Dzisiejsza trasa odbywa się po 12 dniach rozłąki od Aurelii, od roweru i tego życia, które zostaje za mną. Nagle, niespodziewanie przerwane. Chwilowa niemoc, po trasie: Trasa 50-tka:
"nieprzerwana przerwą", która ujawnia się na drugi dzień w piątek (08.10) przeradza się w regularną chorobę. Ciężki weekend nie przynosi ulgi, kolejne dni są coraz gorsze. W końcu trafiam do lekarza bo jest tak źle. Kilka dni na lekach nic nie dają, aż do początku tego tygodnia jak na nowo idę do lekarza i w końcu przepisuje mi antybiotyk i coś mocniejszego na kaszel. Już dosłownie po 2 dniach miałem znaczną poprawę, i powrót do jeżdżenia. Wykorzystam wcale nie fajną pogodę, bo fajna była ale minęła. Już jest nie fajna - taka typowo jesienna. Dołująca. I ten coraz szybszy zmrok. Nie wiem jak sobie w tym roku z tym poradzę. Bo akurat w tym roku jest to dla mnie większy problem aniżeli w poprzednich latach :( Jakieś to dla mnie smutniejsze. Może ten nie spotykany od lat tak długi okres absencji na mnie wpłynął. Były w nim takie dni, że sądziłem, że to już koniec. Nie wrócę do świata żywych a tym bardziej do Aurelii. Bywało aż tak źle. Z początkiem tygodnia przyszła jednak nadzieja. Pierwszy dzień, gdzie już naprawdę wyraźnie czułem się lepiej to wtorek (19.10). Dzisiaj czuję się jeszcze lepiej i korzystam z pogody. Trochę wieje. Ale to nic. Najważniejsze, że jest ciepło (ok. +18℃). Wykorzystałem to aby dziś dokładnie trzynastego dnia ruszyć w trasę. Nie jeździłem od 12 dni. Nie wyobrażam sobie tego. Nie mogę uwierzyć, że się tak wszystko w życiu posypało. Jedno jest pewne, mimo tego jak bardzo bym nie chciał to raczej w tym roku już nie odrobię strat. Potrzebuję jeszcze paru dni aby dojść do siebie. A największym czynnikiem losowym będzie pogoda. Na nią z kolei nie mam żadnego wpływu. Więc przejechanie tych cholernych 10.000 km /rok, jest zagrożone. A nie sądzę, że w kolejnych latach mi się uda. Jedyną szansę na to miałem w tym roku, która niespodziewanie minęła :(
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 930
Trasa nr [łączna]: 1011
Trasa nr [na blogu]: 925
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 185
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1001 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 915 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3592.01 km
Stan Licznika Końcowy: 3604.01 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3604.38 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16125 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 16227 km
Maksymalna prędkość: 30 km/h
Przejechałem: 12 km
Przejechałem [msc]: 360.72 km
Przebieg roweru [rok]: 8285.19 km
Przebieg roweru [suma]: 40296.55 km
Przejechalem w 2021: 8285.19 km
Podroż dookoła świata (2021) 20.713 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 100.7414 [%] km
Czas jazdy: 00:41:36 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2536:51:52 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2313:25:44 h
Czas Jazdy Suma (2021): 512:52:04 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 20:55:57 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:11:11 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:46:20 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:15 h
Średnia: 17.56 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego, była dość krótka. Jedynie na Makowice wyprowadziła. Bo gdzie mógłbym jechać tego 13-stego dnia choroby, po 12 dniach w ogóle bez jeżdżenia? Jestem na dość osłabiony, aby nie jeździć daleko. A do tego pogoda. Idzie taka paskudna pogoda, ma potrwać do weekendu - najbliższe 3 dni mają takie być. No to nie miałem kiedy chorować nie?! Tylko co najpiękniejsze w tym Październiku mnie ominęło. A teraz mamy taką pogodę, że wieje, że ho ho. Dawało się to we znaki. I oczywiście w czasie gdy byłem w pracy było chociaż ładnie - słonecznie miejscami i bardzo ciepło. A już po południu gdy wyjeżdżałem zaczęło się chmurzyć. A potem padać i nieustannie wiało: Największe tegoroczne wichury - TwojaPogoda.pl - 2021 r.. Jednak dawałem radę. W trasę wybrałem się z matką. I to nie powinno zaskakiwać. Mimo wszystko byłem szybszy niż ona. W pierwszą stronę, wyjechała szybciej niż ja. A ja pocisnąłem i tak w miarę spokojnie i potem na samych Makowicach długo na nią czekałem. Tam dorwał nas deszczyk. Po nim trzeba było szybko wracać bo nadciągały kolejne deszcze, które zadomowiły się wraz z silnym wiatrem w moich stronach na całą noc. To nie jedyne złe i paskudne wieści. W sumie temat, który jest TOP1 obecnie w polityce i gospodarce. A chodzi o ceny paliw. Już w 2018 r. miałem taki trend - podpowiem chodzi głównie o Trasy 50-tki, gdzie jeździłem na Orlena w Płotach, robiłem zdjęcia cen paliw. Te jednak nie były tak wysokie jak obecnie. Trochę przez te prawie 2 tyg, wyszedłem z życia jakie dookoła mnie się odbywa i nie bardzo w ogóle ogarniam co tu się dzieje. A dzieje się sporo. Np. otworzyli w końcu stację paliw Moya na wyjeździe z Płotów w stronę Gryfic. Już miałem okazję się tam tankować, pierwszego dnia gdy otworzyli 11.10.2021 r., wówczas ON był w cenie 5,69 zł. A dzisiaj kilka dni później 5,92 zł, tyle samo zresztą 95. Nieco drożej wypada Orlen 5,94 za ON i 95. Na wielu stacjach w Polsce jest już 6 zł za "normalny" ON i 95. Nie mówię przecież o tej lepszej wersji ON, czy 98. Bo te już od początku miesiąca są w cenach ponad 6 zł/L. Sporo się więc dzieje. Niekoniecznie dobrego. Mam nadzieję, że jakoś wrócę w tą codzienność po tej chorobie. Trudno unikać chorób, pracując w szkole. Tu mnóstwo dzieciaków jest chora, i mimo wszystko przychodzili do szkoły i na zajęcia. Tym samym szkodząc kadrze nauczycielskiej i pozostałym pracownikom. Nie udało się tego uniknąć i mnie też dopadło. Prawdopodobnie coś na tle zatok. Najważniejsze jest jednak na tą chwilę to, że jest choć trochę lepiej. I, że wracam do Aurelii, która mocno się za mną stęskniła a ja w nieopisany sposób za nią. Życie bez roweru to nie życie. Takie smutne, dołujące. Pozbawione sensu i pewnego wypełnienia jaki daje powrót do rodziny. Jaki daje w ogóle poczucie tego, że mam dokąd i po co wracać.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)