolejny patrol stał w samym Resku a ostatni z jakim się dziś spotkaliśmy był na wyjeździe z Wicimic. Coś się działo ale nie do końca wiadomo co. Może jakieś zawody? Bo w sumie w Resku jeden kolaż z numerem startowym jechał. Jednak na cały dzień dzisiejszego wyjazdu jedynie z jednym rowerzystą się spotkaliśmy - w sensie, kimś kto mógłby brać udział w zawodach. O ile dzisiaj jakieś były organizowane... GŻ nawet pytał, czy mówił, że gdybyśmy wiedzieli to może bralibyśmy udział. Nie mogę mówić za niego, mówiąc za siebie: ja raczej nie brałbym udziału. Nie czuję się na siłach na takie wyjazdy. Już w drodze do Reska było mi ciężko, nieco łatwiej było jechać na Iglice, gdzie w końcu dotarliśmy. Ponad godzina chodzenia po Iglicach, małe loty dronem (kolejne) - pierwsze robiłem na lotnisku. Jednak szybkie - raz, dwa po dosłownie parę % baterii. I dalej, i dalej. No bo nie ma na to czasu. I w sumie nie było... Wycieczka po Iglicach zabrała trochę czasu a co dopiero była godzina 14. A pod Dobrzycą się okazuje, że jest nagle 15. I mamy problem... Dojazd do Dobrzycy też nie był łatwy. Mimo, że droga utwardzona to jechało się słabo. Miejscami ciężko przez te leśne wciąż niszczone tereny... Dookoła sporo wycinek... Niektóre świeże. Nic się nie zmienia - ta wojna wciąż trwa. Lekka mżawka zamieniała się powoli w większy deszcz. Tyle, że wciąż wypychałem od siebie tą myśl, mając nadzieję, że prognozowane spore opady przyjdą po godzinie 17. Nie przyszły - już się zaczynały. To skróciło plany zwiedzania Dobrzycy - zajechać zajechaliśmy - ale dosłownie na chwilę. I może dobrze? Minęły prawie 2 lata (13 kwietnia 2022 r.) jak ostatni raz byłem w Dobrzycy przy tym dworku. To był wyjazd bez roweru, pierwsze większe wyjazdy z JS. Przy okazji używany był nowy szkolny nabytek - Nikon Z FC. Zwiedziłem wtedy pałac w Dobrzycy: Pałac w Starej Dobrzycy i Stara Dobrzyca - polskiezabytki.pl. Wówczas stan pałacu pozostawiał wiele do życzenia. A mimo to, przetrwał do dziś! I to praktycznie w nie naruszonym stanie... A przecież - przez prawie 2 lata - było tyle deszczowych dni, ataki zimy, mrozów, i wietrznych dni. A mimo to, pałac stoi. Było ryzyko, że jego druga część się zawali - jak stało się w 2017 r: Runęła część pałacu w Starej Dobrzycy - Resko24.pl. A mimo to - trwa nadal! Tylko na ile taki stan rzeczy się utrzyma? Podejrzewałem, że z pałacu nie wiele zostanie - tylko ściany jak w Wicimicach. A tym czasem... Wciąż jest pokusa aby tu wrócić. Zrobić nowe zdjęcia i wykorzystać drona do fajnych ujęć. Zresztą dzisiaj wykorzystywanie drona przy tym pałac nie zbyt mi się udało. To pewnie przez pośpiech. Nie za bardzo miałem gdzie startować - dron nie chciał ruszać z tej mokrej ziemi. Wystartowałem z muru, chciałem go trochę odsunąć od drzewa i polecieć wyżej. Zamiast tego wleciałem w gałęzie drzewa... No ale nic się nie stało. Dron działa :) I ma się świetnie. Sprawdziłem go jeszcze dzisiaj po trasie... Nie mniej zrobiłem kilka ujęć, na ile czas pozwalał i pogarszająca się pogoda. Ostatnie zdjęcia, spojrzenia i w drogę. W sumie nie wiem czy to dobry pomysł, że wracaliśmy przez Wicimice. Gdy już byliśmy w drodze to tak wracała do mnie myśl, że może lepiej było na Modlimowo. Trochę szybciej - ostatecznie i tak wylądowalibyśmy na drodze DW112 ale szybciej i wygodniej. Bo jednak ten powrót na Wicimice po tych dziurach w tym deszczu to masakra. W Wicimicach okazało się, że nie mamy właśnie za dużo czasu (nie cała godzina pozostała) i trzeba było przyspieszyć... Jak ruszyliśmy to naprawdę "z kopyta!" - średnia prędkość z powodzeniem w okolicy 23-25 km/h. Przeważnie cisnęliśmy 26+km/h. I to mimo mocnych opadów deszczu... Byle do celu... Jechać ile się da tak szybko i nieustannie kontrolować zbyt szybko mijający czas. Ostatecznie w Płotach na dworcu PKP wylądowaliśmy 17 min przed odjazdem pociągu. Nie jest to dobry czas, biorąc pod uwagę trud jaki musiał się odbyć aby ten czas osiągnąć. A do tego nie było postoi od wyjazdu z Dobrzycy (no może poza jednym) - na ostatnie fotki, które robiłem moim ulubionym aparatem: Sony DSC HX350. No ale tak nie stawałem pomimo tego, że z pewnych powodów byłoby to wskazane - raz, że wpadł mi gdzieś kamyk do buta i ciągle mnie uwierał a mimo to nie stawałem, a dwa - przez jakiś czas miałem potrzebę stanąć (do wc) no ale nie mogłem sobie pozwolić ze względu na pozostały czas. I to właśnie ten wredny czas, nie pozwolił dzisiaj zwiedzać Wicimic. No co innego ten deszcz - też mógłby nie padać... Koniec końców najważniejsze, że się udało i dojechało. Podkreślę, niby w rozkładzie jest pociąg o 17:55 jakby co... No ale nie potwierdzałem tego czy naprawdę jest. Ten o 17:05 był pewniakiem a na razie, na długość dnia na dzień dzisiejszy - był wystarczającym odjazdem. Oczywiście na kolejnej trasie - nie będzie innej możliwości jak celować w odjazd po godz. 20. Chociaż to będzie uzależnione od tego gdzie ostatecznie pojedziemy i jakie tam gdzie pojedziemy będą nas czekały przygody - tak myślę, że może w marcu coś się uda zorganizować - choć tak naprawdę padały dzisiaj deklaracje na kwiecień - w okolicę kwietniowych świąt. To prawie 2 msc czasu! Dnia zdąży przybyć - nawet do tej 20... :) A to dawałoby duże możliwości... Na kolejne fajne trasy. A tym czasem z dzisiejszej wspólnej przygody to tyle... :) Mimo wszystko (czyli mimo deszczu) było fajnie i naprawdę było warto pojechać! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)