02.10.2021
Jazda nr: 921

Tagi: Niemcy, MK, morze, zs, aurelia, Gryfus, drzewa, wsch_slonca, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza długa i męcząca trasa jest spełnieniem się długo oczekiwanego rajdu! Ten dzień w końcu nadszedł. A czekałem na ten rajd dosłownie od Listopada 2018 r. Wówczas oczekiwałem na przejazd w Kwietniu 2019 r., co się faktycznie odbyło ale ja nie pojechałem bo się przeziębiłem w tym czasie, a potem oczekiwałem i przygotowywałem się na termin Kwietnia 2020 r., potem Października 2020 r., i obecnie Października 2021 r. Tym razem się odbył, choć nie odbył się bez wielu spin z tymi pojebami z gryfusa. Zawsze wiedziałem, że są pierdolnięci. Wiedziałem, że są AŻ tak pierdolnięci. Jednakże skoro czekałem tyle czasu na to wydarzenie to ten ostatni raz honorowo pojechałem. Nie mógłbym w końcu odebrać koszulki finiszera i sobie po prostu nie pojechać. Nie po to się tyle starałem, tyle pracowałem. Przecież mam ponad 8000 km w roku zrobione, to znacznie więcej niż na czas rajdu w 2020 r., gdy pojechałem sam: Dookoła Zalewu Szczecińskiego - Dzień 1 - 16.10.2020 r.. No i odbywało się to 2 tyg później względem obecnej daty. Dopiero po 2 - gim dniu rajdu w 2020 r.: Dookoła Zalewu Szczecińskiego - Dzień 2 - 17.10.2020 r. - przekroczyłem pułap 8000 tyś km roku. A teraz w trwającym 2021 r. przekraczam 8 tyś km już na początku Października - czyli bez mała 2 tyg szybciej. Postęp jest ogromny. Jednak on nie ułatwiał drogi. Nie ułatwiały także nerwowe sytuacje już od rana, pewnie one i inne czynniki sprawiły, że walczyłem dzisiaj z bólami głowy. Musiałem szybko walczyć i coś robić aby to mnie nie uziemiło, a w konsekwencji uniemożliwiło przejechania tej niełatwej trasy. Już pierwszy dzień jest wykańczający a to jeszcze trzeba jutro sobie poradzić. I znowu się z pajacami kłócić. Ci gryfusy są po prostu tak pierdolnięci... Tu nie powinno być w ogóle żadnych zgód aby takie zjebane typy jeździły. Nade wszystko co złe tu się dzieje, dzieje się jeszcze jedna niesprawiedliwość. Umożliwiono jazdę elektrycznymi rowerami. To jest bardzo niesprawiedliwe i bardzo niesportowe zachowanie. A co najlepsze a to już jest w ogóle żałosne - te osoby na elektrykach nie dojechały do mety. To jedyne jednak problemy z jakimi trzeba się tutaj mierzyć. Inne to zbyt szybkie tempo. Nie dbanie o grupy. Wyśmiewanie się z osób, które zostały z tyłu i jechanie wolniej. No ale jechali. Lepiej było propsować debili, którzy zapierdalali z przodu maratonu i do Świnoujścia nie dojechali. Albo promować tych co nawet na elektrykach odpadli. No tak kurwa cały Gryfus. Mnie już od rana wkurwili a poszło o kaski. Żeby nie było, długo spać nie mogłem i w ogóle. Starałem się przygotować jak najlepiej do wyjazdu. Skupiłem się jednak na tym co najważniejsze. I zapomniałem o kasku. Wyjeżdżałem po 4 rano z domu aby zdążyć aby być na czas. A wszystko się oczywiście i tak opóźniło. Tyle, że z rana gdy tam byłem nikt się nie srał o kaski żadne. Dopiero przed wyjazdem. A ten przecież czas do wyjazdu mógł tu coś zmienić. Można było cofnąć, na spokojnie bez spiny. I tak nie zamierzałem jechać w kasku. Ja nie jeżdżę w nim. I nie zamierzam. A nie mają śmiecie prawa oczekiwać i wymagać i to jeszcze z takim pultaniem się o coś co nie jest wymagane prawnie. A śmiem twierdzić, że takie rozwiązania się nie pojawią. To jawna dyskryminacja ludzi. Łamanie konstytucji i obowiązującego prawa. Już i tak ich (Gryfusów) zachowanie jest poniżej krytyki. Ale z tym pultaniem się o te kaski to przesadzili. Czekałem kurwa 2 lata na wyjazd, przygotowałem się jak należy. Z tego co wiem nie wszyscy byli przygotowani i wiele osób odpadło po drodze. Także zostałem sprowadzony do grupy najgorszych z najgorszych z tak ironicznego powodu. Ja nie noszę kasku z wielu powodów. A jednym z nich jest to, że jest to jednak jakiś dodatkowy ciężar, ucisk. A to może powodować u mnie migreny. Zresztą tą przypadłość może wywoływać wiele czynników. Jednak staram się ograniczać to, co mogę. Nie jestem i nigdy nie byłem okazem zdrowia. Tak naprawdę sport nie jest dla mnie. A jednak ponad siły i wszelką wątpliwość walczę, staram się. Ale nie mam szans konkurować z ludźmi o lepszym stanie zdrowia niż ja. Nic nie da poświęcanie się, poświęcanie czasu i walka.. Nie mogę z nim konkurować i czuję się kurwa gorzej. Przecież nie chcę odpaść. Bo by był kolejny powód do gadania na mnie. A niestety z tym kaskiem się ziściło. W Ueckermünde po ostrej wymianie zdań z niejakim "wojtkiem" wice pierdolniętą kurwą w zarządzie gryfusów, założyłem kask, który zresztą zdobyłem - o tym wspomnę - jednak go nie zapinałem nawet. Pierdolę to. Tylko przyłożyłem lekko na głowę. Ale już po paru minutach dosłownie zaczął się spory dyskomfort. Jeszcze przed Anklam, musiałem brać tabletki na ból głowy. Już jednak z takim dyskomfortem ma się opory przed naciąganiem tego gówna na głowę. To mi przeszkadza, jest gorzej. Już nie mówię, że się w tym spocę jak świnia. Było dla mnie ryzyko, że będzie gorzej i po prostu nie dam rady dojechać. Jednak jakoś szczęśliwie się udało. Jednak ta nerwowa sytuacja. Ile ja na te kurwy Gryfusowe kląłem. I to od rana jak ten śmieć "wojtasek" pierdolnięty skurwysyn będzie pierdolił, że z powodu braku kasku wyklucza mnie z rajdu. A niech się pierdoli kutas zasrany. Miałem ponad godzinne opóźnienie, te chuje sobie wyjechali a ja za nimi pojechałem na Głębokie. Tu dowieziono mi ten zasrany kask i pojechałem w dalszą drogę. Dogoniłem skurwysynów tuż za granicą z Niemcami. Co prawda pojechałem inaczej niż oni ale jebać skurwysynów. Zawsze jeździli przez Tanowo i Dobieszczyn to tak pojechałem. Miałem na wyjeździe z jebanego Szczecina jeszcze spinę z drogówką. No ale o tym wspomnę w drugim akapicie. Po prostu kurwa dzisiaj kilka razy walczyłem z debilami. W Ueckermünde mieliśmy tą największą spinę. Ten śmieć "wojtasek" to sobie kurwa uważa, że kogo ma przed sobą?! Jakieś dziecko co się go kurwa boi, że będzie tak mnie traktować i tak się zwracać?! Niech spierdala kurwa pojeb. Co kurwa jego kask mniej działa jak ja jadę bez?! No ja wiem, że te kurwa gryfusowe kutasy to banda nieudaczników, cweli i ciot. Oni nie potrafią jeździć. Rozbijają się. Przewracają się na tych rowerach nawet jak stoją. No ale ja ich nie zmuszam do tego aby wykonywali konkretną czynność. Nie przeszkadza mi to, że jadą w kasku czy bez. To ich wybór i to ich sprawa. Tak samo jak wyborem jednostki powinny być szczepienia Covid-19. A tym czasem mamy przymusy do określonej czynności. Pranie mózgu ludziom trwa w najlepsze. No ale niestety nie ze mną te numery. Nie jestem naiwny ani podatny na sugestie. W życiu kieruję się swoimi zasadami i swoim zdaniem. Jestem w wielu kwestiach nie reformowalny i nie wiem w czym problem. Robię więcej kilometrów w roku niż nie jeden z tych wielkich sportowców z Gryfusa. I co?! I nic. Jakoś nic mi się nie dzieje. Więc założenie, że coś może się stać... No zawsze się coś może stać. Pewnych rzeczy się nie uniknie i tyle. #JEBAĆ GRYFUSÓW. Naprawdę już kurwa więcej z furiatami pierdolniętymi nie pojadę nigdzie. Nie ma co się denerwować. Jebać ich. Dziś pojechałem, jutro mam zamiar skończyć ten niełatwy rajd. I pełnoprawnie wówczas nałożyć koszulkę finiszera. Co prawda koszulki rozdawali przed rajdem. I niektórzy ją już założyli no ale ja nie zamierzam. Uczciwie będę do tej czynności uprawniony dopiero wówczas gdy pokonam tą trasę! A skoro dzisiaj sobie poradziłem to wierzę w to, że jutro też dam radę. I naprawdę: #JEBAĆ GRYFUSÓW. Na przestrzeni od kiedy prowadzę bloga narzekałem już na wiele spraw. I wiele przejawów patologii - policję, uczelnię ZUT. Teraz mogę z powodzeniem pisać, że kolejną patologią i sobie w pełni na to zasługują są główni wyznawcy Gryfusa. Szczególnie ich pierdolnięty zarząd i zapatrzeni w nich jak w święte obrazki ich najwięksi poplecznicy, którzy szliby za nimi wszędzie...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 926

  • Trasa nr [łączna]: 1007
  • Trasa nr [na blogu]: 921
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 1
  • W tym roku: 181

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 997 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 911 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 3243.29 km
  • Stan Licznika Końcowy: 3394.56 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 3394.93 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 15866 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 16017 km

  • Maksymalna prędkość: 45 km/h

  • Przejechałem: 151.27 km
  • Przejechałem [msc]: 151.27 km
  • Przebieg roweru [rok]: 8075.74 km
  • Przebieg roweru [suma]: 40087.1 km

  • Przejechalem w 2021: 8075.74 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 20.1894 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 100.2178 [%] km

  • Czas jazdy: 08:24:46 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2524:20:41 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2300:54:33 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 500:20:53 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 08:24:46 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 08:24:46 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:45:52 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:05 h

  • Średnia: 18.01 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego nie dość, że jest jubileuszowym dla tych śmieci gryfusów objazdem X Rajdu Dookoła Zalewu Szczecińskiego, co nade wszystko jest też świętem dla mnie. Ale tu akurat niestety. Nie udało się tego uniknąć choć do ostatniego momentu miałem na to ogromną nadzieję. Jednak nie udało się. A chodzi o nic innego jak o 40 tyś km wspólnie spędzonych z Aurelią. Trochę mi się poprzesuwało przez wrześniowe weekendy, niezbyt udane. W sumie jednak nie jest tak źle. Jednak naprawdę wolałem zrobić trasę 40 tyś km z Aurelią przed jazdą nad Zalew. Nie chciałem łączyć wątpliwej przyjemności jazdy z tymi kutasami gryfusami z moim osobistym świętem. Świętem Aurelii. Planowałem taką fajną trasę ale się niestety nie udało. Miałem na nią jechać ostatecznie 30.09. Jednak nie czułem się tego dnia na tyle na siłach by się ruszyć. Ostatnie dni Września mijały pod znakiem takiej byle jakiej pogody. Ja znowu nie chciałem ryzykować, że się przeziębię i nie będę wstanie dzisiaj jechać. Ponad wszystko musiałem być w formie. W końcu to była nie łatwa trasa, na której wypadł kolejny etap życia z Aurelią. Ale te życie, ten czas pędzi.. Aurelia, moja kochana i moja jedyna miłość - jakiś stały element życia, kończy już 40 tyś km.. Nie dawno miała swoje 7 urodziny i już za nią 40 tyś km.. A przecież nie tak dawno kończyła 30 tyś: "30 000" Aurelio !, a przecież nie tak dawno kończyła 5 lat: 5 lat Aureli & 5 lat "trasy 100km". Tak szybko dorasta.. Jednak obawiam się, że Aurelia i ja nie potrafimy się odnaleźć w tym złym świecie, pełnym nienawiści, przemocy, niesprawiedliwości i absurdalnych wykluczeń. Ludzie przeciw sobie tacy znienawidzeni. Już pierwsze chwile przed rajdem były porażką. Faktycznie zapomniałem dziś zabrać tego pierdolonego kasku. To jednak nie oznacza, że można mnie obrażać i odbierać szansę na wspólną przygodę, że można zaprzeczyć całemu przygotowaniu jakie dokonałem. Mam się teraz czuć gorszy od nich, bo jestem słabszy, bo nie mam takiego zdrowia jak sportowcy?! Wcale się właśnie gorzej nie czuję, choć może faktycznie jestem gorszy. Jednak mam coś czego im brakuje. Godność. Honor. Walczę do końca. Z przeciwnościami losu i niesprawiedliwego życia. I co mnie spotyka?!

Miałem trudniejszy start dziś niż inni. Te pierdolenie, że nie pojadę. Nie mogę uczestniczyć w ich elitarnym rajdzie, być częścią ich elitarnej grupy... Pff. Niech się walą - naprawdę. Ta impreza udział tu dziś był dla mnie sprawą HONOROWĄ. Po porażce z 2019 r., gdy w ogóle nie pojechałem.. Postanowiłem sobie, że następnym razem pojadę. Zrobię wszystko by jechać, i walczyć do końca. Moim trofeum miała być koszulka finiszera, która ma przypominać mi o tym, że osiągnąć można naprawdę wiele. Trzeba jednak o to walczyć aż do skutku. Nie mogę konkurować z ludźmi, którzy już na starcie są na lepszej pozycji niż ja. Mogę jednak pokonywać dalej swoje słabości i stawać się coraz lepszy. Nieustannie walczyć, choćby dla kilku naprawdę wyjątkowych tras w roku. A te się zdarzają. W każdym cyklu 5 tyś km z Aurelią coś takiego się zdarza. Właśnie, ja już wspomniałem o 10 tyś km, 10 tyś km temu. Sytuacja w 2020 r. była podobna - dwukrotnie w roku udawało się przejechać odcinek 5 tyś km: "35 000" Aurelio !" - Dookoła Zalewu Kamieńskiego. Tu mamy potwierdzenie - nie całe 5 msc i kolejne 5 tyś km za mną. A w tym czasie i krótsze i dłuższe jazdy i porażki i pewne zwycięstwa. Jednak nikt mi tu nie odmawiał udziału. A te sadzenie się o to, że zapomniałem, wykluczanie z udziału. Kim kurwa ten śmieć, wice prezes gryfusa niejaki pierdolnięty wojtasek jest, aby kurwa kogoś wykluczać?! Tak bardzo boją się mierzyć z kimś o wiele słabszym niż oni?! Ja nie mam organizmu jak sportowiec. Ja nie jestem sportowcem. Ja nie mam na to zdrowia nawet. Ja nawet nie powinienem uprawiać sportów. A jednak walczę z ograniczeniami i idę przeciw nim. Nie idę tym samym na ułatwienia jak niektórzy. Nie mam ani roweru elektrycznego ani nic takiego. Mam wiarę w to co robię. Wiarę, którą osłabiają takie akcje. Strasznie się rano zdenerwowałem. Załatwiłem sobie jednak ten pierdolony kask. I pojechałem dalej bez niego mijając tych gryfusowych pajaców. Dogoniłem ich w Niemczech, gdzie po drodze za jeziorem Głębokim, za Szczecinem na końcu Pilchowa miałem zetknięcie z durniami z milicji. Poszło o znaki C16/C13. Zatrzymali mnie bo rzekomo nieprawidłowo jechałem. A jechałem tu kawałkiem ulicą. To oznakowanie i rzekome drogi rowerowe nie są kompletne. A ten miszmasz oznakowań C16/C13, C13/C16 jest czymś niewiarygodnym. Jednak wygrałem to starcie. A informacje od nich, że jak mnie złapią ponownie to dostanę mandat to nie wiem. Mam traktować jako groźbę?! Niech tak nie straszą bo na łatwego ubywatela nie trafili. I cóż, przygoda trwała. Jazda po Niemczech była jeszcze ok. Miałem sporo sił, które niepotrzebnie traciłem jadąc głównie > 20 km/h. Jak nie ja. No normalnie jechałem jak gryfus. Nie rozumiem jednak tego dokurwiania, tego absurdalnego zapierdalania. A potem robienia długich niepotrzebnych postoi. Lepsze są krótsze ale częstsze. To jest efektywniejsze. W tym co robią gryfusy nie ma jednak nic mądrego i efektywnego. O czym już nie raz się przekonałem. Oni jeżdżą w taki nie przemyślany i zły sposób... Jeszcze przez Niemcy dawałem radę, ale już blisko granicy, wraz z tym jak zaczęło się ściemniać było gorzej... Robiłem sobie więcej dodatkowych postoi. I zabrało mi to więcej czasu no ale dojechałem. Zmęczony padnięty ale dojechałem. Pierwszy dzień zaliczony. Pierwszy dzień walki z gryfusami, i komarami. To było największym problemem dzisiaj. Pogoda niekoniecznie - bo było fajnie. W miarę ciepło, nie wiało za mocno. Było fajnie... :) Mogło być dziś lepiej. Najlepiej by było jakby tego pojebańca "wojtaska" wyjebali z tej pseudo organizacji. To mogłoby się wtedy wiele zmienić - na lepsze oczywiście. A tak nikt normalny nie szanuje sobie tej pseudo organizacji. To są pierdolnięci ludzie. Bez szacunku. Gryfusy są po prostu kurwa nikim. I naprawdę nie stało się zbyt dobrze, że w takich okolicznościach przyszło mi dziś robić trasę 40 tyś km z Aurelią.. Minął już rok czasu od trasy 30 tyś km i kilka msc od czasu wspominanych 35 tyś km.. Minęły wakacje, zaczęła się smutna jesień.. A wraz z nią takie ostatnie większe wyjazdy.. Jeszcze pewnie nie jedna przygoda przede mną... No ale ta będzie już ostatnia z gryfusami. Za daleko to wszystko zaszło abym mógł na tą pseudo organizację patrzeć...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa02pazdziernika2021zdj1.jpgtrasa02pazdziernika2021zdj2.jpgtrasa02pazdziernika2021zdj3.jpgtrasa02pazdziernika2021zdj4.jpgtrasa02pazdziernika2021zdj5.jpgtrasa02pazdziernika2021zdj6.jpgtrasa02pazdziernika2021zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)