27.11.2021
Jazda nr: 947

Tagi: wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa poprowadziła mnie częściowo planowanymi fajnymi a do tego częściowo terenowymi szlakami, o czym myślałem już na trasie: Rekonesans przygód. Jednak piękne założenia nie przełożyły się na rzeczywistość. Choć pogoda mi dopisała, bo przynajmniej do końca dnia, a ten liczę dopóki nie zrobi się ciemno było w miarę znośnie. To jednak trasa się w pełnym wymiarze tego co sobie planowałem nie udała. Poszło o nic innego jak o patologię w której mieszkam. Nigdy nie miałem normalnego domu, dobrych wzorców do naśladowania. I ta zła sytuacja trwała już od samego rana. W konsekwencji wyjechałem w trasę po godzinie 12. A planowałem już 9-10 i to maks. Od rana było naprawdę pięknie. W pełni słońca, bezchmurne niebo. Nic tylko jechać! Cieszyć się tą nie często w okresie jesienno-zimowym pojawiającą się aurą pogodową. Szczególnie, że najbliższe dni mają być trochę ciężkie. Spore opady deszczu a nawet ma się pojawić śnieg, który co ciekawe od wczoraj już w części Polski się pojawił. Więc trzeba korzystać póki można. To dla mnie w sumie spory problem. Nie mam nadmiaru zrobionych kilometrów. Moja sytuacja nie przewiduje tego, że będą gorsze dni z gorszą pogodą, a to w konsekwencji uniemożliwi mi jeżdżenie i tym samym nabicie pozostałych kilometrów. A takie najbliższe dni mogą być. Nie powiedziane do tego, że gorsze dni do końca roku się nie powtórzą. Wobec tego jestem po prostu na straconej pozycji. Łudzę się niepotrzebnie, że jeszcze mogę wybrnąć z tej ciężkiej sytuacji ale to nie prawda. Pogoda wiele zmienia. Moje założenia są takie, że pogoda do końca roku będzie mi dopisywała. I tylko wtedy miałbym szansę na te cholerne 10 000 km, na których tak bardzo mi zależy. A jednak. Choroba mi to odebrała :( Odebrała mi więcej niż myślałem: Makowice: Historia przetrwania a mianowicie: ostatnie nadzieje i fizyczne możliwości ich realizacji. Dla mnie pozostają teraz takie ochłapy jak dzisiejsza trasa w dość chłodny dzień (do +4℃). I co z tego, że słonecznie jak zacząłem jechać to słońce zgasło, zrobiło się chłodniej. Niebo przybierało ponure barwy. Inaczej by sytuacja wyglądała gdybym naprawdę wyjechał z rana jak planowałem. I wtedy nie powiedziane, że dzisiejszy dzień skończyłby się tylko na 50 km. Tak dla jasności zabrakło nawet do 40 km. Zabrakło nadziei, która definiowałaby jakiś cel w tym wszystkim co robię. Zbyt wiele zranionych uczuć, zbyt wiele osobistych problemów co mnie po prostu blokowało na trasie :( I stąd ta porażka, którą można łagodnie uznać tylko nieudaną trasą. W tytule wpisu, nieudanym wojażem. Ale to naprawdę łagodna wersja tego o czym naprawdę myślę, i tego jak naprawdę się paskudnie dziś czuję.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 952

  • Trasa nr [łączna]: 1033
  • Trasa nr [na blogu]: 947
  • W tym tygodniu: 5
  • W tym miesiacu: 18
  • W tym roku: 207

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1023 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 937 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 4298.23 km
  • Stan Licznika Końcowy: 4337.07 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 4337.44 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16921 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 16960 km

  • Maksymalna prędkość: 27.4 km/h

  • Przejechałem: 38.84 km
  • Przejechałem [msc]: 630.5 km
  • Przebieg roweru [rok]: 9018.25 km
  • Przebieg roweru [suma]: 41029.61 km

  • Przejechalem w 2021: 9018.25 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 22.5456 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 102.574 [%] km

  • Czas jazdy: 02:25:55 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2579:44:46 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2356:18:38 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 555:44:58 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 37:03:21 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:03:31 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:41:05 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:30 h

  • Średnia: 16.07 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak już wspominałem nieudała mi się. Miałem fajne plany. Ale to tylko plany. Rzeczywistość nie pozwoliła ich realizować. Może gdyby sytuacja w domu była inna, nie miałbym tego obciążenia od rana, pojechał bym szybciej to wtedy w innym tonie opisywałbym dzisiejszy dzień. A to niestety. Co prawda dzisiaj czułem się trochę tak zmęczony, no ale bez przesady. Nie aż tak mocno abym nie dał rady zrobić głupich 50 km. Ostatnie dni spędzam dość ambitnie z Aurelią. Walczę o każdą trasę i o każdy dzień. Bo nawet jeśli nie udałoby mi się dojść do tych upragnionych 10 000 km, miałbym na to dobrą wymówkę. Byłem w tym roku chory kilka razy, pogoda swoją drogą. Ale te właśnie, że chory parę razy mogło decydować. Miałbym jednakże dobre uzasadnienie - usprawiedliwienie wręcz. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy a nawet ponad swoje siły, wykorzystałem każdą szansę i okazję, i poświęciłem cały wolny czas na jeżdżenie. Nie mam sobie absolutnie nic do zarzucenia. Zawalczyłem o swoją historię. Walczyć za siebie zawsze można, niezależnie od tego jakie przyniesie to rezultaty. W końcu na rezultaty naszych działań nie zawsze mamy wpływ, szczególnie jeśli zależą one od zewnętrznych czynników, na które nie mamy wpływu. No cóż, kolejne smutne dni i związane z nimi dywagacje. Moja smutna w dniu dzisiejszym trasa prowadziła mnie na Boguszyce, nie przyjemną leśną drogą. Z Boguszyc pojechałem na jeszcze mniej przyjazny Wołowiec w którym jacyś chorzy umysłowo ludzie bo normalni nie mają takich psów, trzymają dwa wielkie bydlaki, te groźne rasy. I to pod relatywnie małym jak na nie ogrodzeniem... A jak pamiętacie moje narzekania z poprzednich wpisów, te cholerne psy na tych cholernych wsiach coraz częściej się mnie w nieuzasadniony sposób czepiają. No ale pomijając te cholerne futrzaki, powrót do domu jest raczej osobisty. Nawet nie chodzi o to, że jest mapka do trasy ;) Ale dla stałych czytelników nie stanowi to żadnej zagadki. Wracałem dość znanymi szlakami trasy 50-tki, przez Wierzchy na Truskolas. I jeszcze smutniejszą - bez brzóz ;( drogą DW108. Te zamordowane drzewa, nadal tam leżą i gniją. Pierdoleni zwyrodnialcy. Na sam koniec pochwalę się pewną myślą jaką załapałem w dniu dzisiejszym. Załapałem ją jeszcze przed zmartwieniem się o to, że najpewniej i tak się nie uda przez pogodę -.- A mianowicie, na kanwie moich ostatnich jazd tak sobie pomyślałem, że mógłbym robić w tygodniu trzy trasy po 40 km, a w jednej robić po prostu 30 km. Dawałoby mi to tak naprawdę 3 trasy po 50 km w tygodniu. Tylko czy to się uda? Obliczyłem sobie w głowie, że takie działania za miesiąc Grudzień dałaby mi zaledwie 15 tras po 50 km. To może być za mało, jeśli pozostało mi do zrobienia 1000 km. To stanowczo za mało... Nie wiem dokładnie ile :) W tym tygodniu nie uzupełniałem bloga ani o opisy tras, ani pozostałe informacje tj: statystyki, media i mapki. Ostatni w pełni uzupełniony wpis na dzień dzisiejszy tj. dzisiejszą trasę wypada na 21.11: Trasa "20-stka". Jednak ten optymizm, którym chciałbym się kierować nie jest niczym uzasadniony. Jeśli znam życie a niestety znam to na w tym roku z 10 000 km sobie nie poradzę. A skoro w tym roku nie dałem rady to w przyszłym czy kolejnych również nie mam co na to liczyć. W tym roku miałem zbyt wielką na to szansę, co było związane ze ZdalnąSzkołą. Taka szansa już się nie powtórzy. A do tego dochodzą inne czynniki. Będę tylko starszy i bardziej życiem zmęczony. No cóż, może 10k km nie jest jednak dla mnie? Oczywiście póki rok się nie kończy, póty będę o to walczył. Jednak jestem z góry na przegranej pozycji i nawet nie mam co sobie wmawiać, że jest inaczej... :(

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa27listopada2021zdj1.jpgtrasa27listopada2021zdj2.jpgtrasa27listopada2021zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)