Trasa z dnia dzisiejszego - planowa - przerosła jednak w negatywny sposób oczekiwania wobec niej. Tak sobie planowałem, tak sobie myślałem, że by było fajnie dla odmiany tak sobie po mieście pojeździć. Taki typowy miejski wojaż. Właśnie teraz na weekend, ciężki weekend. W końcu wczoraj miałem długi dzień - to nie tylko trasa rowerowa, ale później koncert w Koszalinie - Tomek Trust & Anna Kucharska, koncert na 19 do 21. Nim się tam po ogarniało, nim wróciło nim koleżankę odwiozłem do Gryfic i sam wróciłem to było już po godz. 23. Przespać się i z rana w drogę w tę dzisiejszą ciekawą podróż. A właśnie wczorajsza: Trasa na i przez Iglice. Historia z dnia wczorajszego równie ciekawa co dzisiejsza. I poniekąd też cięższa. Mimo większych ambicji jakoś tracę zapał i możliwości do jeżdżenia - tak mi się chwilami ciężko jeździ. W ogóle sił nie mam. A dzisiaj jeszcze dobijały mnie te góry na Stołczynie, na którym byłem wraz z towarzyszem dzisiejszej podróży z WG. Na sam koniec dnia dosłownie bo balansowaliśmy już minutami do zachodu (minutami po zachodzie słońca) - do wyjazdu dołączył KW. Z nimi jednak dalej, w drugą część trasy nie jechałem. Nawet nie miałem w planach nocnych ekspansji. A tak szczerze pisząc to, że takich nie lubię to jedno. A drugie, że jednak takie planuję. Ale to dopiero w ciepłe noce. Nie takie listopadowe... Chłodne, mgliste. A ciepłe. Szykuję się na nocny Ultra Maraton Szczecin - Kołobrzeg 2023 r. W 2021 r. poległem: 147 UltraBike 2021: porażka w obecnym 2022 r. z racji takiego nieudolnego roku nawet nie podjąłem się tej próby. Nie czułem się na tyle na siłach aby jechać takie dystanse. Więc odpuściłem. Ale w nadchodzącej przyszłości nie odpuszczę! Podobnie jak nie odpuszczę z każdą kolejną szansą na rozwój. Ale to dopiero w roku rowerowym 2023. W tym roku już mi to nic nie da. Dopiero w październiku zaczęło mi się dobrze jeździć. A na to jest już za późno - z racji na porę roku, bardzo krótkie dni. Nie dam rady już się wybić. Gdyby było tak od początku roku to by była inna rozmowa! I więcej tras! Dlatego szykuję się na nocne jazdy. Trzeba do nich podejść systematycznie - zwiększając czas jaki spędzę w okowach nocy. Ta w sumie ie potrwa zbyt długo w czerwcowy czas... No może tak do 8h maksymalnie. Da się przeżyć! Gdybym jednak był na to przygotowany to może bym się skusił aby dalej jechać? Chociaż nie wiem. Nieco wykańczają mnie te trasy. Te góry na Stołczynie mnie wykończyły. A zjazdy jeszcze gorsze. Nie mam na czym zjeżdżać z tak stromych zjazdów jak np. z ul. Strzałkowskiej. Tam się z powodzeniem można rozpędzić do 50-60 km/h. I na czym wyhamuję?! Na gówno wartych v-brakach? No chyba nie. Jednak moja krótka historia związana z ZS dowodziła tego, że na ul. Strzałkowskiej nigdy nie zdecydowałem się na zjazd. Co najwyżej na podjazd, ale to było i tak bardzo ciężkie. W ogóle dzisiaj kilka ciężkich podjazdów było - cały pieprzony Stołczyn taki jest. Włącznie ze Skolwinem i dzielnicą Bukowo w stronę Polic. Niekończące się góry. Tutaj trzeba mieć inne przełożenia - z kasetą 34s to minimum. A najlepiej jeszcze wyższą, inaczej to się wykończyć idzie. Jednym z takich większych wyzwań była ul. Dąbrówki a zaraz za nią Kościelna. Niezbyt przyjazne tereny. W ogóle - w tym mieście nie ma przyjaznych terenów. Jednak nie o tym miał być dzisiejszy wpis! A w zasadzie o takim miejskim wojażu, który doprowadził mnie z centrum z ul. Jagielońskiej przez ul. Parkową do Ul. Dąbrówki. A wszystko po to aby wrócić do centrum a w zasadzie już bliżej jego obrzeży, wzdłuż ul. Gdańskiej do Basenu Górniczego. Rozłożona na kilka godzin trasa przyniosła nie oczekiwanie spore odległości jak na miejski wojaż - prawie 40 km. A prócz kilometrów przyniosły pewną myśl. Tą myśl wypadałoby rozwinąć: "każda dzielnica, ulica to inna historia, a te piszą ludzie".
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1145
Trasa nr [łączna]: 1225
Trasa nr [na blogu]: 1139
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 183
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1213 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1127 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 11653 km
Stan Licznika Końcowy: 11691.5 km
Stan Licznika Końcowy2*: 11685.34 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 24268 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 24306 km
Maksymalna prędkość: 29.8 km/h
Przejechałem: 38.5 km
Przejechałem [msc]: 428.54 km
Przebieg roweru [rok]: 7136.73 km
Przebieg roweru [suma]: 48391.04 km
Przejechalem w 2022: 7136.73 km
Podroż dookoła świata (2022) 17.8418 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 120.9776 [%] km
Czas jazdy: 02:30:09 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3065:23:29 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2841:57:21 h
Czas Jazdy Suma (2022): 471:03:10 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 28:37:26 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:02:40 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:34:27 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:55 h
Średnia: 15.4 km/h
Dzisiejszy wyjazd, dość szybko udowodnił mi dlaczego tak bardzo nie lubię miasta. Wręcz go nienawidzę. Zawsze uciekałem ze Szczecina, nie lgnąłem tutaj. Jednak dłuższy czas jeżdżenia po wioskach, spokojniejszych i milszych terenach też może się znudzić. Dla odmiany chciałem wkroczyć w taki miejski klimat. A przydarzyła się ku temu idealna okazja na dzień dzisiejszy. Już w zeszłym tygodniu kombinowałem jakiś wyjazd po mieście, pisałem w tej sprawie do WG. Ostatecznie tamten plan upadł. A pojeździć udało się dzisiaj. Choć nie od razu i nie tak szybko jakbym chciał - jeszcze nim ruszyłem w trasy, użerałem się ze starszą osobą (atechniczną), przy tym upierdliwą. Miałem nadzieję, że temat się szybko ogarnie z godzinkę, półtora i już. A to niestety przedłużyło się gdzieś w okolice 3h. I ostatecznie w trasę ruszyłem dopiero o ok. godziny 12. Z planowanym powrotem na godzinę 16 nie było wcale dużo czasu na jeżdżenie. A do tego miałem jakąś miejską absencję. Gdy tu bywałem nieco częściej to nieco lepiej ogarniałem miasto - choć nie do końca. A dziś miałem problem z tym jak dotrzeć do tej cholernej ul. Parkowej. Przedzierałem się przez centrum, boczne uliczki, już po remontach (ul. Błogosławionej Królowej Jadwigi, ul. Małkowskiego) po te wciąż w remoncie. W ogóle całe miasto (no prawie) jest rozkopane. Same problemy z jeżdżeniem tutaj są - np. ul. Wojska Polskiego od Bramy Portowej. Przejeżdżałem tam po placu budowy. Jak już tam wjechałem to co miałem zrobić. Stąd jakoś jechałem w stronę Wałów Chrobrego i zamiast jechać prosto ul. Parkową na bloki gdzie mieszka WG to skręciłem na Dubois :D Koniec końców jednak trafiłem. Wszak już kiedyś tam byłem... Ale kiedy to było prawda? Pewnie w 2021 r. Tylko tak się zdarzyło, że byłem tam samochodem nie rowerem (sprawdziłem, rowerem z Aurelią nie byłem tam na Parkowej ani w okolicy w ogóle!). Nie mniej nie ważne czy rowerem czy nie - mogłem zapomnieć bo było to i tak dawno. A ja teraz po Szczecinie już tak dużo nie jeżdżę. Nie jak kiedyś (2020-21). W tamtych latach poznawałem miasto i sporo tam jeździłem. W tym roku co prawda kilka razy tu byłem. Nie ma to jednak takiego odzwierciedlenia. Mimo wszystko, mimo tego, że wkurwia mnie to miasto - organizacja ruchu tutaj, i wszelka masa utrudnień - była to jakaś sentymentalna podróż, z dzielnicy na dzielnicę, z ulicy na ulicę mijając to co niegdyś mijałem wiele razy. Z WG wybieraliśmy się na ul. Dąbrówki. Niestety po wciąż najgorszej drodze w Szczecinie - dotąd taką mogła być ul. Kolumba. Ta jest jednak w remoncie, i może nie będzie tam tak źle. Choć nie wiele się tam zmieni, zważywszy na błaznów z magistratu Szczecina, którzy przyklepali projekt przebudowy drogi, który w zasadzie powiela dawne organizacyjne błędy i patologię samochodową, która miała tam miejsce. No ale to historia na inny wpis. Dzisiaj czepię się długiej ulicy biegnącej przy Odrze od ul. Kolumba po same Police. W zależności od dzielnicy przyjmuje ona inną nazwę (ul. Jana z Kolana, ul. Łady, ul. Firlika , ul. Ludowa itd). No wiadomo o co chodzi. Kawał chujowej drogi, rozjebanej do granic możliwości z szerzącym się urbanizacyjnym debilizmem budowania tego miasta i jego dawnej strefy przemysłowej - z wiodącą Stocznią Szczecińską. Ta cała droga nadaje się do gruntownej przebudowy, z budową szerokich i bezpiecznych dróg dla rowerów, chodników, oraz odseparowanych od aut torów kolejowych. Tu trzeba lecieć nawet po trupach i wywalać niepotrzebne prywatne zakłady, aby dokonać sensownej przebudowy tej części miasta. Jechać tutaj to jest utrapienie. Od początku miałem ku temu idące dalekie wątpliwości. Nie jest to ani fajne ani bezpieczne. Niegdyś się sporo najeździłem tą drogą i teraz nie chcę do niej wracać. A niestety dzisiaj taka historia miała miejsce. I tak do Stołczyna. Jednej z najgorszych dzielnic tego miasta. To się nadaje aby tu bomby wywalić w cholerę. Same zacofanie, alkoholizm, ćpuny. Obskurne kamienice, sypiące się coraz bardziej, po upadłe po PRLowskie firmy, pamiętające dawną Polską Myśl Technologiczną... I co z tego, skoro nic z niej nie wyszło. Absurdalne marnowanie terenu na ogrody działkowe. Tam można by było sensowne osiedla porobić a nie pielęgnować śmietnik którymi są te ogrody działkowe. I taka ciężka ta trasa, kończyła się właśnie tu w Stołczynie. Potem przejazd na Bukowo, kolejne góry do pokonania. Wykończenie było większe. Do tego mam wykończony napęd w Aurelii, który przekracza już 10k km. Coraz bardziej się to sypie, problem z hamulcami, ciągle mi koło tylne wpada w szczękę hamulca. Co prawda WG próbował to regulować ale na ile to pomoże? Trzeba wymienić hamulec z tyłu to na pewno. Z przodu jeszcze jakoś działa. No ale z tym napędem jest coraz gorzej. Sypie się do granic możliwości. I tylko patrzeć co pierwsze odpadnie - czy koło z tyłu czy przerzutka. Cała gra w zasadzie kręci się wokół tych dwóch elementów, któryś z nich nie da rady i zarżnie do końca cały wykończony napęd. To i w sumie takie gorsze momenty, gdzie spadek energii jest do zera, potęgowany tą nic nie wartą drogą w mieście (niestety znowu wracaliśmy przy Odrze, dołem...). Wolałbym wracać górą, miastem niż po tym zadupiu. To trochę trwało. Nim się dojechało do Wałów Chrobrego a potem na Gdańską. A tam na miejscu to już był zachód słońca... I tak się kończyła dzisiejsza historia. Ostatnie ujęcia z drona, widziałem się dziś tylko chwilę z KW. I powrót przez miasto na ul. Jagielońską gdzie dziś parkowałem. A tak swoją drogą drogą to szybko się ściemnia. Mimo tego, że dzisiaj a to nie zdarzało się od października - na trochę wyglądało słońce, przebijało się przez gęstą mgłę - nie powstrzymało nadchodzącego zbyt szybko mroku. Ledwo mijała 16 a to już się tak ciemn robiło... Za szybko - tak samo jak za szybko następował zachód słońca, który dzisiaj zakończył dzień o godzinie: 15:50. Dzisiejsza kończąca się trasa przyniosła jeszcze myśli - na przyszły weekend. Tak sobie pomyślałem, że fajnie by było jeszcze przyjechać. Ostatni raz w tym roku na taką dłuższą trasę i wyjazdową! Ustalam dopiero szczegóły ale wstępnie w przyszły weekend sobota / lub / niedziela z WG i ekipą na Papiernię na Skolwinie, a w drugi dzień znów sobota / lub / niedziela z JS pojechałbym chętnie na ostatni urbex w tym roku do Neu Grambow - miejsca w którym straszy! Zobaczcie sami jak nie wierzycie: Tajemnice Neu-Grambow. Miejsce te odwiedzałem później z GŻ i nie było już tak strasznie: Neu Grambow: Getreidespeicher. W tym roku chciałbym zabrać tam JS... :) Mogłaby być to ciekawa wyprawa. Tak wstępnie ułożyłem plan taki, że być może pojechałbym 2x do Szczecina (na dwa dni = dwie trasy) w przyszły weekend. Wstępnie prognozy pogody są zachęcające! Nawet po +6℃ za tydzień w sobotę (04.12). To szkoda nie skorzystać z pogody... I czasu. Zastanawiające jest natomiast to, czemu wciąż jestem taki ambitny. Przecież jest koniec listopada. Wkrótce zima. Dobiłem obecny napęd i coraz więcej elementów w Aurelii. Liczyłem cały czas na to, że już od listopada nie będę ambitny i co najwyżej się skupię na trasach (maksymalnie do 50 km) w okolicach domu! Wielokrotnie ten plan powtarzałem - choćby w obliczu rosnącej ilości przejechanych km na przedniej oponie Schwable 1.65". Swoją drogą - tak to reklama! - bardzo dobre opony. Ponad 30k km...: Trasa "50-tka": "30k km opony!". A teraz jest taka sytuacja, że kończy się listopad. A ja wciąż jestem ambitny i wciąż chcę jeździć! I często ponad siły i możliwości które o tej porze roku mam... No zobaczymy jak wypadną te plany w przyszłym tygodniu. W kończącym się tym roku rowerowym. Zobaczymy ile jeszcze ten napęd przeżyje i jeszcze jakie historie będą dane mu przeżyć. Niepokoi mnie jednak ta ambicja. Bo to nie tak miało być! Miałem już odpuścić. Nie wyjeżdżać. Leśne przygody z JS, nasze trasy w lasach pod Skrzydłowem miały być ostatnimi takimi wyjazdami bo takie wyjazdowe okresy miały być maksymalnie do pierwszych dni listopada gdy jeszcze pogoda jest w miarę i dzień w miarę długi. A teraz ani dzień długi ani pogoda nie ta.. A ambicje wciąż są. A może ja chcę nadrobić ten niekoniecznie udany rowerowo rok? Może i nie udany ale jednak ponad 7k km i tak zrobiłem i tak. Więc nie wiem w czym problem i co wciąż pcha mnie do tego jeżdżenia (mimo wszystko)...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)