Trasa z dnia dzisiejszego - taka krótka, trochę przygnębiająca, trochę smutna. To niby początek wakacji ich pierwszy dzień, lecz magia tych długi dni zaczyna się już kończyć. Karty na nowo się obracają, a ja wyczuwam w przyrodzie, w powietrzu naturę nieunikniony powiew jesieni. Choć jest daleki.. to już powoli dociera.. Śladowe znaki w przyrodzie pokazują to, że jesień nadciąga.. Dla mnie jesień, ale jakby to był serial Gra o Tron to można by było powiedzieć: "winter incoming" - tyle, że ten incoming trwać będzie pięć sezonów.. :D Ta jesień choć powoli idzie to nim dojdzie jeszcze nie jedna piękna historia, jeszcze nie jedna piękna trasa będzie zaliczona.. Tak będę kręcił się koło tego tematu i nie wspomnę w końcu o co chodzi! A chodzi o pierwsze kwitnące kasztany.. Takie zieloniutkie, takie malutkie.. Jeszcze nie zdążyły dobrze dojrzeć a już śmierć im w skorupki zajrzała.. Byli jeszcze młodzi, przegrani nim czerwień ich kolor zdobi... Trochę mi się smutno zrobiło przy tym widoku. I znowu takie dni upalne, takie gorące. Daje się to we znaki już od rana. Daje się we znaki także pustka, także cisza, co puste słowa po salach szkoły niesie.. To nie to samo, co pierwsze wakacje w pierwszej pracy (2019 r.), ani ostatnie normalne (2018 r.). Tyle się zmieniło w życiu, tyle smutku w nim zagościło, że żadna radość nie przegna napędzonych smutkami chmur, które zasilają niepewności, złości, nie dopowiedzenia, które samotność splata w całość.. Takie te dzisiejsze szlaki po krótkim w pracy dniu. I teraz już takie krótkie dni będą. Nawet się niepotrzebnie dziś w drogę pospieszyłem przyjeżdżając na 7:30. Byłem nawet wcześniej - parę minut po 7:20. Wystarczy w wakacje być na 8 jak za dawnych czasów, gdy zaczynałem moją przygodę w pracy w szkole. I koniec o 12, jak za tych dawnych czasów, gdy przygodę moją w pracy zaczynałem. I po co mi iść na jakieś urlopy czy inne takie, jak odbije sobie tu 4h albo i nie, jak faktycznie nie będę miał co robić :D I to jest życie.. Nie to co na policji było..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 859
Trasa nr [łączna]: 940
Trasa nr [na blogu]: 854
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 114
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 931 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 845 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12445 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12484 km
Maksymalna prędkość: 33.9 km/h
Przejechałem: 39.38 km
Przejechałem [msc]: 867.41 km
Przebieg roweru [rok]: 4543.97 km
Przebieg roweru [suma]: 36555.33 km
Przejechalem w 2021: 4543.97 km
Podroż dookoła świata (2021) 11.3599 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 91.3883 [%] km
Czas jazdy: 02:21:32 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2311:31:00 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2088:04:52 h
Czas Jazdy Suma (2021): 287:31:12 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 53:29:48 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:20:37 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:31:20 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:51 h
Średnia: 16.76 km/h
Dzisiejszą trasę rozpocząłem jeszcze przed godziną 7 rano. Jeszcze nie wiedziałem, że na wakacje można późniejszą godzinę przychodzić, więc wyszedłem znacznie wcześnie aby zdążyć dojechać na spokojnie i się nie spocić. A już z rana trochę słońce przygrzewało, albo w taki nieuzasadniony sposób tak to odczuwam. Jest strasznie duszno. Wielkim plusem było to, że nie było wiatru, więc sobie spokojnie pojechałem. Prócz mijania przygnębiających kasztanowców, po drodze jeszcze do pracy spisywałem sobie mądre słowa, jakie mi do głowy przyszły. A jest to związane z tym antyrowerowcem z Reska: Makowice-Lotnisko
"Odkupienie antyrowerzysty?". Na ów cytowanej trasie, deklaruje się, że w 2022 r. pojedzie na II SUPERMARATON UltraTime-trial timing w Pucharze Polski w zawodach kolarskich, na dystansie MINI (96 km). Judzi go tu dość duży limit czasu (8h). Jednak nie wierzę w to, że on pojedzie.. Jakby na serio chciał to musiałby już zacząć trenować. I choćby na te Makowice z Reska przyjeżdżać na rowerze a nie część drogi autem. Bo to jest gorzej niż żałosne. I właśnie związku z wspomnieniami tego dnia.. Ułożyłem dla MM takie słowa: Zasiałeś ziarno myśli, będziesz dbał o jego plon. A na jesień próby przyjdzie zerwać jej owoce... I zobaczymy, ile są warte słowa antyrowerzysty. Ja mu przypomnę te deklaracje. Będę o tym pamiętać tak samo jak pamiętam o przyszłych wydarzeniach co mają się dopiero wydarzyć w Grudniu 2024 r. :) A tym czasem dzień pracy minął. A ja wracałem najgorszą z możliwych dróg do domu, mając po drodze lekkie problemy z wysłużony i coraz bardziej dobitym napędem w Aurelii. W ostatnim wpisie niestety o tym nie wspominam: Trasa na Siekierki. A powinienem. Od początku trasy odkąd wyjechałem z Gryfina gdzieś pod Chojną może Cedynię miałem problem z ustawieniem się łańcuch na kasecie na przełożeniu 2 (teoretycznie 30t). Przełożenie wg. wskazania manetki, ale te często jest oszukane i na 2 wskakuje 3 koronka kasety (28t). Nie chciało się ułożyć, przeskakiwało. Pomagało przejście wg. manetki na 3 i powrót na 2. Ale nie zawsze. To nie jest rozwiązanie. To w końcu pieprznie i będzie nieciekawie. A już wczoraj był taki moment, że tak szarpnęło, tak trzasnął łańcuch na kasecie, że parę przekleństw poleciało. Dziś się zaczęło znowu, te nieukładanie się łańcucha na kasecie.. Mam strasznie dużo zrobione na napędzie. Nigdy tyle nie zrobiłem. I pobić te rekordy będzie ciężko. A więc niestety z ciężkim sercem ale postanowiłem szykować się na odkładaną miesiącami wymianę napędu. Nie ma na co czekać. Zęby na koronkach kasety a już nie mówiąc na środkowym (38t) blacie korby wyglądają coraz gorzej. Postanowiłem i pewnie jutro postanowienie w życie wdrożę - zrobić pierwszą z dwóch pożegnalnych tras dla napędu.. Trasę Dookoła Jeziora Woświn. A nad drugą pożegnalną jeszcze pomyślę. Od razu po drugiej pożegnalnej umawiam się i jadę na wymianę.. Tak nie może być.. Lepiej będzie, będzie gorzej.. Tak samo jak będzie coraz gorzej z drogą, po której jechałem. Najgorsza możliwa droga w moich stronach. Z Gryfic na Łopianów a potem na Bądkowo. Miejscami od wysypiska śmieci pod Smolęcin / Łopianów, jest to coś strasznego.... To jest wręcz nienormalne aby droga tak wyglądała.. Masakra. Już mną normalnie trzęsie na samą myśl, że mam tam jechać.. Ah, zapomniałbym ;) Dzisiaj zrobiłem dwa leśne odcinki na trasie. Wyjeżdżałem z Brodników i pojechałem leśną drogą do Gryfic przez osadę Zdrój - zrobiłem tu odcinek 3,08 km. I kawałek po parku w Gryficach, gdzie mam zrobione 0,48. W sumie: 3,56 km. A więc na dzień dzisiejszy mam zrobione: 92,98 + 3,56 czyli: 96,54 z 100 km. A miałem tą nadzieję, że w końcu stuknie mi te 100 km. Ale nie... Jeszcze nie... Te nadzieje zresztą miałem na ostatniej pełnej leśnych dróg trasie: Lasy Golczewa. I też nic z tego.. A nie chcę siać paniki, ale już pod koniec trasy: Trasa na Siekierki - jeszcze po niemieckiej stronie Odry, robiłem parę zdjęć tylnej opony Schwable. Nie wygląda to za dobrze, pęknięcia są coraz większe, wypychanie dętki od środka jest coraz wyraźniejsze. Tylko.. Tylko mam znów wrażenie, że ten cholerny bieżnik na tej cholernej oponie się nie ściera.. Może ten cholerny bieżnik się regeneruje gdy nie patrzę i on się po prostu nigdy nie zedrze. Prędzej oponę szlak trafi nim ten bieżnik wyłysieje.. Nie wiem jak to rozumieć.. Nie podoba mi się jednak to co się dzieje, i to, że zrobienie tych głupich 100 km w terenie nadal jest moim problemem a nie jedynie niemiłym wspomnieniem..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)