Dzisiejsza trasa stanowi kolejny fajny wyjazd w nie łatwe dni. Od poniedziałku (08.12) bujam się z narastającą awarią auta, a raczej niekompetencją mechaników. Źle się stało, że u tych konkretnych nieudaczników robiłem samochód (Premio Auto). W kwietniu wymieniałem rozrząd. I teraz coś się zaczyna tam psuć. Prawdopodobnie było źle założone, albo złe części. Albo kurwy w ogóle nie wymienili lub w całości... I takie są efekty... W poniedziałek zaprowadziłem samochód na reklamację. Wczoraj odebrałem - ale niestety nie naprawili. Straciłem dwa dni w tym tygodniu z ładną pogodą. Naprawdę ładną pogodą. Bo akurat w tych dniach nie padało -.- W przeciwieństwie do dzisiaj czy wtorku - bo wtedy padało... Nie byłem wstanie się ruszyć i nie miałem na nic ochoty w poniedziałek (08.12). Zresztą wróciłem późno. To samo wczoraj. Gdybym wyjeżdżał jeszcze przed godz. 15 czy chwilę po.. To zawsze inaczej. Chociaż dzisiaj wyjeżdżałem po godzinie 16. Znacznie po zachodzie słońca - które zaszło znów o godzinie 15:38. I chyba na tej godzinie już stanie? A może jeszcze trochę spadnie. Do najkrótszego dnia jeszcze mamy 10 dni. Różnie to może być. No dobra - i dziś musiało oczywiście padać. I to po południu gdy już musiałem iść. Musiałem iść i się przejechać.. Bo mnie skręcało wręcz aby się nie przejechać. Trudne dni i może takie mam potrzeby.. A do tego nie czuję się za dobrze. Fizycznie o dziwo. Psychicznie też wrak ale jakoś wyjątkowo się od weekendu trzymam.. Nie mniej taka nawet krótka przejeżdża jak dziś sporo robi i sporo znaczy! Najważniejsze: nie mam ciśnienia na jeżdżenie. Do limitu km (5000) nie brakuje mi sporo. Nie mam takiej sytuacji, że muszę jechać i muszę się zabijać. Nie muszę. Chociaż prawda jest taka, że może poza 2019 r. bo był to specyficzny rok.. Nie miałem takich trudności w osiągnięciu limitu 5000 km, osiągniętego po raz pierwszy w 2017 r. Nie mam jednak "ciśnienia". Na spokojnie. A do tego na spokojnie mogę sobie pozwolić robić takie krótkie trasy po 20 km. To nie dużo ale naprawdę pomaga. Jakoś uciszyć myśli. Wyciszyć się. A dziś tego potrzebowałem.. I może będę jutro potrzebował?... Wyciszenia. Bo przez niekompetencję zakładu mechaniki samochodowej: PREMIO AUTO z GRYFIC - będę musiał najprawdopodobniej ponieść ponownie koszty wymiany rozrządu - gdzie możliwe, że w kwietniu niepotrzebnie się pospieszyłem. Chciałem sobie pomóc, i uniknąć ewentualnych problemów w przyszłości. A te i tak mnie dopadły. Po nie całych 20 000 km.. Od chwili wymiany rozrządu w tym pseudo zakładzie. Niestety ale w kwietniu robiłem tam dwa duże usługi - i te dwie usługi były zrobione źle, szkodliwie. Z naciągnięciem mnie na niepotrzebne a wręcz nadmiarowe koszty... A do tego standardowo sytuacja w szkole bywa różna. Może powiem tak: bywa męcząca. Podobnie jak ci niekompetentni nauczyciele są męczący...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1717
Trasa nr [łączna]: 1794
Trasa nr [na blogu]: 1708
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 182
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1780 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1694 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 29617.3 km
Stan Licznika Końcowy: 29639.18 km
Stan Licznika Końcowy2*: 29445.6 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8074 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8096 km
Maksymalna prędkość: 31.4 km/h
Przejechałem: 21.88 km
Przejechałem [msc]: 136.83 km
Przebieg roweru [rok]: 4953.85 km
Przebieg roweru [suma]: 66387.31 km
Przejechalem w 2025: 4953.85 km
Podroż dookoła świata (2025) 12.3846 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 165.9683 [%] km
Czas jazdy: 01:16:28 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4231:59:32 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4008:33:24 h
Czas Jazdy Suma (2025): 316:31:06 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 09:10:26 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:31:44 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:44:21 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:05 h
Średnia: 17.27 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego poprowadziła mnie do lasów Truskolasu. Rowerem nie byłem tam od dawna. Autem? W sumie w listopadzie się przejechałem (raz). A tak też przestałem tam jeździć regularnie. Nie mniej nie czarujmy się. Moje częste wycieczki do lasów Truskolasu w mijającym 2025 r. miały moje depresyjne odzwierciedlenie. Głównie jeździłem tam się wyryczeć. Nadal tego potrzebuje. Nadal mam słabsze dni. I nadal wspomnienia o JS, wspólnych chwilach są dla mnie przykre. A nie miłe.. Przykre. Bo to już się nie powtórzy. Te pewne chwile i te pewne momenty zdarzyły się. I koniec. Nie chcę jednak tego rozważać. Nie dziś. Aktualnie mam inne zmartwienia - jak właśnie samochód. I nieustająco niezmieniającą się chujnię w pracy. Tutaj ciągle coś komuś odwala. A pewne rewelacje jakie się słyszy nie pozwalają na stabilność. A czego jak czego ale właśnie stabilności bardzo potrzebuję. Chujni szkolnej też nie będę w szczegółach opisywał. Najważniejsze jest to, że mimo niespodziewanie deszczowego wczesnego po południa ostatecznie dzisiaj pojechałem. Nie jest jednak dzisiaj już tak przyjemnie i tak ciepło jak było jeszcze wczoraj. Czy nie mówiąc już o poniedziałku (08.12) czy od biedy wtorku (09.12). Tak się niefortunnie złożyło w tym tygodniu, że wyjeżdżam w dniach gdy pada. Dzisiejszy deszcz ustał ok. 16. A ja chwilę po 16 ruszyłem. Z myślą, że jadę na Truskolas. I pojechałem. Wjechałem kawałek w las. Nie było tak źle. To prędzej droga (DW108) i przy drodze były kałuże. Ogólnie nieciekawie. Same drogi leśne - jak na taką pogodę nie tak źle. Nie mniej nie wbijałem się głęboko w las. Zaraz na początku od strony drogi na Miętno -> Nowogard wjechałem. Skręciłem w małą polanę. Zostałem tu jakieś 20 no może 30 min. Zgasiłem światła. Wpatrywałem się w mrok nocy. Wsłuchiwałem się w ciszę natury, którą zakłócała cywilizacja. Nie byłem dość głęboko ani dość daleko aby hałasy z żyjącej Truskolskiej wsi nie dochodziły. Mrok przecinały światła samochodów. A ciszę dźwięki wsi i przejeżdżających blisko aut. Nie mniej i tak odetchnąłem chwilę po dzisiejszym dniu. Czy może po trwającym tygodniu - to będzie właściwsze. Nie zostawałem tu długo. Wilgoć robi swoje. I wcale tak przyjemnie nie jest jak próbuję to opisać. A powrót? Tą są drogą. I co ciekawe - łatwiejszy i szybszy. Z wiatrem w plecy. No i tak można jechać.. A do przejechania z wspominanych limitów - nie całe 50 km. Mam na to 19 dni (nie licząc dzisiejszego). Nie można jednak być próżnym i zakładać, że nawet mały problem nie będzie stanowił wyzwania. Takie podejście potrafi być zgubne. Lepiej z pokorą starać się dalej. Korzystać z każdej możliwości i pogody! Przecież zawsze może mnie powalić choroba. A wtedy wszystko się sypie. Intensywne deszcze wcale nie muszą minąć. I wtedy będzie trudno wyjechać. Mogą być różne sytuacje, które wpłyną na pozór łatwe wyzwanie.. A więc warto zachować pokorę.. Bowiem jak kiedyś już wspomniałem: >odpowiedzialność niesie skruchę za samego SIEBIE. Szczęśliwie wróciłem. Dzisiejsza trasa podobnie jak ostatnia: Wiosenno-Grudniowa trasa przynosi mi sporo od dawna zapomnianej radości..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)