Trasa z dnia dzisiejszego jest skromniejsza wobec tej, którą miałem zrobić. Zabrakło weny, sił i wiary... No ale spokojnie, co nie dzisiaj to w inny dzień zrobię! Nie rezygnuję z trasy dookoła jeziora Woświn, która jest wpisana niby na listę "cyklicznych" a nie zdarza się aby raz w roku ją pojechać :( Zresztą w przypadku wielu cyklicznych tras mam ten problem, że nie robię ich często. Może czas w końcu dać nową kategorię: "wygasłe cykliczne"? Coś takiego. Myślałem o tym kilka razy. Kilka dni temu wspominałem nawet o tym GŻ na naszym wspólnym wyjeździe: Urbeksowy Szczecin. I w końcu pewnie zrobię taką rewidację tych cyklicznych tras - głównie będą to trasy Szczecińskie. Ich w zasadzie nie robię i już raczej nie będę robił zważywszy na to, że nie jestem ani studiami ani zawodowo związany z miastem i nie przebywam tam. A nawet nie chciałbym tam przebywać. Życie w mieście co wielokrotnie powtarzałem nie jest dla mnie. No na szczęście nie muszę żyć w mieście. A co do tagów to pomyślę i pewnie tak zrobię. Dzisiaj miałem inne zagwozdki na tej słabszej trasie. Niby zrobiłem tą trasę nawet w ładną średnią. Czas nie taki zły. Zaliczony jest mały no tyciuteńki problem z licznikiem BC 16.16. Jeszcze przy osiedlu gdzie mieszkam postanowił się wyłączyć i nie złapał ok. 300m trasy. I tak się zastanawiałem czy jest sens z tym walczyć... Wpisywać to... Poprawki dla licznika dawać... No dobra 300m to nie dużo. No ale jak problem będzie się powtarzał regularnie to zaczną się z tego robić kilometry. A te przecież nawet pojedyncze są tak ważne dla takich wydarzeń jak kolejne 5k km z Aurelią - aktualnie czekam na moment 60k km z Aurelią i wyjazd na Kaszuby. Jeszcze nie wiem czy jedno czy dwudniowy. Zależy kiedy to nastąpi - mam nadzieję, że koniec lipca. A może początek sierpnia? To taki dobry czas. Jeszcze dobry czas. I jeszcze dobra pogoda i w miarę długie dni na taką i tak nie łatwą trasę w ciężkich warunkach. Na tych Kaszubach to wiele wzniesień jest... I ja na tym co najmniej rozjebanym napędzie... Dzisiaj to była kumulacja chujni... Ten mały problem z licznikiem jakoś do większych problemów nie zaliczam i dzisiaj nie będę sobie problemów robił z uwzględnianiem tej poprawki. Jak problem się będzie powtarzał to dopiero. A może zmienię licznik. Będzie najlepiej... No dobra ale i tak była kumulacja problemów. Ciężko powiedzieć z jakiego powodu. Może to suma zmęczenia? W końcu ostatnie dni do łatwych nie należały. I czuję się taki zaorany. A do tego ta nieustannie niestabilna pogoda... Z dnia na dzień dosłownie z jesieni na lato... Jeszcze na początku tygodnia w długich spodniach i bluzie jeździłem. A dziś niespodziewanie +26℃ i silniejszy wiatr (standard). Do tego to początek wakacji.. A wraz z nim zaczyna się zmożony ruch aut na drodze. I wielu osobnikom odwala i to równo... A to nie jedyne problemy z jakimi trzeba się mierzyć.. Pozostałe dotyczą już samej Aurelii. I jak podkreślam nie wiem. Może ja mam dzisiaj złe nastawienie i dlatego? No ale mam wrażenie, że sypie mi się dosłownie wszystko. I ten napęd cholerny co sprawia problemy i przeskakuje. Czy łańcuch się ładnie nie ułoży na różnych przełożeniach - a to może akurat wina braku regulacji... No ale zjechane największe zębatki korby zniechęcają do tracenia funduszy czy czasu na regulację przerzutki. Bo co to da i co to zmieni? A może zmieni...? W sumie na trasie tego tak nie rozważałem. A gdyby tego było mało to mam wrażenie, że tylne koło mam rozwalone i lata na boki... To kurwa nowe koło. Serio wkurwię się. I to naprawdę mocno... Co dopiero robiłem spory serwis Aurelii. Wymieniłem obydwa rozwalone koła (i tylne i przednie). Wymieniłem hamulec na tarczowy. I ten hamulec tarczowy też mnie wkurwia już. Co chwila to piszczy, szura. Nawet jeśli nie hamuje! To piszczy. A najgorszej, że mam wrażenie, że tylne koło nie idzie stabilnie. I co już się sypie?!... Tak szybko? -> Testowa trasa z serwisu. Ten rok (2024 r.) to same problemy. Co nie kupię, co nie zrobię to jest nic nie warte... Tylko piętrzą się problemy czy konflikty (te akurat w pracy) no ale praca to ważny element tego zjebanego życia, pożerając większą jego część. Zresztą różne konflikty w miejscu pracy są... Na różnym szczeblu również z dyrekcją... No ale najbardziej dobija mnie to, że wszystko co ładuję w Aurelię jest nic nie warte. Tyle kasy wydaję na części zamienne i co?! I chwilę pojeżdżę i już po? Najbardziej to mnie wkurwił ten napęd... Jego przeskakiwanie na lżejszych przełożeniach. Na innych jeszcze daje radę ale na tych lżejszych? Coraz większa tragedia. I pewnie z większej trasy na większą będzie coraz większy problem. I co znowu wydatki, znowu problemy?! Bo nic nie może być trwałe, czy wytrzymać tyle co części z przed lat?...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1447
Trasa nr [łączna]: 1525
Trasa nr [na blogu]: 1439
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 13
W tym roku: 91
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1511 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1425 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 22027.7 km
Stan Licznika Końcowy: 22077.38 km
Stan Licznika Końcowy2*: 21939.58 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 436 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 486 km
Maksymalna prędkość: 33.8 km/h
Przejechałem: 49.68 km
Przejechałem [msc]: 484.69 km
Przebieg roweru [rok]: 2918.54 km
Przebieg roweru [suma]: 58777.12 km
Przejechalem w 2024: 2918.54 km
Podroż dookoła świata (2024) 7.2963 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 146.9428 [%] km
Czas jazdy: 02:32:49 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3747:42:55 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3524:16:47 h
Czas Jazdy Suma (2024): 183:46:52 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 29:03:54 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:14:09 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:01:10 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:08 h
Średnia: 19.61 km/h
Dzisiejsza trasa jest taka dobijająca. A tak swoją drogą to już 99-ta trasa 50-tka opisana na blogu. W tym roku już była taka impreza jak 100-tras 20-stek opisanych na blogu: "100-tna trasa 20-stka". Teraz szykuje się 100-tras 50-tek! :) Wszystko jest jednak okupowane takimi problemami z życiem codziennym, które nieustannie się pogarsza. To różne rzeczy.. Począwszy od coraz słabszego sprzętu, który się kupuje i długo nie służy. I to pomimo tego, że nie kosztuje tanio. To coraz gorsze i droższe warunki życia. To także pogarszanie się relacji między ludźmi, coraz więcej rowerów typu E-BIKE których jestem kategorycznym przeciwnikiem. I rozwój nowych technologii. Coraz częściej mówi się w różnych kontekstach o roku 2030. Sam o nim wspominam. Do tego czasu przynajmniej w teorii.. Jeśli dotrwam dojdę do 100 000 km z Aurelią. O ile się nie poddam bo koszty serwisu mnie zniszczą... Coraz szybszy serwis napędu będzie mnie tylko dobijał. A najgorzej to koła.. Czy dokładnie tylne koło.. No co? Mam co pół roku koło zmieniać. Bo jak moje podejrzenia się sprawdzą to już trzeba centrować. A wkrótce problemy będą się tylko piętrzyły. A co z tym gównianym hamulcem tarczowym? Wina tarczy? Chujowy hamulec wziąłem. Czy w czym rzecz bo nie rozumiem... No ale wkurwia mnie jak to tak nawet nie hamując piszczy czy ociera się. A już nie mówię o żadnym myciu roweru. Bo po tym jest tragedia... V-BRAKI się tak nie zachowywały. Daje mi to sporo do myślenia. Również w przerabianych już pomysłach przejścia na napęd 9rz. Może z 10rz zrezygnuję bo musiałbym wymienić przerzutkę. A póki obecna działa... To niech działa. Może będzie miała szansę przeżyć dłużej... Obecne Shimano M360, które powinno przynajmniej mam nadzieje, wykazać się trwałością archiwalnej Alivio M410. Przerzutka M360 obsłuży napęd 9rz. Więc jak trwałość napędu 8rz schodzi do poziomu <10k km... To nie wiem czy jest na nim pozostawać - a pozostawać jedynie z powodu takiego, że nadal jest dostępny na rynku? Bo pewnie prędzej czy później wyprą go większe grupy. Tutaj jako ciekawostkę nadmienię fakt, że są kasety 13rz... Na razie chyba większych nie ma. No ale jak coś weźcie pod uwagę datę wpisu ;) Bo jak ktoś wróci do 99-tej trasy 50-tki w 2030 r. Czy dalej... To kto wie co za cuda wtedy będą. I czy klasyczne rowery nadal się utrzymają? -> Coraz więcej ebików. Myślę, że w tym tempie spierdolenia umysłowego społeczeństwa po 2030 r. nie będzie już w ofercie "tradycyjnych" rowerów. A przecież e-bike spotykamy regularnie już teraz... Jeśli jeździcie po dużych miastach to pewnie spotykacie ich setki każdego dnia... Tyle tego dziadostwa jest... No dobra. Ponarzekałem bo jest na co. Nie czułem się dzisiaj za dobrze. Miałem zawroty głowy. Nie pojechałem przez to na ambitniejszą trasę - Dookoła Jeziora Woświn - ok. 110 km trasa. Postanowiłem przywitać wakacje na trasie 50-tce. A jechało mi się przynajmniej z początku fatalnie ale ze słońcem... :) Przeszkadzał silny wiatr. Skoki ciśnienia - nie wiem czy tu jest przyczyna mojego złego samopoczucia? Nerwowe i stresujące dni. Czuję się taki wymęczony i fizycznie i psychicznie. Jednak jakoś przejechać tą 50-tkę dałem radę i chociaż tyle... :) No ale na dłuższy dystans nie czułem się na siłach. Wieczór miał przynieść również nawałnice i zmianę pogody. Jak zwykle nic się takiego nie wydarzyło. Przynajmniej w moich stronach bo przez Polskę nawałnice przeszły i wyrządziły tradycyjnie sporo szkód. Postanowiłem dzisiaj skoro jadę i tak niejako "na siłę" bo chętnie zostałbym w domu... I poleżał.. Postanowiłem zrobić 99-tą opisaną na blogu trasę 50-tkę moim ulubionym jej wariantem przez Grabin na Sikorki. Ruch aut przynajmniej na drodze DW108 był nieco większy i regularnie dochodziło do wątpliwych prawnie i z punktu widzenia bezpieczeństwa sytuacji. Wiadomo... Ruszyła hołota na wakacje.. A tym czasem czekała mnie pewna pozytywna niespodzianka! No raz się zdarzy coś pozytywnego! No nie może być prawda? W Sikorkach okazało się, że zawalająca się ruina domu nie jest już chroniona pastuchem! O czym wspominałem na poprzedniej 98-smej trasie 50-tce opisanej na blogu: Trasa "50-tka":
- "powiew czerwcowej jesieni". Zmieniło się jednak coś tutaj.. Nie ma już starych bal ze słomą.. Może o to chodziło? O tymczasowe prace na polu. A niekoniecznie ochronę tego urokliwego domku. A skoro nie był chroniony to podszedłem bliżej. Zrobiłem kilka ujęć, walcząc z owadami, które od razu rzuciły się do ataku. Chmury komarów. A właśnie jak chodzi o te cholerne owady to wszędzie ich było od zarąbania. Przystanąłem na chwilę, zjeżdżając na drogę DW106 (za skrzyżowaniem na Golczewo), aby się wody napić. I było to trudne bo od razu odsiadywały mnie z każdej strony muchy końskie. Tyle tego dziadostwa jest. A nie tylko tego. Kleszczy sporo i innego latającego pomiotu. Druga część trasy czyli powrót była jakby korzystniejsza mimo tego, że jechałem pod wiatr. Tak mi się przynajmniej wydawało. Jednak jechało się jakoś spokojniej... Odpaliłem sobie na trasie coś czego nie robiłem od dawna - radyjka, które niekiedy miałem na rowerku. Przez długi czas miałem z nim problem - uszkodzony port ładowania w powerbanku. Potem nie miałem tego radyjka w ogóle. Dopiero w miniony weekend odebrałem je od kolegi MK. A dzisiaj założyłem na rower na nowo. I teraz fajniej jechać gdy ma się swoje nutki... :) Na koniec dzisiejszej trasy powoli wracają do mnie pozytywne myśli. Może poczułem wakacje? Lepszy czas. Choć i tak szkoda mi szkoły. Kolejny rok szkolny za nami. Kolejny rocznik młodzieży opuszcza na zawsze mury tej placówki.. I świat znowu się zmienia. A przed nami kolejne wyzwania i kolejne wydarzenia, które przyniosą kolejne dni. Widzę w tym wszystkim jednak nadzieję.. I znowu czuje, że mam siłę i zaparcie do walki o każdy dzień, każdą przejechaną trasę i kilometr. W tej pogoni.. za szczęściem towarzyszyła mi szaleńcza myśl. Zresztą miałem ją od początku dzisiejszej trasy. A może się tak nie poddawać? I mimo zjechanego napędu - dobić co najmniej te 10k km...? Nie wypada mi zmieniać szybciej napędu. No chyba, że sytuacja będzie taka, że naprawdę nie da rady. A jeśli da.. To trzeba walczyć i nigdy się nie poddawać! Z taką dużą nadzieją na nadchodzące dni i tegoroczne wakacje - kończę zarówno dzisiejszy wpis jak i trasę. Tradycyjnie wracam po 50-tce zmachany, zmęczony ale i szczęśliwy. To jest takie pozytywne zmęczenie które mam zawsze po takiej nie tuzinkowej trasie.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)