02.08.2021
Jazda nr: 881

Tagi: MM, urbex, zach_slonca, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest już zaplanowaną i planowaną wycieczką do Konarzewa - nie tego nad morzem, tego pod Żabowem ;) Stąd było ciężko w ogóle znaleźć tą wioskę. I naprawdę przypadkowo na jednej trasie tutaj trafiłem: Stare - nowe przygody!. Widziałem ten pałacyk ;) Jakby to ode mnie zależało to bym tego samego dnia tam wbił, ewentualnie zaraz na drugi dzień pojechał. Lecz niestety nie wszystko ode mnie zależy. Duża głupota, sprawdziłem źródła i nie jest to wymysł ostatnich dni. Taki stan rzeczy utrzymuje się tu od dekady co najmniej, źródła wskazują, że już w roku 2010 r., ten pałac był zablokowany. Zamurowane okna i wejścia. Na całe szczęście nie aż tak dokładnie, bo ktoś te zabezpieczenia pousuwał. Nie mniej utrudnienia są na tyle duże, że w pojedynkę z rowerem nie mogłem się tu wybrać bo po prostu nie mam gdzie go zostawić. Do czego przyczepić. A bez opieki przecież nie zostawię. Więc najlepiej było jechać z kimś ;) Padło na tego jegomościa co z nie wyjaśnionych przyczyn od zeszłego roku (2020 r.) skłania się w kierunku antyrowerowania. I nie był to przynajmniej pojedynczy incydent. Ten skandaliczny proceder pojawiał się wielokrotnie, burząc pewne zaplanowane wówczas projekty i trasy do przejechania. Dzisiaj jednak udało mi się go wyciągnąć w te przepiękne miejsce: Pałac Konarzewo - kniephof-konarzewo.pl. Problem z tą wycieczką jest jeszcze jeden. Potwierdza się pewna teoria, że rower nie jest dla mnie. Nie nadaję się do jeżdżenia i do takiego sportu. Trochę się tą myślą dołowałem już na weekendowym wyjeździe: Nadmorskim szlakiem: "z Singlowymi". Przez to, że jechałem w grupie nie mogłem za nimi nadążyć. Fakt, że mieliśmy nierówny start jakoś mnie do końca nie przekonuję. Widzę to, że inni po kilku dniach, może tygodniach przygotowań i jeżdżenia na serio śmigaliby na takim poziomie, jaki nigdy nie byłby dla mnie dostępny. To widać na durnych popisach MM, który niespodziewanie zdążył uciec mi z przewagą idącą nawet w kilka km. I nawet to, że gnałem za nim z prędkościami 25-30km/h - no więcej było mi dziś ciężko, i poza zjazdem z górek rzadko kiedy miałem coś więcej niż 30-32 km/h a jeśli już to nie na dłuższą chwilę. Nie sprawiało, że byłem wstanie szybciej dziada dogonić. Nie widzę tu sprawiedliwości na dłuższą metę. Wystarczyłoby, że porzuciłby to antyrowerowanie i jeszcze przed końcem wakacji robiłby dłuższe trasy niż ja, i co najważniejsze: efektywniej. Czyli się nie nadaję do jeżdżenia. Druga z rzędu trasa, która mnie w jakiś sposób dobija. Każdy jest lepszy. A ja nie jestem wstanie mimo takiego poświęcenia nic osiągnąć. Nie osiągnąłem jeszcze nic w tym rowerowym życiu i pewnie nic nie osiągnę. Więc po prostu się nie nadaję do sportu - żadnego. Być może nie nadaję się w ogóle do życia na tym świecie. Więc po co żyć? Po co w ogóle cokolwiek robić, co jest bez sensu.. Przecież i tak niczego nie jestem wstanie osiągnąć. No i tak się fajna trasa w nowe, naprawdę fajne mające "duszę" kończy. No chyba standard, nie jestem wstanie z nikim się mierzyć i konkurować w jakiejkolwiek dziedzinie, bo wygląda na to, że w żadnej nie jestem i nigdy nie będę wystarczająco dobry, by móc realnie z kimś konkurować.. Więc obawiam się tego, że nie cieszy mnie już nic. Ani wyjazd z weekendu ani te kolejne wyjazdy. Być może przestaje mnie już cieszyć ten blog, i ta trwająca blisko 40 tyś km wspólna piękna przygoda z Aurelią.. Kto wie, czy będę miał na dość sił, na dość wiary by ciągnąć tą historię przez kolejne 40 tyś km, a potem przez kolejne? - Odnaleźć wiarę..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 886

  • Trasa nr [łączna]: 967
  • Trasa nr [na blogu]: 881
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 141

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 957 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 871 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 1186.5 km
  • Stan Licznika Końcowy: 1253.87 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 1254.24 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13809 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 13876 km

  • Maksymalna prędkość: 33.1 km/h

  • Przejechałem: 67.37 km
  • Przejechałem [msc]: 91.82 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5935.05 km
  • Przebieg roweru [suma]: 37946.41 km

  • Przejechalem w 2021: 5935.05 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 14.8376 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 94.866 [%] km

  • Czas jazdy: 04:14:36 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2397:21:31 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2173:55:23 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 373:21:43 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 05:47:08 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:53:34 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:38:53 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:13 h

  • Średnia: 15.91 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego mimo, że z tych czy innych powodów trochę mnie jednak smuci i dobija zamiast cieszyć - powinna i jest uznawana za udany wyjazd. Było warto się poświęcić i jechać. Mimo tego, że pogoda nie sprzyja. Jest dość chłodno jak na wakacje, jak na sierpień. Przywykłem raczej do cieplejszej pogody, która na jakiś czas się pojawiła. A tu takie zmiany. Silnie wiejący wiatr i po prostu zimno. Dużą część trasy miałem pod wiatr. To jednak nie przeszkadzało w tym aby się mierzyć z jej kolejnymi elementami. Gdyby nie to, że jadę tam z MM, to pojechałbym inną drogą - wprost na Żabowo a potem na Żabówko odbił. Cała trasa byłaby trochę krótsza :) Ale to nie ważne. Dzisiejszy wyjazd pokazał mi nowe, piękne wyjątkowe miejsce o którym powiedziała mi kuzynka z Goleniowa. Zabiorę ją tu, może nie rowerami ale zabiorę :) Zasługuje. To w końcu dzięki niej poznałem nowe, dotąd mi nie znane urbexowe miejsce. W sumie też ciężko oczekiwać, że wszystko będę znał i wiedział, skoro Urbexem zainteresowałem się dopiero w 2018 r. W zasadzie był to taki mój powrót do tej działalności po okresie dzieciństwa. No ale on, ten okres dzieciństwa tak naprawdę ograniczał się do znanych, w ograniczonym stopniu lokalizacji - otóż samych Iglic. Wówczas była możliwość zwiedzania tartaku. Za mojego dzieciństwa był on nie działający, nie czynny. Obecnie znowu pracuje. To był jeden z pierwszych takich urbexów, choć wtedy nie zdawałem sobie sprawy na czym to polega. A także ograniczał się do miejsc, budynków na lotnisku Makowice. Dopiero wspominany 2018 r., potem nie śmiało 2019 r. i już wysyp mamy w 2020 a także w 2021 r., poprowadziły mnie tymi szlakami dalej. Przy okazji różnych tras, wypatruję takie miejsca, które można by było zmienić. I właśnie w jedno takie się dzisiaj mimo tej całej pogody wybraliśmy. Miejscowość Konarzewo pod Żabówkiem. Szukając informacji o niej i dawnej tutejszej posiadłości rodziny von Bismarck, prócz już podanych materiałów natrafiłem jeszcze na takie: Konarzewo, wikipedia a także: Kniepkof (pałac). Miejsce robi wrażenie, choć pod wieloma względami jest już ruiną. Jednakże jest ogromne. Około 60 pomieszczeń. Największy plus, wartość dodatnia tegoż miejsca jest taka, że ma ono nowy blaszany dach, który prawdopodobnie nie przecieka. Dzięki temu ten pałac się jakoś trzyma :) Nie można tego powiedzieć np. o pałacu w Dargosławiu: Dargosław: Pałac von Neste. Ten już ledwo zipie, i wkrótce nie zostanie z niego nic więcej niż po pałacu choćby w Mechowie (gm. Płoty): Trasa "20-stka": historia.. albo w Wicimicach: Wicimice: Pałac von Osten. Smutny i nie słusznie okrutny los spotyka takie miejsca. Warto je jednak odwiedzać póki jeszcze są, bo to pewność bo to także stan taki kruchy. Dziś są, jutro może ich nie być - czas jednak swoje robi, a ten jest bezwzględnie okrutny. No cóż rzec. W pierwszą stronę trasy jechaliśmy nieznanym mi dotąd skrótem. Zaczynał się za wsią Łosośnica. Odbijał bokiem taką polną drogą, która po części była lepiej dla mnie przejezdna a po części gorzej. A powrót już normalnie asfaltem przez Jarchlino. To na właśnie na powrocie za Łosośnicą już nawet za Miłogoszczem coś temu MM odwaliło by tak szaleć. Potem jednak już taki chętny do jazdy nie był ;) Jakoś nie wierzę mu w to, że nie jechał bo oszczędza klocki hamulcowe... Chore podejście... No cóż, ostatni zarys jazdy po Resku i powrót. Mimo, że mi się bardzo nie chciało, było już późno. A ja także zmęczony - pojechałem na Makowice. Na te jebane lotnisko. Po drodze na Resko było po godzinie 14 widziałem dwa ciągniki jeden a za chwilę drugi wywożący te jebane rury. Pajacowanie owsiaka ledwo się skończyło a ci zaczęli nadrabiać. Ale jednak dzisiaj już z żadnej strony wjazdu na lotnisko nie było. Te kurwy owsiakowe się porozstawiali i nie wpuszczali. Nie rozumiem wcale tych śmieci i ich podejścia. Przecież powinni już stąd wypierdalać a nie robić problemy! Wczoraj bez trudu tu wjechałem na lotnisko: Makowice: "Koniec owsiaka". A dzisiaj czemu nie!? Bo te śmiecie od owsiaka się tu panoszą?! Co od wczoraj gnoje robili?! Mieli całą noc i dzień aby zabrać swoje zabawki i stąd wypierdalać. Także nastawiłem się, że podjadę na te rury i pieprzyć jebniętego ochroniarza. Jak ja się cieszę, że te rury będą w końcu wspomnieniem. Nie będzie ten dureń już robił tutaj za ochroniarza. I w końcu zrobię planowany i wspominany parę razy w 2020 r. wpis uwolnionego lotniska. Miałem nadzieję, że stanie się to już w ten weekend, ale niestety (31.08 - 01.08), dalej tu kurwy owsiakowe byli. Rury zresztą też. Mimo wszystko otwarty pozostaje termin przyszłego weekendu. No ale sam mam jechać? Oryginalnie miałem ciągnąć na tą okazję MM ;) Ten się jednakże dzisiaj zadeklarował, że pojedzie na te wzniosłe wydarzenie ale dopiero za 2 tyg. Ą więc ok. Też przyjadę tu dopiero za 2 tyg. Oczywiście na tę chwilę, na dzisiejszy dzień nie wiem czy jeszcze zaryzykuję tu powrót, i szarpanie się z błaznami, którzy mieliby utrudniać mi wjazd, czy będę miał inne plany i po prostu to oleję? :) Nie wiadomo. Zobaczymy jaka będzie przyszłość, przede wszystkim ta rowerowa przyszłość. Bo póki co to jednak klaruje się ona dość ponuro..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa02sierpnia2021zdj1.jpgtrasa02sierpnia2021zdj2.jpgtrasa02sierpnia2021zdj3.jpgtrasa02sierpnia2021zdj4.jpg


Mapa przebiegu trasy :)