07.11.2021
Jazda nr: 931

Tagi: makowice_sludwia, makowice, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest założonym jeszcze wczoraj celem: Makowice: Historia przetrwania. Mimo wszystko, mimo tego co miałoby się dzisiaj dziać czy nie - chciałem pojechać na tą konkretną trasę. To dla mnie ważne. Bowiem parę dni temu właśnie tą trasą skończył się mój zbyt szybki powrót do jeżdżenia, do formy :( Skończył się nawrotem choroby, co uziemiło mnie na kolejne dni. Sytuacja uległa zmianie w końcu wczoraj. Choć chciałem powrócić do gry jeszcze w piątek (05.11) - lecz wróciłem późno do domu. Po pracy, jeszcze zakupy. Było już grubo po godzinie 16. A jakoś nie miałem ochoty pchać się na noc na trasę. Pomimo tego, że zdawać by się mogło, że noc była ciepła. To jednak wybrałem się w trasę dopiero w sobotę (06.11). No dobra. To nie ma większego znaczenia. Moje plany i cele na ten rok i tak przepadły. Nie ma już sensu o to walczyć. Czasu jest zbyt mało aby mogło się coś zmienić. To oczywiście nie wpływa na to, że będę jeździł dalej. W przyszłym tygodniu na spokojnie odbuduję sobie formę na 50 km trasy. A te są wystarczające na taki jesienno-zimowy okres. Ten, zgodnie z tym co się spodziewałem będzie smutniejszy niż w poprzednich latach. Jakoś tak z niezrozumiałego powodu jest, że z roku na rok te jesienne długie wieczory, czy te zimowe dni są takie przybijające. Z biegiem lat, trwających w samotności jest coraz gorzej. No nic, dzisiejsza trasa miała na celu zmierzyć się z trasą, która była ostatnia przed "drugim incydentem zachorowania" z dnia 25.10: Trasa Makowice-Słudwia: Rury. Sporo się przez ten czas zmieniło. Ceny paliw większe. Ceny życia większe. Mniej liści na drzewach i krótsze dni. Przez absurdalne decyzje mamy te krótsze dni. Przez politykę. Mieszać się w sztuczną zmianę czasu. To jest przecież chore. Krytykowane od lat. A jednak wciąż stosowane. I w kolejny rok trzeba mierzyć się z tym problemem. Mam teraz taką wyrwę w życiu, w której sporo straciłem. I sporo się zmieniło. Ostatni raz takie długie okresy absencji z Aurelią miałem w 2016 r. Od 2017 r. aż do dziś się co do zasady nie zdarzały! A więc te przejście w tych wszystkich jesiennych zmianach było takie bardziej "płynne". A teraz jest takie nagłe. To dla mnie duża przepaść. Od zachodu słońca o godzinie: 18:21 z dnia 07.10 do 16:14 z dnia dzisiejszego 07.11. To spora przepaść, idąca w ponad 2h. To bardzo dużo. W szare dni, jest tak, że ledwo pojawia się ta godzina 16 a już jest ciemno. I jak tu nie mieć depresji. A gdyby nie ta durna zmiana czasu, ciemno robiłoby się dopiero ok. 17:30. To jest jednak spora różnica. Ostatecznie w najkrótsze dni roku, ciemno byłoby ok. godziny 17. A nie jeszcze przed godziną 16 do czego to zresztą dąży...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 936

  • Trasa nr [łączna]: 1017
  • Trasa nr [na blogu]: 931
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 191

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1007 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 921 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 3718.41 km
  • Stan Licznika Końcowy: 3736.65 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 3737.02 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16341 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 16359 km

  • Maksymalna prędkość: 26.7 km/h

  • Przejechałem: 18.24 km
  • Przejechałem [msc]: 30.08 km
  • Przebieg roweru [rok]: 8417.83 km
  • Przebieg roweru [suma]: 40429.19 km

  • Przejechalem w 2021: 8417.83 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 21.0446 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 101.073 [%] km

  • Czas jazdy: 01:03:23 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2544:27:03 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2321:00:55 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 520:27:15 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 01:45:38 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 00:52:49 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:43:30 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:47 h

  • Średnia: 17.37 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego prowadziła mnie w po południowych godzinach w oczekiwanej poprawie pogody. Z rana i w nocy trochę popadało. Ale sytuacja w końcu uległa takiej poprawie, że mogłem śmiało jechać. Choć drobne opady deszczu w mijanych stronach jeszcze się zdarzyły, nie zdołały mnie dopaść :) Jakimś cudem udawało mi się ich unikać. Nie pozostawało nic więcej jak cieszyć się słoneczną aurą pogodową. Przeszkadzał jedynie silniejszy wiatr - podmuchy nawet >30km/h, co w połączeniu z tym, że wciągu dnia trochę padało, obniżało odczuwalną temp. Ta sama w sobie nie była taka zła. Stabilna w okolicach +10℃. Więc nie najgorzej. No cóż, taki smutny powrót do rzeczywistości rowerowej mam. Czuję się tak jakbym kompletnie zawalił całą sprawę i swoje życie. Zmarnowałem ostatni czas, w którym siłą nie jeździłem. W znaczący sposób nie udało mi się w tym czasie zrealizować swoich bieżących zadań. Żadnych projektów: nic. Mam takie nieomylne wrażenie, że z biegiem lat robię się coraz mniej efektywny. I po prostu nic mi nie wychodzi przez te wieczne życiowe zmęczenie. Mam trochę zaległych spraw w obszarze StanPlików, czym trzeba się na dniach koniecznie zająć! W końcu już niebawem koniec roku. A ten kończy się za dokładnie 54 dni. To wcale dużo czasu nie zostało aby przerwać ten absurd bycia wiecznie zmęczonym i nie do życia. I w końcu zrealizować chociaż część zadań. Nie mówię, że tak konkretnie nic mi nie idzie! Co to to nie. Niektóre z projektów jakoś udaje się prowadzić - jakimś cudem jestem aktualnie na bieżąco z blogiem. Mam puszczone zadania filmożera od Czerwca po Październik - ponad 70 zadań. A to, doliczając do tego komplikacje z powodu pierdolonego Windowsa 10, i niezbyt przemyślanego oprogramowania Filmożer, trwa nadal. A problemy się piętrzą. Brakujące miejsce w strukturze StanPlików 8+4TB. A już w tym roku chciałem przejść na strukturę 18+8TB. Jednak się nie udało. Plany jej wdrożenia przekładam więc na wiosnę 2022 r. A tym czasem trwam w tym co mam teraz. A to będzie z każdym dniem coraz trudniejsze. A jeszcze muszę kilka dni jakoś wyżebrać - nie wiem ile z 5-7 dni. Aby zadania w filmożerze się pokończyły. Wtedy pousuwam niepotrzebne kopie plików, odpalę aktualne zadania. Jakoś to może będzie. Smutno tak mi w tym życiu przez to wszystko. Ta wielka wyrwa, pojawiająca się po trasie: Trasa 50-tka: "nieprzerwana przerwą". Prześladuje mnie. Zacierają mi się piękne wspomnienia tego co z Aurelią osiągnąłem. O tym gdzie byłem. O tym co robiłem :( W końcu mówimy o takich dwóch okresach absencji dokładnie od 08.10 do 19.10 (11 dni) gdzie 12-stego dnia - 20.10 pojechałem w trasę: Makowice: Zagrobowy powrót. A także okresu od 26.10 do 06.11. Okresu 11 dni. Gdzie znów 12-stego dnia pojechałem w trasę: Makowice: Historia przetrwania. Prześladuje mnie teraz jakaś niemoc, wspomnienia z dawnych dziejów. A to wszystko jest takim wielkim smutkiem, wielkim żalem obłożone - niczym ozdobnym papierem przyozdabiającym prezent :( Wszystko się tak łączy, te jesienno-zimowe trasy z poprzednich lat, z tą niemocą. Z tym aktualnym stanem w którym się znajduję. Jedyną nadzieją w tym pozbawionym barw życiu - jest powrót do Aurelii. Pisanie kolejnych wspólnych historii. Nie można jednak zapomnieć, że z naszego wspólnego kanonu jeżdżenia wypadło 22 dni w okresie od Października do Listopada 2021 r. To wielka tragedia w moim odczuciu. Wielki smutek. A te wspomnienia o których piszę, to piękne strony z Podłęcza: W poszukiwaniu zaginionych dróg: "Cmentarz Sosnowice". Obrazki w których można się po prostu zakochać. To wszystko co się dzieje, może w jakiś sposób pokazuje mi jak bardzo jestem samotny :( A przez to jak bardzo jestem w życiu nieszczęśliwy. No cóż, teraz pozostaje mi jednak wierzyć, że szczęście się do mnie na nowo uśmiechnie i kolejne dni nie będą już tak pełne smutku, jak minione dni...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa07listopada2021zdj1.jpgtrasa07listopada2021zdj2.jpgtrasa07listopada2021zdj3.jpgtrasa07listopada2021zdj4.jpg


Mapa przebiegu trasy :)