04.12.2022
Jazda nr: 1143

Tagi: zs, WG, MK, , urbex |

Trasa z dnia dzisiejszego jak już przystało na drugie trasy, dzień po dniu - wypadała o wiele gorzej niż ta pierwsza po wypoczynku. Taką moją po przednią trasą była: Neu Grambow: "Schneebedeckt Getreidespeicher". Dzisiaj mimo ambicji byłem jednak zmęczony. A do tego od rana nic mi nie szło. Kolejny taki słaby dzień. Dzisiaj w odróżnieniu od wczoraj było znacznie cieplej. Przynajmniej na termometrze - temp. wciągu dnia dochodziła do +2℃. A miała dochodzić do +3℃ -.- No ale nie było wcale cieplej. Wręcz przeciwnie! Uważam, że wczoraj było cieplej. Dzisiaj się tak zmarzło. Ten cały cholerny śnieg tak mocno topniał, że wszędzie było pełno mgły. I było tak nie przyjemnie dzisiaj, podobnie jak miejsce w które się wybieramy - czyli dzielnica Skolwin. I te góry tutaj... Już ostatnio narzekałem na dwa aspekty trasy: Historiami Szczecina. Jednym są właśnie te góry w tych dzielnicach. A drugą ten dojazd "dołem" przy Odrze. I znowu tutaj... Przecież ta droga jest tak wykańczająca. Ja bym tam wolał miastem jechać niż tak nie fajnie. No ale było jak było co poradzić. Jednak dzisiaj mi tych sił już od początku brakowało. Było to widać, że odstawałem od grupy. Ale to nie wszystko. Bo jeszcze od początku trasy miałem problem z licznikami... Nie po to mam 2 liczniki na rowerze aby mi dwa nie działały jednocześnie.... Od rana żaden nie chciał. Chwilę działał BC 16.16. Ale on się chyba psuje coś?... Mimo wymiany baterii pokazywał, że miał słabą baterię. I ten stan rzeczy trwa już od października. Ale ta cholerna Sigma 600... Działała jeszcze wczoraj a dzisiaj nic. Kombinowałem przesuwałem magnes, konekter i Sigma 600 nie zaskoczyła. Zaś BC 16.16 chwilę działał, potem nie. Jak znowu poprzesuwałem to głupoty się robiły, skakała prędkość w losowy sposób od 0 do ponad 30km/h. I znowu się wyłączał aż się wyłączyło w pizdu wszystko. Dzisiejsze statystyki spisałem od kolegi MK. W końcu jechaliśmy w obydwie strony tak samo. Tylko ja nieco wolniej - spróbuję sobie oszacować ten czas jak najdokładniej się da z kamery lub pliku GPS - technicznie się da. Po prostu nie liczymy czasu / albo wycinamy, usuwamy logowane dane z GPS, gdzie prędkość jest 0 km/h. Wtedy pozostanie mi sam czas jazdy - tak jak na liczniku bym miał. I będzie to wiarygodne do połączenia z jego czasem. Jednak byłem wolniejszy, w nie których miejscach przeprowadziłem rower. Zaś pozostali uczestnicy dzisiejszego wydarzenia normalnie jechali. Tak miałem np. przy ul. Nad Odrą za firmą Teleyard, w stronę Odry Zachodniej. Jest tu sporo takich nieużytków, błota. Nie dałem rady tu jechać. A w drugą stronę - dobiła mnie dzisiaj górka na ul. Inwalidzkiej. Nie dałem rady pod nią podjechać w całości, kawałek sobie poprowadziłem rower. I oczywiście nie zaryzykowałem zjazdu z niej. Na czym ja wyhamuję? Tylny hamulec w zasadzie nie działa. W przednim też takiej mocy nie czuję. Zresztą to zwykły v-brake... To czego od niego oczekiwać, i pewnie klocki już mocno zdarte. Taki zjazd mógłby być moim ostatnim, więc w odróżnieniu od ekipy z którą dziś jechałem - bezpieczniej było mi sprowadzić rower z ul. Inwalidzkiej. No i znowu mamy to samo, przyjazd i powrót przez tą nieprzyjemną ul. Nad Odrą... A to był jeden z kilku problemów z dnia dzisiejszego. Drugi taki był, że trochę się przegalopowałem z przeliczeniem na ile mi starczy paliwa w Citroenie. I w zasadzie dojechałem dosłownie na oparach po tej wyciecze. Już od Nowogardu to co chwila wyskakiwała mi informacja: niski poziom paliwa, niski poziom paliwa. Co się dziwić i wczoraj i dziś. A jeszcze tydzień temu. I tak ponad 700 km w tydzień zleciało i zbiornik poszedł. A to nie byłoby problemem gdyby nie to, że nie wziąłem dzisiaj (wczoraj wziąłem -.-) portfela z kasą. Gdybym miał te środki to bym się w Goleniowie na Orlenie zatankował. I nie byłoby ryzykownych działań. No taki pechowy dzień dzisiaj. Te dwa liczniki, brak paliwa, brak środków aby zalać tego paliwa - choć i to nie jest do końca prawdą. Ze środków rowerowych miałem jeszcze 50 zł, i miałem w planie iść dzisiaj na obiad. No ale się nie udało. Wczoraj zresztą się też nie udało. Pod tym względem zima też nie jest dobra. Bo nawet jakbym miał jakieś kanapki itd. A nie brałem... To i tak nie chciałbym ich jeść na zewnątrz. Za zimno jest. Nie przyjemnie. I może dlatego zima to nie jest dobry pomysł na długie wyjazdy na wiele godzin? Taka zwykła trasa do 50 km, to się do tych 3h robi i jest się z powrotem. To nieco inna sytuacja niż jechać jak dziś czy wczoraj - dosłownie cały dzień. Dystans dzisiaj mniejszy - za to było ciekawiej, odwiedzone ciekawe miejsca w Szczecinie.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1149

  • Trasa nr [łączna]: 1229
  • Trasa nr [na blogu]: 1143
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 187

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1217 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1131 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 11784.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 11825.4 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 11791.36 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 24400 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 24400 km

  • Maksymalna prędkość: 34.4 km/h

  • Przejechałem: 40.7 km
  • Przejechałem [msc]: 96.59 km
  • Przebieg roweru [rok]: 7270.56 km
  • Przebieg roweru [suma]: 48524.87 km

  • Przejechalem w 2022: 7270.56 km
  • Podroż dookoła świata (2022) 18.1764 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 121.3122 [%] km

  • Czas jazdy: 03:10:54 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3075:25:09 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2851:59:01 h
  • Czas Jazdy Suma (2022): 481:04:50 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 07:45:24 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:52:42 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:34:21 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:56 h

  • Średnia: 12.85 km/h
O ile Skolwin można nazwać Szczecinem - byt jako sam w sobie nie powinien do niczego przynależeć. To tak destrukcyjne środowisko pod każdym względem... No cóż, mimo pewnych trudności i na końcu zmęczenia, wręcz wykończenia trasą, która nie okazała się wcale taka długa - raptem 40 km - cieszyło mnie tylko to, że wróciłem i to koniec trasy. Jeździć gdzieś po nocach gdzieś dalej dzisiaj to by mi się już nie chciało. Zbyt padnięty na to jestem. A to duża zasługa wczorajszej trasy. Nie doceniłem tego od razu, ale wczorajsza trasa wykończyła mnie bardziej niż się spodziewałem. A do tego ten pech dzisiaj, że się wszystko tak psuło i nic nie działało... Zwątpienie miałem nawet czy to dobrze, że pojechałem. No dobra nie będę się zgrywał. Zawsze jest dobrze pojechać. A nie zawsze jest dobrze. Tylko na blogu mam opisane ponad 1000 swoich tras, co przekłada się również na ponad 1000 dni rowerowych w prawie 7 lat. Bywały różne sytuacje i awarie. Nie mogło to jednak przekreślać samego wyjazdu - ten jest zawsze najważniejszy. A te statystyki? No przecież to wyliczę. I niechętnie bo to zawsze niepotrzebny problem.... No ale dodam poprawkę dla licznika. Zresztą to nie pierwsza poprawka w ogóle, a także nie pierwsza za 2022 r. Więc różne wydarzenia już miały miejsce - tylko w te 186 tras (bez dzisiejszej). I z pewnością jeszcze nie jedno wydarzenie będzie miało miejsce. A tak koniec końców pomijając to, że dzisiaj było nie przyjemnie zimno (przynajmniej mi) - bo towarzysze tego zdania nie podzielili. To chyba tylko mi dzisiaj było zimno :( Ale za to mi wczoraj było ciepło a MK i JS niekoniecznie :-) Trasa była naprawdę fajna i udana. Towarzysz dzisiejszej trasy i główny zamieszany w to wszystko WG - pokazał fajne miejsca, których do tej pory w Szczecinie nie znałem. Te miejsca z pewnością spodobałyby się JS. Szkoda, że dziś ze mną nie pojechała :( No cóż, pewne kontuzje są wpisane w sport, w rowerowe życie, któremu się poświęcamy. Tak bywa. Także ten męczący dzień się skończył. A ledwo dojechałem. Jeszcze na ul. Parkową jeszcze jakoś poszło, ale gdy przyszło z niej wracać - zresztą sam chciałem przez miasto... ul. Kolumba jest jeszcze rozwalona, nie fajnie się tam jedzie. No ale powrót i tak był ciężki, gdy wjechaliśmy na ul. Gontyny. A tu znowu pod górę... Masakra... Każde zniesienie było już drogą nie do pokonania. Jakoś się jednak przebrnęło przez te trudności. Dalej przez miasto na ul. Potulicką, gdzie od lat nie jeździłem i prosto w dół na Pomorzany. W końcu koniec! Nie często oczekuję po trasie kiedy się skończy. A dziś było tak, że tego oczekiwałem. Taka pogoda, pogoda. Zimno, wilgotno. Te gęste chłodne mgły. Dawały one ciekawy kontrast, ten przydał się zarówno na Papierni, gdzie było parę fajnych zdjęć i mały urbex. Odwiedziłem jeden z budynków, którego w Lipcu 2021 r. nie odwiedzałem - bo był chyba wtedy zamknięty. A dziś otwarty. Z dostępem do dachu, z którego było widać całą panoramę miasta. Dopiero gdy wracaliśmy z Papierni, wjechaliśmy na tą cholerną ul. Inwalidzką. Tam minęliśmy kościół im. ks. Henryka Świerkowskiego i udaliśmy się na dawny po niemiecki cmentarz, z którego już nie wiele zostało. Dalej była to ciągnąca się ul. Inwalidzka, przy coraz gęstszej zabudowie jednorodzinnych domków, i kolejnych osiedli, które w tych stronach osiadają. Dzielnica Skolwina w ten sposób łączyć się będzie ze wsią Przesącin. Bynajmniej kiedyś, jeśli nie nastąpi opamiętanie w tej wszechobecnej zabudowie - to na pewno się tak stanie. No dobrze, ten cmentarz był ostatnim punktem dzisiejszej wycieczki gdzie jak zwykle się okazuje, że dnia jest za mało... Powrót jak już pisałem - cięższy. Te ostatnie kilometry to już ostatkiem sił. Myślę jednak, że po obiedzie byłoby inaczej i znowu miałbym siły jeździć! A na dzisiaj tyle... Może to już naprawdę jeden z ostatnich dłuższych wyjazdów w tym roku? Takie w końcu miały się jeszcze w październiku po kończyć. A tym czasem wciąż i wciąż jeżdżę i wciąż mi mało... A tak na koniec taka mała uwaga, związku z tą sytuacją z licznikami - to czas wyliczany był z GPS czas jazdy - cały czas nagrania: 3h 23min, jazdy gdy prędkość była inna niż 0s, z odjęciem ewentualnych błędów z początku filmiku - na sumę aż 360s (6 min) wyszło mi takie i tak 3h. Dla porównania kolega MK na liczniku miał czas 2h 40min. I on mieć mógł. U mnie dobiły się te okresy, w których poprowadziłem rower. Więc zajęło mi to więcej czasu. W takich sytuacjach z problemem z licznikiem jak dzisiaj, zawsze będą pewne nie ścisłości. Jednak najbardziej jak to możliwe to staram się ten czas oszacować. I tak było w przypadku tej trasy - nie może to być przekłamane, jeśli już to nie dużo. Bo tak by wychodziło koło 3h. No ponad 3h to za dużo licząc to co się nagrało a nie była to jazda. A znowu 2h 40 min czy nawet 2h 50 min to znowu za mało uwzględniając, że idąc pieszo - przedzierając się, straciłem więcej czasu. No i zjazd z ul. Inwalidzkiej dla MK to np. chwila była, a ja tam z 3 min schodziłem. I już są te różnice widoczne. Nie sprawdzałem ile to dokładnie zeszło, ale na pewno znacznie dłużej niż jadąc. No cóż. Powiem tylko tak - powtórzę się - takie sytuacje miały już miejsce. I pewnie będą miały. Różne sytuacje mają miejsce (i awarie).

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa04grudnia2022zdj1.jpgtrasa04grudnia2022zdj2.jpgtrasa04grudnia2022zdj3.jpgtrasa04grudnia2022zdj4.jpgtrasa04grudnia2022zdj5.jpgtrasa04grudnia2022zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)