18.06.2019
Jazda nr: 424

Tagi: zs_trPracy, zs, GPS |

Trasa z dnia dzisiejszego nie bez powodu nosi ten tajemniczy tytuł, jakoby trasę mógłbym nazwać jednym z wielu tytułów, zdarzeń, i historii jakie związane są z tą jedną, jedyną i w sumie nie za długą trasą - jaka miała miejsce. Te historie to przede wszystkim - jest to moja kolejna trasa pracy. Dość męcząca idea, dlatego już z każdym dniem, tygodniem coraz bardziej patrzę w stronę przeprowadzki do akademika DS4 Portowiec, gdzie mam nadzieję, że będzie mi się żyło lepiej i będę miał przede wszystkim krótszą drogę /do/ i z pracy. Ta wygoda oczywiście wiąże się z mniejszą ilością banknotów w portfelu, a te u progu mojej zawodowej kariery nie są zbyt duże.. Co stanowi jeden z wielu mankamentów pracy, do której jakoś mimo upływającego czasu nie mogę się przyzwyczaić. Natomiast denerwuje mnie to, że na pracę tracę sporo czasu, chęci, i sił, które nie produkują się w moją rowerową karierę, która od czasu pamiętnych, swoją drogą cholernych świąt wielkanocnych - no po prostu nie idzie mi za dobrze.. W tym okresie ciężko zrobić mi trasę na poziomie 50 km, a co dopiero coś dłuższego. Od początku kwietnia nie zmierzyłem się z trasą 100+ km, mimo, że parę razy miałem na to nadzieję. Teraz mam nadzieję, że w najgorszym razie do końca miesiąca przeprowadzę się do dawnego akademika, gdzie dawniej mieszkałem i skąd mam znacznie bliżej do pracy. Odejdą mi przede wszystkim kłopotliwe dojazdy do pracy. Kłopotliwe choćby z powodu braku przebierania się z ciuchów rowerowych w pracy. Więc jeździć w normalnych ciuchach, potem w nich chodzić, nie jest zbyt komfortowe. W szczególności, że mamy bardzo ciepłe dni.. Upalne wręcz.. No to jeden z powodów zmian. Drugi jest nieustająca walka z brakiem lodówki w pokoju. Mam tu imitację lodówki przenośnej. Jedna takiej wielkości, że mieści się tam 1L słoik ketchupu. Druga - walizeczka, nieco pojemniejsza, ale kłopotliwa. Bo to gówno się wiecznie psuje a przez to psuje mi się jedzenie.. Gdyby było mało problemów w postaci takiej, że nie chce mi się za bardzo do tej pracy chodzić. Męczy mnie to. Te dojazdy mnie męczą i w ogóle 8-mio godzinny tryb pracy jest dość męczący.. No ale nie ważne.. To temat rzeka, który nie raz będę poruszał. Póki co, dzisiejszego dnia podjąłem kilka tematów - jakimi było zorientowanie się czy dostałem przydział pokoju w DS4 - pisałem na pokój od wakacji, ale będę musiał to wyszczególnić, że będę chciał zajmować pokój także po wakacjach.. Przypomnę tylko, że podanie składałem już jakiś czas temu, podjeżdżałem w celu składania podania we wpisie: Trasa pracy z 21.05 - to była w sumie moja druga tego typu trasa, w rozpoczynającym się trzecim tygodniu mojej zawodowej kariery. Jak ten czas leci prawda? Tak w ogóle - jeszcze kilka dni i drugą wypłatę dostanę! Ale wiecie co? Przeraża mnie to, jak ten czas szybko mija, i jak ja mało z tego życia wyciągam. Odkąd zacząłem jeździć rowerem do pracy, to zaniedbuję moje po południe trasy.. Nie robię nawet tych 20-30 km po pracy.. Męczy mnie już sama myśl, że mam wyjechać, i jeździć gdzieś po mieście..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 427

  • Trasa nr [łączna]: 510
  • Trasa nr [na blogu]: 424
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 9
  • W tym roku: 83

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 503 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 417 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
  • Stan Licznika Końcowy: 0 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11763 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 11779 km

  • Maksymalna prędkość: 31.3 km/h

  • Przejechałem: 15.84 km
  • Przejechałem [msc]: 242.7 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2313.67 km
  • Przebieg roweru [suma]: 19461.66 km

  • Przejechalem w 2019: 2313.67 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 5.7842 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 48.6542 [%] km

  • Czas jazdy: 01:02:01 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1226:08:06 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1002:41:58 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 146:24:52 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 15:02:03 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:40:14 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:45:51 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:54 h

  • Średnia: 15.33 km/h
Życie w mieście czy samo miasto bywa dla mnie dość uciążliwe. Dzisiejsza trasa tego dowodzi. To już na początku tego wpisu wspominałem trasa wielu tytułów. Przede wszystkim kolejna, trasa pracy. Przy tym zdaniu wyrażę tylko to, że mam nadzieję, że to będzie moja jedna z ostatnich tras pracy. Nie wiem co ja sobie myślałem kilka tygodni temu, ale myśl o takim "projekcie", nie jest zbyt trafiona. To kłopotliwe do opisywania wpisy, zalewanie bloga, w zasadzie nic nie wnoszące nowe jazdy, które muszę opisać i to są przede wszystkim krótkie jazdy. Co innego gdyby moja trasa pracy miała 20 km albo więcej.. A ma tylko 3 km w jedną stronę, a w gwoli ścisłości w powrotnej drodze robię mniej kilometrów. Kolejnym tytułem trasy mógłby być tytuł, że jest trasą po chorobie. Oj tak. Od mojej ostatniej trasy: Trasa pracy z 14.06 - a jakże, trasa pracy. Aż do dzisiaj nie jeździłem nigdzie z Aurelią. Wegetowałem wręcz. Zaczęło się jeszcze w piątek późnym po południem (14.06). Czułem się strasznie zmęczony, źle, obolałe, zmęczone mięśnie. Upały, trudności ze spaniem w tych upałach, małym pokoju, w którym jest strasznie gorąco i duszno nie poprawiały sytuacji. Miałem nadzieję, że szybko mi przejdzie. Ale tak naprawdę nie przeszło mi nawet do dzisiaj. Dzisiejsza jazda, choć chcę wierzyć, że jest po chorobie, jest jednak mocno ryzykowna. Wykorzystałem nie mniej to, że mogę iść do pracy na godzinę 1030. Swoją drogą i tak ledwo zdążyłem. W niektórych wpisach już na to narzekałem.. że muszę tracić sporo czasu, i energii aby przejść przez cały akademik po klucz do rowerowni, wrócić do rowerowni, za każdym razem się osobno spakować na wyjazd, i dopiero móc spokojnie wyjechać z Aurelią w trasę.. Masakra jakaś. To mnie tym bardziej zniechęca do życia w akademiku, i dojazdu do pracy rowerem. No dobrze, chory nie chory, trzeba jechać. Problem jest taki, że jestem mocno osłabiony i mocno się pocę. W pracy się już parę razy o to czepili, że przychodzę cały spocony, zgrzany. No kurwa. Trudno się dziwić, skoro w tym pierdolonym mieście jest strasznie gorąco, panuje bardzo wysoka wilgotność powietrza. A agresywna polityka wycinania zieleni, betonowania kolejnych wieżowców itd.. nie przyczyni się do tego, że sytuacja się poprawi. Wręcz przeciwnie.. Więc w kolejnych latach, przy rosnących temperaturach będzie coraz gorzej. Ostatnia fala upałów, przynosiła nawet +35℃ w Szczecinie.. To jest masakra co się dzieje. I w taką pogodę jak najbardziej powinien być zawieszony obowiązek chodzenia do pracy. To jest niebezpieczne i niezdrowe. A zakłady pracy, także ta budżetówka, urząd w zasadzie, gdzie pracuję - nie posiada klimatyzacji.. No dobrze, przechodząc dalej. Po dłużącym się dzisiaj dniu w pracy, w którym nie wziąłem nawet kanapek do pracy, pojechałem przez starówkę Szczecina na ul. Podgórną. Aby zjeść obiad w bistro pod ósemką. Dobry domowy obiadek w cenie 13 zł (zupa pomidorowa + kotlet schabowy z ziemniakami i surówka). Często w godzinach pracy jadałem w Rybeksie na ul. Małopolskiej. Lecz, już nie zamierzam, ze względu na nienormalne podniesienie cen, gdzie żąda się obecnie z tego co pamiętam 16 zł za sam kotlet schabowy. Sam - bez ziemniaków, surówki.. Z dodatkami wychodziłoby ponad 20 zł. A przypomnę, że w zeszłym tygodniu, koszty całego obiadu w Rybexie (bez surówki) wynosiły właśnie 16 zł. Cudowne czasy skończyły się w dniu dni morza.. wspominanego już w tym wpisie dnia 14.06.. Także, pojechałem się dowiedzieć co z akademikiem. Czy dostałem ten pokój, i ewentualnie od kiedy. Dowiedziałem się tylko, że kierowniczki nie ma i najlepiej aby zadzwonić gdy będzie kierowniczka, bo to ona tym zarządza.. Także - zaliczyłem obiadek, swoją sprawę nie załatwiłem. Postanowiłem jutro rano podejść i się osobiście dowiedzieć. Zobaczymy co z tego wyniknie. A póki co, będąc już i tak spóźniony na kurs SEPowski, na który się za bardzo nie wybieram - musiałem wrócić w te upalne po południe do akademika. Po prostu miałem rozładowany, pech chciał, że jedyny akumulatorek w kamerce. Nie wystarczył on do końca mojej powrotnej trasy z akademika. W między czasie jadąc na rozładowanej baterii i tak wyłączałem nagrywanie stojąc na światłach. Ostatecznie akumulatorek padł tuż przed rondem na ul. Sikorskiego.. Więc strata niewielka. Taka sytuacja w sumie nie miałaby miejsca i mógłbym od razu jechać na kurs, gdyby nie to, że trzymam rower w rowerowni akademika. Te ciągłe wyciąganie wszystkiego ze sakwy, noszenie z powrotem sprawia, że zapominam o niektórych rzeczach.. I w tym wypadku nie wziąłem żadnej baterii na zmianę do kamerki. Więc i tak spóźniony wróciłem na wymianę akumulatorka, przy okazji się napiłem i pojechałem na kurs SEP do budynku NOT wzdłuż al. Wojska Polskiego. Na kurs wparowałem z ponad 40 min spóźnieniem. Takiego farta miałem, że jeszcze parę minut i była przerwa. Przy okazji na kursie dowiedziałem się ciekawych rzeczy, że nie jest to zbyt dobre miasto do życia. Właśnie z powodu wysokiej wilgotności powietrza, która w połączeniu z moim osłabieniem.. i tym, że muszę nosić eleganckie ale za to mniej przewiewne ciuchy, wiąże się z tym, że chodzę w przepoconych ubraniach. I nie sądzę, że ta sytuacja zmieni się aż do zimy. Zresztą zima, tuż tuż. Życie szybko minie.. I nie wiele z niego zostanie. Przechodząc już do ostatniego tytułu trasy, bo z jednym z nich mógłby być jak najbardziej kurs SEP, zresztą kończący się projekt kursu SEP - byle do środy. A w przyszłym tygodniu (24.06) będzie egzamin i koniec. No wracając jednak, po kursie SEP pojechałem na ul. Kołłątaja. Było mi już naprawdę obojętne, jak zniszczę, zabrudzę lub nie, aktualnie wykorzystywaną sakwę przy rowerze. Moja pierwsza kupiona w 2015 r. Ta sakwa jest już tak zniszczona, i w ogóle, że to jest mi naprawdę obojętne. Ona i tak będzie zmieniana do końca miesiąca i tak.. Także wsadziłem w nią na chama wielką pizzę (gigant Vesunio). Dzisiaj były promocje, i wziąłem giganta (40 cm!) za 20 zł.. Dzisiaj wszystkie pizze w pizzerri Marco Polo -50%. Dlatego pojechałem! :) Z pizzą wracałem przez Park Kasprowicza, i znaną, często opisywaną drogą przez ul. Wielkopolską do al. Piastów.. A dalej już znaną ul. Sikorskiego do akademika, gdzie wróciłem bardzo późnym po południem prawie na skraju dnia. Dosłownie, przeciekało ze mnie, z tego zmęczenia, upału.. A na horyzoncie kolejne dni. Pociesza mnie to, że jeszcze tylko jutro.. I wolne! Mam nadzieję, że mam piątek (21.06) wolny. I sobie dłużej odpocznę! Planuję ponadto w dniu 20.06 zrobić planowaną już od dawna trasę S6 Kołobrzeg. Tylko nie wiem jak ona mi wyjdzie w kontekście obecnych "problemów" zdrowotnych. Ja jestem dopiero po chorobie. Mocno osłabiony. Znowu będzie mi ciężko jeździć długie trasy. I tak doszliśmy już do końca jednego z wielu tytułów, jaki wiąże się za dzisiejszą trasą. W sumie nachodzi mnie taka smutna refleksja o tym, że moje wszystkie plany, włącznie z planami na długi weekend mogą wziąć w łeb.. Być może, ale to tylko przypuszczenie, moje nie ogarnięcie i brak odnalezienia się w rynku pracy, może sprawić, że nie będę długo pracował w tej budżetówce, bo może się to skończyć tak, że nie przedłużą po prostu ze mną umowy.. Choć mogłoby być to dziwne, skoro przez rok trzyma się gościa, przyucza się go do zawodu.. A potem wywalić, i przez kolejny rok, męczyć i wdrażać kolejną osobę. Siłą rzeczy po roku, wiedzieć będę znacznie więcej, niż do tej pory wiedziałem.. i lepiej orientować się w środowisku pracy. No cóż.. przyszłość może i nie jest pewna, pewne jest jednak to, że Maj 2020 r.. nastąpi bardzo szybko..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa18czerwca2019zdj1.jpgtrasa18czerwca2019zdj2.jpgtrasa18czerwca2019zdj3.jpgtrasa18czerwca2019zdj4.jpgtrasa18czerwca2019zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)