Trasa z dnia dzisiejszego przybrała nieoczekiwany obrót.. Bardzo negatywny, który nie rzutuje dobrze na to, co będzie dalej. Nie dość, że coraz bardziej pojawia się akcent idącej jesieni, który tłumi gorąca, wręcz upalna pogoda.. To regularnie pojawiają się problemy techniczne z Aurelią.. Te są dla mnie prawdziwą passą w tym roku, i już mnie to do tego stopnia wkurwia, że nawet nie zamierzam wymieniać klocków hamulcowych a wkrótce będę musiał. Podregulować na pewno.. Bo już słabo łapią, ale wymienić też z czasem trzeba będzie.. A jednak mam to w dupie. Już sobie postanawiałem, że nic nie zrobię więcej przynajmniej do końca roku, ale problemy w ostatnich dniach jednak wymusiły na mnie wymianę tylnej manetki, choć mam wątpliwości czy na pewno dobrze zrobiłem, bo okazało się, ze problem jest z przerzutką :( Sytuacja dosłownie z ostatnich tras: Szlakiem Muru Berlińskiego
z Gryfusem - dzień 1, Makowice-Lotnisko & Nowe drogi. Problem z przerzutką jeszcze mam, dopiero będę zamawiał nową - problem w tym, że nie mogę znaleźć takiego samemu modelu (Alivio M410). Chyba już ich nie sprzedają. Wobec czego byłem zmuszony zamówić inną. I zamówiłem też Alivio prawdopodobnie następcę M410, a potem M430 - ALIVIO RDM-4000. Mam nadzieję, że wytrzyma podobny przebieg (25-30 tyś). Inaczej już nic nie będzie takie fajne. No ale dobra.. Przerzutka czy tam powiedzmy manetka mogła być przepracowana. Tylko okazuje się, że i opony mam do wymiany. Przynajmniej tylną oponę. Choć po niej tego nie widać, wciąż ma bieżnik, nie jest popękana, nie jest zniszczona. A jednak dzisiaj zawiodła.. Zawiodła po zrobieniu skromnych: 9568 km. A dętka ma dokładnie 9535 km. Nieco skromniej ;) No bo mając od razu oponę nie miałem nowej dętki.. Stąd te kilometry się rozjeżdżają. Nową oponę z tyłu mam od trasy: Trasa "20-stka": docieranie opony z 25.04.2019 r.. Do tej pory działała niezawodnie. A to przecież sporo tras licząc od ID=396 do ID=657. Dzisiejszej trasy nie liczę bo dzisiaj w trakcie trasy po przejechaniu 33.20 km opona zawiodła. Do końca trasy używałem nowej dętki, po wymianie. Jednak na trasie się okazało, że nie miałem pompki, na serwis czekałem jakieś 1.5h.. No ja.. pierdole.. Wszystko się dzisiaj rozjechało.. Ostatecznie z trasy nie byłem do końca zadowolony ani towarzysz MM. Byliśmy w końcu u celu podróży w Pałacyku w Iglicach, ale ostatecznie tylko ja się tam z rowerem wbiłem.. Przez tą dziurę w murze ;) Wiem, że to nie jest fajne, ryzykuje się pogryzienia przez nie wiadomo co, liczne poparzenia od pokrzyw i innego cholerstwa.. No ale mimo wszystko być a nie wejść, i co Ty na to MM? ;) Nie wszedł za mną, a myślałem, że idzie.. Ja pewnie się wbijam a on nie wszedł :( Może jakbyśmy czasowo byli do przodu jaki był pierwotny plan to by nieco inaczej się ułożyły losy tej trasy.. A tak ta dzisiejsza trasa przybrała taki nieoczekiwany obrót. I teraz nie mogę być już niczego pewnym. Nie mogę 100% ufać oponie, która już raz mi dętkę przebijała.. No raz, dwa razy może się zdarzyć, ale za trzecim razem opona idzie do śmieci. Pytanie tylko ile jeszcze pociągnie? Ogólnie z Schwable Mundial miałem dobre skojarzenia. Moja pierwsza taka opona i to właśnie na tylnym kole pod sakwami wytrzymała prawie 12 tyś km (Na szlakach S6 -
Obwodnica Płotów). Tylko to była inna sytuacja, ta opona miała poważne uszkodzenie - przecięcie poszycia bocznego do tego stopnia, że wylazł balon z dętką. A teraz?! Jakim prawem to się przebiło?! Przecież dbam o ciśnienie i w ogóle.. I teraz nie wiem czy to szczęście w nieszczęściu, że te wydarzenie nie stało się dajmy na to na Gryfusowym wypadzie po Berlinie i okolicy? Tam było przecież ku temu sporo okazji.. W tym ten wybór dróg.. Po lasach, szrucie, i Bóg wie czym.. Tam było ogromne ryzyko, że coś się stanie.. Ba, wiele kolarzówek próby nie przeżyło.. No cóż.. Stało się, trzeba żyć dalej.. Jechać dalej bo przede mną jeszcze kolejne kilometry dróg i nieoczekiwane perypetie, jakie mogą się na szlakach tras zdarzyć!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 658
Trasa nr [łączna]: 740
Trasa nr [na blogu]: 654
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 134
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 731 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 645 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 4326 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 4385 km
Maksymalna prędkość: 37.6 km/h
Przejechałem: 58.65 km
Przejechałem [msc]: 631.19 km
Przebieg roweru [rok]: 5820.28 km
Przebieg roweru [suma]: 28386.01 km
Przejechalem w 2020: 5820.28 km
Podroż dookoła świata (2020) 14.5507 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 70.965 [%] km
Czas jazdy: 03:53:07 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1792:11:08 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1568:45:00 h
Czas Jazdy Suma (2020): 370:21:40 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 39:10:29 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:21:10 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:45:50 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:03 h
Średnia: 15.1 km/h
Dzisiejsza trasa miała być taka fajna i w ogóle a nie była :( No dobra była fajna ale nie tak jakby się chciało.. :( Posmutniałem dzisiaj, wkurwia mnie to wszystko.. Nie dość, że idzie jesień, dla mnie wyjątkowo smutny czas. To jeszcze problemy z Aurelią. Nieustanne zmiany i niszczy świat wokół nas, ta najmniejsza nasza ojczyzna.. Te miejsca, które codziennie zwiedzamy mieszkając tutaj gdzie mieszkamy.. Jakoś to tak wszystko się składa. I robi się smutno. Dzisiejszego po południa już po zjedzeniu obiadu, w ten ciepły upalny dzień, pewny siebie i Aurelii pojechałem w tą wyprawę, którą dzisiaj układał kolega MM ;) Ja mu tylko podpowiedziałem, że dzisiaj Iglice, a dojazd do nich dłuższą drogą był już jego inicjatywą! ;) Więc jechałem do Reska, wzdłuż znanej ruchliwej drogi. Nie będę mówił ile razy wyzywałem durniów i to głównie na blachach PO. To nie ma sensu. Skupię się na innym obrazku.. Jak drzewa sypały żółtymi liśćmi.. Wiał ciepły wiatr.. Jednak wyczuwam w nim nadchodzącą jesień i popadam w taki logicznie nieuzasadniony smutek. Ciągle się czymś zamartwiam, mam różne myśli, wracają wspomnienia z dawnych lat, tego jak było kiedyś. Jaki świat był piękny i niewinny. A teraz czuję się coraz bardziej wyobcowany, samotny, opuszczony. Być może przeczuwam to, że wkrótce (perspektywa dekady, może krócej) i moja droga się skończy :( Lecące żółte listki z drzew, spadające noski z klonów.. Bombardujące drzewa żołędziowe.. MM coś o tym wie xD Jak dzisiaj żołędziem dostał.. No taki jest urok jak się jeździ bez kasku xD Ale spoko, też jeżdżę bez kasku. Na coś trzeba umrzeć :) Droga do Reska taka smutna.. Jesienna.. A pod Reskiem w Policku, wyraz tej ludzkiej chciwości i skurwysyństwa. Wymordowane drzewa, zniszczone oznakowania drogowe.. Kawałek dalej, ładny obrazek.. Pracujące w polu kombajny.. Dzisiaj było sporo kombajnów i traktorów. A jak pamiętacie bądź nie.. Lubię kombajny! Wkrótce Resko i dalsza jazda.. Pełni słońca, upał powoli daje odpocząć, lecz wiatr przeszkadza jechać. A trasa trwa w najlepsze w dość majestatycznych stronach.. Przez Luboradz, Komorowo prawie pod Dąbie. Pierwotny plan trasy się nieco zmienił, bo mieliśmy jechać przez DK6 do Wicimic. Jak za dawnych lat.. Dąbiowskie lasy czy bardziej wyrazisty przykład: Nowe Drogi - Nowe Przygody z 23.07.2017 r.. A pojechaliśmy przez las w stronę drogi Wicimice - Stara Dobrzyca. A w tym lesie nic dobrego się nie dzieje. Większość wyrżnięta, zniszczona.. Być może gdzieś tu chwilę słabości opona przeżyła, coś się w nią wbiło i przebiła dętkę.. :( Bo właśnie chwilę po wyjeździe z lasu, po przygodzie w lesie tak się stało.. A to swoją drogą ciekawe, tyle kilometrów w lesie i jakoś przeżyliśmy.. I do tego nie było robactwa! A tego się obawiałem a to ani jednego komara i innego cholerstwa! A jednak poza lasem przykra niespodzianka, problemy nawigacyjne serwisu rowerowego na telefon też się dały we znaki, prawie 1.5h oczekiwania, chwila aby skończyć robotę a po tym o nie mało co kolejna tragedia, jak sprawdzałem czy wszystko działa, rozpędziłem się do 30 km/h, wyhamowałem i chciałem mocniej skręcić kierownicą w prawą stronę a miałem właśnie prawą stronę na sakwie przeciążoną, przesunął się mocno środek ciężkości, jak mnie pociągnęło.. Ledwo, ledwo co, prawie leżąc na ziemi utrzymałem Aurelię aby się z nią nie wyjebać... No masakra.. Potem już takich przygód nie było. Zajechaliśmy do tych Iglic, byłem chwilę pod pałacykiem. Ale ze względu na późną porę, niedługo zaczynający się zachód słońca.. Już do środka się nie wbijałem. Powoli wróciliśmy do Reska, żegnając dzień pięknym zachodem słońca, i niezapomnianym zapachem zbóż.. Dla mnie zaczęła się ostatnia prosta z pod domu MM. Do zrobienia nie całe 13 km, co zgodnie z długością nagrania na kamerce zajęło mi dokładnie 29 min 25 sekund. A zgodnie z informacją z GPS, odcinek drogi miał długość 12,66 km. Wobec czego wspomniany odcinek pokonałem z niebotycznie wysoką średnią prędkością: 25.82 km/h. Oczywiście miałem lepsze rekordy: Iglice: "Pałacyk jak ze snu"
- Czerwiec - na odcinku Resko - Płoty. Ale mimo wszystko takie czasy i przeciętne prędkości rzędu 27 km/h, czasem nawet > 30 km/h.. To coś rzadko spotykanego u mnie.. Udziela mi się Gryfus.. :) Żegnał mnie dzień na trasie, było chłodniej, a ja gnałem. Jak się później okaże, nie tylko dzień mnie żegnał.. Żegnałem się także z powietrzem w tylnej oponie, które na nowo zaczęło ode mnie uciekać.. Żegnaj, baj baj powietrze.. baj.. Ale jakoś dojechałem, nie wiem.. może wysoka kadencja przełożyła się na większe ciśnienie w samej oponie i jakbym stanął, zwolnił to bym w życiu nie dał rady. Oczywiście od razu nie byłem tego świadomy, ale coś tak czułem, że się robi miękko, dziwnie tak - szczególnie na zakrętach.. No coś jest na rzeczy ehh.. Obawiam się, że opona mi się kończy. A wcale nie jest taka stara i taka zła.. Przecież ta opona ma dopiero 1,5 roku i nie całe 10 tyś przebiegu. To przednia opona jest bardziej zniszczona a wciąż się trzyma.. Ehh.. Będzie trzeba temat obserwować.. Bo tak nie może być, że się coś wiecznie u Aurelii psuje. Im bliżej magicznej granicy 30 000 km przebiegu Aurelii tym gorzej. I w zasadzie od Kwietnia nie ma miesiąca aby się coś nie psuło.. To już mnie tak wkurwia, tak męczy, że jest to po prostu tak niewymowne..!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)