03.10.2020
Jazda nr: 686

Tagi: morze, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest pięknym wykorzystaniem pogody do pojeżdżenia w majestatycznych, pięknych stronach Kołobrzegu i leżącego nie daleko Ustronia Morskiego. Była także okazją do przejechania się dalszym ciągiem trasy EuroVelo 10 (trasa R10). Kawałek tej trasy poznałem, ale nie zgadzam się z jej formalnym opisem, że istnieje ona od Świnoujścia bo to nie prawda ;) Skoro trasa ma przebiegać po drogach wojewódzkich, krajowych i bóg wie jakich.. To, to nie jest jak dla mnie szlak rowerowy, który zaliczałem na mojej najdłuższej jednodniowej trasie w życiu: Nadmorskim szlakiem, bo jakieś faktyczne ominięcie głównych dróg zaczęło się dopiero od Rewala. Od Świnoujścia częściowo są zrobione drogi rowerowe, ale nie w całości. Jak dla mnie ta niedogodność powinna być poprawiona aby szlak R10 naprawdę istniał w całości.. Aż sobie tak dzisiaj zamarzyłem, że w przyszłym roku na Majówkę wyjadę tak na 2-3 dni właśnie szlakiem R10 ze Świnoujścia do Gdańska.. Wyjdzie prawdopodobnie prawdopodobnie ok. 400 km. Stąd rozłożenie trasy na taki realny w realizacji czas. Dobrze zaplanowana trasa, może znajdą się chętni aby ze mną pojechać i można działać :) Mieć dobrą formę, jak mam w tym roku i tak można założyć, że w granicznych dniach zrobi się nawet bliżej 200 km.. Aby pokonać ten dystans w realnym czasie. Bo co za sens jest jechać 400 km w 7 dni.. :) A to dlatego, że miejscami mi się ta trasa bardzo spodobała. A to właśnie od niej, od szlaku R10 dzisiejszego dnia zaczynałem tą kolejną nadmorską przygodę.. Przyjechałem do Kołobrzegu samochodem, z babami.. A przecież nie będę łaził, wolę sobie pojeździć :) Więc pierwszym punktem jaki chciałem odwiedzić to przepiękna miejscowość Ustronie Morskie.. Jestem tam naprawdę bajecznie pięknie. I jedną z możliwości dojazdu do Ustronia Morskiego jest właśnie skorzystanie z trasy: EuroVelo. Tylko obawiam się, że w sezonie będzie to zabójcze jeżdżenie.. Tylko dzisiaj wyprzedzałem tam dziesiątki niedzielnych rowerzystów.. Stado pieszych nie rozróżniających szlaku dla pieszych / a / dla roweru. Kręta ta droga utrudnia wyprzedzanie, do tego wiele osób jeździ jeden przy drugim i nie trzyma się podstawowych zasad poruszania po drogach tj. jazdy prawą stroną.. Nie wiem jak to będzie w sezonie ale to może być masakra, która będzie się ciągnęła długie kilometry.. W końcu mimo moich ambicji raczej w 2 dni tej trasy nie zrobię! A wiecie, że jak ja sobie coś umyślę to nie zrezygnuję. Dzięki temu mogłem się zmierzyć w tym roku ponownie z trasą > 200 km. I zdać sobie przykrą sprawę, że raczej 300 km wciągu dnia to nie dla mnie :( No już w tym roku nie zdążę się na nowo o tym przekonać, ale może przyszłe lata poprowadzą mnie w tak dalekie strony? ;) Któż to wie. No cóż, piękne strony szlaku R10, skończyły się wraz z Ustroniami Morskimi. Dzisiaj najbardziej przeszkadzał wiatr.. Tam gdzie z wiatrem jechało się OK. Tam gdzie pod wiatr, niekoniecznie. I właśnie do Ustroni Morskich miałem pod wiatr.. W Ustroniach tak średnio, ale był też mocno pagórkowaty teren. Mimo, że zbliżałem się dopiero do zrobienia 20 km dzisiaj.. To było mi ciężko jeździć. Tak coś czułem, że dzisiaj nie był mój dzień do jeżdżenia. Sytuacja się nieco zmieniła w powrotnej drodze, gdy wracałem wzdłuż drogi DK11 do Kołobrzegu. Miejscami pędziłem >30km/h. Dobrze się jechało :) I tak wjechałem sobie na Kołobrzeg z chęcią lepszego go poznania, no ale jakbym nie skręcił, jakbym nie pojechał tak mną stop kręciłem się w okolicy albo McDonaldsa albo Dworca Głównego. Zwiedziłem tutejsze osiedla i niektóre dróżki. W końcu jeżdżąc tak koło tego McDonaldsa postanowiłem najpierw zaliczyć żabkę, zaopatrzyć się w jakąś Colę czy Pepsi.. A potem zaliczyć tego McDonaldsa bo niestety nie było tu KFC. Postanowiłem sobie kupić cheesburgera ;) Te w KFC co jakiś czas temu brałem były wyjątkowo dobre, to mnie skusiło na ten przysmak. A te z McDonalds to niestety ale nie były dobre. Mogłem tego w takim razie nie brać..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 690

  • Trasa nr [łączna]: 772
  • Trasa nr [na blogu]: 686
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 166

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 763 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 677 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6014 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 6088 km

  • Maksymalna prędkość: 38.1 km/h

  • Przejechałem: 73.98 km
  • Przejechałem [msc]: 85.93 km
  • Przebieg roweru [rok]: 7523.16 km
  • Przebieg roweru [suma]: 30088.89 km

  • Przejechalem w 2020: 7523.16 km
  • Podroż dookoła świata (2020) 18.8079 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 75.2222 [%] km

  • Czas jazdy: 04:06:53 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1897:24:42 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1673:58:34 h
  • Czas Jazdy Suma (2020): 475:35:14 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:48:21 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:24:11 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:51:54 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:34 h

  • Średnia: 18.04 km/h
Dalsza część trasy wybiegała już poza obszar miasta. Jakoś nie szło mi zwiedzanie tego Kołobrzegu. Zbyt rozkojarzony na to jestem, nie jestem wstanie się połapać co i jak i zaczęło mnie wkurwiać kręcenie się tymi samymi drogami więc pojechałem dalej, poza miasto w kierunku Białogardu (DW163). I tam chciałem odbić na drugą część miasta droga DK11. Zdziwiło mnie jednak, czemu nie ma tam DDR. Zjeżdżając na drogę natrafiłem na znak, zakazu ruchu rowerów, trochę zrezygnowany pojechałem dalej po DW163, i skręciłem na wieś Budzistowo, położona przy rzece Parsęcie, stanowiąca część Kołobrzegu. Tam natrafiłem na ogromną stadninę koni i trwający właśnie konkurs stepowania ;) Młode dziewczynki na konikach.. No trudno było się nie zatrzymać, nie po podziwiać ;) Po przeciwnej stronie stajni natrafiłem na stary kościół.. I kawał dawnej historii Kołobrzegu.. No cóż, historia historią a trasa musiała trwać dalej. Więc popędziłem prosto przed siebie nieznaną drogą, która wyprowadziła mnie poza granice Kołobrzegu, miałem nadzieję wrócić do niego z okolic wsi Zieleniewo (droga DW162) ale to nie takie proste.. Bo właśnie - czekała mnie przeprawa przez rzekę Parsętę.. Albo wjazd na S6. Tyle, że nie ma tu alternatywnego wjazdu. Przynajmniej nie znalazłem. Dojechałem do rzeki i dupa. Musiałem jechać dalej lasem, w nieznane strony, aż dojechałem do dwuznacznej w nazwie wsi: "Obroty". W końcu takie powiedzenie: wziąć kogoś w obroty - nie kojarzy się zbyt dobrze ;) A jakby tak powiedzieć komuś, że "wezmę Cię w obroty" a jak się ta osoba zacznie frustrować, to powiedzieć jej, że na wycieczkę do wsi o takiej nazwie i czemu drze w nieuzasadniony sposób japę? ;) No ciekawe by to było. W szczególności, że Obroty to ładna wieś z historycznymi walorami.. I przepięknymi wiejskimi klimatami. Im dalej, tym piękniej.. Bowiem z Obrotów wybierałem się do Ząbrowa. Przez tutejsze wiejskie piękne i dotąd nieznane mi tereny. Nie mniej na tyle mnie się tutaj podoba, że z pewnością tu wrócę, na wojażach w przyszłym roku.. :) I nie tylko tu bym chciał.. Chciałbym też pojechać w inne drogi, inne miejsca by je poznać.. Eh jeszcze jest tyle dróg do przejechania, tyle przygód czeka mnie. Czy wystarczy mi życia by sprostać każdej z nich? ;) A może Bóg będzie na tyle łaskawy, że po śmierci będę miał całą wieczność aby z Aurelią zwiedzać świat.. I to nie tylko w czasach, w których dane mi było żyć, a także we wcześniejszych? ;) To by było coś.. A tym czasem kolejne wsie, piękne tereny.. I przejazd przez rzekę Parsętę, otwierającą wrota do przepięknej wsi Pustary, w której odkryłem kolejny wyglądający na opuszczony pałacyk. Już miałem zamiar go spenetrować, choćby na chwilę, kawałkiem zobaczyć - nawet wjechałem w jego teren, gdy zauważyłem stojące tam auto. Dziwna sprawa, w końcu brama wjazdowa zamknięta na łańcuch, jak te auto się tam znalazło? ;) Historia pałacyku w Pustarach jednak nie daje mi spokoju.. Pałac w Pustarach. Pragnę także uzupełnić dane z Wikipedii na stan obecny. Obecnie pałac nie posiada okien jak na tym zdjęciu. Te są powybijane, zniszczone. Co może sugerować, że jest zniszczony. Nie mniej te miejsce, sama wieś.. Ma to coś w sobie.. Jak sobie jeszcze przypomnę dzisiejsze sny, w których motywem przewodnim była wieś.. Zwierzęta rolne, i posiadanie przyjaciół, być może także dziewczyny... I jakieś szansy na udane życie.. Można się na tyle rozmarzyć, że prawdopodobnie powstanie z tego jakaś dłuższa historia.. Nie jakieś krótkie opowiadanie, tylko coś dłuższego.. W końcu o pięknie tej historii i otaczającej te strony natury - można napisać nie jedno zdanie.. Skorzystam z tej możliwości, zobaczę co z tego wyniknie. A tym czasem.. Moja przygoda trwała dalej, gdy wjechałem już do Ząbrowa, a dodam, że czas mnie gonił to zaczęła się szaleńcza pogoń do Kołobrzegu.. Wzdłuż drogi DW162.. Tutaj praktycznie z prędkości rzędu 30-36 km/h nie schodziłem, choć w wielu miejscach niestety miałem tylko 20+ km/h. A gdyby tego było mało to dodam, że żeby mogły się dziać te straszne rzeczy - włączyłem średni blat na korbie (przełożenie nr 2!). A przecież często jeżdżę na tej najmniejszej tarczy, której zęby już się za oszczają.. I bynajmniej nie mają apetytu na kolejne wyjazdy.. A będą się domagały wymiany.. No szkoda, bo na obecnym napędzie mam dopiero 5k+ km.. A ostatnia wymiana była blisko po 11k km.. I to w sumie nie tak dawno bowiem w Kwietniu 2020 r.. No dobra.. Pogoda mi sprzyjała, wiatr w żagle.. I gnałem.. Gnałem.. W mieście nieco zwolniłem ale też sobie radziłem. I już byłem pod dworcem.. Już go widziałem. I tak mogła się moja podróż skończyć przez pewnego pajaca i kutasa, który prawie we mnie wjechał. Nie wiele brakowało, dosłownie szło na centymetry. Kutas jeden skręcał w lewo. I pilnował tylko swojej prawej strony, nie patrzył na pas ruchu, którym się poruszam.. I pędzi w najlepsze, ja też pędzę. Pewny, że mnie widzi ale skądże. Gdybym jechał wolniej to by mnie przypierdolił.. I tak by się skończyła ta dzisiejsza przygoda, i trasa. I nie wiadomo jakie by były skutki dla roweru i dla mnie.. I tak bym sobie kurwa pojechał na ten cholerny X Rajd Dookoła Zalewu Szczecińskiego z tymi wariatami z Gryfusa, o którym przecież tak często wspominam w ostatnich trasach... Do którego tak ciężko się przygotowuję.. Czego przykładem jest choćby dzisiejszy rajd.. Mimo wszystko, i mimo tego, że z początku było mi ciężko.. To jednak jak już zrobiłem te 30 km.. i dalej.. To jakoś mi przeszło i byłem wstanie znów jechać. Na nowo odnalazłem sobie w tą tajemniczą moc, o której zrobiłem piosenkę, parafrazując piosenkę: "Mam tę moc" z Krainy Lodu.. U mnie noc była by znów móc jeździć.. I dać sobie radę z każdym wyzwaniem. A to naprawdę ładnie wyszło, pokonany dystans dzisiaj ponad 70 km, ze średnią prędkością na poziomie 18 km/h.. No jak na mnie, moje możliwości, mój rower, i jeżdżenie z sakwami itd. To naprawdę nie jest zły wynik..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa03pazdziernika2020zdj1.jpgtrasa03pazdziernika2020zdj2.jpgtrasa03pazdziernika2020zdj3.jpgtrasa03pazdziernika2020zdj4.jpgtrasa03pazdziernika2020zdj5.jpgtrasa03pazdziernika2020zdj6.jpgtrasa03pazdziernika2020zdj7.jpgtrasa03pazdziernika2020zdj8.jpgtrasa03pazdziernika2020zdj9.jpg


Mapa przebiegu trasy :)