19.07.2021
Jazda nr: 870

Tagi: wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego to przewidywane dla mnie duże koszta i dodatkowe problemy związku z ostatnim serwisem Aurelii: Nieudany serwis i trasa. Drugi raz z rzędu nieudany i bardziej problematyczny niż zakładałem. Na kolejny raz to ja nie wiem gdzie ten rower mam zaprowadzić. Gdzie znajdą się eksperci, co zrobią to poprawnie i dobrze. Zgodnie z przewidywaniami miałem od rana nie ciekawy dzień. I dodatkowe wydatki. A do tego bezczelność w serwisie, gdzie spartolili robotę. Za naprawę oczywiście nie chciał bo i tak by nie dostał, ale zażyczył sobie 10 zł za spinkę do 8rzędowego łańcucha. No ja powinienem sobie zażyczyć wobec tego nowy łańcuch. Przyniosłem nowy, jeszcze w opakowaniu 8 rzędowy Z71. I nie chcę już od początku jeżdżenia na nowym napędzie mieć uszkodzonego łańcucha - zerwany przez przerzutkę, od razu na spince. Spinka to taka awaryjna sprawa, która może się przydać na trasie, na już dobitym łańcuchu to nie szkoda. Ale tu jest przecież nówka, nie śmigana. Także dzisiejszy dzień czy dzisiejszą trasę w obszarze miasta Goleniów zaczął serwis - kończenie nieudolnego serwisu z weekendu. Skończyło się - przynajmniej dzisiaj - na kosztach +150 zł - nowa przerzutka (120 zł), która nie jest tyle warta. Jej wartość to jakieś 60-70 zł. No ale oczywiście mamy czasy jakie mamy i nic w serwisach, w sklepach nie ma sensownego do zdobycia. Także byłem zmuszony sytuacją wziąć to co dają, choć wiem, że to będzie jak z tylnym kołem, które kupowałem z poziomu (przymusu) bo potrzebuję na już, a oczywiście nic nie ma. Nie odzyskałem uszkodzonej przez serwis HobbyBike Gryfice bębenka piasty Novatec 802SB. Poszło na tradycyjnej sztuczce - że było stare i jeżdżone i dlatego się zepsuło. A to nie prawda, bo te kurwy zepsuły. Gdyby nie brały te kurwy z serwisu w swoje paskudne łapska to by działała do dzisiaj. Licząc jej przebieg (19618 km) nie miała żadnego luzu, względem obecnej (Shimano FH-TX-500), która po przebiegu zaledwie (10661 km) liczonego do trasy (#874) bez trasy ID=874. Na wspominanej trasie był ten nieudany serwis i wymiana konusa oraz łożysk. I to na nic się zdało bo i tak muszę wymienić koło. Dzisiaj się już tym nie zająłem. I jeździłem na popękanych szprychach, z wyrwą w obręczy. Ale to oczywiście moja wina. Ah tak nie powiedziałem co za przerzutka: Turney RD-TY300. Takie gówno co pewnie na tym nie pojeżdżę długo. Może z 2 sezony (tak liczę chociaż z 20 tyś km), ale pewnie znając życie za rok na serwisie, jak uda mi się na nowo tak dobić ten napęd jak trza, będę na nowo wydawać niepotrzebnie kasę na cały napęd włącznie z przerzutką. Licząc na to, że w 2022 r., sytuacja na rynku się nieco uspokoi i będą już dostępne normalne i dobrej jakości części jak były dostępne do końca 2019 r., czy jeszcze w pierwszych miesiącach 2020 r. Jeszcze przed rozkręceniem się na dobre jebanej covidowej pandemii, zablokowania kanału sueskiego: Zablokowany kanał sueski. Co, w połączeniu ze wzrostem zainteresowania rowerami, ale tu mam złe wieści bo rośnie zainteresowanie e-bikami. A te gówna mają praktycznie normalne części, które skądś trzeba brać - przyczynia się do niedoboru części i trudności z ich zdobyciem. Flagowy przykład to wzrost cen kaset do absurdalnych poziomów. A teraz przerzutki - jak ja w Sierpniu 2020 r., kupowałem Shimano M4000 za 120 zł a teraz nie ma jej na rynku a jak jest to jakieś niedorozwoje, którym trzeba tą przerzutką pizdę przeorać - wołają za nią 470 zł. To nie jest normalne. I prawo powinno chronić konsumenta a nie nieuczciwych przedsiębiorców, którzy wykorzystują sytuację do swojej korzyści. Nie miałbym tego problemu. Nawet bym się tym nie interesował gdyby wszystko poszło tak jak powinno. Bez większych problemów. Nie wymieniałbym koła w tym roku. A z tym będą pewnie też problemy. I nie traciłbym niepotrzebnie kasy, której i tak nie mam. Jestem jeszcze przed wypłatą, ale i tak okazuje się, że z miesiąca na miesiąc przestaje mi starczać. Koszty życia i ewentualnych nieprzewidzianych wydatków są coraz większe. Dzisiaj - 120 zł przerzutka Turney RD-TY300. Wiem, że przepłaciłem, bo nie jest ona tyle warta, oraz 30 zł hak HG009. I serio wkurwiłem się jak ta kurwa jebana zażądała sobie 10 zł za spinkę do łańcucha. Gdzie to jest jego wina! To ja kurwa żądam zwrotu moich kosztów! A do tego nowego łańcucha. Na moje żądania odnośnie uszkodzonego koła, dowiedziałem się dzisiaj, że koło popękało dlatego, że wożę ciężary w sakwach. A to nie prawda! Bo przed serwisem nie było pęknięć felgi! Te powstały w wyniku tego, że ramię przerzutki wjebało się w szprychy i je zgięło. Siła była tak duża, że zrobiło się pęknięcie w feldze. One nie wynikło z wożenia ciężarów w sakwie. Łżą skurwysyny i do niczego się nie przyznają. Najgorsze jest jednak to, że w majestacie prawa nie jesteśmy się wstanie domagać sprawiedliwości. Wobec tego trzeba brać sprawy w swoje ręce i dokonywać samosądów. Sprawiedliwość musi być. Jak ktoś się na swojej robocie nie zna to trudno. Dziś ponownie poruszona była kwestia przerzutki. Według każdego z kim nie rozmawiałem na ten temat: Nieudany serwis i trasa. Była to wyłączna wina serwisanta a nie przerzutki. Źle ją wyregulował, nie potrafił. Ja osobiście myślę, że on przekrzywił hak. I przez to nie szło wyregulować przerzutki i stało się to co się stało. Zamiast skończyć się na 30 zł strat (tyle kosztuje hak) - tylko dzisiaj straciłem 150 zł. I nie mam zamiaru śmieciowi tych 10 zł za żadną spinkę dopłacać. Niech spierdala. Nie ma nawet moralnego prawa wychodzić z takimi żądaniami, on mi nie takich strat narobił.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 875

  • Trasa nr [łączna]: 956
  • Trasa nr [na blogu]: 870
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 14
  • W tym roku: 130

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 947 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 861 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 642.99 km
  • Stan Licznika Końcowy: 680.04 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 680.41 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13264 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 13301 km

  • Maksymalna prędkość: 29.4 km/h

  • Przejechałem: 37.05 km
  • Przejechałem [msc]: 680.04 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5360.37 km
  • Przebieg roweru [suma]: 37371.73 km

  • Przejechalem w 2021: 5360.37 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 13.4009 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 93.4293 [%] km

  • Czas jazdy: 02:18:12 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2361:48:39 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2138:22:31 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 337:48:51 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 42:51:16 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:03:40 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:55 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:38 h

  • Średnia: 16.11 km/h
Dzisiejszą trasę rozpocząłem od kończenia nieudanego serwisu. Jak już wspominałem wiązało się to z dodatkowymi kosztami. A to nie koniec bo jeszcze muszę się liczyć z kosztami nowego koła. A z tym też może być problem - żeby w ogóle takie koło dostać. A jego koszty też mogą być różne. Tak wstępnie szukałem po internecie czegoś na piastach maszynowych choćby Novatec i praktycznie nic nie ma. Jak już jest to zwykle komplety po 700 zł czy drożej. Pojedyncze tylne koła zwykle 300 zł i więcej. Ale praktycznie ofert jest tyle co na lekarstwo. Samych piast też za dużo nie ma. Więc aby coś kupić będzie graniczyć z cudem, i z całą pewnością cena będzie nieadekwatna do faktycznej wartości części. Więc ten pierdolony serwis, który tak długo w czasie odkładałem kosztuje mnie coraz więcej. I to w tych porąbanych czasach, gdzie jest ze wszystkim problem - i z częściami i serwisami. Dzisiaj jednak poszło gładko i dość szybko. Choć już od rana byłem na nogach i w trasie, pojechałem szukać części. A z tym jak wiadomo nie będzie łatwo. Do tego jeszcze musiałem wypłacać kasę z banku - dobrze, że dostałem finansowanie wakacji "wczasy pod gruszą" bo nie byłoby mnie już stać na naprawienie roweru. Wszystko wydałem, nie wiele mi zostało. Jak już wspominałem w pierwszym akapicie wpisu - jest to nieadekwatnie kosztowna impreza, przez błędy serwisanta. Nie przez moje. I w majestacie jebanego prawa, nie jestem wstanie nic udowodnić i nic wygrać. Klient, jest więc jebany z każdej strony i narażony jedynie na straty. Po nieudanym serwisie w punkcie napraw rowerowych w Goleniowie na ul. Konopickiej 57 (Szyld serwisu - zrobiłem sobie jazdę testową. Najpierw dookoła serwisu w najbliższych ulicach, blisko Dworca Głównego PKP/PKS Goleniów, potem pojechałem dalej do rodziny na ul. Spacerową. Jestem tam umówiony z kuzynką na godz. 16. Aby przyjechać i z nią już samochodem pojechać do Maszewa, gdzie zwiedzilibyśmy tą Octownię. I faktycznie pojechaliśmy tam. Nadzieje były ale się skończyły. Wejścia do Octowni nie ma. Na jej teren owszem, ale do budynku wszystko szczelnie pozamykane. Każde okno, każde drzwi. Wszystko obszedłem i nie dało rady wejść. Stracone nadzieje, którymi żyłem od minionego weekendu. Tak bardzo chciałem tam wbić.. Octownia Maszewo GS24.pl. A niestety. Kurwa debile jedne tam byli, pochwalili się w mediach, to miasto poszło i zamknęło dojście. Pozabijane okna i nie ma wejścia... Stracone nadzieje... A żyłem nimi cały dzień, dosłownie męcząc się z jeżdżeniem dzisiaj. Nie szła mi ta jazda za bardzo. Nie miałem weny do jeżdżenia, nie czułem się za dobrze. Choć początek dzisiejszej trasy był taki w miarę. Nowe przygody, nowe strony - jechałem wzdłuż ul. Spacerowej w Goleniowie z której wyjechałem poza miasto. Dookoła same lasy. I nowe nieznane mi wsie. Powrotu za bardzo też nie było. Nie powrócę z jednej strony mieściny bo wbiję się na drogę S3 i z niej przejazdu nie będę miał. Byłem po prostu w okolicach Puszczy Goleniowskiej... Tysiące dróg w lasach, których kompletnie nie znam. Jadąc na uszkodzonym kole, ryzykując z każdą chwilą, że coś się stanie gnałem dalej przed siebie przez Bolechowo i Tarnówko, znalazłem drogę powrotną na Goleniów. I nie pozostało mi już nic innego jak kręcić się po mieście. Głównie kręciłem się w okolicach centrum. Przejeżdżałem przez niektóre mniej mi znane lub bardziej strony miasta. I tak w kółko.. Nie szło mi to za bardzo. Wiele dróg bez przejazdu albo wjazdu. Ja taki zdezorientowany, bez sił, bez wiary bez żadnej nadziei włóczyłem się tutaj tylko z myślą aby czas minął jak najszybciej. W końcu zbliżała się 16. Dokładnie było po godzinie 15, gdy wstąpiłem do centrum miasta na pizzę. Pojeździłem z nią trochę aby się ochłodziła, po konsumpcji zawitałem u rodziny, u kuzynki, gdzie wkrótce zaczęła się druga część przygody - bez roweru tym razem. Jednak wejścia na Octownię w Maszewie i tak nie było. Zawiodłem się. Zbyt łatwo mi poszło, zbyt sprawnie przemknąłem przez okno w portierni, znalazłem się na terenie dawnego zakładu będącego na uboczu. I w sumie tyle. Pogryzły mnie tylko komary i inne skurwysyństwo. Wejścia do środka nie odnalazłem. Zawiodłem się i to sporo. Po nieudanym weekendzie, jeszcze dzisiejszy dzień mnie dodatkowo dobija.. Tak właśnie nieciekawie kończą się moje dzisiejsze przygody, moje dzisiejsze wojaże..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa19lipca2021zdj1.jpgtrasa19lipca2021zdj2.jpgtrasa19lipca2021zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)