Dzisiejsza trasa do pałacyku w Iglicach jest moim kolejnym takim wyzwaniem ;) Naprawdę to się robi powoli jako wyzwanie, nie mniej idąc w tym cyklu "minimum" bo takie mam postanowienie noworoczne - pierwsza trasa na Iglice w ramach postanowienia noworocznego wyjaśnia nieco więcej szczegółów z nim związanych: Iglice: "Pałacyk jak ze snu" - Styczeń. O boże jak na to patrzę to.. kiedy to było :) W końcu tyle się wydarzyło, tyle tras się przebyło.. Nie mniej to już takie tendencyjne i męczące się robi. Zaczyna się nowy miesiąc a wraz z nim Iglice. Bowiem najczęściej przynajmniej te pierwsze odwiedzin w nowym miesiącu przypadają na jego początek. Jest to bardzo wygodne bo się nie muszę martwić tym tematem do końca trwającego miesiąca.. Także początek Listopada, jak na Listopad strasznie ciepło - choć pochmurnie, a słońce było jedynie epizodyczne.. Temperatury dzisiaj dochodziły do +18℃. Coś jednak za coś. Strasznie wiało i to był minus trasy.. Nie mniej zmierzyłem się z nią mimo tej przybijającej jesiennej aury. Te piękne kolory, które jeszcze parę dni temu podziwiałem zaczynają już zanikać. I to robi się coraz smutniejsze. No bo znikają kolory, znikają nadzieje, zostają gołe gałęzie drzew, gdzie nie rodzi się już nic poza kroplą samotności, która bezwładnie spada, by przepaść bez śladu i bez wspomnienia. A przecież dosłownie jeszcze parę dni temu, jesień pokazywała swoje piękne oblicze, którym nie zdążyłem się nacieszyć :( Teraz już znika bezpowrotnie, bez tych słonecznych pełnych nadziei dni. A kolejna szansa na te niezwykłe wspomnienia będzie już tuż tuż.. Bo już w przyszłym roku :) To daleko? Nie sądzę. Bowiem nim minie noc, może kolejna i z kolejnym dniem w trasę ruszę, może przypomnę sobie o tej trasie aby ją zacytować, a to będzie jesienią 2021 r.. A tym czasem smutek trwającej wciąż dla mnie jesieni 2020 r., prowadził mnie w te niepewne covidowe czasy do Pałacyku w Iglicach. Jeśli nic się nie zmieni to moje przed ostatnie odwiedziny w tym roku. Przynajmniej na rowerze ;) Nie planuję kolejnych wizyt poza jedną w Grudniu. Być może podobnie jak dziś - gdzieś na początku miesiąca. I być może jak dziś, starą wytartą ścieżką przez Resko - Łabuń Wielki i taki sam powrót :) Trasa, jej szlaki nie ważne gdzie prowadzą. Najważniejsze jest to, że jeździ się regularnie i właśnie po prostu jeździ.. :) Fajne tereny, które się mija to tylko miły dodatek, który wypełnia pustkę codzienności.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 707
Trasa nr [łączna]: 789
Trasa nr [na blogu]: 703
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 183
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 780 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 694 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6809 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 6851 km
Maksymalna prędkość: 34.7 km/h
Przejechałem: 42.08 km
Przejechałem [msc]: 42.08 km
Przebieg roweru [rok]: 8284.71 km
Przebieg roweru [suma]: 30850.44 km
Przejechalem w 2020: 8284.71 km
Podroż dookoła świata (2020) 20.7118 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 77.1261 [%] km
Czas jazdy: 02:28:29 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1946:39:51 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1723:13:43 h
Czas Jazdy Suma (2020): 524:50:23 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 02:28:29 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:28:29 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:52:05 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:15 h
Średnia: 17.06 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego już po raz 15-sty w tym roku prowadzi mnie do Pałacyku w Iglicach, który wciąż wiernie tam stoi, wciąż wiernie tam jest. Czas mija, wraz z nim przemijają różne rowerowe historie, zamknięte w opisach minionych tras, minionych przejechanych dróg. Z coraz większym smutkiem patrzę na to co było, co zostało za mną opisane w poprzednich wpisach.. Z niepewnością patrzę na to co dopiero będzie i jak bardzo zmieni się mijany przeze mnie świat. W dzisiejszym wpisie powinienem, ale już naprawdę rzygam tym tematem, ale powinienem dopisać jeszcze jeden tag.. A mianowicie: drzewa. Kolejne niewinne drzewa padające ofiarą ludzkiego ścierwa, także w Płotach, wywożone kolejne drzewa, dzisiaj mijała mnie taka ciężarówka w drodze na Łabuń Wielki. A kolejna ale pusta - to pewnie jedzie się załadować - zapierdzielała na Iglice. Do tego ten ciągnący się las z Iglic po Łabuń Wielki - nadal wyżynany na potęgę.. A wiecie co, jednak stawiam ten tag, już tyle napisałem o tych drzewach to nie wypada pomijać tego wątku. Wczoraj był 1.11. Ważny dzień. Niezmiernie przygnębiający i smutny. Wspominało się wszystkich, których już nie ma wśród nas. Ja dodatkowo wspominam tą przyrodę, tą nadzieję, i tą ludzką godność - która odchodzi z każdym haniebnym czynem, jakiego dopuszcza się ludzki gatunek. Odwrotu już nie ma, przyszłość przybiera coraz ciemniejsze barwy... I to nie tylko ze względu na postępującą jesień i coraz mniej kolorów wśród nas, ale także na postępującą degradację poczucia jakichkolwiek wartości, i dobroci. Świat się stacza. To nie skończy się na jedynej do granic możliwości rozdmuchiwanej epidemii Covidowej (SARS-CoV-2 z 2019 r.). To skończy się kompletną apokalipsą. I wtedy człek co pozostanie i wspominać będzie te dzieło zniszczenia powie jak w Biblii przykazano: "(...) i było to dobre/". Eh, różne pesymistyczne myśli towarzyszą mi wraz z tym wszechobecnym przemijaniem i zmianami. Jak to dobrze, że w życiu wciąż mam jeszcze jakieś stałe trwałości - dzięki nim nie runąłem jak głaz w wodę, a wciąż na tym oceanie zwanym ludzką egzystencją trwam, dryfuję, choć czasem pod wodą - zawsze się wynurzam - z nadzieją patrząc ku horyzontowi, na którym piszą się kolejne przygody, kolejne trasy, wspomnienia i możliwości..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)