07.08.2021
Jazda nr: 883

Tagi: WG, KW, morze, zach_slonca, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa wiodła długimi nieznanymi, choć po części znanymi szlakami - głównie nadmorskim szlakiem. Podczas niej przeplatało się wiele historii, a także skrajnych odczuć jakie towarzyszyły mi na tej trasie. Zaczęła się niewinnie i bez większych ambicji. W końcu nigdy nie mogę stwierdzić czy na pewno dam radę przejechać tyle czy tyle km. Dzisiaj dałem radę pokonać niebagatelny wynik - ponad 160 km. Choć już pod koniec dnia było mi ciężko to jednak walczyłem do końca o każdy kilometr tej pięknej trasy, która z radości przechodziła w smutek, z smutku w zażenowanie, w końcu w bierność przeradzającą się w głuche nawoływanie na które przecież nikt nie odpowie.. Nie wiem czy ta trasa, i jej zaplanowanie było słusznym pomysłem. Pierwotnych planów nie udało się zrealizować - miał to być wyjazd do Dreżewa i zwiedzanie pałacyku w Dreżewie a potem wycieczka na Pustary. W Pustach jest piękny pałac.. A przed Pustarami piękna droga, która wręcz zachwyca. To właśnie ona i wybrane sny są inspiracją do książki przygodowej o magii przyjaźni, odkrywania tego co nie znane a jednak tak ważne w życiu. Towarzysz WG, chciał te miejsca zwiedzić ;) Chyba się bardziej nie mniej napalił na same Pustary (Kołobrzeg - Ustronie Morskie) aniżeli na Dreżewo, które z kolei mnie się bardzo podobało. Bardzo klimatyczne miejsce, niestety trochę czas na nim swoje działanie odbił -> Dreżewo: Pałac von Boninów. Początek wycieczki był niezbyt udany. Już mamy klasyczną przeplatankę historii idąc od nieznanego początku, pełnego nadziei przez rozwijające się wątki tej historii. Ledwo mija godzina 7 rano, gdy na przeciążonym ładunkami rowerze, z moją wierną Aurelią ruszam w tą trasę. Dojeżdżam do Gryfic na czas, choć jestem pewny, że nie zdążę ;) A to jak zwykle bywa pociąg przede mną nie zdąża.. I się spóźnia ;) Tylko we dwoje ruszamy. Słabo bo to na ostatnią chwilę planowane, słabo przygotowałem się logistycznie do trasy. W tych nadmorskich stronach jest sporo dróg, które do tej pory nie miałem okazji poznać. I to spowodowało kolejne niefortunne historie, jak niezbyt przyjemne dróżki idące od kamiennych szos, po surowe terenowe drogi.. Zabłądzić, pomylić drogę nawet jeśli ją się zna jest to u mnie standard :D Każdy kto śledzi moje wpisy z pewnością zdaje sobie z tego sprawę. Taka historia musiała się przydarzyć i dziś. Będąc w Karnicach zamiast bezpośrednio na Dreżewo jechać, to znajdowałem jakąś inną drogę na około. Jeśli wierzyć mapom to dałoby się dojechać... Tyle, że dla nas oznaczało to powrót do tej samej wsi z której się przyjechało. Rzekłbym z czystym sumieniem pal licho o tą wycieczkę, nadrobione kilometry. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie gdyby nie to, że cały przyjazd do Dreżewa okazał się niepotrzebny, zły i szkodliwy ;) Zablokowano dostęp do pałacyku. Jeszcze lokalna ludność chroni wejścia na jego teren. Słabe punkty w ogrodzeniu by się znalazły ale nie z rowerem. A przecież nie zostawię Aurelii. Zaś WG tak bardzo nie był zainteresowany dworkiem, że nie wkroczył na niego. Zbytnio przejął się informacją, że to teren prywatny i nie wolno :D Gdybym na to patrzył to bym nigdzie nie wkraczał.. A tak tylko wspomnę, że dla mnie historie z Urbexem są w miarę nowe.. Opowiadałem nieco więcej na temat tej historii we wpisie: Konarzewo: Pałac von Bismarck. A więc Dreżewo przepadło. Chociaż tyle dobrego, że byłem. Może nie wyjdzie to pałacykowi na złe, jak ktoś się nim naprawdę zajmie. Może tu powstać jakiś hotel czy coś. Możliwości są. Nad morze jest bardzo blisko (Pustkowo ok. 3km). Tylko zrobić dobrą drogę z Pustkowa tutaj.. I byłoby naprawdę super! :) Więc historia nadal trwała, tylko prowadziła do Kołobrzegu gdzie się kończyła.. Nie łatwa i nie fajna droga do Kołobrzegu z częściową zmianą koncepcji - żeby zamiast na Pustary pojechać na opuszczone lotnisko w Bagiczu. No ale nie udało się. Czasowo mi to nie pasowało ;) Nie dałem się zwieść namowom WG, który cwany miał po 19 pociąg z Kołobrzegu i nie pojechałem do Bagicza z nim. Po godzinie 17 wyruszyłem w drogę powrotną do domu przez Trzebiatów, i tudzież drogę DW102. I w sumie nie żałuję tej decyzji. Dobrze się stało! Do domu i tak wróciłem po 21:30. Jakbym jeszcze został w Kołobrzegu to kiedy bym wrócił? Z późniejszą porą bardziej zmęczony.. Więc pewnie w środku nocy bym się dowlókł o ile dałbym radę jeszcze dojechać. Trochę mnie smucą te kilometry. Ten pewny niedosyt. Po trasie z zeszłego tygodnia: Nadmorskim szlakiem: "z Singlowymi". Mam nie malającą nadzieję na przejechanie 200 km. Pewnie do tej wizji trasy powrócę. Otwarte pozostaje tylko pytanie czy w przyszłym tygodniu czy za 2 tyg? Bo taka trasa wymaga i tak wcześniejszego wyjazdu - myślę, że tak 5 rano to maksymalnie. Aby wrócić do tej 22. To tylko niby 200 km.. Tyle, że dla mnie to naprawdę dużo! I byłaby to naprawdę ładna trasa, zrobić takie 200 km.. Nawet jeśli miałoby to być 202, 204 km. Nie ważne. Ważne, że mam z przodu tą "2". Ważne, że przekraczam kolejną granicę. Raczej iść na rekord z zeszłego roku nie zamierzam. Zbyt wiele brakuje mi pod tym względem sił i wiary w swoje możliwości. A może chodzi o coś tak prozaicznego jak po prostu to, że nie jestem wstanie mierzyć się z takimi trasami? Mogę się dalej zakłamywać, że w ogóle mogę jeździć. Już po 100 km to jest dużo.. A jednak walczę dalej z niesprawiedliwym światem w którym przeplata się tyle historii, lęków, żalów i nigdy nie spełnionych marzeń...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 888

  • Trasa nr [łączna]: 969
  • Trasa nr [na blogu]: 883
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 143

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 959 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 873 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 1272.03 km
  • Stan Licznika Końcowy: 1435.97 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 1436.34 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13894 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 14058 km

  • Maksymalna prędkość: 37 km/h

  • Przejechałem: 163.94 km
  • Przejechałem [msc]: 273.92 km
  • Przebieg roweru [rok]: 6117.15 km
  • Przebieg roweru [suma]: 38128.51 km

  • Przejechalem w 2021: 6117.15 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 15.2929 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 95.3213 [%] km

  • Czas jazdy: 10:06:03 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2408:34:29 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2185:08:21 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 384:34:41 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 17:00:06 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 04:15:02 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:41:22 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:39 h

  • Średnia: 16.23 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego zaczęła się dla mnie chwilę po godzinie 7 rano, gdy dopiero wyjeżdżałem z domu aby odkrywać kolejne pisane na niej dzieła. Początek był dość dobry. Lecz pierwsze problemy zaczęły się dość szybko pojawiać. A było nimi odpuszczenie jazdy główną drogą (DW110) na Cerkwicę. Odbijaliśmy w Przybiernówko na Grądy a dalej Mechowo. Spodziewałem się raczej normalnej drogi tutaj. Lecz taka nie była - to, że zniszczony asfalt to jedno. Gorzej jak po prostu normalna droga za wsią Grądy zmieniła się w coś, co trudno nazwać drogą - choć jeszcze się jechało po tym w miarę, lecz niestety nie dało się trzymać prędkości. Najgorzej jednak było wówczas gdy robiła się tu kamienna droga. Taka - brukowa w zasadzie - pojawiała się kilka razy. To już się robiło denerwujące - najpierw w drodze do Mechowa takie cyrki, potem z Cerkwicy do Gocławic znowu taka droga... Dopiero z Gocławic na Karnice było lepiej. Już asfalt, błogosławiony asfalt ;) Lecz trudów trasy jeszcze nie raz przyszło dziś doświadczyć. Pozorne szczęście i wyjście na prostą w Cerkwicy poprowadziło mnie nieumyślnie nie w tą drogę co potrzeba ;) Powinienem jechać dalej normalnie jak na Rewal, wzdłuż drogi DW110. I z niej byłby nawet opisany zjazd na Dreżewo, bezpośrednio. Droga asfaltowa. A zamiast tego wybrałem ścieżkę na Niczonów. Teoretycznie dojechałoby się, lecz znacznie dalszą drogą. Nie wiem skąd mi się to wzięło by tu jechać.. Gdzie a jakby inaczej - znowu brukowa droga ciągnąca się kilometrami. W jako takiej cywilizacji odbiło się w las, leśno-polne drogi, dla mnie kompletnie nie przejezdne, więcej prowadziłem rower niż byłem wstanie jechać.. W ten sposób utraciło się cenny czas, którego potem zabrakło.. Historia się robi trochę skomplikowana. Niejednokrotnie w końcu - głównie na nie znanych mi drogach - takie przygody mnie spotykają. A należy podkreślić, że ja tych stron, tych wsi nie znam. Tu wszędzie się raczej "gdzieś" dojedzie. Ale niekoniecznie tam gdzie się chce. Naiwnie prowadziłem trasę "najkrótszą" co wcale nie oznacza "najlepszą" drogą. Miało być 23 km z Gryfic do Dreżewa a tym czasem zrobiliśmy 40 km... Tak super poszło skracanie drogi, i omijanie głównych dróg. Bo najwygodniej byłoby jechać wojewódzkimi i nie przejmować się autami. Była co z prawda z tego jakaś korzyść. Zobaczyłem nowe drogi. I zyskałem co do nich jasny, deklarowany stosunek: nie chcę tu wracać. W końcu na Dreżewo po powrocie do Karnic się trafiło. Lecz co z tego, skoro cel podróży nie został osiągnięty. A oglądać ten piękny dworek z zewnątrz.. Bez sensu.. Droga na Pustkowo a z niej niczym nieuzasadniony pośpiech w drodze do Kołobrzegu.. Częstsze niż planowane postoje. A także niestety przejazd przez tereny wojskowe z Pogorzelicy do Mrzeżyna. Tam jest co prawda ścieżka rowerowa, ale do dzisiaj nie wiedziałem za bardzo jak w nią wjechać. Opierałem się na nieudanym przejeździe do niej z dnia 01.08.2020 r: Nadmorskim szlakiem. Dzisiaj pojechałem nieco mądrzej ale dalej nie idealnie. Jednak analizując sytuację już wiem co zrobiłem źle! ;) Pominę fakt, że chciałem w ogóle z Pogorzelicy pojechać na Konarzewo. I nie pchać się w te kręte, niezbyt przyjemne drogi. Ale okazuje się, że międzynarodowy rowerowy szlak R10 prowadzi obok stacji PKP w Niechorzu. Więc należy te Niechorze tam bokiem objechać a nie pchać się przez środek tego wczasowego imperium. Bo wtedy faktycznie jest problem jak dojeżdża się do Pogorzelicy i ją mija, to są tereny przyrodnicze objęte ochroną, a także wiele wojskowych obiektów, które otaczają dedykowane tu drogi rowerowe. Gdyby dało się jechać przez bazy wojskowe byłoby znacznie szybciej i wygodniej. Mimo wszystko dojazd do Mrzeżyna nie był przyjemny. Dłużył się i dłużył. To już odcinek z Mrzeżyna do Kołobrzegu minął szybciej choć i on nie był idealny. Zbyt dużo ludzi tutaj. Tej dzieciarni. Wszystko się pcha z tych chodników na te DDR. Bez sensu. Ten ruch powinien być odizolowany. To były całe kilometry męczarni, przejeżdżając pomiędzy kolejnymi miejscowościami. Aż w końcu trafiamy do Kołobrzegu. Jest już grubo po godzinie 16. Decyduję się nie kontynuować żadnych planów przewidzianych na dzień dzisiejszy. Dojazd do Pustarów - i ew. powrót byłby zbyt daleki, za mało czasu. Gdyby to była godzina 14-15 to ok. Ale w obecnych okolicznościach nie. Ja bym chciał aby WG jadąc z Pustarów (ok. 20 km do stacji PKP Kołobrzeg) miał na to co najmniej godzinę czasu. Tak się jednak nie udało. Ostatecznie na lotnisko w Bagiczu też nie pojechaliśmy. Miałem taki plan, że skoro nie Pustary, skoro w Dreżewie się nie udało to może na ten Bagicz no ale niestety. Po obiedzie w mieście, zdecydowałem się na powrót. Nie łatwa droga - ok. 60 km. Zmęczenie robiło swoje, częściowo zmienna pogoda też. Jeszcze tylko wyjazd z Kołobrzegu i można było lecieć, nabijać kilometry. Moim priorytetem jest to aby wracać za dnia. Nie lubię jeździć po nocach. Zresztą to nie moja wina. Mam pewne absurdalne ograniczenia, które dodatkowo mnie niszczą. Niby już dorosły jestem, mogę żyć jak chcę. Ale jednak jest dla mnie nienaturalne robić coś, wbrew temu w czym zostałem wychowany. O na myśl mi przychodzi choćby przykład MK, który jeździ i wraca nocami. Dla niego to coś normalnego. Dla mnie niekoniecznie. Zresztą ten antyrowerzysta MM też nie ma z tym problemu. A dla mnie to jakiś problem jest. Eh. Czuję się taki wybrakowany. Jakbym był takim wybrakowanym, uszkodzonym elementem, który z jakiegoś powodu przez czyjąś nieuwagę przeszedł proces kontroli jakości, i przez to znajduję się na tym świecie. Męczyły i niszczyły mnie również myśli związane z tym, że nie nadaję się do bycia rowerzystą. Nie mam do tego zdrowia. Ani predyspozycji. Nigdy niczego nie uda mi się osiągnąć. A mimo wszystko tak żyję od trasy do trasy. Lecz niszczy mnie tu już wewnętrznie zarówno dzisiaj jak i tydzień temu: Nadmorskim szlakiem: "z Singlowymi". Może najwłaściwszym rozwiązaniem będzie jak będę jeździć sam, jak niegdyś. Przecież setki tras przejeżdżam sam. Może wtedy nie będzie mnie dobijać to jak nie wiele jestem wstanie osiągnąć.. I jak bardzo jestem nieudolny w tym co robię. Taki wolny, z wieloma ograniczeniami. Nie radzę sobie z jazdą w terenie, po piachu.. Po lodzie czy śniegu też byłby problem, gdzie inni sobie jakoś radzą. Zbyt wiele mnie w tym życiu ogranicza, a do tego wciąż nie opuszczają mnie myśli o samotnym życiu. Ta cała trasa, ten powrót z Kołobrzegu to była jedna wielka walka z różnymi przeplatającymi się historiami i powiązanymi z nimi często skrajnymi uczuciami.. Trasa w powrotnej drodze mijała spokojnie. Nie miałem żadnych kryzysów. Walczyłem wiernie o każdy kilometr. Mijałem, podziwiałem piękny zachód słońca - jego pierwsze blaski widziałem już mijając Trzebiatów. A finał miałem pod Gryficami. Gdzie zajechałem jeszcze na główny plac w mieście, gdzie odbywał się II zlot food trucków. I już z nadchodzącym mrokiem, mijałem ostatnie wyzwania dzisiejszej trasy.. Aby na końcu z małym niedosytem cieszyć się minionym dniem - mimo smutków jakie mi przyniósł...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa07sierpnia2021zdj1.jpgtrasa07sierpnia2021zdj2.jpgtrasa07sierpnia2021zdj3.jpgtrasa07sierpnia2021zdj4.jpgtrasa07sierpnia2021zdj5.jpgtrasa07sierpnia2021zdj6.jpgtrasa07sierpnia2021zdj7.jpgtrasa07sierpnia2021zdj8.jpg


Mapa przebiegu trasy :)