Trasa z dnia dzisiejszego jest właśnie tym na co od dawna czekałem. Na taką lepszą, prawdziwie wiosenną pogodę, która poprowadzi mnie w końcu w dłuższe szlaki. Tak się złożyło, że te dłuższe szlaki przełamują barierę 3000 przejechanych km w tym roku, a także barierę 35 000 km z Aurelią! Kolejne święto, kolejne podsumowania które mają dodatkowo jeszcze jedną ważną informację do przekazania. Otóż wraz z tymi 35 000 km z Aurelią, mija oficjalnie liczone 10 000 km na obecnym napędzie. Nie sądziłem, że on tyle wytrzyma. Od miesięcy powtarzające się problemy z przerzutką, dziwne zachowanie napędu. A jednak mimo sporego zużycia nadal się trzyma. Nadal się trzymają także coraz mocniej zniszczone opony, które przejechały już nie jedną trasę. A ja dzisiaj myślami wracam na szlaki trasy: "25 000" Aurelio !. Kilka tras przed nią robiłem serwis Aurelii, więc pisanie, że zrobiłem na obecnym napędzie 10 000 km, jest trochę nie do szacowane. Jednakże na tę chwilę, na chwilę dzisiejszej jazdy dzisiejszego wpisu jakoś nie zależy mi na dokładnym wyniku co do kilometra. Ten pojawi się wraz z wpisem z wymianą napędu, gdzie wszystko mam skompletowane. Zważywszy na obecną nienormalną sytuację na rynku trzeba było się o to postarać.. Raz, że dostępność części a dwa, że ich nagły niczym nieuzasadniony wzrost cenowy. Teraz wszystko czeka na lepszy dzień, gdy pojadę i dokonam tych wymian. Nie mam nadziei, że dokonam tego w ulubionym serwisie u zaufanego ulubionego serwisanta.. Interes już zwinął. I chyba nic się tam nie zmieniło - w Nowogardzie, na lepsze.. Więc szczęścia poszukam u serwisanta w Goleniowie, gdzie robiłem u niego przekładanie piasto-prądnicy na nową obręcz, a to wszystko po nieudanym serwisie w Gryficach, tuż przed 25k Aurelii: Gryfice: test nowego osprzętu. Kilka razy już do tematu wracałem przy okazji innych wpisów. Dzisiaj nie zamierzam. Nie ma to sensu.. Wolę się skupić na samej trasie. Choć myślałem o czymś innym! Nawet w mijającym tygodniu chciałem to zrobić, jednakże ostatnie dni przynosiły niezbyt dobrą pogodę, więc jakieś większe, ambitniejsze rowerowanie było nie możliwe.. Więc całe moje rowerowe zmagania spadły na dzisiejszy dzień, który od rana był taki pesymistyczny - deszczowy poranek, chłód, takie ciężkie powietrze. Źle się oddychało. Także moje tradycyjne niewyspanie, takie odczucie, czy na pewno dam radę, czy na pewno dobrze robię.. W końcu 160 km to nie jest krótka trasa, którą mogę sobie robić od tak jak robię 50 km dystanse.. To poważny wyjazd. Mimo wszystkich tych niepewności, dość dobrze się przygotowałem do wyjazdu. I uważam, że jestem dobrze przygotowany. Mam więcej przejechanych km w roku niż przed omawianą trasą 25k z Aurelią. Pogoda jest - znaczy - będzie ok. Gdy wyjeżdżałem było trochę chłodno. Jechałem tuż po godzinie 8 rano. Wróciłem przed godziną 20. Cały dzień w trasie.. Trochę wiatr dał się we znaki i późniejszy upał. Nie mniej nie było tak źle.. Fajna przygoda, i spokojnie zrobione kilometry.. Bez pośpiechu.. Starałem się utrzymywać małą prędkość tak 16-17 km/h. Bez pośpiechu właśnie, zważywszy na sam duży wymiar trasy a także towarzyszącą mi myśl, że jutro robię dogrywkową trasę ok. 60 km. Mam w planach jechać do zamku Jonawitów jeszcze raz - ale tym razem z Gryfina a nie ze Szczecina. Będzie to krótszy dystans. Trzeba zdążyć przed tym nim sprzedadzą ten zamek 12.05. I nie będzie tu już wstępu do niego. Zresztą takie plany miałem od pierwszego wyjazdu tam: Zamek Joanitów. Pierwotnie miałem jechać w przyszły weekend tam (czyli wczoraj 08.05 lub dzisiaj tj. 09.05). No ale trochę przesuwam to w czasie i jadę jutro. Przynajmniej takie mam plany - żeby jechać niezależnie od tego czy dziś mi się uda czy nie.. A jak wiecie, skoro czytacie ten wpis mimo wielu tych niepewności udało się przejechać tą trasę. Nie było łatwo. Miejscami jednak traciłem wiarę w siebie, wiarę w sportowego ducha.. Nie mniej szybko udawało się go odzyskiwać i trasa trwała dalej.. Choć była już pod końcem trochę męcząca. Jednak 160 km to naprawdę sporo.. Jakbym robił tak 120-130 km dzisiaj to byłoby to bardziej "spoko".. :) Najważniejsze jest jednak to, że choć trochę zmęczony, spalony słońcem ale dojechałem.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 829
Trasa nr [łączna]: 910
Trasa nr [na blogu]: 824
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 84
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 901 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 815 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 10907 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11064 km
Maksymalna prędkość: 32.3 km/h
Przejechałem: 156.77 km
Przejechałem [msc]: 349.32 km
Przebieg roweru [rok]: 3067.58 km
Przebieg roweru [suma]: 35078.94 km
Przejechalem w 2021: 3067.58 km
Podroż dookoła świata (2021) 7.669 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 87.6973 [%] km
Czas jazdy: 09:02:08 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2219:55:37 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1996:29:29 h
Czas Jazdy Suma (2021): 195:55:49 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 21:45:54 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:37:39 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:19:57 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:24:30 h
Średnia: 17.35 km/h
Dzisiejszy wyjazd, poważna trasa przekracza kolejną ważną barierę w moim życiu z Aurelią. Moją ukochaną i jedyną jak dotąd miłością - miłością do sportu i roweru. Choć to nie łatwa znajomość to wciąż trwa, przekraczając kolejne bariery. A przecież nie tak dawno, kilka miesięcy temu robiłem trasę 30k Aurelii: "30 000" Aurelio !. Tradycją jest to, że w jakiś sposób podsumowuję ten okres, te trasy minione i nie powtarzalne. Każdy wyjazd jest dla mnie wyjątkowy. I równie ważny, nie jest istotna przejechana ilość kilometrów, to gdzie byłem i co robiłem. Każdy wyjazd jest ważny. Choć czasami liczą się dla mnie nowe przygody a innym razem konkretne cele jakie stawiam sobie przed konkretnymi wyjazdami. Takich konkretnych celów, nowych przygód, nowych odwiedzonych tras było mnóstwo w minionym okresie. Najważniejsze to oczywiście szlaki Zalewu Szczecińskiego. Liczę na to, że jeszcze raz nimi pojadę w lepszą pogodę :) Bo na razie ta pogoda była taka nie taka jaka powinna być.. Pojeździłem trochę po Szczecinie i okolicy, poznałem wiele nowych dróg. Budują się nowe znajomości, uściślają dokładnie rzecz ujmując. Mowa tu o np. WG. Nie dawno pojawił się na serio na blogu a jechał ze mną w jedną niezapomnianą trasę: Trasa na Pałacyki. Tak sobie wspominam dawne moje trasy, tą długą drogę, którą przebyłem. To mi czasem pomaga zebrać się w sobie i podjąć się kolejnego wyzwania jakie stawiałem sobie dzisiaj. Kolejny poważny dystans. W tym roku kilka tras kręcących się wokół 100 km zrobiłem, ale to nie było nic poważnego. Nic aż tak poważnego jak dzisiaj.. Wstałem z rana gotowy do walki. Wstałem i wiedziałem, że będzie to ten dzień i pojechałem tuż po godzinie 8 rano. Świat był jeszcze taki ospały, ponury. Mokro wszędzie po porannym deszczu. Ciężkie powietrze, nie ułatwiało sprawy. I tak cisnąłem do miejsca pierwszego postoju, który zrobiłem sobie dopiero na wyjeździe z Golczewa. Pierwsze 22 km nie łatwej trasy przebiegły w miarę szybko. Pierwszy wymieniony akumulatorek, nieco ciężko przez ociężałe torby. Pierwsze zjedzone żelki, pierwsza podpita butelka wody i oranżada. I można jechać dalej ku znanym stronom lecz nieznanym historiom jakie piszą. Było coraz cieplej a mnie przerażało jedno. Jak te życie, jak ten czas pędzi i pędzi. Mijałem szlaki drogi DW108 od Golczewa do Parłówka, które mało znam. Rzadko tu bywam - kilka razy się zdarzyło ale to rzadko. Nie jeździłem po tutejszych wsiach i nieznanych mi dotąd, nieznanych mi nadal drogach. Cała historia pędzi pod Parłówko, gdzie zacząłem powoli ściągać poranne ciuchy - przebrałem się w koszulkę letnią z krótkim rękawem. Moją pierwszą rowerową koszulkę z 2015 r. I poleciałem na drogę S3 - na razie ciągnącą się jedynie małą obwodnicą Parłówka. A wkrótce, w kolejnych latach S3 będzie ciągnęła się pod same Świnoujście. To już pewne, zmiany zaopiniowane.
Zmiany o jakich mowa, cała droga S3, jako jedna z wielkich rewolucji ma być gotowa już w 2024 r. Więc za 3,5 roku: Budowa S3. Oczywiście powstaje i będzie powstawać we fragmentach. A nadmienię tylko, że sytuacja na niej jest normalnie nienormalna. Mijałem tak dzisiaj na fragmencie S3 a potem do samego Wolina setki aut. Niestety ale nie pomyślałem o tym aby policzyć auta od razu. Zacząłem w stronę Wolina liczyć dopiero od skrzyżowania na Piaski Wielkie - gdzie naliczyłem ich aż: 183. W tym oczywiście sporo motorów, no ale mimo wszystko odbywał się spory ruch. Stało się to szybko nie tyle co męczące ale też wkurwiające. I tak moja historia doprowadzała mnie do Wolina, dawnej wioski Wikingów. W strony, które przestały być tak spokojne. Bardziej wiało, było bardziej ciepło. A przede mną najważniejszy odcinek trasy - przejechać przez Unin do Międzywodzia a potem wrócić przez Kamień do Wolina. To w końcu jest ten cały Zalew. Po trasie widziałem sporo rowerów. Nie działo się jednak nic nadzwyczajnego. No może poza walorami przyrodniczymi.. Te zawsze są piękne! Sporo czasu poświęciłem na robienie fotek jedne bardziej udane a inne mniej.. I tak trasa trwała dalej aż pod Międzywodzie, gdzie niestety z przykrością muszę stwierdzić, że dzieje się źle. Coraz więcej wyciętych lasów, drzew. Coraz więcej nowych zabudowań, które ciągną się pod sam Dziwnów przez Dziwnówek. Cała ludzka podła działalność odbywa się kosztem przyrody, o tym wielokrotnie wspominałem. I będę zgadywać, że wspominałem o tym także na ostatniej mojej podróży Dookoła Zalewu Kamieńskiego, która odbyła się we Wrześniu 2020 r: Dookoła Zalewu Kamieńskiego. Dotąd moja trasa była prosta. Ale od Dziwnowa się spieprzyła. Mały fragment drogi do Kamienia Pomorskiego dawał się we znaki. Miałem większość trasy pod wiatr, silny porywisty wiatr, który odbierał mi wszystkie siły i marzenia o zostaniu sportowcem. Kolejne odcinki trasy te już za Kamieniem Pomorskim w stronę Wolina były apogeum możliwości tego wiatru. Prognozy wskazują, że maksymalna siła wiatru osiągała prędkość 28 km/h. Było naprawdę ciężko, nieliczne przydrożne drzewa nie pomagały.. A największy wkurw ogarnął mnie przy tabliczce, gdzie frajerstwo jebane pisało, że będą wycinać kolejne przydrożne drzewa. Projekt wycinania zabytkowych drzew na trasie Wolin - Unin się nie udał, to po drugiej stronie Zalewu Kamieńskiego rżną aż miło. Skurwysyny, zwyrodnialce jebani. Było ciężko. Nawet bardzo. Jednak powoli, spokojnie z dużą ilością postoi się udało wrócić do Wolina. Znaczy pod Wolin dokładnie Recław. Powrotna droga, ostatnie 48 km szło już śmielej. Chociaż najgorszy był powrót po DK3 i fragmentem S3. Tutaj wyjątkowo spisałem wartości dwukrotnie. Do skrzyżowania na wieś Piaski Wielkie - skąd zacząłem liczyć pojazdy w pierwszą stronę, i na samym węźle S3 Parłówko. A tych aut było od zajebania. I to co wyprawiali... Wyprzedzali się na siłę, jeden na drugim. I pędzili tak bez opamiętania. To jest wręcz nienormalne co się działo! Do skrzyżowania na Piaski Wielkie było tego dziadostwa wszystkiego aż: 236. A od Piasków Wielkich do obwodnicy Parłówka aż: 188. W sumie to aż 424 pojazdy (włącznie z motorami) na odcinku drogi 8 km. To jest nienormalne... Jakbym jechał np. tą drogą do Szczecina (100 km) to ile tych aut w tym samym kierunku co ja by mnie minęło?! Z 10 000 jak nie lepiej?! No po prostu ludziom rozum odebrało. Nagle ni z tego ni z owego przyszła pogoda +25℃ jak nie lepiej i im od jebało już całkiem. Na szczęście w drodze powrotnej takich przebojów nie było. Na jakiś czas słonko skryło się za chmurami. Było dziwnie. I niefajnie. Ja przegrzany, zmęczony cisnąłem dalej. Nie stawiałem już tyle na prędkość z jaką jadę co na długość odcinków jakie pokonuję. Starałem się by były jak największe. Do pokonania było coraz mniej kilometrów. W końcu z Parłówka to już tylko 38 km.. I tak byle do Golczewa potem byle do Uniorza, byle do Truskolasu, i byle minąć przejazd przez Mechowo - w zasadzie wieś bokiem i jakoś to będzie. I faktycznie, jakoś to było. Jakoś coraz bardziej zmęczony dojechałem. Dzisiaj bym za wiele nie poszalał, jednak nie żałuję, że pojechałem! :) Fajna przygoda, fajnie, że mogłem się sprawdzić. Gdyby w ten weekend odbywał się X Rajd Dookoła Zalewu Szczecińskiego - który przeniesiono na 02-03.10.2021 r. to wiem, że chociaż tego pierwszego dnia bym przejechał.. I jakoś dał radę :) Nie wiem co będzie jutro. Dzisiaj pozostaje mi tylko wypocząć a jutro starać się robić kolejne kilometry zgodnie z planami. W końcu specjalnie na tę okazję wziąłem jutro wolne w pracy za 01.05. :) Szkoda by było nie wykorzystać tej możliwości.. Moja historia się jednak nie kończy. Trwa dalej. Wokół niej kręcą się moje życiowe wybory, drogi. A także ludzie wypełniający tą przestrzeń. Występują oni pod inicjałami.. Czasem towarzyszą mi w całych trasach bądź ich fragmentach.. To jednak jakiś zarys wspólnej przygody, wspólnej historii, która trwa i która dopiero się rozkręca. To dopiero 35k km. Jeszcze nie jedno przejadę, nie jedno zrobię ;) Tak miałem wspominać, a chyba nie wspomniałem, że na 35k km z Aurelią planowałem jechać znów na wyspę Chrząszczewo. Najlepiej wraz ze wschodem słońca. A wracać wraz z zachodem słońca. Taka wyjątkowa historia.. No może wykorzystam ten motyw do 40k Aurelii! W końcu moje życie z Aurelią dość często kręci się wokół Wyspy Chrząszczewo i innych wyjątkowych miejsc, do których chętnie wracam.. :) Także ten wyjątkowy wpis, tą wyjątkową trasę mam za sobą. Teraz z nadzieją patrzę w przyszłość i w kolejne przejechane kilometry.. Patrzę z nadzieją na te dobre i na te złe doświadczenia, które z pewnością się pojawiają w moim rowerowym doświadczeniu.. Dobra nie przedłużam.. Do zobaczenia w kolejnych wpisach, w kolejnym etapie moich przygód, które odbywać się będą po tych wspólnie spędzonych 35 000 km.. Szmat czasu! Zachęcam do poczytania wcześniejszych wpisów. Każdy z nich jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Każdy mój rowerowy dzień, każda trasa jest większą lub mniejszą nową przygodą!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)