Dzisiejsza trasa nieco ambitniejsza i dłuższa. Jechać to mnie się nie chciało. Męczą mnie te ostatnie dni i życie ogólnie. Byłem wczoraj w Toruniu. Zawoziłem kota tam. Cały dzień w drodze.. Bo moja wielka trasa nie ograniczała się jedynie do dojazdu do Torunia z Płotów a zahaczała jeszcze dojazd do Kamienia Pomorskiego po tego kota.. I dopiero jazda na Toruń między innymi przez Drawsko Pomorskie, Mirosławiec, Wałcz i dalej już po DK10 i miejscami tylko S10, której wciąż nie ma. Jedna z wielu dróg klasy ekspresowej, której nie ma.. A która zważywszy na rozwój kraju - być powinna. Jedynie na dniach finał będzie miała trasa S6. Nie otworzono jedynie małego jej fragmentu - dokładnie fragment: od końca obwodnicy Słupska do Pogorzelicy (pod Lęborkiem). Tylko ten fragment drogi zrobią. I to pewnie do majówki.. A drogi S10 od Stargardu chociażby pod Bydgoszcz to tak szybko nie zrobią. Choć prace trwają.. To potrwa lata.. Więc gdzie się dalej wybiorę tam jest problem. Nie mniej ta jazda po DK10 to nie był dobry pomysł. To się tak dłużyło.. Jest nasrane tam tych wiosek, co chwila fotoradary.. Ograniczenia same.. ani nie ma jak wyprzedzić ani jak się sprawnie poruszać.. A to dodatkowo męczące na długich trasach.. Nieco lepszy był powrót, gdzie wracałem przez DK91 na Chojnice i Biały Bór. No ale to nie wszystko.. Bo jak wbiłem się już na S6 to zamiast gnać do Płotów.. I z głowy wyjazd na dziś to jeszcze musiałem na Szczecin jechać.. Odwieść towarzysza wczorajszej podróży.. I dopiero wrócić do domu. Więc po prawie 900 km byłem trochę padnięty. Dzisiaj ta pogoda. Trochę deszczowa, trochę wieje. Smutno tak ogólnie.. I w szkole nie dobrze. Kolejne porażki z ta cholerną monografią szkoły a dokładnie jej jednym rozdziałem dotyczącym absolwentów szkoły. Już z 2 tyg.. Nie mogę sobie z tym poradzić. I myślę tylko o tych porażkach.. A to mnie zamęcza i nie pozwala skupić się na czymś przyjemniejszym w życiu... Więc co z tego, że jestem po pracy. To nic nie zmienia. Bo tak jest jakbym dalej w niej był.. Skupiając się na tym co mi nie wyszło. Jak to zrobić. Jak to jeszcze poprawić.. No ale nic nie idzie sensowniej zrobić. I to wszystko mnie tak mocno blokuje :( Nie ma radości z roweru ani z niczego. Dzisiaj w sumie jeszcze przed pełnym porażek dniem w szkole chciałem iść i spróbować z bardziej ambitną trasą się zmierzyć. A mianowicie drogą z Gryfic na Łopianów i powrót przez Kocierz - jakieś 30 km (wyszło nieco ponad 31 km). Niby nie najgorzej.. Jednak jakąś niechęć miałem. Czułem takie zmęczenie. Trudno mi było wyrwać się z myśli o tym co mi nie idzie, co trzeba jeszcze zrobić.. Te wszystkie myśli i wydarzenia nie pozwalają mi skupić się na tym co ważne. Na czasie spędzanym z Aurelią.. Na tych wspólnych chwilach.. W końcu nie łatwo budować tą więź ani formę.. A życie do tego jest z roku na rok coraz trudniejsze i coraz bardziej dobijające.. Nie mniej poszedłem.. Zwalczyłem te uczucia. W końcu trzeba być już ambitnym. Jest już kwiecień. Jak nie teraz to kiedy przyjdzie mi być ambitnym?! Gdy znów dobiegnie końca kolejny rowerowy rok? (mówię o 2026 r.).. I zacznie się kolejny. I zacznie się kolejna walka o te min. 5 tyś km/rok..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1772
Trasa nr [łączna]: 1848
Trasa nr [na blogu]: 1762
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 43
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1833 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1747 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 30604.5 km
Stan Licznika Końcowy: 30635.81 km
Stan Licznika Końcowy2*: 30438.19 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8966 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8997 km
Maksymalna prędkość: 31.2 km/h
Przejechałem: 31.31 km
Przejechałem [msc]: 31.31 km
Przebieg roweru [rok]: 776.82 km
Przebieg roweru [suma]: 67403.78 km
Przejechalem w 2026: 776.82 km
Podroż dookoła świata (2026) 1.9421 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 168.5095 [%] km
Czas jazdy: 01:49:24 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4300:39:40 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4077:13:32 h
Czas Jazdy Suma (2026): 52:51:54 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 01:49:24 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:49:24 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:13:46 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:03 h
Średnia: 17.23 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego rozpocznę statystycznie. Aby nie było, że będzie jak ostatnio - tj. na pierwszą trasę marca, że zapomniałem o tych cholernych statystykach słów bloga rowerowego i ich porównanie z zamkniętym już lata temu projekcie Opowieści z Narnii. Pierwsze takie porównanie zrobiłem na 10 lat bloga: "10 lat bloga". Statystyka była wewnątrz wpisu. I chcąc wyłapać moment, kiedy blog przewyższy statystyki projektu Opowieści z Narnii - postanowiłem w pierwszym wpisie nowego miesiąca - zrobić podsumowanie statystyki bloga dla wpisów za ostatni miesiąc. Obawiam się jednak, że idzie to zbyt ambitni. A także zbyt wolno wobec oczekiwań. Zresztą tak samo jest ze statystyką odwiedzin bloga.. No ale o tym jeszcze za chwilę wspomnę. Tym czasem.. We wpisie za luty 2026 r.: Pochorobowe zimowe lodowisko. Wspomniałem o ów statystyce. A w pierwszym wpisie marca mi to ubyło. Postanowiłem więc nadrobić te zaniechanie i po prostu podać we wpisie za kwiecień - statystykę za luty (pierwszy wpis marca) i obecną statystykę za marzec (pierwszy wpis kwietnia). Przecież ani w kwietniu ani w marcu nie doszło do przezwyciężenia statystyk literowych bloga rowerowego względem wspominanego już wielokrotnie projektu Opowieści z Narnii - to był taki mój osobisty pamiętnik z okresu studiów.. Nie przedłużając bo ktoś jeszcze pomyśli, że specjalnie piszę tyle słów.. Więcej słów = więcej znaków = szybciej się stanie to co się stać musi i nie będę musiał pamiętać o tym co miesięcznym podsumowaniu :-) No nie.. Nie nie jest tak! To tak.. statystyka na ostatnią trasę lutego (28.02.2026 r.) wygląda tak: Na blogu rowerowym: 1 796 299 słów 7 673 361 litery (A-Z) 104 962 cyfry (0-9) Zaś Opowieści z Narnii: 1 980 677 słów 8 328 910 liter (A-Z) 152 410 cyfr (0-9).. . I teraz aktualne bo to było tylko uzupełnienie, które swoją drogą - co miesiąc będzie dokładać do statystyk kilka znaków.. Szczególnie liczbowych! - no ale dobra. Statystyka na ostatnią trasę marca (31.03.2026 r.) wygląda tak: Na blogu rowerowym: 1 812 235 słów 7 742 875 litery (A-Z) 105 739 cyfry (0-9) Zaś Opowieści z Narnii: 1 980 677 słów 8 328 910 liter (A-Z) 152 410 cyfr (0-9).. . Tak wyglądają statystyki na dzień dzisiejszy. I uwaga. Bo ten wpis robię w miarę "na bieżąco". Wpis z 02.04. A dziś jest sobotnie po południe 04.04. Oczywiście od wczoraj się dołuję świętami itd. No ale do rzeczy.. Skrypt który robiłem jeszcze w styczniu miał pewną wadę. Nie uwzględniłem w nim bardzo ważnego mechanizmu.. Aktualizacji wpisu. O ile dla archiwalnych (z przed tygodni) wpisów to pewnie nie problem o tyle teraz - to jest problem. Bo piszę nowe wpisy, poprawiam, edytuję. W ujęciu ogólnym może być to jednak mały problem i bardzo małe odstępstwa na poziomie pojedynczych znaków i słów. Bo mogę np. poprawić coś / dopisać do wpisu z ubiegłego miesiąca. I wpłynie to na dane, które podałem we wpisie (tj. podaję w dzisiejszym). To tylko zastrzegam, że taka anomalia może być. Nie ma to większego znaczenia. Choć tak patrząc po tej ilości słów i znaków - szczególnie liter.. Dochodzę do wniosku, że znacznie szybciej pobiję rekordy z bloga Opowieści z Narnii. I jednak pilnowanie tego parametru - co miesiąc - ma jakiś sens.. No dobra bo się mocno rozpisałem a sam dzisiejszy wpis czeka.. Nim jednak do niego dojdę!.. To wspomniałem o liczniku odwiedzin bloga rowerowego. Od paru dni, regularnie sprawdzam ten licznik. Dochodzi powoli do 100 000 odwiedzin! Na chwilę wpisu (nie jego opisu) czyli 02.04 - godzina 16:40 tych odwiedzin w ogóle mam na poziomie: 98 181. I pewnie będzie tak, że jak się zapomnę z pilnowaniem to nagle bum - przeskoczy mi przez te 100 000! Oby nie.. Powiem teraz ciekawostkę, której nie mogłem powiedzieć ostatnio: Powalicką trasą: 1451 tras opony!. Stan bloga rowerowego (ilość odwiedzin) na 16:40, dnia 02.04.2026 r. To 98 181 odwiedzin. Związku z tym, że idzie to tak wolno zastanawiam się czy szybciej 100 000 odwiedzin nie nabije strona SP TRZYGŁÓW - którą tworzyłem pod WordPressem i którą zarządzam. Na dzień dzisiejszy na wspomnianą 16:40 ma ona 88 506 odwiedzin - tyle, że SP TRZYGŁÓW nie liczy botów. A rowerowe tak. Zresztą tamta strona jest publiczna. A mój blog nie. Nie da się tego porównywać w sensie 1:1.. No dobra trasa. Byłem zjechany dziś dniem w szkole. Porażkami. I życiem. Moje życie to porażka. Odsunąłem się od jazdy rowerem. Od spędzania czasu z Aurelią. Najbardziej dobija mnie psychika. Nic innego jak psychika. Ta mi siada. Problemy, samotność. I nie radzenie sobie z życiem.. Wszystkie projekty, które robię - i mam nadzieję, że wkrótce ostatecznie zamknę te tematy. I kwiecień 2026 r. będzie pierwszym miesiącem w którym naprawdę odżyję. Pierwszy krok ku lepszemu zrobiłem.. Przejechałem dzisiejszą trasę. Poszedłem na nią! A to najważniejszy krok: wyjść z domu. Nie chciało mi się. Byłem psychicznie zmęczony. A po wczorajszej jeździe (dokładnie 896 km autem) i fizycznie trochę. Nie mniej najbardziej wykańcza mnie szkoła. Te cholerne 80-cio lecie. I ta cała otoczka - związana z tą imprezą. Planowana wielka, huczna impreza.. Duże wymagania, może nawet za duże.. I po prostu nie daję sobie z tym rady. Nie mniej.. Poszedłem. Na początku było ciężko ale już pod Gryficami lepiej mi się jechało. Mknąłem sobie beztrosko po DW109 gdzie pędzą te skurwysyny samochodami.. Korzystają z fałszywej promocji tego TFUSKA i jego projektu obniżki cen: "CPN". Żałosne. Więc co chwila, ktoś chce mnie zabić. Nie jest to łatwa ani szybka droga. Wiatr, zmęczenie do życia swoje robi. Nie mniej jadę. W końcu Gryfice. Szybko się przez nie przebijam. A na pierdolonej drodze - pamiątce po Saciu - tej z kamieni... Pada mi główny licznik Sigma. Pada? Za mocno powiedziane. Po prostu przesunął się magnes na tych dziurach. Próbowałem go poprawić zaraz na zjeździe na Łopianów ale się nie udało. Nie mniej na drodze w stronę Smolęcina a potem Kocierza zaczął sam działać. Nie to jest jednak najgorsze. A to, że muszę uwzględnić poprawkę. Jak ja tego nie lubię. To jest problematyczne dla mnie. No ale skoro czytacie ten wpis.. To znaczy, że zrobiłem co trzeba. Wszystko jest wprowadzone, sprawdzone. I życie rowerowe trwa nadal. Ja się trochę rozruszałem. Jest dziś niby +14℃. No ale wiatr swoje robi. Więc za przyjemnie to nie jest.. Ostatnia prosta z Kocierza mija dość szybko. I co ciekawe jechałem na ostatkach baterii w kamerce. Nie chciało mi się przystawać i zmieniać baterii. A więc jechałem dalej.. Z nadzieją, że starczy. I o dziwo starczyła. Przy moim osiedlu weszła w stan PUSTY. Ale wytrzymała do końca. Jak wprowadzałem Aurelię do jej stajni to dopiero kamera się ostatecznie wyłączyła. Można powiedzieć, że zdążyłem dosłownie na ostatnie sekundy (albo i minuty) - bo jeszcze z 2 min. I by się wyłączyła. A będąc tak blisko pod domem to pewnie bym jej nie zmieniał. Jak do tej pory nie chciało mi się zmieniać to miałoby mi się chcieć tak blisko końca dzisiejszej trasy? Dzisiejsza trasa stanowiła dla mnie nie jako próbę.. Powrotu do tego co było dawniej. I myślę, że podołałem.. Zwątpienie mam - ale finalnie liczy się właśnie finalny efekt..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)