08.12.2019
Jazda nr: 509

Tagi: HB, zs, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa w tą nieprzewidywalną zimową pogodę, miała dość ciekawy przebieg, przez oczywiście znane mi strony pod Szczecińskie, które wprowadzają mnie w taki pesymistyczny nastrój, bowiem nie widzę i nie mogę widzieć niczego dobrego w tym, że trudno jest uciec z tego cholernego Szczecina i mocno zurbanizowanych jego obrzeży, i właśnie dzisiejszy wyjazd, prowadził mnie i mojego towarzysza dzisiejszej podróży, przez takie obrzeża tego cholernego Szczecina. Obrzeża, które z każdym rokiem będą coraz mocniej zaciskały się z miastem, czego dowodzi wiele inwestycji w tych rejonach, nie tylko sprzedaż gruntów i działek z przeznaczeniem pod budowę, ale remonty i rozbudowy sieci dróg, w tym budowa nowych ścieżek rowerowych, nieustanna wycinka lasów.. Bardzo dużo zmian, które zachodzą w tych co dopiero przeze mnie poznawanych terenach, jak Pilchowo i droga w stronę Tanowa, czy dojazd do Dobrej Szczecińskiej od strony Bartoszewa. To nowe trasy, którymi do tej pory rzadko jeździłem. Częściej jeździłem po wspominanej Dobrej Szczecińskiej, Wołczkowie czy Bezrzeczu. W zasadzie wymieniłem wszystkie większe miejscowości, które dzisiaj mijałem wraz z towarzyszem dzisiejszej podróży. Problem jest tylko jeden, te miejscowości są ze Szczecinem mocno skomunikowane i połączone.. Może nie każda z każdą (jeszcze) ale są mocno połączone. Głębokie z Pilchowem, Dobra Szczecińska z Wołczkowem, zaś Wołczkowo graniczy z Bezrzeczem a Bezrzecze ze Szczecińską dzielnicą Krzekowo. Jedynie Bartoszewo i oczywiście Tanowo, jest trochę dalej odsunięte i w najbliższych latach nie dołączy się do tej wesołej gromadki, która tworzy jedną wielką metropolię. To jest przerażające, do czego dąży kreujący się na naszych oczach świat. Ja sam pochodzę z małej mieściny, gdzie takich zjawisk jeszcze nie ma, i mam nadzieję, że ich nie zdążę dożyć.. Straszne jest to jak szybko to wszystko się rozbudowuje..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 512

  • Trasa nr [łączna]: 595
  • Trasa nr [na blogu]: 509
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 168

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 586 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 500 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 2060.68 km
  • Stan Licznika Końcowy: 2090.28 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 2095.55 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 14310 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 14339 km

  • Maksymalna prędkość: 31.2 km/h

  • Przejechałem: 29.6 km
  • Przejechałem [msc]: 95.16 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5083.96 km
  • Przebieg roweru [suma]: 22231.95 km

  • Przejechalem w 2019: 5083.96 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 12.7099 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 55.5799 [%] km

  • Czas jazdy: 01:55:09 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1399:14:27 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1175:48:19 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 319:31:13 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 06:21:46 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:35:27 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:54:07 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:47 h

  • Średnia: 15.44 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak już wspominałem wiodła przez rozbudowujące się i nieustannie rozrastające miasto. Swój początek trasa miała ode mnie z ul. Łukasińskiego, skąd dojechałem do ul. Mickiewicza, z niej przez ul. Żołnierską i ul. Szeroką dojechało się do zamkniętej obecnie ul. Szafera, przejeżdżałem z moim towarzyszem koło Netta Arena, i po budowanym węźle na Arkonce. Tak dojechaliśmy pod Jezioro Głębokie, gdzie zrobione było kilka kilometrów. No dobra kolega miał jakieś 3 więcej, ale już chciał odpoczynek. Ciekawe po czym. No dobra przystanęliśmy przy małym jeziorku, usytuowanym po prawej stronie (po lewej ciągnie się jezioro Głębokie). Kilkanaście minut postoju i jedziemy dalej. I znowu taka niekoleżeńska postawa, zapierdala, zapierdala a potem stęka, że obolały i chce przerwy -.- To po co tak się spieszyć?! Sytuacja nie zmieniła się przez całą trasę, a, że poprzednie wyjazdy wyglądają podobnie z tą osobą (HB), to zastanawiam się czy nie olać go, i nie jeździć samemu jak do tej pory zrobiłem setki tras samemu, to mogę dalej. Przecież nie potrzebuję towarzystwa.. I tak sobie ten kolega zapierdala, wzdłuż drogi DW115, a ja tylko czekałem kiedy przejedzie przez skrzyżowanie na Bartoszewo i pojedzie dalej. Aby nie było znał przebieg trasy bo mu powiedziałem jak pojedziemy.. No ale jakoś się domyślił, gdzie to jest i pojechaliśmy dalej w stronę Dobrej, jeszcze przez Dobrą był postój, a kolejny dopiero w Bezrzeczu. Miejscami zapierdalał! ;] Ale dostał za swoje, wzniesienie z Wołczkowa do Bezrzecza to nie lada wyzwanie, mnie też było ciężko jechać, ale, że jechałem szybciej niż mój towarzysz to zakładam, że jemu jechało się znacznie gorzej ;] Po drodze z Dobrej do Wołczkowa można było podziwiać, częściowo zrealizowaną drogę rowerową, która docelowo ma przebiegać od jeziora Głębokiego do samej Dobrej.. I dobrze! Bo droga dla samochodów, sypie się coraz mocniej, coraz więcej dziur, kolein. Tak źle się nią jedzie, a jeszcze wielu bezmyślnych kierowców zapierdala -.- No cóż, w takich warunkach dojechaliśmy do Bezrzecza, gdzie krótki postój, który przyniósł deszcz. Początkowo niewinne kropelki, a za chwilę się mocniej rozpadało! To już drugi raz, w tym tygodniu licząc od trasy: ZS: Lód, Deszcz i Sklep Dino, jak prognozy pogody się nie sprawdzają! Miało padać dopiero od godziny 15 a zaczęło po 12. W drodze powrotnej przez Bezrzecze i tutejsze zniszczone drogi, wstąpiłem na małe co nieco do Żabki, a kolejny postój zrobiłem sobie dopiero przy pizzeri na ul. Łukasińskiego. Zachciało mi się pizzy, kupiłem sobie dużą (1.8L Pepsi, i chipsy <3). Będzie zabawa i wyżerka aż miło :) No powiem tylko na koniec, że kolega spierdzielił a ja już go nie goniłem. Bo miałem go odprowadzić, nie zważając na deszcz, ale skoro tak.. A zaczęło się niewinnie, bo ta fajtłapa została na skrzyżowaniu ul. Taczaka z ul. Łukasińskiego, podczas gdy ja już pojechałem przez skrzyżowanie, to poczekałem na niego, a ten zapierdzielał sobie i jeszcze się po drodze pożegnał, to już go kurwa nie goniłem :) Niech sam moknie, skręciłem na pizzerię, którą mam widoczną z okna internatu.. Z pod pizzeri, z gigantem już nie jechałem rowerem tylko poprowadziłem rower. Nie straciłem dużo na średniej prędkości na tym zabiegu, nie zakładałem już też kamerki bo to bez sensu.. Ważne, że ze wszystkim dotarłem. Pozostało cieszyć mi się kilkoma godzinami weekendu, bo od jutra znowu to samo.. praca.. praca.. praca...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa08grudnia2019zdj1.jpgtrasa08grudnia2019zdj2.jpgtrasa08grudnia2019zdj3.jpgtrasa08grudnia2019zdj4.jpgtrasa08grudnia2019zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)