Dzisiejsza trasa - jest pierwszą po przejechaniu 50k z Aurelią. I od razu muszą się mi trafiać trudne warunki -.- No w sumie mogło być lepiej, w miarę normalnie no ale nie udało mi się tak wyjechać. W okolicach godzin po południowych spodziewałem się opadów deszczu dzisiaj. A była szansa na szybsze wyjście. Zwykle to tak się kończyło gdy były takie awarie w szkole czy na wsi - takie jak dziś. Dziś awaria wody była. I zostały skrócone zajęcia do 12:30. I zwykle tak godzinę później już obsługi nie było. A dzisiaj nie... Niby normalnie?... Nauczyciele sobie poszli na wolne, uczniowie też. A obsługa gorsza? No oczywiście dyrekcji też nie było tak długo - po 13 się zwinęli i zadowoleni. A robole zostali. Mnie tylko tak szkoda i trochę smutno jest, że nie pojechałem wczoraj na trasę jak chciałem. Chociaż to wczoraj spodziewałem się gorszej pogody. Tylko dla odróżnienia dzisiejszego od wczorajszego dnia - wczoraj było z rana deszczowo a po południe zrobiło się ładne. A dzisiaj wręcz odwrotnie - z rana nawet słonecznie chwilami. A na po południe sunął deszcz. No jakby mogło być inaczej czy lepiej. I tak zwinąłem się po 14 ale to nie to samo co nieco szybciej iść i jeszcze skorzystać z pogody i wciąż nie zbyt długiego dnia. To wszystko jest tak nastawione przeciwko człowiekowi. Nawet pogoda - tylko straszą, i szczują: Znowu wichury i deszcze. A z tym wiatrem to bez przesady. Ani wczoraj ani dziś tak straszny nie był. W dniu wczorajszym w moich okolicach te po południe było naprawdę ładne - słoneczne i ciepłe... Można było mile spędzić czas. A nie to co dziś. Gdybym jeszcze przed 14-stą wyjechał to bym zdążył nim nadeszła pierwsza chmura deszczu. Skończyła się gdy zjechałem do domu. A tuż przed godziną 17 przyszły kolejne intensywne opady deszczu, potem śniegu. Chwilami powiewał mocniejszy wiatr wraz z najmocniejszymi opadami... Dołująca ta pogoda. A co pozostaje - żyć nadzieją, że weekend w końcu będzie ładny? -> Weekend ma być ładny - TwojaPogoda.pl. Jakoś nie chcę żyć nadzieją... Bo ta jakoś wątpliwa dla mnie jest. Choćby dziś... Znowu jest tak nie fajnie... I w szkole, i w życiu prywatnym. A sprawy z prywatnego życia dość mocno wpływają na to co robię w szkole i jak... Nie potrafię tego pogodzić czy oddzielić. To będzie miało zawsze na mnie wpływ.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1200
Trasa nr [łączna]: 1279
Trasa nr [na blogu]: 1193
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 33
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1267 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1181 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 13322.3 km
Stan Licznika Końcowy: 13339.69 km
Stan Licznika Końcowy2*: 13264.69 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 25795 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 25812 km
Maksymalna prędkość: 31 km/h
Przejechałem: 17.39 km
Przejechałem [msc]: 289.53 km
Przebieg roweru [rok]: 984.71 km
Przebieg roweru [suma]: 50038.96 km
Przejechalem w 2023: 984.71 km
Podroż dookoła świata (2023) 2.4618 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 125.0974 [%] km
Czas jazdy: 00:57:30 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3179:07:35 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2955:41:27 h
Czas Jazdy Suma (2023): 70:59:39 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 20:56:22 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:37:03 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:09:05 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:47 h
Średnia: 18.31 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak na tą pierwszą po tych moich 50k km: "50 000" Aurelio !:
"Kółko jezior Raduńskich". Nie wypada zbyt fajnie. Nie tak jak np. trasa po 30k km: Życie po 30k km.... A mimo, że podobne to jednak nie fajne. Dzisiaj może nie potrzebnie ze względu na nie pewną pogodę pojechałem zrobić objazd po lotnisku w Makowicach. A jakoś tak chciałem zajechać na te lotnisko. Dawno po prostu tak dla lotniska nie jechałem. Jak już to trasa przez lotnisko - bo robię cykliczną: "MAKOWICE_SLUDWIA". A tak po prostu... niewinnie jak za dawnych lat po lotnisku - już się tak często nie zdarza. A taka trasa była na to wyjątkową okazją. W zasadzie po cichu zacząłem o tym myśleć na wczorajszy dzień (13.03) - tylko koniec końców wczorajsze po południe spędziłem z koleżanką. Odpuściłem sobie ten rower. Zresztą wczoraj nie spodziewanie się po południa ta pogoda poprawiła. A dziś nie spodziewanie pogorszyła. Zresztą dziś bardziej potrzebowałem tego roweru niż wczoraj. W końcu ubrałem się jak na wiosnę. Koszulka na krótki rękaw, krótkie rękawiczki. Tylko bluzę wziąłem. Cieniutką czapkę. Gdyby nie wiatr... To byłoby idealnie. Było dzisiaj w końcu +13℃! Dla porównania w niedzielę w Kościerzynie jak jeździłem było tylko +3℃. To dość duża różnica. A ten silny wiatr i tak pozostał. Choć dziś już tak nie ochładzał odczuwalnej temp. jak na mojej poprzedniej trasie... Nie wiem jak mam odczytywać te sygnały. Czyżby moje kolejne trasy mają nie okazywać się prostszymi? W końcu dzisiejsze zmagania do łatwych nie należą z powodu tej choroby i z powodu smutku z którym ruszyłem w tą drogę :( A i tak nie żałuję, że pojechałem. Tylko powiem tak, że chamstwo ze strony dyrekcji szkoły. Uczniowie i nauczyciele o 12:30 wybyli - ci co mieli zajęcia później - nie przychodzą i tak mają zapłacone. A nam nie skrócili chociaż do tej 14-stej?... Tylko normalnie? No zawsze się tą administrację traktuje gorzej. Tylko ci nauczyciele zawsze mają najlepiej i zawsze są traktowani lepiej... ze względu na zatrudnienie z Karty Nauczyciela... I czemu im ma być lepiej w życiu a innym tylko gorzej?... To wygląda tak jakby inni pracownicy się w szkole nie liczyli i można nimi bardziej pomiatać... :( Dobija to mnie w kontekście dzisiejszego dnia i smutku który się tu skrywa. No kiedy jak kiedy ale dziś jakoś nie miałem ochoty tu siedzieć... Potrzebowałem się przejechać. Chciałem zdążyć przed deszczem. No i prawie się udało. Jeśli jednak chodzi o to co się dzieje po południu... No to jeszcze ta mała chmurka deszczu, która dopadła mnie już w drodze powrotnej z lotniska Makowice - nie była taka zła. No ale dla zasady ten deszcz mógł jeszcze te 30 min poczekać... Abym sobie spokojnie wrócił... No chociaż tego jednego dnia. Niech chociaż pogoda mi w tym życiu nie dowala do tego nie kończącego się smutku, nie pewności i czyżby znowu samotności?... Jakoś się w życiu nie układa. Czuję się taki dobity dzisiaj. A jeszcze te chamstwo dyrekcji już w ogóle daje się we znaki. Gorsze traktowanie pracowników. W ogóle ten rynek pracy w Polsce to jest tragedia. Jeden wielki wyzysk skierowany na zadowolenie, i realizację osobistych celów każdego janusza prowadzącego swoje biznesy. Im chodzi tylko o ich cele a nie o pracowników, ich życie i to co z niego będą mieli. Gdzie w tym wszystkim miejsce na sprawiedliwość?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)