Trasa z dnia dzisiejszego jest od kilku dni wyczekiwanym wielkim świętem. Dość ważną okolicznością, która bezpośrednio powiązana jest z trasą: "1000 jazd": Zagórcze. W świecie idealnym 1000 jazd === 1000 tras. Jednak tak nie jest. Z danych, które posiadam. Bo z pamięci już tego nie odtworzę, ale kto wie jakie miałem pomysły w przeszłości to w 2015 r., nie miałem takich głupich pomysłów. A przynajmniej nie wynikają one z osobnego rozpisywania danych o jeżdżeniu. Może po prostu liczyło się to, że jazda tego samego dnia to jazda. Nie było dzielenia, że jednego dnia można zrobić dwie trasy czy więcej. Takie problematyczne rozbijanie zrobiłem dopiero w 2016 r.: Dwie trasy - trasa 1. No i drugą trasą był oczywiście wpis dalej (#44 -> #45): Dwie trasy - trasa 2. Od tamtej pory zdarzyło mi się w sumie zrobić 10 dni w których miałem po 2 trasy. A więc dopiero dzisiaj 10 rowerowych dni później wypada te święto, po wpisie "1000 jazd" (wpis #1006). Ale aby nie było wszystko takie łatwe i oczywiste... Te rozumowanie nie jest do końca poprawne! Bowiem zliczam tutaj dane dopiero odkąd mam bloga czyli od wpisu #1 z dn. 08.01.2016 r.: Pierwsza jazda w nowym roku.... A nie była to przecież moja pierwsza jazda ani mój pierwszy rowerowy dzień z Aurelią. Ostatnia trasa z 2015 r. wypadała w dniu: 27.12.2015 r. była to zatem moja: 86 trasa z Aurelią (oficjalnie*) i zakładam, zważywszy na brak danych 86 dzień z Aurelią. A więc dzisiaj wypada tak naprawdę 1086 dzień rowerowy i 1096 tras. Rozmyślałem o tym w tym tygodniu, szykując się do dzisiejszego wyjazdu: Zapomniane wspomnienia. Sytuacja w kraju czy w szkole w której pracuję jest różna. Dość powiedzieć dość ciężka. Już przed Świętami Wielkiej Nocy zaczęły się takie cyrki dziać. A to wielu dzieciaków nie było bo chorzy a to nauczyciele chorzy. Trochę się tego czasu obawiałem. W końcu sam miałem długi czas przeboje ze zdrowiem... A ostatni raz mocno chory byłem na ferie. Teraz mi to w ogóle nie pasuje! Zważywszy właśnie na te cholerne #1000 dni. Wykorzystując wolny czas na Wielkanocne święta... jeździłem dość sporo. Po to aby nie powtarzała się sytuacja z zeszłego roku: Makowice: Zagrobowy powrót - wpis od którego zaczęło się moje chorowanie. Ani sytuacja z ferii: Powrót powrotów. Ani na siłę ujmując ostatni epizod chorobowo-pogodowy, który zresztą sprawił, że na dzień "1000 rowerowych tras" nie wyruszyłem nigdzie dalej tylko tutaj blisko po okolicy. Trzeba było szczęściu pomóc i nieco przyspieszyć nadejście dnia 1000 tras rowerowych! Choć nie jest to, podkreślam najbardziej formalne. Tylko uznaniowe dla bloga. Uznaniowe w ogóle będzie to 86 dni rowerowych temu czyli: Trasa "20-stka". Wypadła taka 20-stka tuż po zaliczeniu X Rajdu Dookoła Zalewu z tymi kutasami Gryfusami ;) Czas mija, a dawne żale wciąż żywe. Tu należy raz jeszcze podkreślić co znaczy, że wstanie na dzień 27.12.2015 r. miałem zrobione *oficjalnie* z Aurelią 86 dni === 86 tras rowerowych. To niestety jest związane z liczbą 159 km z 2014 r., zrobionych po dniu 15.09.2014 r. Nie mam tutaj żadnych informacji jakie to były trasy i ile ich było. Mogę domniemywać z pewnym poziomem pewności, że raczej coś w granicach 5-8 tras. Jednak nie chcę zgadywać. Po prostu nie wliczam tego w oficjalne statystyki. To dawne dzieje były. Wtedy nie myślałem tak mocno statystycznie jak teraz. Pewne "inżynierskie" nawyki nabrałem na studiach. I tak mi zostało. Więcej danych do analiz to zawsze lepiej i pewniejsze wyniki :) Jednak co było w 2014 r. A więc dokładnie 15.09.2014 r. czy w zasadzie po.... Ale cofnijmy się do 15.09.2014 r. gdy mam ostatnią zapisaną trasę z Aurelią: 2.3 km - mówimy o czymś co było: 2775 dni temu. To nie ma znaczenia. Taki kawał czasu, taki kawał historii (a dla ciekawostki powiem, że mój blog istnieje dopiero 2301 dni), po prostu nie ma sensu. Nie przypomnę sobie tego, nie mając żadnych danych na ten temat nie określę tego poprawnie. Myślę, że zakres 5-8 tras mógłby być słuszny. Uwzględniając różne długości ewentualnie robionych wyjazdów - mogły oscylować one w granicach 15-20 km. Choć mogły być oczywiście krótsze! Podejrzewam, że jednak o to chodziło. Gdzieś na Makowice, może do Karczewia tu po lesie. A może i 20-stkę jechałem? Albo i po Płotach parę kilometrów - gdzieś na cmentarz, działki. To bardzo możliwe warianty tego co mogło się dziać w okolicach 2775 dni temu. A w zasadzie mniej bo mówimy o okresie po 15.09.2014 r., myślę, że gdzieś do Października - może do końca Października 2014 r. A więc ściśle i coraz mniej zrozumiale przekrój dni jest w granicach 2774 - 2729 dni temu. Czyli od 16.09.2014 r. do 31.10.2014 r. Co się działo w te: 45 dni. Nie wiadomo. Można szukać jeszcze odpowiedzi na moim blogu z życia na studiach. Ale właśnie nie obejmuje on dni spędzanych po za studiami. Czyli gdy wracałem do domu - głównie na weekendy, czasem na dłuższe okresy paro dniowe. I w tym czasie mogło mnie kusić jeszcze sobie pojeździć. No cóż. Koniec końców mamy dwie daty 1000 dni rowerowych - dzisiejszą tj. 21.04.2022 r. oraz 05.10.2021 r. jako tą *oficjalną*. Za taką przyjmuję i koniec. Zmiany tej formalności nie byłyby rozsądne i spowodowałoby posypanie się wszystkiego co tak skrupulatnie tyle lat na blogu pisałem i liczyłem. Dobra wróćmy do meritum. Ostatnie dni były dość ciężkie - myślę o okresie przed świętami - sporo zachorowań w szkole, i wśród mieszkańców gminy Płoty a także gminy Gryfice. Ryzyko, że coś się na mnie znowu przeniesie i się nie uda zrobić fajnej trasy istniało. I nieco mnie ta myśl demobilizowała. Tuż po świętach w szkole spędziłem raptem 2 dni. I zachorowania powracały. A mnie pozostawała tylko wiara, że się uda. Wiara którą osłabiał wczorajszy dzień - 20.04, gdy po nie ciekawej nocy zbudziłem się z niespodziewanym bólem gardła. Na szczęście nic z tego nie wynikło. I dziś mogłem pojechać. Tak jak planowałem. W nowe strony, odkrywając nowe drogi! I mając nowe wspomnienia! A tak mi się tu podobało, w okolicach Koszalina, przy tych nieznanych mi dotąd nadmorskich miejscowościach, że postanowiłem tu wrócić na 45 tyś z Aurelią. Nie przyjechałem tu na 1000 tras bo była sytuacja jaka była. Byłem za to dziś i to się liczy! I nic nie stoi na przeszkodzie aby wrócić tu przy kolejnej ważnej okazji, jaką będzie 45 tyś km z Aurelią! A to już nie długo... Myślę, że może te święto wypaść na przełom Czerwca / Lipca 2022 r. No cóż, jak to będzie to jak zwykle, tradycyjnie nie przerwanie mijający czas pokaże...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1016
Trasa nr [łączna]: 1096
Trasa nr [na blogu]: 1010
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 54
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1085 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 999 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 6221.16 km
Stan Licznika Końcowy: 6308.52 km
Stan Licznika Końcowy2*: 6308.89 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 18838 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 18925 km
Maksymalna prędkość: 35 km/h
Przejechałem: 87.36 km
Przejechałem [msc]: 454.66 km
Przebieg roweru [rok]: 1753.8 km
Przebieg roweru [suma]: 43008.11 km
Przejechalem w 2022: 1753.8 km
Podroż dookoła świata (2022) 4.3845 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 107.5203 [%] km
Czas jazdy: 06:06:21 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2712:54:49 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2489:28:41 h
Czas Jazdy Suma (2022): 118:34:30 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 30:38:56 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:47:11 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:11:45 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:01 h
Średnia: 14.32 km/h
Dzisiejsza ważna okoliczność, ważne dla mnie święto, i ważny dla mnie dzień ze względu na który brałem wolne w szkole (niektórzy nazywają to pracą) a ja tylko szkołą. Miałem już od paru dni zaplanowany taki wyjazd. Chciałem się wbić w te pogodowe okienko, które teraz mamy. Te kilka dni z naprawdę piękną pogodą. Gdyby się dało to bym chętnie nawet na święta pojechał w tą trasę, w te miejsca. Jednak nie wypadał ten dzień tak szybko. I trudno byłoby oczekiwać aby wypadł. A to w końcu jest "1000" rowerowych dni. Cóż to w ogóle oznacz czy ktoś się zastanawiał? Czasami padały takie słowa na tym blogu, że miało miejsce ileś rowerowych dni temu. To dość ważna z punktu widzenia różnych statystyk miara. Oznacza jeden niepowtarzalny dzień, podczas którego robiłem trasę. Dzień rowerowy jest tylko jeden na dobę, jest jedynym punktem w kalendarzu z tą datą. I tak dla przykładu 21.04.2022 r. jest takim dniem rowerowym. Ma on swoje ważne, niepowtarzalne cechy - panującą tego dnia pogodę, ciśnienie atmosferyczne, ruch na drogach itd. itp. To z pozoru błahe rzeczy. Jednak jeśli podliczymy ich skumulowaną ilość to maja ogromne znaczenie. Ile dni, tudzież godzin spędziliśmy na rowerze z przedziałem temp. np. +25-27℃? Ile z przedziałem +28-30℃? Oczywiście temp, wiatr, ciśnienie itd. itp. zmienia się z czasem i nie jest stała przez cały dzień. A zresztą rzadko się zdarza, że jeździ się cały dzień. Nie mniej jest to i tak pewna informacja, dość istotna. Ja na tej podstawie patrzę np. na wytrzymałość poszczególnych elementów w rowerze. Ile przetrwało takich dni rowerowych. W jakich warunkach było używane (nawierzchnia, typ terenu), suma podjazdów / zjazdów. To bardzo duża, ciekawa ilość danych. Moje ostatnie przemyślenia z nimi wiązane są oczywiście kierowane do przedniej opony Schwable Mundial 28x1.60 Aurelii, która jest użytkowana przez niewyobrażalnie dużą ilość kilometrów - te przekraczają z powodzeniem 25 tyś km i zbliżać się będą do 30 tyś km! W końcu mówimy o okresie od: Makowice z 11.10.2018 r. po dzisiejszą trasę. Okres od wpisu: #307 do #1016. Jak policzyć ilość tras i dni rowerowych w tym okresie? :) Bardzo prosto. Odliczamy podsumowania roku: 2018-2021 r. Czyli 4 wpisy. I mamy 705 tras. W tym okresie mieliśmy 6 dni z dwoma trasami jednego dnia. Więc ilość dni rowerowych to 699. I na końcu ilość przejechanych km w tym okresie, oraz ile zajęło mi to czasu. A więc na dzień dzisiejszy (bez dzisiejszej trasy) przejechałem na tej oponie: 26 832 km w czasie jazdowym: 1691:37:50 godzin (bez dzisiejszej trasy). Ogromne liczby, ogromna ilość danych. Wszelkie analizy dokonywać należałoby więc uwzględniając ilość dni rowerowych (699) i pozostałe najważniejsze czynniki jak ilość pokonanych km i w jakim czasie. Tu mamy przekrój tras, terenów w jakich jeździłem i pogodowy z jaką się spotykałem. Zmienne było również ciśnienie w oponie. Choć zwykle o to dbam aby było tam ponad 5 atm, mogło być przejechanych w sumie setki kilometrów z o wiele gorszym ciśnieniem. I takie te ciekawe statystyki wydobywam. I często analizuję na tych samotnych trasach. Głównie samotnych, w kocu większość z tych rowerowych dni (zdecydowaną większość) pokonałem samotnie. Czasem mam towarzyszy podróży ale nie zawsze. No i nie zawsze pokonuję z nimi całą trasę. Z tym bywa różnie... Po szczegóły odsyłam już do samych wpisów.I teraz bardziej formalnie. Skupię się na samej dzisiejszej trasie! Zaczynała się ona na obrzeżach Koszalina. Gęsta zabudowa miasta i w pozorach nie wielkie odległości bywały dość trudnymi do pokonywania odcinkami. W Koszalinie czasem bywałem ale nie dużo. Jak każde miasto, ma problemy ze sprawną i tudzież sensowną organizacją ruchu rowerowego. Są niby te całe DDR, potem nagle znikają. I sam się gubię w tym co robię. Zgodnie z przepisami nie można jechać po chodniku. To z logiką ma również nie wiele wspólnego. Te przestrzenie chodnikowe, różnie zbudowane, często krawężniki i inne przeszkody. Sporo syfu. I ludzi na nich. To niebezpieczne, bardzo niewygodne. A znów jak znaleźć się na ulicy? Mam się włączać z pozycji przejścia dla pieszych? No też absurd. Nie rozumiem organizacji ruchu rowerowego w dużych miastach. Jest ona bardzo chaotyczna i niekonsekwentna. A do tego mnóstwo błędnych oznaczeń dróg rowerowych w Koszalinie. Oznaczenia sugerujące ciąg pieszo-rowerowy znak C13/C16, który w mojej skromnej opinii nie jest prawidłowy zważywszy na to, że chodnik wyraźnie dzieli się na dwie powierzchnie, różnokolorowe. Tu zastosowanie powinien mieć znak C13-C16 (oddzielony PIONOWĄ KRESKĄ) a nie POZIOMĄ. Znaczenie jest kolosalne. Bo w przypadku C13/C16 to pieszy może zajmować całą powierzchnię drogi co i tak bezmyślnie robi. Organizator ruchu mógłby tu nieco sprawę polepszyć zmieniając oznakowanie na C13-C16. Drobna zmiana a cieszy. Wydzielić jedną część chodnika na rowery a drugą dla pieszych. Czyli po prostu burdel jak wszędzie. To taka aluzja do samego Koszalina po którym zrobiłem dziś bez mała ok. 30 km. Choć oczywiście od tego nie zaczynałem. Zaczynałem podróż od jazdy wzdłuż drogi DK11 do Mielna. Do którego dość szybko dotarłem. Z Mielna korzystając znowu z pozornych i różnych jakościowo dróg rowerowych, dotarłem do towarzyszącej obok mieściny Unieście. Już od początku Mielna a potem Unieścia ciągnął się przepiękny widok po mojej prawej stronie - zalewu Jamnie. Miejscowość do której swoją drogą z Koszalina łatwo dojechać - m. Jamno. Każda droga prowadzi do Jamna. Nie specjalnie o tym myśląc kilka razy na szlakach do Jamna się znajdowałem. Jednak tam nie pojechałem. Dzisiaj miałem inne plany. Miałem jechać do miejscowości Dąbki. Wzdłuż drogi DW203. Jednak droga tam by mnie zniszczyła. A nie byłem na to gotowy. Być może wybiorę się tam a może i do samego Darłowa na trasie 45 tyś km z Aurelią? :) Dzisiaj wiatr trochę przeszkadzał. A ja taki osłabiony się czuję. Jednak jechałem wzdłuż tego morza... tego Jamna. Jak dla mnie to jest Zalew nie jezioro. Bezpośrednio wpływa do Bałtyku. Wzdłuż tej drogi, już na wyjeździe z Unieście, wjechałem sobie przy takich wielkich punktach wypoczynkowych, pooglądać te jezioro czy tam zalew.... Było tu pięknie. Dookoła trwały kolejne inwestycje, kolejne wielkie punkty wypoczynkowe się budowały. A ja jechałem dalej. Nie długo. Bo zaraz na wyjeździe z Unieście, wzrok mój przykuły opuszczone budynki. Jak się okazało była to: 231 kompania radio-techniczna: 231 kompania radiotechniczna. Na stronie eksploratorzy.com.pl jest jeszcze parę zdjęć i informacji. Z tego co się dowiedziałem, jednostka działała jeszcze do 1995 r. A więc jest opuszczona od 27 lat. I dalej nie zagospodarowana. No nie mogłem przejechać obok obojętnie. Zajrzałem. A, że dzisiaj byłem bardziej zakochany niż skupiony nad tym co robię, w duszy mi grała taka piękna piosenka, którą dziś w radio plus słyszałem: Miłość jak wino uderza do głów
Trzeba jej pragnąć i pić aż do dna
Więc się zakochaj i o niej mi mów
Nim ją kto inny mi da. Nie zauważyłem rozwalonego murku przy wejściu do pomieszczenia w którym chciałem Aurelię zostawić. Zahaczyłem tam nogą. I prawie, że bym wyrznął dosłownie (face to floor)... Także, nie miło się zaczęło. Ale było potem fajnie. Obadałem te pozostałości tutaj. Nim wyruszyłem dalej jak się okazało do wsi Łazy. Skąd jak się okazało, nie ma przejazdu do Dąbków dalej wzdłuż wybrzeża. Trzeba skręcić na drogę przez Osieki do Suchej Koszalińskiej i dojechać do DW206 i z niej można jechać na Dąbki. Ja dojechałem do końca Łazów. Wjechałem w tamtejszy las "Jałowcowy las" będący częścią rezerwatu "Łazy". I tam naiwnie prowadziła mnie piękna droga - z betonowych płyt ułożona. Tylko ona w pewnym momencie się skończyła. A dalej były mokradła. Wróciłem więc, i pojechałem inną drogą w tym lesie. Tam - co chwila było coraz gorzej. A dzisiaj takie jeżdżenie mi w ogóle nie szło. Potykałem się o każdą napotykaną gałąź na drodze, na ulicy. Wszystko mnie zaczęło denerwować. Wjechałem w jakieś mokradła. Błota tam. Zniszczona droga leśna. Nie szło jechać.
W pewnym momencie nie miałem wyjścia. Musiałem się wycofać i tyle kilometrów przedostawać się z powrotem do tych cholernych Łazów. Stąd pojechałem na tą całą Suchą Koszalińską. Wzdłuż DW203 rozciągały się gigantyczne wzniesienia, które ciągnęły się i ciągnęły. Zrezygnowałem więc z tej jazdy w tamtą stronę! I pojechałem na Koszalin. Realizować mój drugi dzisiejszy cel. Tego się nie udało jednak realizować dzisiaj. A chodziło mi o wjazd na budowaną obwodnicę wciągu drogi S6 Koszalina do samego Sianowa. Problemu by nie było gdyby do przetargów nie stawały firmy pokroju: ENERGOPOL SZCZECIN. Do dziś jak słyszę tą nazwę to mnie przekręca. Skurwysyny wszędzie się pchali do wszystkiego. I wszystko zjebali. O ile Koszalin mi tak mocno nie przeszkadza bo rzadko tu bywam, o tyle węzeł Kijewo w Szczecinie, rozkopany od 2017 r., po dziś dzień... Przyprawia mnie o kurwicę. I to co się tam dzieje... Wszyscy z zarządu i nieudolni pracownicy ENERGOPOL SZCZECIN po koniec swych dni powinni zapierdalać w kamieniołomach... Za to co oni porobili. No ale wracając do sedna. Droga S6 w planach ciągnąć się będzie od Goleniowa po sam Gdańsk. A póki co jest co najwyżej do Koszalina. A potem fragmentami dalej. Swego czasu w 2018 i 2019 r. sporo jeździłem po budowanej S6 na odcinku Kołobrzeg - Goleniów: Na szlakach S6 - Kołobrzeg & "Droga do Karlina", Na szlakach S6 - Kołobrzeg oraz: Na szlakach S6: Płoty - Goleniów. Teraz chciałem pojechać na ten Sianów. Inwestycja trwała prawie, że równolegle do odcinka Goleniów - Kołobrzeg - Koszalin. Tyle, że tu rządziła inna firma, która nie dała sobie rady -.- Inwestycję dopiero w 2021 r. przejął Budimex, i dopiero on przyspieszył prace. Droga ma być gotowa na początku 2023 r. A ja tak z ciekawości chciałem tu zajechać... Dzisiaj nie był to jednak dobry pomysł. Raz, że to normalny roboczy dzień - a więc ruchu aut na budowie sporo. Ludzi sporo. A dwa, że postęp prac nie jest tak zaawansowany aby umożliwić mi taki wjazd. Jednak spokojnie! Szlaki S6 są na tyle ważne, że na pewno tu powrócę. Już zarezerwowałem sobie nawet dwa terminy, gdzie będę mógł wjechać i z podziewam się większych postępów prac czyli w dniu 15.08 oraz 01.11 albo 11.11. Postęp prac można jak to było w przypadku poprzednich ważnych odcinków trasy S6 śledzić na stronie projektu. Ja to zawsze robiłem sprawdzając zdjęcia z drona i na ziemi. A także po prostu oglądając postęp na budowie - jeżdżąc wówczas często na Szczecin i ze Szczecina. W końcu lata 2018-2019 r., to lata gdy jeszcze studiowałem. Co prawda to już końcówka ale jednak. Spójrzmy na tą stronę: Strona projektu obwodnicy Koszalina. Dla mnie istotna jest informacja w załączonej zakładce: Postęp robót. Aktualizacja na dzień 20.04. Mówi, że: Postęp czasowy robót: 47,26%, zaś: Zaawansowanie rzeczowe: 10,60% oraz: Postęp finansowy robót
: 9,11%. Zakładam, że im bardziej te słupki będą szły w górę tym lepiej. To także w konsekwencji umożliwi fizyczny przejazd po placu budowy. Myślę, że ten 15.08 można zaryzykować. Dzisiaj się pokręciłem po Koszalinie. I znalazłem wygodny wjazd na budowę :) Dzisiaj z nie skorzystałem ale w dniu 15.08 czy dalej 01.11 czy 11.11 (jeszcze zobaczę) czemu nie? Wjazd odbywałby się przez wieś: Skwierzynka. Od strony ul. Alei Europejskiej drogi DW167 to nie bardzo się da. Tam są niestety DDR oznakowane, musiałbym kawałkiem obwodnicą pojechać nielegalnie. I ktoś na pewno by się przywalił. A więc najrozsądniej od wsi Skwierzynka. Była to w zasadzie moja druga część trasy :) Pierwszą kończyłem wracając z Łazów, podziwiając górzyste ale piękne tereny Koszalina wzdłuż drogi DW203 od Suchej Koszalińskiej po sam Koszalin. Zaś w mieście szukałem miejsca na odpoczynek i aby coś zjeść. Okazało się jednak, że trudno o takie miejsca. Co z tego, że był KFC, McDonalds, skoro nie miałem gdzie przypiąć Aurelii. A na koniec się okazało, że kluczyk od zapięcia został w aucie! Tu jednak nie wiele złego się wydarzyło! Bowiem nie znając Koszalina bo go w zasadzie nie znam, tu skręciłem, tam się zakręciłem i niespodziewanie wyjechałem na drodze DK11, obok zjazdu z ekspresówki (Koszalin Zachód). I tutejszego sklepu: Dino gdzie stanąłem :O A właśnie tu był też McDonalds :)) A więc wziąłem klucz od zapięcia, kupiłem sobie Kubełek Kurczaka, w Dino wziąłem napój do tego. I spokojnie spożyłem obiad w aucie. Skąd ruszyłem dalej, po tym obszarze nędzy miejskiej, która rozciągała się przez liczne osiedla, i byle jakie drogi - bardzo blisko istniejącej ekspresówki S6, oraz miejscach budowy kolejnej. Tak wyjechałem już za miasto, do wspominanej wsi Skwierzynka. Na jej końcu oglądałem postęp prac na budowie drogi S6 Koszalin - Sianów. Zdjęcia można podziwiać również na stronie projektu: Tydzień 14: 04.04 - 10.04. Na chwilę obecną najnowsze były za 14 tydzień roku. Zaś z powietrza najnowsze były z końca Marca 2022 r. Na końcu wsi prócz podziwiania budowy, i znalezionego wjazdu na nią - dzisiaj jednak nie korzystałem - za duży ruch aut budowy. I pewnie by mnie dzisiaj z stamtąd pogonili. Więc nie wjeżdżałem. Za to nie spodziewanie wylądowałem na drugim Urbexie. Opuszczony dom. Dość zniszczony na końcu tej wsi. A w nim znalazłem lejącą się z rury wodę... Fajny domek nie powiem. Ale tylko piętro się dało zwiedzić. Na półpiętro nie było schodów... :( I cóż, już trochę zmęczony wracałem do Koszalina. Pokręciłem się jeszcze po mieście. Walczyłem z pierwszymi oznakami bólu głowy. Obawiałem się, że będzie gorzej ale jednak przeszło. Nie mniej więcej już nie jeździłem. Postarałem się domknąć szlaki przejechane po Koszalinie (w sensie ślady GPS) uwzględniające moją jedyną trasę tutaj: Trasa Karlino-Koszalin-Białogard. Kojarzyłem, że przejeżdżałem gdzieś przez drogę DK11 (w stronę Poznania) i tam odbijałem na Białogard. Teraz jednak mam wątpliwości czy poprawnie pojechałem. Czyli czy szlaki tras się ze sobą złączą. Jeśli nie to najwyżej następnym razem. Przecież kilka wyjazdów na Koszalin w tym roku planuję. A co z tego wyjdzie? No cóż, po prawie 90 km trochę zmęczony wracałem do domu. Dzisiejsza wyprawa w pełni udana i zaliczona. A przede mną otwiera się kolejna wyprawa... Już jutro.... Na Szczecin. Wziąłem sobie dwa dni wolnego w tym tygodniu. Dzisiaj na tą trasę. A jutro mam przegląd auta. To przy okazji można sobie pojeździć. I tak sobie planuję na blogu będzie to już 1001 dzień rowerowy: aby pojechać na Wielgowo, Zdunowo, czy Smerdnice. Tamte strony. Nie jeździłem tam dotąd. Nigdy nie było mi po drodze. To mam teraz szansę pozwiedzać. Jakoś mam teraz taką potrzebę. Pojeździć po nowych, nie znanych mi dotąd miejscach i drogach... Cóż... Na dzień dzisiejszy to już wszystko. Co by nie mówić te "1000 dni" nie jest tak ważne jak te 1000 tras, które już są za mną... Też są ważne ale może nie aż, AŻ tak. A tym czasem do zobaczenia w kolejnych dniach rowerowych i kolejnych trasach!...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)